Spojrzał wstecz - nie był sam...

Tekst niestety niesprawdzony.

***

.N.

  Piąty dzień jak go nie ma w szkole. Nie to żebym się nim przejmował, ale mało kto zaczyna wagary od początku roku szkolnego. W tej szkole przedłużanie wakacji jeszcze nikomu nie uszło na sucho. Sam co prawda nie próbowałem, bo szybko doczekałbym się eksmisji z domu, ale doskonale pamiętam co przeżywał Suigetsu na codziennych terapiach u pedagoga szkolnego. Do dzisiaj przekonuje nas, że nigdy więcej nie będzie wiał z lekcji, jeżeli wcześniej nie uda mu się zdobyć zwolnienia. Tym razem niestety nie dał rady i całą klasą czekaliśmy na rozpoczęcie się egzaminu z fizyki, pomijając rzecz jasna pana Uchihe.
  - Proszę cię, błagam, tylko nie wierć się jak przyjdzie co do czego, bo znowu będę miał przez ciebie problemy. - Zestresowany Kiba jak zwykle wybrał mnie jako przyszłego winowajce, w razie gdyby jego plan się nie powiódł.
  - Naprawdę musisz kombinować z tymi ściągami? Asuma cię złapie i znowu narobisz sobie problemów. - Przyjaciela powinno się ostrzec, więc jak zwykle to zrobiłem, ale doskonale wiedziałem jakie będą tego efekty.
  - Jeżeli ktoś kogoś tu złapie, to tylko i wyłącznie przez ciebie. Musisz tak siedzieć, żebym ja mógł spokojnie manewrować między karteczkami. Zrozumiano? - Ten jego władczy ton i pewność racji powalały mnie na kolana, gdyby nie to, że właśnie do sali wszedł nauczyciel, to pewnie podyskutowałbym z Kibą trochę dłużej na ten temat.
  - Dzień dobry wszystkim. Domyślam się, że już się nie możecie doczekać aż zaczniemy egzamin z waszego ulubionego przedmiotu. - Kolejny nazbyt pewny swego. Fizyka, znienawidzona przez większość, możliwa do przeżycia chyba jedynie przez wzgląd na nauczyciela.
  Sarutobi już miał rozdawać arkusze, kiedy drzwi do sali się otworzyły i oto zjawił się nasz zagubiony kolega, który o dziwo nie wyglądał na chorego. Miał na sobie czarny t-shirt, szare wąskie spodnie i trampki w tym samym kolorze co koszulkę. Postanowiłem wmówić sobie, że jego wygląd nie robi na mnie żadnego wrażenia. Prezentacja to nie wszystko.
  - Witaj Sasuke. Siadaj siadaj, bo już zaczynamy. - Asuma nie oczekiwał od niego żadnych wyjaśnień dotyczących spóźnienia, co zaskoczyło mnie chyba jeszcze bardziej, niż sama obecność czarnowłosego.

.S.

  Jak to możliwe, że oni cały czas ślęczą na tymi zadaniami, które ktoś nie wiadomo dlaczego nazwał egzaminem? Rozejrzałem się po sali chcąc się upewnić czy aby na pewno wszyscy nadal piszą i jak się okazało nie miałem racji. Niebieskie oczy odwzajemniły moje spojrzeniem niemal natychmiast. Czyżby Uzumaki znał się odrobinę na fizyce?
  - Już skończyłeś? - Nauczyciel podszedł do potakującego blondyna i wziął jego kartkę. - Naprawdę nie jesteś w stanie wykrzesać z siebie ani trochę więcej? Zawsze kończysz na najprostszych zadaniach. - Gdybym nie był sobą jestem pewien, że ze zdziwienia właśnie opadłaby mi szczęka. Jak można być tak pozbawionym ambicji i jeszcze się z tego cieszyć? Śmiać mi się chciało widząc jak Naruto odpowiada Sarutobiemu szerokim uśmiechem. 

.N.

  Nie chciałem nawet myśleć o tym jak bardzo Kiba mnie znienawidził, gdy podszedł do mnie nauczyciel. Na szczęście nie zauważył niczego podejrzanego i szybko zmienił obiekt zainteresowania. Odwrócony Uchiha rzucał się trochę w oczy.  Asuma zabrał od niego egzamin gratulując mu przy okazji. Nieskazitelny Sasuke. Za dużo w nim atutów żeby był prawdziwy. Postanowiłem jak najszybciej dowiedzieć co złego skrywa w sobie czarnowłosy chłopak. Jego charakter od razu nie przypadł mi do gustu, ale nie mogę oceniać go po pierwszej rozmowie. Chyba.
  Dosyć szybko wszyscy skończyli pisać i dzięki temu mogliśmy wyjść z sali na dłuższą przerwę. Inuzuka był dumny z samego siebie, że nie dał się złapać i liczył na sto procent, co oczywiście nie miało być podejrzane. Ja od razu zwróciłem uwagę na nowego, który według moich podejrzeć właśnie kierował się do wyjścia. Zignorowałem odrobinę Kibe i poszedłem za Uchihą.
  - Przygotowany na japoński? - Zadałem najgłupsze z możliwych pytań, ale tylko takie przyszło mi do głowy, a przy okazji z jego odpowiedzi mógłbym się dowiedzieć czy zamierza zostać w szkole.
  - Zawsze jestem przygotowany. - Tak zagadkowa odpowiedź na pewno miała mi wiele wyjaśnić. Nawet nie wysilił się żeby na mnie spojrzeć tylko dalej szedł do przodu. Przypominało mi to sytuacje z początku roku szkolnego.
  - Znowu uciekasz? - Chciałem sprowokować go chociaż trochę i chyba nawet mi się udało. Zatrzymał się w miejscu i odwrócił w moją stronę.
  - Przed czym miałbym uciekać? Pomijając jednego natarczywego blondyna. - Nie byłem natarczywy. Prawda? Nie wiem dlaczego, ale interesowały mnie te jego nieobecności, na które nikt nie zwracał uwagi.
  - Z tego co widzę, to przed szkołą. Dosyć regularnie. - Nie widziałem w nim za grosz dobrego humoru i nie przewidywałem dobrego zakończenia tej rozmowy.
  - Czego tak właściwie ode mnie chcesz? - zapytał dosyć nieprzyjemnym tonem, co zniechęciło mnie do niego jeszcze bardziej.
  - Muszę czegoś chcieć? Może tylko staram się z tobą porozmawiać?  - Miałem wrażenie, że robię z siebie idiotę. Mogłem w ogóle do niego nie podchodzić bo w tym momencie tylko pogarszałem swoją sytuację.
  - Nie rozumiem. Zabrakło ci przyjaciół? - Nienawidzę go. Tak po prostu. Jest strasznie aroganckim, wyniosłym bucem, ewidentnie nieprzystosowanym do bycia w towarzystwie innych ludzi.
  - Współczuje ci, naprawdę. - Było mi go szczerze żal. Na pewno nie było mu łatwo znosić samego siebie. Koniec rozmowy. Odwróciłem się z zamiarem pójścia pod sale.
  - Hej hej. - Złapał mnie za rękę i zatrzymał w miejscu zmuszając żebym znowu skierował się w jego stronę. - Niby czego mi współczujesz?
  - A no tego jaki jesteś. Masz w ogóle jakiś przyjaciół?
  - Jak widać ludzie zabiegają o moje względy. - Pan wyniosły nie zniknął nawet na chwilę.
  - Nie o to pytałem. Wyglądasz na inteligentnego.
  - To nie jest twoja sprawa. Jestem już dużym chłopcem, a ty nic o mnie nie wiesz. - Byłem w ogromnym szoku, naprawdę.
  - Wybacz, ale z tego co pamiętam to ty jesteś tym, który lubi oceniać ludzi z góry nic.
  - Słuchaj, z tego co widać na pewno się nie dogadamy i przykro mi, ale przyjaciółmi także nie zostaniemy, to po co to wszystko? - Nie był zadowolony z obrotu spraw. W ogóle nie wiem czy on kiedykolwiek był z czegoś zadowolony. Mimo to chciałem wiedzieć więcej na jego temat.


.S.

  Nie rozumiałem takiego zachowania. Wydawało mi się, że już na samym początku pokazałem mu jak bardzo nie interesują mnie nowe znajomości. Każdy zdawał się to rozumieć tylko nie ten cholerny młot.
  - Więc, o co ci chodzi? - zapytałem w końcu, gdy nie zapowiadało się na odpowiedź z jego strony.
  - Nie zawsze musi o coś chodzić Uchiha.
  Zupełnie zbity z tropu patrzyłem się za odchodzącym blondynem. Skoro niczego ode mnie nie chciał, to po co zawracał mi głowę?
  - Sasuke. - Szlag mnie mało nie trafił jak usłyszałem za sobą jakiś irytujący głos.
  Odwróciłem się i zobaczyłem czerwoną na twarzy dziewczynę z różowymi włosami.
  - Na pewno zdążyłeś już zauważyć, że chodzimy razem do klasy. Jestem Haruno Sakura. - Uśmiechnęła się czerwieniąc jeszcze bardziej. Wcześniej nawet nie wiedziałem o jej istnieniu. - Nie było cie w szkole, to pomyślałam, że zrobię dla ciebie notatki. Jakbyś chciał to mam je przy sobie.
  Oniemiałem z wrażenia. Co było nie tak z tymi ludźmi? Przywykłem do nadgorliwych dziewczyn, które płaszczyły się przede mną, przy każdej nadążającej się okazji. Tutaj jednak miałem nadzieję, że chociaż na początku będę miał z nimi spokój. Spojrzałem na nią jak na idiotkę i ominąłem bez dłuższego zastanowienia. Kolejny pusty babsztyl. Mógłbym być największym kretynem ma świecie, a im i tak byłoby to zupełnie obojętne. Odetchnąłem z ulgą wychodząc ze szkoły.


.N.

  - Sakura, co się stało? - Haruno przyszła pod sale prawie płacząc. Widziałem jak pochodziła do Uchihy i byłem pewien, że ten drań miał z tym coś wspólnego.
  - Nic takiego. - Uśmiechnęła się sztucznie i poprawiła włosy. - Alergia nie daje mi spokoju. - Pociągnęła nosem i odeszła, zapewne żeby wyżalić się Ino i dalej wzdychać do Sasuke.
  Stałem z Kibą, Neji i Shikamaru przed salą od japońskiego, który miał się niedługo zacząć. Inuzuka najpierw przechwalał się swoimi nadzwyczajnymi umiejętnościami ściągania, a potem zaczął opowiadać o nowych plotkach panoszących się po szkole. Nara wzdychał zmęczony, Hyuga, jak zawsze, zachowywał się tak jakby nic go nie interesowało chociaż zazwyczaj były to tylko pozory, a ja jak zwykle w tym uczestniczyłem.
  - Nowy z dnia na dzień staje się coraz bardziej popularny, nawet jak nie ma go w szkole.
  - A podobno tylko baby mają tendencję do plotkowania - Shikamaru mniej więcej zawsze w ten sposób komentował nowości ze świata jakie przynosił ze sobą Kiba, ale i tak spokojnie słuchał tej jego paplaniny. No chyba, że akurat zdarzyło mu się przysnąć.
  - Skoro wszystkie dziewczyny ślinią się na jego widok, to nic dziwnego, że o nim gadają.
  - Neji, już mnie tak nie pocieszaj dobra? Skąd on się tutaj wziął tak w ogóle? - Inuzuka kręcił się wokół nas trzymając w zamyśleniu za brodę.
  - Słyszałem, że dopiero co przyleciał ze Stanów. Podobno mieszkał tam parę ostatnich lat.
  - Jasne - wyrwało mi się niekontrolowanie słysząc słowa długowłosego kolegi. Nawet Shikamaru się zainteresował, nie mówiąc już o Kibie. - To znaczy, po co w takim razie teraz wrócił?
  - Tego już nie wiem. Mało kto wie cokolwiek na jego temat, zresztą nie widać, żeby chciał to zmienić.
 Musiałem przyznać rację Nejiemu. Moja krótka wymiana zdań z Uchihą świadczyła o tym doskonale. Nie miałem teraz jednak czasu na ten temat myśleć. Dzwonek zadzwonił, a nauczyciel nie lubił czekać.
  Lekcje minęły nadzwyczajnie szybko i o dziwo tylko jeden nauczyciel był skory do wpisywania uwag za marne zainteresowanie przedmiotem. Po szkole z Kibą jak zwykle zdecydowaliśmy się na najlepszy obiad w mieście.


.S.

  Konan była jedyną osobą, z którą utrzymywałem jakąkolwiek znajomość. Znaliśmy się od zawsze i z jej osobowością, nie było możliwości żeby to zakończyć. Ignorowałem ją tak wiele razy, że już dawno mogła dać sobie ze mną spokój. Ona jednak uroiła sobie, że nikt inny nie jest w stanie mnie dopilnować, a ktoś musi sprawować nade mną piecze.
  - Nie mogę uwierzyć w to, że cię widzę. - Uścisnęła mnie mocno i najwidoczniej nie chciała puścić. Po trzech latach nieobecności w Tokio musiałem przyznać, że wiele się zmieniło, Konan również. - Tak rzadko się odzywałeś!
  - Nie wierzę, że spodziewałaś się po mnie czegoś innego. - Wylewny co prawda nie jestem, ale ona znała mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Nie musiałem dużo mówić.
  - Nie jestem idiotką Sasuke. - Uśmiechnęła się do mnie siadają przy stoliku w bardzo przyjemnie, a zarazem nowocześnie urządzonej restauracji. Jak twierdziła Konan, najlepszej w okolicy. - Ogromnie się cieszę, że cie widzę, ale pozwól mi tylko powiedzieć, że bardzo mi przykro z powodu tego co się stało. - Chciałem już coś powiedzieć, żeby jak najszybciej urwać temat, ale nie musiałem tego robić. Moja towarzyszka podała mi kartę i rozkazała wybrać coś do jedzenia.


.N.

  - Czy ty widzisz to samo co ja?
  - Owszem widzę.
  - Jesteś pewien?
  - Jeżeli masz na myśli Uchihe w towarzystwie jakiejś dziewczyny, to tak. Jestem pewien Kiba.
  - Jakiejś dziewczyny?! Naruto, toż to jest najpiękniejsze stworzenie chodzące po tej ziemi!
  Oczywiście przejąłem się tym, że mój przyjaciel znowu się zakochał, ale jakoś tak wyszło, że bardziej moją uwagę przykuł Sasuke. Zajęli stolik po drugiej stronie sali. Drań siedział tyłem do nas, w przeciwieństwie do dziewczyny, dzięki czemu Inuzuka mógł ją podziwiać w całej okazałości.
  Dopiero co myślałem, że Uchiha nie ma żadnych znajomych, a co dopiero przyjaciół czy dziewczyny,  a teraz widziałem go z jakąś laską zamawiającego jedzenie w restauracji. Co dziwne, tej dziewczynie szeroki uśmiech prawie cały czas nie schodził z twarzy. Kiedy go przytuliła na powitanie, a on odwzajemnił delikatnie uścisk, to zakrztusiłem się coca-całą z wrażenia. Bardziej spodziewałbym się rozlewu krwi niż takiej uprzejmości z jego strony.
  Mimo, że jedzenie zniknęło z naszych talerzy parę minut temu, to jakoś nie mogliśmy się zmobilizować do wyjścia.


.S.

  - Nie wierzę w to, że nikogo tam nie wyrwałeś na dłużej.
  - Ciesz się, że w ogóle odpowiadam na takie pytanie.
  - A spróbowałbyś nie! - Konan pogroziła mi palcem i zaśmiała się patrząc na mnie.
  Dobrze nam się rozmawiało. Doskonale wiedziała jakich granic nie powinna jak na razie przekraczać, a na co może sobie pozwolić. Ona była jedyną osobą, która nie doprowadzała mnie do nerwicy i mimo, że nie raz podnosiła mi ciśnienie, to w jej przypadku nie było to takie straszne.
  - Przepyszne tu mają jedzonko, prawda? - Konan dokończyła swój posiłek zaraz po mnie i zadowolona oparła się o krzesło.
  - Faktycznie smaczne - odpowiedziałem krótko, widząc jak, któryś już raz ucieka wzrokiem do czegoś lub kogoś za moimi plecami. - Kogo ty tam szukasz co? - Spojrzała się mnie zdziwiona, jakbym przyłapał ją na gorącym uczynku.
  - Nikogo nie szukam tylko obserwuje kogoś, kto zna ciebie. - Uśmiechnęła się do mnie i mimo, że nie wiedziałem o co chodzi, to musiałem przyznać, że odrobinę mnie zaintrygowała.
  - Skąd pewność, że ten ktoś mnie zna?
  - Bo patrzy się na nas odkąd tu jesteśmy i nie, ja go nie znam. O czymś mi się nie powiedziało co? - Podniosła jedną brew i patrzyła się ma mnie pytająco, a ja nie miałem pojęcia o czym ona mówi. - Taki no, brązowe włosy, tatuaże na policzkach, nic specjalnego szczerze mówiąc. Ma bardzo apetycznego kolegę, ale on aż taki zainteresowany nami nie jest.
  - Blondyn? - Nie zdążyłem nawet pomyśleć, bo pytanie samo nasunęło mi się na usta.
  - Więc rzeczywiście mi o czymś nie powiedziałeś draniu!
  - To są tylko goście z mojej klasy. Z tym całym blondynem rozmawiałem dwa razy i raczej się nie polubimy, a ten drugi to jego zidiociały koleżka. - Westchnąłem tłumacząc Konan kim kto jest dla świętego spokoju.
  - Aż dwa razy? - Znowu pokazała mi swój najszerszy uśmiech, a ja w odpowiedzi tylko wywróciłem oczami. I jak tu z kobietą dojść do porozumienia?
  Posiedzieliśmy jeszcze chwilę rozmawiając o tym co podobno niestety ominąłem będąc w Ameryce i innych mało istotnych sprawach. Na szczęście nie trwało to długo. Wstałem od stolika i widziałem jak Konan podchodzi do mnie z podejrzanym uśmiechem na twarzy. Kiedy znalazła się przy mnie, to byłem już pewien, że coś kombinuje. Złapała mnie za koszulkę i delikatnie pociągnęła ku sobie. Pocałowała mnie w usta a ja, nie pierwszy już raz, miałem ochotę udusić ją gołymi rękoma.
  - Nic nie mów. - Zaśmiała się i pociągnęła mnie za rękę do wyjścia.
  - Powinnaś sobie kogoś w końcu znaleźć.
  - I kto wtedy będzie się troszczył o takiego drania, co? - Słysząc jej odpowiedzieć zrezygnowany pokręciłem głową i poszedłem za nią do wyjścia.
  Mój wzrok zatrzymał się na wpatrzonym w nas blondynie. Przez chwilę patrzyliśmy się na siebie, ale Konan pociągnęła mnie za sobą, a Uzumaki uciekł spojrzeniem.
  Nie wiedziałem co mam o nim myśleć. Nie wiem dlaczego w ogóle o nim myślałem. Każdy normalny facet schodził mi z drogi, a już na pewno nie próbował zagadywać. Nie miałem w zwyczaju zawracać sobie kimkolwiek głowy. A Konan będzie musiała wyjaśnić mi swoje dziwne zachowanie. Chociaż, jeżeli o nią chodzi, nie bardzo mnie to zaskoczyło.


.N.

  - To już wiemy co robi nasz książę kiedy nie ma go w szkole. - Kiba nie mógł przeżyć tego co przed chwilą mieliśmy okazję zobaczyć. - Czemu to do mnie takie laski się nie kleją? - Zrozpaczony opadł na blat i wzdychał co chwile zwracając na siebie uwagę przechodzących klientów.
  - Może zamiast płakać, to się w końcu z którąś umów co? - Siedząc z Inuzuką zastanawiałem się kiedy w końcu dostane order za nadzwyczajne pokłady cierpliwości.
  - Nie bądź taki mądry. Jakoś nie przypominam sobie żebyś kiedyś miał dziewczynę. - Wystawił mi język i wstał od stolika. Jego słów zdecydowałem się nie komentować. Był moim najlepszym przyjacielem, ale o niektórych rzeczach po prostu nie potrafiłem z nim rozmawiać. Zebraliśmy się szybko i wyszliśmy z restauracji. To był chyba pierwszy raz kiedy Kiba wychodził stąd i mówił o czymś innym niż najlepsze żarcie mojej mamy.
  Po drodze odprowadziłem Inuzuke i idąc do domu postanowiłem zajść jeszcze do sklepu po jakieś picie. W między czasie nie mogłem przestać myśleć o Sasuke. Nagle przyjeżdża z innego kraju zbyt hojnie obdarzony przez naturę geniusz z charakterem odstraszającym wszystkich w pobliżu. Byłem przekonany, że nie jest w stanie normalnie funkcjonować między ludźmi, a tu się okazuje, że ma dziewczynę. Nie wiedziałem dlaczego, ale jakoś nie pasowało mi do niego przytulanie czy całowanie się z jakąś laską. Był największym chamem jakiego miałem okazję poznać, a przy niej musiał być milutki skoro nie uciekła z krzykiem. Jakoś nie mogłem wyobrazić sobie tego buca w taki sposób.
  Myśli pochłonęły mnie do tego stopnia, że nawet nie zauważyłem kiedy znalazłem się w hipermarkecie przy półce z napojami. Bez wahania        sięgnąłem po sok pomarańczowy i poszedłem do kas samoobsługowych, a przynajmniej miałem taki zamiar. Zamiast tego wpadłem na kogoś i z   impetem walnąłem tyłkiem o podłogę.
  - Patrz jak leziesz kretynie! - Warknąłem zdenerwowany, podnosząc się z ziemi.
  - Ja?! - Spojrzałem na sprawcę całego zamieszania i niestety głos pasował idealnie do właściciela.
  Uchiha patrzył się na mnie równie zdziwiony co ja na niego. No bo serio, z tyłu ludzi musiałem zderzyć się właśnie z nim?!
  - A kto niby?! Trzeba było patrzeć przed siebie, to teraz bym spokojnie wychodził ze sklepu z tym cholernym piciem! - Dokładnie w tym samym momencie zacząłem się zastanawiać, gdzie zniknął mój soczek, ale nie trwało to długo. Stojący przede mną Sasuke miał go nadmiar na bluzce, a reszta rozlała się po podłodze w okolicach kartonika.
  - Chyba przy tym upadku musiałeś porządnie piznąć się w tą swoją blond główkę, bo jakbyś nie zauważył, to ty na mnie wpadłeś młocie!
  - Nie pozwalaj sobie dobra?! - Podszedłem bliżej niego już porządnie  zdenerwowany.
  - Bo co? - Przechylił się jeszcze bardziej w moją stronę z tym swoim szyderczym uśmiechem. Zmieszałem się trochę bo był zdecydowanie za blisko i cofnąłem gwałtownie. Oczywiście poślizgnąłem się na rozlanym soku, ale jakże szlachetny Uchiha złapał mnie za ramię i przyciągnął mocno w swoją stronę.  Jeszcze trochę i wyszedłbym stąd nie tylko z poobijanym tyłkiem ale dodatkowo bez zębów!
  - Nie za wygodnie? - Głos Sasuke wyrwał mnie z zamyślenia i speszony odsunąłem się od niego już trochę ostrożniej. Nawet nie wiedziałem kiedy wylądowałem przy jego klatce piersiowej! - Już się tak nie rumień księżniczko. Następnym razem cię nie uratuje. - Aż się we mnie zagotowało ze złości! Zadowolony z siebie palant. Zresztą, ja się wcale nie rumienie! A przez jego mokrą koszulkę nie prześwituje wyćwiczone ciało!
  - Wal się draniu - oburzony odwróciłem się w stronę wyjścia i olewając zarówno Uchihe jak i ten sok zdecydowałem się wymaszerować ze sklepu.
  - Ej, a za to kto zapłaci łamago? - słyszałem jak zawołał za mną, ale jakoś nie specjalnie się tym przejąłem. Na biednego nie wyglądał. Teraz przynajmniej wiedziałem, że powinienem doceniać jego nieobecności w szkole, a nie się nad nimi głowić. Zająłby się swoją dziewczyną, a nie zachowuje się o tak o! 


.S.

  Nie dość że wpieprzył się na mnie i narobił syfu to jeszcze sobie polazł i mnie z tym zostawił. Później to ja musiałem tłumaczyć się sprzątaczce i ochroniarzowi. Szczyt bezczelności. Każdego w takiej sytuacji prawdopodobnie miałbym ochotę zatłuc, ale jak się okazało nie jego. Nikt poza Konan nigdy się tak do mnie nie odzywał i w jakiś dziwny sposób rozbudziło to moje zainteresowanie. Na początku rzeczywiście byłem wściekły, ale teraz musiałem przyznać, że całkiem dobrze się bawiłem widząc go takiego zawstydzonego. Czyżbym znalazł jego słaby punkt? Może jednak mógłbym zacząć pojawiać się w szkole trochę częściej...

Zostaw komentarz