Spojrzał wstecz - nie był sam...

Witam ponownie!
Tekst króciutki, niesprawdzony i wstawiony dosyć pochopnie. Minęło trochę czasu, więc proszę o wyrozumiałość i wybaczenie. Chwilowo mam parę pomysłów, tylko nie wiem czy jest sens umieszczania ich na blogu. Po tak długiej nieobecności wątpię w istnienie jakichkolwiek czytelników. Jeżeli będzie zainteresowanie to postaram się umieszczać co nie co.
Mimo wszystko potencjalnym odwiedzającym życzę miłego czytania.

~*~

  Zdecydowanie mnie to przerasta. Mimo tego co mi zrobił nie mogę przestać myśleć o tym jak przyjemnie byłoby wciąż być razem. Zapomnieć na chwilę o wszystkim i spędzić wspólnie chociaż jeden kojący wieczór. Jak można być tak naiwnym? Dobrze wiem, że nie mogę do tego dopuścić, a jednak umysł wciąż płata mi figle. Ostatnio nawet zacząłem się zastanawiać czy sam nie przyczyniłem się w jakiś sposób do tego wszystkiego. Tak jakbym na siłę szukał powodu do wybaczenia. Tylko po co? Nigdy nie będę wstanie o tym zapomnieć, a wypominanie przeszłości przy każdym potknięciu nie prowadzi do niczego dobrego. To oczywiste, że nie mamy żadnych szans na bycie razem, więc dlaczego do cholery nie mogę skończyć myśleć o tym co by było gdybym dał mu szansę? Tak bardzo pragnę go znienawidzić.
Cały dzień chciałem poświęcić na leżenie przed telewizorem, ale najwidoczniej ktoś postanowił zniweczyć moje plany tuż przed południem.

- Co ty tu robisz? - Uruha stał przede mną jak gdyby nigdy nic, z niepokojąco spokojnym wyrazem twarzy.
- Muszę porozmawiać z kimś normalnym - powiedział i nie czekając na moją odpowiedź ominął mnie w drzwiach i wszedł do mieszkania. Samo jego przyjście było dla mnie zaskoczeniem, a co dopiero chęć rozmowy.
- Powiedz mi, ale szczerze, żałujesz związku z Reitą? - Pytanie, które mi zadał zmroziło mnie do tego stopnia, że zastygłem z saszetką herbaty w ręce. - Więc?
- Uruha, nie ważne co bym zrobił, teraz to i tak nie ma żadnego znaczenia. - Kolejny już raz nie potrafiłem zebrać myśli. Co bym zrobił? Czy zrezygnowałbym z tego co było na początku? Nigdy wcześniej nie sądziłem, że spotkam kogoś takiego. Nie uległego chłopczyka, ale prawdziwego faceta, którego naprawdę pokocham. On był wszystkim czego potrzebowałem. Wtedy uważałem go za chodzący ideał składający się zarówno z zalet jak i wad, ale takich które bezwarunkowo mną zawładnęły. Skąd mogłem wiedzieć, że to wszystko tak się skończy? - Nawet gdyby nic nie miało się zmienić, to i tak chciałbym przeżyć to jeszcze raz. - Gitarzysta oniemiał ze zdziwienia słysząc moją odpowiedź, ale szybko wrócił do siebie.
- Nie mogę uwierzyć, że niczego byś nie zmienił. Tyle cię to kosztowało. Nie lepiej byłoby po prostu się od tego odciąć? - Kolejne pytanie przypominające mi w jak beznadziejnym momencie mojego życia się znajduję.
- Na pewno byłoby łatwiej, ale co z tego? Nie potrafiłbym tak po prostu zrezygnować z tych wszystkich przeżyć i wspomnień, które są z nim związane. - Może zrobiłbym błąd, ale przynajmniej niczego bym nie żałował. - Skąd nagle takie zainteresowanie moimi sprawami?
- Nie tak nagle. Może ostatnio nie rozmawiamy zbyt często, ale to nie oznacza, że mam cię gdzieś. - Oczywiście wierzyłem w to co mówił, ale nie sądziłem żeby przychodził tu na pogawędki o moich rozterkach.
- Dobrze, ale po co to tak naprawdę tu przyszedłeś? - Wydawało mi się, że Uruha spiął się lekko słysząc moje pytanie.
- Nie wiem co powinienem zrobić z Aoi'm. Długo czekałem na jakąś reakcje z jego strony, a teraz jak w końcu na coś się zdecydował, to ja nie jestem pewien czy to dobry pomysł. - Wyglądał na strasznie przyjętego całą sytuacją. Sam fakt, że nie miał oporów żeby ze mną rozmawiać na ten temat był dla mnie dużym zaskoczeniem.
- Skoro obydwoje tego chcecie to co w tym złego? - Szczerze chciałem mu pomóc. Zrobić cokolwiek byleby móc chociaż na chwilę odpocząć od zajmowania się samym sobą.
- Wszystko się popieprzyło, zespołu praktycznie nie ma, nie możemy się wspólnie dogadać, ty z Reitą prawie nie rozmawiasz, ja myślę o Aoi'm od wieków, on nagle dowiedział się czego chce,  a Kai tylko czeka aż wszystko się ułoży. Jak to ma znowu zacząć dobrze prosperować?
- Może właśnie od was? Nie mogę ci powiedzieć co masz zrobić, ale moim zdaniem byłbyś głupi gdybyś tak po prostu z niego zrezygnował. Z zespołem co ma być to będzie, ale wy możecie być szczęśliwi i bez gazette. - Życzyłem im tego z całego serca, nawet trochę zazdrościłem, że mogą tak po prostu spróbować.
- Może i masz rację, może warto zaryzykować. - Uśmiechał się lekko, co jasno dało mi do zrozumienia, że podjął już decyzję. - A ty co zamierzasz zrobić?
- Ja? - Miałem cichą nadzieję, że może zapomniałem o jakiejś błahej sprawie, o której właśnie starał się mi przypomnieć.
- Domyślam się, że łatwo nie jest, ale coś musicie zrobić. - I wszystko było jasne. Nadzieja matką głupich.
- Nie chce o tym rozmawiać, nie wiem co powinienem zrobić i niech tak na razie zostanie. - Pomyślę nad tym, zdecyduje się na coś, ale nie teraz.
- Jasne, rozumiem. Już o nic nie pytam, ale powiem ci tylko,  że według mnie Reita świadomie nigdy by ci czegoś takiego nie zrobił. - Dodał coś do czego uparcie każdy mnie przekonuje, jednak mimo wszystko jakoś musiało do tego dojść.
Siedzieliśmy tak dosyć długo rozmawiając o mało istotnych rzeczach. Nawet się trochę pośmialiśmy czego ostatnimi czasy bardzo mi brakowało. W między czasie Uruha zdecydował się podszkolić mnie w sztuce gotowania, dzięki czemu zjedliśmy całkiem dobry obiad. Później posiedzieliśmy trochę przed telewizorem komentując programy rozrywkowe i śmiejąc się z ludzi w nich uczestniczących. Odprężenie, to chyba najbardziej odpowiednie słowo określające dzisiejszy dzień. Po spotkaniu z nim zaczynałem wierzyć w to, że jeszcze może coś z tego być, że gazette może jeszcze zaistnieć.
Wieczorem, gdy Uruha zbierał się do wyjścia, postanowiłem odprowadzić go do taksówki. Kouyou miał na sobie szeroką bluzę z kapturem czego wcześniej najwidoczniej nie zauważyłem. Domyślałem się, że nie chciał rzucać się w oczy naszym rozgoryczonym fanom. Nie myślałem o tym dłużej tylko złapałem za klucze i razem wyszliśmy z mieszkania. W windzie jeszcze chwilę dyskutowaliśmy o tym, co widzieliśmy w telewizji. Nawet nie zauważyłem kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz. Uruha uścisnął mnie mocno dziękując za spotkanie, a ja nie mogąc się powstrzymać skwitowałem to śmiechem.
- Jeszcze niedawno nie mieliśmy o czym rozmawiać - powiedziałem uśmiechając się szeroko. Dobry humor niezbyt często ostatnio mi towarzyszył. Miałem nadzieję, że już niedługo skończą się te wszystkie problemy i wszyscy wrócimy do normalnego życia.
- Nie mogę zaprzeczyć, ale miejmy nadzieję, że już będzie tylko lepiej. Lecę bo muszę jeszcze odwiedzić jednego bardzo interesującego osobnika. - Gitarzysta wsiadł do taksówki, a ja odwróciłem się w stronę budynku, w którym mieszkałem.
Serce mi stanęło, gdy zobaczyłem Akirę kilka kroków przede mną. Stał jak wmurowany w ziemię, a ja czułem jak świdruje mnie wzrokiem. Nie mogłem tego wytrzymać. Wleciałem do klatki jak oparzony i nie patrząc za siebie biegłem po schodach licząc na to, że jak najszybciej znajdę się w mieszkaniu. Nie chciałem tak się zachować, ale nie potrafiłem tego powstrzymać. Nie chciałem psuć sobie tak udanego dnia. Nie potrzebowałem spotkania z nim. Nie w tym momencie, kiedy w końcu chociaż przez chwilę dobrze się czułem. Nic z tego. Chwilę później poczułem jak Suzuki łapie mnie za rękę i popycha na ścianę.
- Kto to był!? - Byłem tak zszokowany jego wzburzeniem, że nie wiedziałem co mam powiedzieć. - Już sobie kogoś znalazłeś? - Patrzył mi się prosto w oczy, ale gdy nie usłyszał żadnej odpowiedzi westchnął ciężko i oparł ręce na ścianie opuszczając przy tym głowę tak, że czułem jego gorący oddech na swoim policzku. - Takanori. - Słyszałem jak się uspokaja, jak wyrównuje oddech. - Proszę cię, daj mi jeszcze jedną szansę. - Już spokojnie szeptał mi prosto do ucha słowa, które w tej chwili nie powinny mieć dla mnie żadnego znaczenia. - Nie potrafię dłużej tego wytrzymać. Tak bardzo cię potrzebuje. - Czułem jak  z każdym kolejnym wypowiedzianym przez niego słowem coraz więcej niechcianych łez uparcie szukało ujścia. Nie byłem wstanie dłużej ich powstrzymywać.
Po chwili odsunął się od ściany tylko po to żeby położyć delikatnie dłonie na mojej twarzy i wycierać pojawiające się na niej bez końca krople. Wyprostował się i przyciągał mnie do siebie mocno ściskając. Zupełnie bezradny oparłem głowę na jego klatce piersiowej i usilnie starałem się spokojnie oddychać.
- Wiem, że moje słowa niczego nie zmienią, ale naprawdę cię przepraszam. Oddałbym wszystko byleby tylko móc cofnąć czas. - Byłem na skraju wytrzymania, a on był tak blisko mnie. Tak bardzo tego pragnąłem. Jak miałem to skończyć, gdy w rzeczywistości popełniałem błąd za błędem?
Za chwilę jednak mnie puścił i wyjął klucze z mojej dłoni, po czym złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić spokojnie do góry. Kiedy weszliśmy do mieszkania Akira zamknął drzwi na klucz i pociągnął mnie za sobą w kierunku sypialni. Doskonale mnie znał i wiedział czego potrzebuje.
- Połóż się - powiedział łagodnym tonem, a mi nawet do głowy nie przyszło, żeby się z nim kłócić. Za dużo tego wszystkiego na raz. Czułem się tak bardzo otumaniony jego obecnością i zachowaniem.
- Straciłem go na chwilę z oczu,  ale zaraz potem poczułem uginające się łóżko i opadający na mnie koc. Nie protestowałem nawet gdy chwilę potem Suzuki przyległ swoim ciałem do moich pleców. Spiąłem się jednak gdy jego dłoń wylądowała na moim brzuchu.
- Akira - Kiedy w końcu udało mi się cokolwiek z siebie wykrztusić, on od razu mi przerwał.
- Spokojnie. Chce tylko być przy tobie. Śpij już. - Był taki okrutny. Zachowywał się tak jak kiedyś. Budził wspomnienia.
Powieki coraz bardziej zaczynały mi ciążyć. Może od płaczu, a może od nadmiaru emocji. Nie chciałem już o tym myśleć.
- Kocham cie Takanori. - Przez jego wyznania byłem jeszcze bardziej rozdarty. Co miałem zrobić? - Nie chce żebyś był z kimkolwiek innym. Chciałbym, żebyś kiedyś i przy mnie znowu się śmiał. - Mówiąc to przypomniał mi o tym co spowodowało całą tą sytuację. Chciałem powiedzieć mu o spotkaniu z Uruhą,  ale nie pozwoliło mi na to zmęczenie.  Usunąłem przy mężczyźnie, który zranił mnie najboleśniej jak tylko było to możliwe. Co najgorsze był to mój najspokojniejszy sen od bardzo dawna.

Jak bardzo głupio postąpiłem? Jak bardzo będę tego żałował?  Dlaczego to wszystko tak bardzo mną wstrząsnęło? Może w końcu dałem upust swoim emocjom? Co powinienem zrobić? Czy kiedyś znowu będę sobą - rozbawionym, wygadanym i przede wszystkim szczęśliwym facetem?

~*~

1

  1. Ja jestem zainteresowana! Ja, ja, ja!
    Za każdą przerwą pomiędzy rozdziałem strasznie się boję, że już nigdy nie zobaczę zakończenia.
    Teraz właśnie siedzę z chusteczką, może przez sentyment, twoje opowiadanie było pierwszym, jakie przeczytałam dotyczące jrocka, a może dlatego, że uratowałaś mnie od głodu, dawno nie pojawiło się żadne opowiadanie, żadne. A może po prostu to mnie wzruszyło? A może wszystko na raz. Będę strasznie szczęśliwa, jeśli będziesz to kontynuować :)

Zostaw komentarz