Spojrzał wstecz - nie był sam...

Tekst niesprawdzony.
Jeżeli będzie jeszcze zainteresowanie tym opowiadaniem, to postaram się wstawić kolejną część.

~*~

  Obudził mnie odgłos zamykanych drzwi. Przez chwilę z niepokojem zastanawiałem się kto mógłby wędrować po moim mieszkaniu, ale zaraz do mojej głowy zaczęły wracać obrazy z wczorajszego wieczoru. Spanikowany wstałem gwałtownie i rozejrzałem się po pokoju. Na szafce nocnej stał talerz z moimi ulubionymi bajglami i kubek z gorącą kawą. Westchnąłem głośno i opadłem z powrotem na łóżko. Domyśliłem się, że Akira już poszedł. Zaoszczędził mi wstydu. Byłem tak zażenowany swoim zachowaniem, że spotkanie z nim teraz nie wchodziło w grę. Po wczorajszym podpisie najchętniej zamknąłbym się na wszystkie spusty i nie opuszczał mieszkania. Na domiar złego nie pamiętam kiedy tak dobrze mi się spało.
  Dosyć długo leżałem i mam wrażenie, że w końcu mogę trzeźwo myśleć o całej sytuacji. Zdradził mnie, nigdy nie myślałem, że będę musiał przechodzić przez coś takiego, ale stało się. Nie jest to coś o czym można kiedykolwiek zapomnieć. On jednak wciąż daje mi do zrozumienia, że żałuję, że chce zrobić wszystko żeby to naprawić. Nie potrafię wyrzucić go ze swojego świata i muszę w końcu przed samym sobą przyznać, że częściej myślę o wybaczeniu, niż o ułożeniu sobie życia bez niego. Ja nawet nie próbowałem tego zrobić i dopiero teraz jestem w stanie to zauważyć. Bez przerwy usilnie szukałem jakiegoś powodu, żeby przekonać samego siebie do dania mu ostatniej szansy. Może za dużo myślę? Może nie powinienem analizować każdego kroku skoro i tak zawsze znajdzie się coś co mnie zaskoczy? Jeżeli jest jeszcze jakakolwiek szansa to czy warto podjąć ryzyko? Bardziej już chyba cierpieć nie mogę. Nigdy nie byłem płaczliwym, miękkim chłopcem, który dodatkowo musiał dokładnie przemyśleć każde swoje słowo przed jego wypowiedzeniem. Musze znowu zacząć być sobą i wrócić do normalnego funkcjonowania, zanim zrobię się doszczętnie rozlazły emocjonalnie.
  Mój brzuch nagle zdecydował się przypomnieć mi o swoim istnieniu i niezaspokojonym głodzie. Żałowałem trochę, że zostawiłem tak kawę do ostygnięcia. Mimo to podniosłem się i sięgnąłem po nią z nadzieją, że nie jest jeszcze całkowicie zimna. Akira wyszedł bez słowa, ale najwidoczniej miał mi coś ważnego do powiedzenia. Pod kubkiem znalazłem małą złożoną kartkę. Sięgnąłem po nią równie spanikowany co zainteresowany treścią.
  "Przepraszam Cię za wczorajszy napad. Wiem, że dużo Cię to kosztowało. Nie byłem wstanie nad sobą zapanować widząc Cię z innym. Nie potrafię w to uwierzyć, że możesz kogoś mieć, jednak wiem, że nie mam prawa robić Ci wyrzutów, ani ingerować w to z kim się spotykasz i w jakim celu. Sam do tego doprowadziłem, ale jestem gotów zrobić wszystko żebyś chociaż postarał się mi wybaczyć. Nie będę się narzucał, ale na pewno nie odpuszczę. Chociaż bardzo bym chciał, to czasu nie cofnę. Dziękuję za to, że mogłem znowu być przy Tobie chociaż przez tą chwilę. Chciałem Ci to powiedzieć jak i wiele innych rzeczy, ale wiem jak bardzo zmieszany byś był widząc mnie po przebudzeniu. Mam nadzieje, że niebawem będziemy mogli się spotkać i spokojnie porozmawiać. Daj mi znać jak już będziesz na to gotowy.
Nie pije i szkole się w technice sprzątania!"
  Cała ta karteczka zapisana małymi literkami zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Zalała mnie fala przyjemnego ciepła, a serce tak mi waliło jakby miało wyskoczyć z piersi. Dodatkowo czytając ostatnie zdanie nie mogłem się nie uśmiechnąć. Byłem zaskoczony, że Akira otwarcie był taki uczuciowy. Co prawda kiedyś także mówił mi co czuje, ale nigdy nie był taki wylewny i wrażliwy jednocześnie. Jak widać nie tylko na moim charakterze to wszystko się odbiło. Co by nie było podjąłem decyzję. Kawa była za zimna żebym mógł ją wypić, a bajgle przepyszne.
  Kolejny następny tydzień zleciał niesamowicie szybko. Generalne porządki zajęły mi odrobinę więcej czasu niż myślałem, ale to nawet dobrze. Mogłem ponownie przesłuchać starych numerów the GazettE i przypomnieć sobie jak bardzo kocham muzykę. Mam tylko nadzieję, że przez moją miłość sąsiedzi nie znienawidzili mnie za bardzo. Nie odpuściłem sobie również podboju centrów handlowych. Zakupy zawsze mnie odstresowywały, więc i na nie się zdecydowałem. Kiedy zastanawiałem się czy do mojej biało czarnej sypialni będą pasować nowe bordowe lampki nocne spotkałem Kai'a, który postanowił mi pomóc. Długo rozważaliśmy wszelkie za i przeciw, aż w końcu sam doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie w niedalekiej przyszłości zmienić kolory ścian. Lider przy okazji dał mi znać o tym, że Uruha z Aoi'm dogłębnie przeanalizowali swoją znajomość z czego obecnie byli ogromnie szczęśliwi. Co prawda o wszystkim już wiedziałem, bo Kouyou na bieżącą informował mnie SMS-ami, ale pozwoliłem perkusiście się wygadać. Porozmawialiśmy jeszcze o tym, że wypadałoby się w końcu spotkać w piątkę i posiedzieć chwilę dłużej niż parę minut, po czym rozeszliśmy się w dobrych humorach. Dawno nie byłem tak zrelaksowany i muszę przyznać, że bardzo odpowiada mi taki stan rzeczy. Nie to żeby nagle wszystko się ułożyło, ale przynajmniej teraz mam w głowie stosunkowo poukładane myśli. 

  Siedziałem jak gdyby nigdy nic w jednej z najlepszych i najbardziej przytulnych kawiarni w mieście czekając na mojego - kiedyś - najlepszego przyjaciela. Nie mogłem odsunąć od siebie strachu, ale widząc go pochodzącego do stolika nie miałem najmniejszego zamiaru zrezygnować z podjętej decyzji. 
  - Hej - rzucił krótko siadając naprzeciwko mnie. - Cieszę się, że zdecydowałeś się ze mną spotkać.
  - To muszę przyznać, że dobrze się z tym kryjesz. 
  - Słucham?
  - Nie widać żebyś się cieszył - odpowiedziałem udając odrobinę urażonego. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale po chwili opuścił lekko głowę i uśmiechnął się pod nosem.
  - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym się cieszyć, razem z tobą. Oczywiście jeżeli tylko mi na to pozwolisz.
  - No tak. Czyli nie mam co liczyć na pogawędkę o pogodzie? - Już wcześniej miałem dokładnie zaplanowane co chce mu powiedzieć, ale teraz w mojej głowie panował taki chaos, że marzyłem o nic nie znaczącej, luźnej rozmowie. Liczyłem na nią, chociaż wiedziałem, że tylko chce przeciągnąć wszystko w czasie. Po Akirze jednak nie było widać żeby chciał z tym poczekać.
  - Nie no, przepraszam. Jasne, że chciałbym już wiedzieć jaką podjąłeś decyzję i czy w ogóle to zrobiłeś, ale mogę poczekać. Wystarczy, że przyszedłeś i teraz przynajmniej mam pewność, że ta rozmowa się odbędzie. - Był taki spokojny, że nie mogłem wyjść z podziwu. Rzadko taki był. 
  - Jakoś nie mogę w to uwierzyć, że jesteś taki opanowany. - Naprawdę byłem zdziwiony, ale też wdzięczny za to, że nie starał się na mnie naciskać. 
  - Stres zżera mnie od środka, a ty mi tu o opanowaniu? Naprawdę Takanori, wstydź się. - Zaśmiał się krótko i nerwowo zaczął stukać palcami w blat stolika. Rozśmieszył mnie trochę i miałem wrażenie, że obydwoje odrobinę się rozluźniliśmy. 
  Zaczęliśmy rozmawiać o tym co tak właściwie robiliśmy od zawieszenia zespołu, a raczej doszliśmy do wniosku, że obydwoje nie robiliśmy zupełnie nic wartego uwagi. Na ogół to ja myślałem o nim, do czego nie chciałem się przyznać, a on o mnie, o czym powiedział mi od razu. Siedzieliśmy już przy drugiej z kolei kawie i musiałem przyznać, że dobrze się przy nim czułem. Wciąż trochę skrępowany, ale tak jakby szczęśliwszy? 
  - A co cie podkusiło żeby w końcu zacząć po sobie sprzątać? 
  - Ej! Przecież nie było aż tak źle. - Spojrzał na mnie pewny swego, ale widząc moją minę i wzniesioną do góry jedną brew skapitulował. - No okey, nie było najlepiej, ale zmieniam się. Spędziłem trochę czasu sam i, no dotarło do mnie jak to wszystko wygląda. Ile pije i cała ta chora sytuacja. - Spoważniał tak bardzo, że zacząłem żałować zadanego pytania.
  - Ale przecież nie musisz zmieniać się w pedanta i abstynenta. Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba znać umiar. - Sam nie mogłem uwierzyć w to, że to powiedziałem po tym co przeżyłem, ale chciałem jakoś rozładować atmosferę. Niestety nieświadomie pogorszyłem tylko sytuację.
  - No tak. Tylko, że Takanori, ja zawsze swój umiar znałem i wiesz o tym. Jasne, zdarzyło mi się powiedzieć parę słów za dużo czy zrobić coś na co na trzeźwo bym się nie odważył, ale nigdy nic z tych rzeczy... To, to po prostu nie powinno się wydarzyć. Znam siebie, wiem czego chce i czego chciałem. Wiem, że to ty musisz przeze mnie cierpieć, ale wierz mi, nie jestem w stanie zrozumieć jak mogło do tego dojść. Wiele razy cię krzywdziłem w różne najmniejsze sposoby, teraz o tym wiem i szczerze żałuję. Nie chce żeby takie sytuacje się powtórzyły, a już na pewno nie powtórzy się ta, przez którą tu jesteśmy. Jestem gotowy wszystko zmienić. Nigdy nie mówiłem ci takich rzeczy, ale ja naprawdę poza tobą nie potrzebuje niczego. Rozumiesz? - Zatkało mnie. Tyle słów, tyle obietnic. Cały tak jakby... emanował skruchą.
  - Nie spodziewałem się takich słów. Nie jestem w stanie zapomnieć o tym co zrobiłeś i nigdy nie będę. Tego jestem pewien, ale dużo myślałem i nie chce żeby to się tak skończyło. Nie chce też żebyś nagle stał się zupełnie innym człowiekiem. Nie znajdę drugiego takie przyjaciela.
  - Przyjaciela? - Suzuki przerwał mi ewidentnie podłamany. Wypuścił głośno powietrze i zmierzwił ręką włosy. - Przemysł to jeszcze proszę cię.
  - Poczekaj, nie dałeś mi dokończyć. Myślę, że moglibyśmy zobaczyć czy coś z tego będzie, ale nie mogę ci niczego obiecać. Nie wiem czy dam radę. Chce po prostu dać nam ostatnią szansę. - Akira otworzył usta najprawdopodobniej żeby coś powiedzieć, ale po chwili z powrotem je zamknął. Dałem mu chwilę na przetworzenie informacji.
  - Nie wiem co powiedzieć. Nie wiem nawet co powinienem zrobić. Mogę do ciebie podejść i pokazać jak bardzo szczęśliwy jestem, czy raczej lepiej będzie jak posiedzę jeszcze z tyłkiem na tym przepięknym krzesełku? - Nie mogłem się nie roześmiać widząc go w takim stanie. Wciąż bałem się swojej decyzji, ale widząc ten jego uśmiech, byłem gotów zaryzykować.
  - Dzień dobry panowie. Kogo ja widzę. - Serce mi stanęło kiedy usłyszałem tak bardzo znienawidzony przeze mnie głos. Akurat dzisiaj, dokładnie w tym momencie musiał się pojawić. Bo świat zdecydował się ograniczyć mi dostęp do jakiekolwiek szczęścia.
  - Co ty tu kurwa robisz?! - Akira warknął do młodego bruneta. Najwyraźniej jemu też nie odpowiadało niezapowiedziane towarzystwo.
  - Nie ładnie się tak odzywać do bliskich przyjaciół. - Stał przed nami z uśmiechem przyklejonym do mordy, a w mojej głowie pojawiały się niezliczone myśli chcące pokazać mi jak duży błąd popełniłem przychodząc tutaj. Zdrady nie da się tak po prostu wymazać z życia.
  - Nie jesteśmy przyjaciółmi, a już na pewno nic bliskiego mnie z tobą nie łączy.
  - Jakoś dziwnym trafem przypominam sobie sytuację, w której byłeś najbliżej jak to możliwe i jakoś nie specjalnie ci to przeszkadzało.
  - Słuchaj - basista wstał prawie rozlewając przy tym kawę - ja sobie nie przypominam niczego, więc bądź tak łaskawy i idź wpierdalać się w życie komuś innemu!
  Przerażające uczucie wróciło szybko i ze zdwojoną siłą. Nie mogłem i nie chciałem tego słuchać. Wyciągnąłem z portfela pieniądze za kawy i położyłem na stole, po czym wstałem z zamiarem wyjścia.
  -  Takanori, błagam cię - Akira złapał mnie za rękę zatrzymując obok siebie. - Nie odchodź, obydwoje dobrze wiemy jak się to dla nas skończy. - Patrzył na mnie błagalnie, ale tego było już zbyt wiele. Ogromnie chciałem dać mu szansę, ale nie przewidywałem spotkania z tym człowiekiem. 
  - Daj spokój. Jak się ze mną pierdoliłeś to też o nim myślałeś?  - Puścił mnie, a jego prawa pięść wylądowała na policzku chłopaka, który za wszelką cenę próbował zniszczyć moje życie. Brunet zatoczył się, ale utrzymał na nogach. Jedną ręką złapał się za bolące miejsce, a drugą oparł o stolik, najwyraźniej się podtrzymując. 
  - Radzę ci, skończ z tymi tekstami bo nie ręczę za siebie. - Suzuki oddychał głęboko jakby starał się za wszelką cenę uspokoić. 
  - I co, pobijesz mnie?! Jak chcesz to proszę bardzo, ale nie z nim powinieneś tu teraz siedzieć tylko ze mną! - Chłopak zaczął rozpaczliwie wręcz krzyczeć, a ja miałem ochotę uciec jak najdalej. 
  - Co się tutaj dzieje?! - Podszedł do nas starszy mężczyzna z frustracją wymalowaną na twarzy. - Jakim prawem chłopcze przychodzisz tutaj i krzyczysz na moich klientów?! - Kiedy zwracał się do bruneta, wyglądał wręcz na wściekłego.
  - Czy on państwa niepokoi? - Nieznajomy zwrócił się do mnie i do Akiry już dużo spokojniej. 
  - Niepokoi to zdecydowanie za delikatne słowo. - Suzuki nie spuścił z tonu nawet na chwilę. Nie dziwiłem mu się, ale to nie jego samopoczucie mnie teraz interesowało. Sam byłem wystarczająco roztrzęsiony. Znowu czułem jak jego dłoń ściska moją, tak jakby bał się, że zwieje jak tylko mnie puści. Co do tego miał całkowitą rację.
  - Bardzo przepraszam. - Mężczyzna ukłonił się nieco, co mnie trochę zaskoczyło i podszedł bliżej bruneta. - W ramach rekompensaty za kłopot mogą państwo zamówić co tylko chcą niezależnie od ilości na koszt firmy. Ten pan nie ma już wstępu do kawiarni i oczywiście za chwile go tutaj nie będzie. - Złapał chłopaka za rękę, ale ten szarpnął się mocniej i podszedł do mnie. 
  Akira od razu stanął przede mną i zatarasował mu drogę. Brunet zatrzymał się zdenerwowany, jakby sam nie wiedział co tak naprawdę zamierza zrobić. Właściciel już całkowicie wzburzony odwrócił się i powiedział, że idzie wezwać ochronę. Na całe szczęście byliśmy pierwszymi klientami i nie musieliśmy znosić wiercących w nas dziur spojrzeń.
  - Czego ty tak właściwie od nas chcesz? - Suzuki zrezygnowany westchnął głośno i przetarł czoło dłonią. - Już wystarczająco rozpieprzyłeś mi życie. Nie możesz po prostu dać nam spokój? 
  - Jakim wam do cholery?! - Wrzasnął głośno i przechylił się żeby móc patrzeć raz po raz na mnie i na niego. - A ja to co?! Odkąd pierwszy raz cię zobaczyłem to wiedziałem, że musimy być razem! Ale nie, bo ty - spojrzał się już bezpośrednio na mnie - zdecydowałeś się pokrzyżować moje plany. Przez ciebie Reita nie chciał nawet na mnie spojrzeć. Bo co? W niczym nie jesteś ode lepszy! 
  - Ty jesteś nienormalny! Zrozum wreszcie rozpuszczony gówniarzu, że nie można mieć wszystkiego! - Akira denerwował się coraz bardziej i ściskał jeszcze mocniej moją dłoń. 
  - Doprawdy? - Zaśmiał się głośno wprawiając nas w osłupienie. - Wierz mi, zdążyłem zauważyć. Czego bym nie zrobił, to i tak nie mogę się pozbyć twojego kochasia. Nawet zaaranżowałem tą pierdoloną niby zdradę, a wy co?! 
  - Co zrobiłeś?! - Nasze głosy złączyły się w jeden, a ja zgłupiałem zupełnie.

  Że co to niby miało znaczyć? Co miałem o tym myśleć? W jaki sposób? Dobrze to zrozumiałem czy tylko starałem się coś sobie wmówić? Żołądek ścisnął mi się w bardzo nieprzyjemny sposób, a serce przyspieszyło gwałtownie pracę.

~*~
Czytaj dalej…

Tekst niestety niesprawdzony.

***

.N.

  Piąty dzień jak go nie ma w szkole. Nie to żebym się nim przejmował, ale mało kto zaczyna wagary od początku roku szkolnego. W tej szkole przedłużanie wakacji jeszcze nikomu nie uszło na sucho. Sam co prawda nie próbowałem, bo szybko doczekałbym się eksmisji z domu, ale doskonale pamiętam co przeżywał Suigetsu na codziennych terapiach u pedagoga szkolnego. Do dzisiaj przekonuje nas, że nigdy więcej nie będzie wiał z lekcji, jeżeli wcześniej nie uda mu się zdobyć zwolnienia. Tym razem niestety nie dał rady i całą klasą czekaliśmy na rozpoczęcie się egzaminu z fizyki, pomijając rzecz jasna pana Uchihe.
  - Proszę cię, błagam, tylko nie wierć się jak przyjdzie co do czego, bo znowu będę miał przez ciebie problemy. - Zestresowany Kiba jak zwykle wybrał mnie jako przyszłego winowajce, w razie gdyby jego plan się nie powiódł.
  - Naprawdę musisz kombinować z tymi ściągami? Asuma cię złapie i znowu narobisz sobie problemów. - Przyjaciela powinno się ostrzec, więc jak zwykle to zrobiłem, ale doskonale wiedziałem jakie będą tego efekty.
  - Jeżeli ktoś kogoś tu złapie, to tylko i wyłącznie przez ciebie. Musisz tak siedzieć, żebym ja mógł spokojnie manewrować między karteczkami. Zrozumiano? - Ten jego władczy ton i pewność racji powalały mnie na kolana, gdyby nie to, że właśnie do sali wszedł nauczyciel, to pewnie podyskutowałbym z Kibą trochę dłużej na ten temat.
  - Dzień dobry wszystkim. Domyślam się, że już się nie możecie doczekać aż zaczniemy egzamin z waszego ulubionego przedmiotu. - Kolejny nazbyt pewny swego. Fizyka, znienawidzona przez większość, możliwa do przeżycia chyba jedynie przez wzgląd na nauczyciela.
  Sarutobi już miał rozdawać arkusze, kiedy drzwi do sali się otworzyły i oto zjawił się nasz zagubiony kolega, który o dziwo nie wyglądał na chorego. Miał na sobie czarny t-shirt, szare wąskie spodnie i trampki w tym samym kolorze co koszulkę. Postanowiłem wmówić sobie, że jego wygląd nie robi na mnie żadnego wrażenia. Prezentacja to nie wszystko.
  - Witaj Sasuke. Siadaj siadaj, bo już zaczynamy. - Asuma nie oczekiwał od niego żadnych wyjaśnień dotyczących spóźnienia, co zaskoczyło mnie chyba jeszcze bardziej, niż sama obecność czarnowłosego.

.S.

  Jak to możliwe, że oni cały czas ślęczą na tymi zadaniami, które ktoś nie wiadomo dlaczego nazwał egzaminem? Rozejrzałem się po sali chcąc się upewnić czy aby na pewno wszyscy nadal piszą i jak się okazało nie miałem racji. Niebieskie oczy odwzajemniły moje spojrzeniem niemal natychmiast. Czyżby Uzumaki znał się odrobinę na fizyce?
  - Już skończyłeś? - Nauczyciel podszedł do potakującego blondyna i wziął jego kartkę. - Naprawdę nie jesteś w stanie wykrzesać z siebie ani trochę więcej? Zawsze kończysz na najprostszych zadaniach. - Gdybym nie był sobą jestem pewien, że ze zdziwienia właśnie opadłaby mi szczęka. Jak można być tak pozbawionym ambicji i jeszcze się z tego cieszyć? Śmiać mi się chciało widząc jak Naruto odpowiada Sarutobiemu szerokim uśmiechem. 

.N.

  Nie chciałem nawet myśleć o tym jak bardzo Kiba mnie znienawidził, gdy podszedł do mnie nauczyciel. Na szczęście nie zauważył niczego podejrzanego i szybko zmienił obiekt zainteresowania. Odwrócony Uchiha rzucał się trochę w oczy.  Asuma zabrał od niego egzamin gratulując mu przy okazji. Nieskazitelny Sasuke. Za dużo w nim atutów żeby był prawdziwy. Postanowiłem jak najszybciej dowiedzieć co złego skrywa w sobie czarnowłosy chłopak. Jego charakter od razu nie przypadł mi do gustu, ale nie mogę oceniać go po pierwszej rozmowie. Chyba.
  Dosyć szybko wszyscy skończyli pisać i dzięki temu mogliśmy wyjść z sali na dłuższą przerwę. Inuzuka był dumny z samego siebie, że nie dał się złapać i liczył na sto procent, co oczywiście nie miało być podejrzane. Ja od razu zwróciłem uwagę na nowego, który według moich podejrzeć właśnie kierował się do wyjścia. Zignorowałem odrobinę Kibe i poszedłem za Uchihą.
  - Przygotowany na japoński? - Zadałem najgłupsze z możliwych pytań, ale tylko takie przyszło mi do głowy, a przy okazji z jego odpowiedzi mógłbym się dowiedzieć czy zamierza zostać w szkole.
  - Zawsze jestem przygotowany. - Tak zagadkowa odpowiedź na pewno miała mi wiele wyjaśnić. Nawet nie wysilił się żeby na mnie spojrzeć tylko dalej szedł do przodu. Przypominało mi to sytuacje z początku roku szkolnego.
  - Znowu uciekasz? - Chciałem sprowokować go chociaż trochę i chyba nawet mi się udało. Zatrzymał się w miejscu i odwrócił w moją stronę.
  - Przed czym miałbym uciekać? Pomijając jednego natarczywego blondyna. - Nie byłem natarczywy. Prawda? Nie wiem dlaczego, ale interesowały mnie te jego nieobecności, na które nikt nie zwracał uwagi.
  - Z tego co widzę, to przed szkołą. Dosyć regularnie. - Nie widziałem w nim za grosz dobrego humoru i nie przewidywałem dobrego zakończenia tej rozmowy.
  - Czego tak właściwie ode mnie chcesz? - zapytał dosyć nieprzyjemnym tonem, co zniechęciło mnie do niego jeszcze bardziej.
  - Muszę czegoś chcieć? Może tylko staram się z tobą porozmawiać?  - Miałem wrażenie, że robię z siebie idiotę. Mogłem w ogóle do niego nie podchodzić bo w tym momencie tylko pogarszałem swoją sytuację.
  - Nie rozumiem. Zabrakło ci przyjaciół? - Nienawidzę go. Tak po prostu. Jest strasznie aroganckim, wyniosłym bucem, ewidentnie nieprzystosowanym do bycia w towarzystwie innych ludzi.
  - Współczuje ci, naprawdę. - Było mi go szczerze żal. Na pewno nie było mu łatwo znosić samego siebie. Koniec rozmowy. Odwróciłem się z zamiarem pójścia pod sale.
  - Hej hej. - Złapał mnie za rękę i zatrzymał w miejscu zmuszając żebym znowu skierował się w jego stronę. - Niby czego mi współczujesz?
  - A no tego jaki jesteś. Masz w ogóle jakiś przyjaciół?
  - Jak widać ludzie zabiegają o moje względy. - Pan wyniosły nie zniknął nawet na chwilę.
  - Nie o to pytałem. Wyglądasz na inteligentnego.
  - To nie jest twoja sprawa. Jestem już dużym chłopcem, a ty nic o mnie nie wiesz. - Byłem w ogromnym szoku, naprawdę.
  - Wybacz, ale z tego co pamiętam to ty jesteś tym, który lubi oceniać ludzi z góry nic.
  - Słuchaj, z tego co widać na pewno się nie dogadamy i przykro mi, ale przyjaciółmi także nie zostaniemy, to po co to wszystko? - Nie był zadowolony z obrotu spraw. W ogóle nie wiem czy on kiedykolwiek był z czegoś zadowolony. Mimo to chciałem wiedzieć więcej na jego temat.


.S.

  Nie rozumiałem takiego zachowania. Wydawało mi się, że już na samym początku pokazałem mu jak bardzo nie interesują mnie nowe znajomości. Każdy zdawał się to rozumieć tylko nie ten cholerny młot.
  - Więc, o co ci chodzi? - zapytałem w końcu, gdy nie zapowiadało się na odpowiedź z jego strony.
  - Nie zawsze musi o coś chodzić Uchiha.
  Zupełnie zbity z tropu patrzyłem się za odchodzącym blondynem. Skoro niczego ode mnie nie chciał, to po co zawracał mi głowę?
  - Sasuke. - Szlag mnie mało nie trafił jak usłyszałem za sobą jakiś irytujący głos.
  Odwróciłem się i zobaczyłem czerwoną na twarzy dziewczynę z różowymi włosami.
  - Na pewno zdążyłeś już zauważyć, że chodzimy razem do klasy. Jestem Haruno Sakura. - Uśmiechnęła się czerwieniąc jeszcze bardziej. Wcześniej nawet nie wiedziałem o jej istnieniu. - Nie było cie w szkole, to pomyślałam, że zrobię dla ciebie notatki. Jakbyś chciał to mam je przy sobie.
  Oniemiałem z wrażenia. Co było nie tak z tymi ludźmi? Przywykłem do nadgorliwych dziewczyn, które płaszczyły się przede mną, przy każdej nadążającej się okazji. Tutaj jednak miałem nadzieję, że chociaż na początku będę miał z nimi spokój. Spojrzałem na nią jak na idiotkę i ominąłem bez dłuższego zastanowienia. Kolejny pusty babsztyl. Mógłbym być największym kretynem ma świecie, a im i tak byłoby to zupełnie obojętne. Odetchnąłem z ulgą wychodząc ze szkoły.


.N.

  - Sakura, co się stało? - Haruno przyszła pod sale prawie płacząc. Widziałem jak pochodziła do Uchihy i byłem pewien, że ten drań miał z tym coś wspólnego.
  - Nic takiego. - Uśmiechnęła się sztucznie i poprawiła włosy. - Alergia nie daje mi spokoju. - Pociągnęła nosem i odeszła, zapewne żeby wyżalić się Ino i dalej wzdychać do Sasuke.
  Stałem z Kibą, Neji i Shikamaru przed salą od japońskiego, który miał się niedługo zacząć. Inuzuka najpierw przechwalał się swoimi nadzwyczajnymi umiejętnościami ściągania, a potem zaczął opowiadać o nowych plotkach panoszących się po szkole. Nara wzdychał zmęczony, Hyuga, jak zawsze, zachowywał się tak jakby nic go nie interesowało chociaż zazwyczaj były to tylko pozory, a ja jak zwykle w tym uczestniczyłem.
  - Nowy z dnia na dzień staje się coraz bardziej popularny, nawet jak nie ma go w szkole.
  - A podobno tylko baby mają tendencję do plotkowania - Shikamaru mniej więcej zawsze w ten sposób komentował nowości ze świata jakie przynosił ze sobą Kiba, ale i tak spokojnie słuchał tej jego paplaniny. No chyba, że akurat zdarzyło mu się przysnąć.
  - Skoro wszystkie dziewczyny ślinią się na jego widok, to nic dziwnego, że o nim gadają.
  - Neji, już mnie tak nie pocieszaj dobra? Skąd on się tutaj wziął tak w ogóle? - Inuzuka kręcił się wokół nas trzymając w zamyśleniu za brodę.
  - Słyszałem, że dopiero co przyleciał ze Stanów. Podobno mieszkał tam parę ostatnich lat.
  - Jasne - wyrwało mi się niekontrolowanie słysząc słowa długowłosego kolegi. Nawet Shikamaru się zainteresował, nie mówiąc już o Kibie. - To znaczy, po co w takim razie teraz wrócił?
  - Tego już nie wiem. Mało kto wie cokolwiek na jego temat, zresztą nie widać, żeby chciał to zmienić.
 Musiałem przyznać rację Nejiemu. Moja krótka wymiana zdań z Uchihą świadczyła o tym doskonale. Nie miałem teraz jednak czasu na ten temat myśleć. Dzwonek zadzwonił, a nauczyciel nie lubił czekać.
  Lekcje minęły nadzwyczajnie szybko i o dziwo tylko jeden nauczyciel był skory do wpisywania uwag za marne zainteresowanie przedmiotem. Po szkole z Kibą jak zwykle zdecydowaliśmy się na najlepszy obiad w mieście.


.S.

  Konan była jedyną osobą, z którą utrzymywałem jakąkolwiek znajomość. Znaliśmy się od zawsze i z jej osobowością, nie było możliwości żeby to zakończyć. Ignorowałem ją tak wiele razy, że już dawno mogła dać sobie ze mną spokój. Ona jednak uroiła sobie, że nikt inny nie jest w stanie mnie dopilnować, a ktoś musi sprawować nade mną piecze.
  - Nie mogę uwierzyć w to, że cię widzę. - Uścisnęła mnie mocno i najwidoczniej nie chciała puścić. Po trzech latach nieobecności w Tokio musiałem przyznać, że wiele się zmieniło, Konan również. - Tak rzadko się odzywałeś!
  - Nie wierzę, że spodziewałaś się po mnie czegoś innego. - Wylewny co prawda nie jestem, ale ona znała mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Nie musiałem dużo mówić.
  - Nie jestem idiotką Sasuke. - Uśmiechnęła się do mnie siadają przy stoliku w bardzo przyjemnie, a zarazem nowocześnie urządzonej restauracji. Jak twierdziła Konan, najlepszej w okolicy. - Ogromnie się cieszę, że cie widzę, ale pozwól mi tylko powiedzieć, że bardzo mi przykro z powodu tego co się stało. - Chciałem już coś powiedzieć, żeby jak najszybciej urwać temat, ale nie musiałem tego robić. Moja towarzyszka podała mi kartę i rozkazała wybrać coś do jedzenia.


.N.

  - Czy ty widzisz to samo co ja?
  - Owszem widzę.
  - Jesteś pewien?
  - Jeżeli masz na myśli Uchihe w towarzystwie jakiejś dziewczyny, to tak. Jestem pewien Kiba.
  - Jakiejś dziewczyny?! Naruto, toż to jest najpiękniejsze stworzenie chodzące po tej ziemi!
  Oczywiście przejąłem się tym, że mój przyjaciel znowu się zakochał, ale jakoś tak wyszło, że bardziej moją uwagę przykuł Sasuke. Zajęli stolik po drugiej stronie sali. Drań siedział tyłem do nas, w przeciwieństwie do dziewczyny, dzięki czemu Inuzuka mógł ją podziwiać w całej okazałości.
  Dopiero co myślałem, że Uchiha nie ma żadnych znajomych, a co dopiero przyjaciół czy dziewczyny,  a teraz widziałem go z jakąś laską zamawiającego jedzenie w restauracji. Co dziwne, tej dziewczynie szeroki uśmiech prawie cały czas nie schodził z twarzy. Kiedy go przytuliła na powitanie, a on odwzajemnił delikatnie uścisk, to zakrztusiłem się coca-całą z wrażenia. Bardziej spodziewałbym się rozlewu krwi niż takiej uprzejmości z jego strony.
  Mimo, że jedzenie zniknęło z naszych talerzy parę minut temu, to jakoś nie mogliśmy się zmobilizować do wyjścia.


.S.

  - Nie wierzę w to, że nikogo tam nie wyrwałeś na dłużej.
  - Ciesz się, że w ogóle odpowiadam na takie pytanie.
  - A spróbowałbyś nie! - Konan pogroziła mi palcem i zaśmiała się patrząc na mnie.
  Dobrze nam się rozmawiało. Doskonale wiedziała jakich granic nie powinna jak na razie przekraczać, a na co może sobie pozwolić. Ona była jedyną osobą, która nie doprowadzała mnie do nerwicy i mimo, że nie raz podnosiła mi ciśnienie, to w jej przypadku nie było to takie straszne.
  - Przepyszne tu mają jedzonko, prawda? - Konan dokończyła swój posiłek zaraz po mnie i zadowolona oparła się o krzesło.
  - Faktycznie smaczne - odpowiedziałem krótko, widząc jak, któryś już raz ucieka wzrokiem do czegoś lub kogoś za moimi plecami. - Kogo ty tam szukasz co? - Spojrzała się mnie zdziwiona, jakbym przyłapał ją na gorącym uczynku.
  - Nikogo nie szukam tylko obserwuje kogoś, kto zna ciebie. - Uśmiechnęła się do mnie i mimo, że nie wiedziałem o co chodzi, to musiałem przyznać, że odrobinę mnie zaintrygowała.
  - Skąd pewność, że ten ktoś mnie zna?
  - Bo patrzy się na nas odkąd tu jesteśmy i nie, ja go nie znam. O czymś mi się nie powiedziało co? - Podniosła jedną brew i patrzyła się ma mnie pytająco, a ja nie miałem pojęcia o czym ona mówi. - Taki no, brązowe włosy, tatuaże na policzkach, nic specjalnego szczerze mówiąc. Ma bardzo apetycznego kolegę, ale on aż taki zainteresowany nami nie jest.
  - Blondyn? - Nie zdążyłem nawet pomyśleć, bo pytanie samo nasunęło mi się na usta.
  - Więc rzeczywiście mi o czymś nie powiedziałeś draniu!
  - To są tylko goście z mojej klasy. Z tym całym blondynem rozmawiałem dwa razy i raczej się nie polubimy, a ten drugi to jego zidiociały koleżka. - Westchnąłem tłumacząc Konan kim kto jest dla świętego spokoju.
  - Aż dwa razy? - Znowu pokazała mi swój najszerszy uśmiech, a ja w odpowiedzi tylko wywróciłem oczami. I jak tu z kobietą dojść do porozumienia?
  Posiedzieliśmy jeszcze chwilę rozmawiając o tym co podobno niestety ominąłem będąc w Ameryce i innych mało istotnych sprawach. Na szczęście nie trwało to długo. Wstałem od stolika i widziałem jak Konan podchodzi do mnie z podejrzanym uśmiechem na twarzy. Kiedy znalazła się przy mnie, to byłem już pewien, że coś kombinuje. Złapała mnie za koszulkę i delikatnie pociągnęła ku sobie. Pocałowała mnie w usta a ja, nie pierwszy już raz, miałem ochotę udusić ją gołymi rękoma.
  - Nic nie mów. - Zaśmiała się i pociągnęła mnie za rękę do wyjścia.
  - Powinnaś sobie kogoś w końcu znaleźć.
  - I kto wtedy będzie się troszczył o takiego drania, co? - Słysząc jej odpowiedzieć zrezygnowany pokręciłem głową i poszedłem za nią do wyjścia.
  Mój wzrok zatrzymał się na wpatrzonym w nas blondynie. Przez chwilę patrzyliśmy się na siebie, ale Konan pociągnęła mnie za sobą, a Uzumaki uciekł spojrzeniem.
  Nie wiedziałem co mam o nim myśleć. Nie wiem dlaczego w ogóle o nim myślałem. Każdy normalny facet schodził mi z drogi, a już na pewno nie próbował zagadywać. Nie miałem w zwyczaju zawracać sobie kimkolwiek głowy. A Konan będzie musiała wyjaśnić mi swoje dziwne zachowanie. Chociaż, jeżeli o nią chodzi, nie bardzo mnie to zaskoczyło.


.N.

  - To już wiemy co robi nasz książę kiedy nie ma go w szkole. - Kiba nie mógł przeżyć tego co przed chwilą mieliśmy okazję zobaczyć. - Czemu to do mnie takie laski się nie kleją? - Zrozpaczony opadł na blat i wzdychał co chwile zwracając na siebie uwagę przechodzących klientów.
  - Może zamiast płakać, to się w końcu z którąś umów co? - Siedząc z Inuzuką zastanawiałem się kiedy w końcu dostane order za nadzwyczajne pokłady cierpliwości.
  - Nie bądź taki mądry. Jakoś nie przypominam sobie żebyś kiedyś miał dziewczynę. - Wystawił mi język i wstał od stolika. Jego słów zdecydowałem się nie komentować. Był moim najlepszym przyjacielem, ale o niektórych rzeczach po prostu nie potrafiłem z nim rozmawiać. Zebraliśmy się szybko i wyszliśmy z restauracji. To był chyba pierwszy raz kiedy Kiba wychodził stąd i mówił o czymś innym niż najlepsze żarcie mojej mamy.
  Po drodze odprowadziłem Inuzuke i idąc do domu postanowiłem zajść jeszcze do sklepu po jakieś picie. W między czasie nie mogłem przestać myśleć o Sasuke. Nagle przyjeżdża z innego kraju zbyt hojnie obdarzony przez naturę geniusz z charakterem odstraszającym wszystkich w pobliżu. Byłem przekonany, że nie jest w stanie normalnie funkcjonować między ludźmi, a tu się okazuje, że ma dziewczynę. Nie wiedziałem dlaczego, ale jakoś nie pasowało mi do niego przytulanie czy całowanie się z jakąś laską. Był największym chamem jakiego miałem okazję poznać, a przy niej musiał być milutki skoro nie uciekła z krzykiem. Jakoś nie mogłem wyobrazić sobie tego buca w taki sposób.
  Myśli pochłonęły mnie do tego stopnia, że nawet nie zauważyłem kiedy znalazłem się w hipermarkecie przy półce z napojami. Bez wahania        sięgnąłem po sok pomarańczowy i poszedłem do kas samoobsługowych, a przynajmniej miałem taki zamiar. Zamiast tego wpadłem na kogoś i z   impetem walnąłem tyłkiem o podłogę.
  - Patrz jak leziesz kretynie! - Warknąłem zdenerwowany, podnosząc się z ziemi.
  - Ja?! - Spojrzałem na sprawcę całego zamieszania i niestety głos pasował idealnie do właściciela.
  Uchiha patrzył się na mnie równie zdziwiony co ja na niego. No bo serio, z tyłu ludzi musiałem zderzyć się właśnie z nim?!
  - A kto niby?! Trzeba było patrzeć przed siebie, to teraz bym spokojnie wychodził ze sklepu z tym cholernym piciem! - Dokładnie w tym samym momencie zacząłem się zastanawiać, gdzie zniknął mój soczek, ale nie trwało to długo. Stojący przede mną Sasuke miał go nadmiar na bluzce, a reszta rozlała się po podłodze w okolicach kartonika.
  - Chyba przy tym upadku musiałeś porządnie piznąć się w tą swoją blond główkę, bo jakbyś nie zauważył, to ty na mnie wpadłeś młocie!
  - Nie pozwalaj sobie dobra?! - Podszedłem bliżej niego już porządnie  zdenerwowany.
  - Bo co? - Przechylił się jeszcze bardziej w moją stronę z tym swoim szyderczym uśmiechem. Zmieszałem się trochę bo był zdecydowanie za blisko i cofnąłem gwałtownie. Oczywiście poślizgnąłem się na rozlanym soku, ale jakże szlachetny Uchiha złapał mnie za ramię i przyciągnął mocno w swoją stronę.  Jeszcze trochę i wyszedłbym stąd nie tylko z poobijanym tyłkiem ale dodatkowo bez zębów!
  - Nie za wygodnie? - Głos Sasuke wyrwał mnie z zamyślenia i speszony odsunąłem się od niego już trochę ostrożniej. Nawet nie wiedziałem kiedy wylądowałem przy jego klatce piersiowej! - Już się tak nie rumień księżniczko. Następnym razem cię nie uratuje. - Aż się we mnie zagotowało ze złości! Zadowolony z siebie palant. Zresztą, ja się wcale nie rumienie! A przez jego mokrą koszulkę nie prześwituje wyćwiczone ciało!
  - Wal się draniu - oburzony odwróciłem się w stronę wyjścia i olewając zarówno Uchihe jak i ten sok zdecydowałem się wymaszerować ze sklepu.
  - Ej, a za to kto zapłaci łamago? - słyszałem jak zawołał za mną, ale jakoś nie specjalnie się tym przejąłem. Na biednego nie wyglądał. Teraz przynajmniej wiedziałem, że powinienem doceniać jego nieobecności w szkole, a nie się nad nimi głowić. Zająłby się swoją dziewczyną, a nie zachowuje się o tak o! 


.S.

  Nie dość że wpieprzył się na mnie i narobił syfu to jeszcze sobie polazł i mnie z tym zostawił. Później to ja musiałem tłumaczyć się sprzątaczce i ochroniarzowi. Szczyt bezczelności. Każdego w takiej sytuacji prawdopodobnie miałbym ochotę zatłuc, ale jak się okazało nie jego. Nikt poza Konan nigdy się tak do mnie nie odzywał i w jakiś dziwny sposób rozbudziło to moje zainteresowanie. Na początku rzeczywiście byłem wściekły, ale teraz musiałem przyznać, że całkiem dobrze się bawiłem widząc go takiego zawstydzonego. Czyżbym znalazł jego słaby punkt? Może jednak mógłbym zacząć pojawiać się w szkole trochę częściej...
Czytaj dalej…

Witam ponownie!
Tekst króciutki, niesprawdzony i wstawiony dosyć pochopnie. Minęło trochę czasu, więc proszę o wyrozumiałość i wybaczenie. Chwilowo mam parę pomysłów, tylko nie wiem czy jest sens umieszczania ich na blogu. Po tak długiej nieobecności wątpię w istnienie jakichkolwiek czytelników. Jeżeli będzie zainteresowanie to postaram się umieszczać co nie co.
Mimo wszystko potencjalnym odwiedzającym życzę miłego czytania.

~*~

  Zdecydowanie mnie to przerasta. Mimo tego co mi zrobił nie mogę przestać myśleć o tym jak przyjemnie byłoby wciąż być razem. Zapomnieć na chwilę o wszystkim i spędzić wspólnie chociaż jeden kojący wieczór. Jak można być tak naiwnym? Dobrze wiem, że nie mogę do tego dopuścić, a jednak umysł wciąż płata mi figle. Ostatnio nawet zacząłem się zastanawiać czy sam nie przyczyniłem się w jakiś sposób do tego wszystkiego. Tak jakbym na siłę szukał powodu do wybaczenia. Tylko po co? Nigdy nie będę wstanie o tym zapomnieć, a wypominanie przeszłości przy każdym potknięciu nie prowadzi do niczego dobrego. To oczywiste, że nie mamy żadnych szans na bycie razem, więc dlaczego do cholery nie mogę skończyć myśleć o tym co by było gdybym dał mu szansę? Tak bardzo pragnę go znienawidzić.
Cały dzień chciałem poświęcić na leżenie przed telewizorem, ale najwidoczniej ktoś postanowił zniweczyć moje plany tuż przed południem.

- Co ty tu robisz? - Uruha stał przede mną jak gdyby nigdy nic, z niepokojąco spokojnym wyrazem twarzy.
- Muszę porozmawiać z kimś normalnym - powiedział i nie czekając na moją odpowiedź ominął mnie w drzwiach i wszedł do mieszkania. Samo jego przyjście było dla mnie zaskoczeniem, a co dopiero chęć rozmowy.
- Powiedz mi, ale szczerze, żałujesz związku z Reitą? - Pytanie, które mi zadał zmroziło mnie do tego stopnia, że zastygłem z saszetką herbaty w ręce. - Więc?
- Uruha, nie ważne co bym zrobił, teraz to i tak nie ma żadnego znaczenia. - Kolejny już raz nie potrafiłem zebrać myśli. Co bym zrobił? Czy zrezygnowałbym z tego co było na początku? Nigdy wcześniej nie sądziłem, że spotkam kogoś takiego. Nie uległego chłopczyka, ale prawdziwego faceta, którego naprawdę pokocham. On był wszystkim czego potrzebowałem. Wtedy uważałem go za chodzący ideał składający się zarówno z zalet jak i wad, ale takich które bezwarunkowo mną zawładnęły. Skąd mogłem wiedzieć, że to wszystko tak się skończy? - Nawet gdyby nic nie miało się zmienić, to i tak chciałbym przeżyć to jeszcze raz. - Gitarzysta oniemiał ze zdziwienia słysząc moją odpowiedź, ale szybko wrócił do siebie.
- Nie mogę uwierzyć, że niczego byś nie zmienił. Tyle cię to kosztowało. Nie lepiej byłoby po prostu się od tego odciąć? - Kolejne pytanie przypominające mi w jak beznadziejnym momencie mojego życia się znajduję.
- Na pewno byłoby łatwiej, ale co z tego? Nie potrafiłbym tak po prostu zrezygnować z tych wszystkich przeżyć i wspomnień, które są z nim związane. - Może zrobiłbym błąd, ale przynajmniej niczego bym nie żałował. - Skąd nagle takie zainteresowanie moimi sprawami?
- Nie tak nagle. Może ostatnio nie rozmawiamy zbyt często, ale to nie oznacza, że mam cię gdzieś. - Oczywiście wierzyłem w to co mówił, ale nie sądziłem żeby przychodził tu na pogawędki o moich rozterkach.
- Dobrze, ale po co to tak naprawdę tu przyszedłeś? - Wydawało mi się, że Uruha spiął się lekko słysząc moje pytanie.
- Nie wiem co powinienem zrobić z Aoi'm. Długo czekałem na jakąś reakcje z jego strony, a teraz jak w końcu na coś się zdecydował, to ja nie jestem pewien czy to dobry pomysł. - Wyglądał na strasznie przyjętego całą sytuacją. Sam fakt, że nie miał oporów żeby ze mną rozmawiać na ten temat był dla mnie dużym zaskoczeniem.
- Skoro obydwoje tego chcecie to co w tym złego? - Szczerze chciałem mu pomóc. Zrobić cokolwiek byleby móc chociaż na chwilę odpocząć od zajmowania się samym sobą.
- Wszystko się popieprzyło, zespołu praktycznie nie ma, nie możemy się wspólnie dogadać, ty z Reitą prawie nie rozmawiasz, ja myślę o Aoi'm od wieków, on nagle dowiedział się czego chce,  a Kai tylko czeka aż wszystko się ułoży. Jak to ma znowu zacząć dobrze prosperować?
- Może właśnie od was? Nie mogę ci powiedzieć co masz zrobić, ale moim zdaniem byłbyś głupi gdybyś tak po prostu z niego zrezygnował. Z zespołem co ma być to będzie, ale wy możecie być szczęśliwi i bez gazette. - Życzyłem im tego z całego serca, nawet trochę zazdrościłem, że mogą tak po prostu spróbować.
- Może i masz rację, może warto zaryzykować. - Uśmiechał się lekko, co jasno dało mi do zrozumienia, że podjął już decyzję. - A ty co zamierzasz zrobić?
- Ja? - Miałem cichą nadzieję, że może zapomniałem o jakiejś błahej sprawie, o której właśnie starał się mi przypomnieć.
- Domyślam się, że łatwo nie jest, ale coś musicie zrobić. - I wszystko było jasne. Nadzieja matką głupich.
- Nie chce o tym rozmawiać, nie wiem co powinienem zrobić i niech tak na razie zostanie. - Pomyślę nad tym, zdecyduje się na coś, ale nie teraz.
- Jasne, rozumiem. Już o nic nie pytam, ale powiem ci tylko,  że według mnie Reita świadomie nigdy by ci czegoś takiego nie zrobił. - Dodał coś do czego uparcie każdy mnie przekonuje, jednak mimo wszystko jakoś musiało do tego dojść.
Siedzieliśmy tak dosyć długo rozmawiając o mało istotnych rzeczach. Nawet się trochę pośmialiśmy czego ostatnimi czasy bardzo mi brakowało. W między czasie Uruha zdecydował się podszkolić mnie w sztuce gotowania, dzięki czemu zjedliśmy całkiem dobry obiad. Później posiedzieliśmy trochę przed telewizorem komentując programy rozrywkowe i śmiejąc się z ludzi w nich uczestniczących. Odprężenie, to chyba najbardziej odpowiednie słowo określające dzisiejszy dzień. Po spotkaniu z nim zaczynałem wierzyć w to, że jeszcze może coś z tego być, że gazette może jeszcze zaistnieć.
Wieczorem, gdy Uruha zbierał się do wyjścia, postanowiłem odprowadzić go do taksówki. Kouyou miał na sobie szeroką bluzę z kapturem czego wcześniej najwidoczniej nie zauważyłem. Domyślałem się, że nie chciał rzucać się w oczy naszym rozgoryczonym fanom. Nie myślałem o tym dłużej tylko złapałem za klucze i razem wyszliśmy z mieszkania. W windzie jeszcze chwilę dyskutowaliśmy o tym, co widzieliśmy w telewizji. Nawet nie zauważyłem kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz. Uruha uścisnął mnie mocno dziękując za spotkanie, a ja nie mogąc się powstrzymać skwitowałem to śmiechem.
- Jeszcze niedawno nie mieliśmy o czym rozmawiać - powiedziałem uśmiechając się szeroko. Dobry humor niezbyt często ostatnio mi towarzyszył. Miałem nadzieję, że już niedługo skończą się te wszystkie problemy i wszyscy wrócimy do normalnego życia.
- Nie mogę zaprzeczyć, ale miejmy nadzieję, że już będzie tylko lepiej. Lecę bo muszę jeszcze odwiedzić jednego bardzo interesującego osobnika. - Gitarzysta wsiadł do taksówki, a ja odwróciłem się w stronę budynku, w którym mieszkałem.
Serce mi stanęło, gdy zobaczyłem Akirę kilka kroków przede mną. Stał jak wmurowany w ziemię, a ja czułem jak świdruje mnie wzrokiem. Nie mogłem tego wytrzymać. Wleciałem do klatki jak oparzony i nie patrząc za siebie biegłem po schodach licząc na to, że jak najszybciej znajdę się w mieszkaniu. Nie chciałem tak się zachować, ale nie potrafiłem tego powstrzymać. Nie chciałem psuć sobie tak udanego dnia. Nie potrzebowałem spotkania z nim. Nie w tym momencie, kiedy w końcu chociaż przez chwilę dobrze się czułem. Nic z tego. Chwilę później poczułem jak Suzuki łapie mnie za rękę i popycha na ścianę.
- Kto to był!? - Byłem tak zszokowany jego wzburzeniem, że nie wiedziałem co mam powiedzieć. - Już sobie kogoś znalazłeś? - Patrzył mi się prosto w oczy, ale gdy nie usłyszał żadnej odpowiedzi westchnął ciężko i oparł ręce na ścianie opuszczając przy tym głowę tak, że czułem jego gorący oddech na swoim policzku. - Takanori. - Słyszałem jak się uspokaja, jak wyrównuje oddech. - Proszę cię, daj mi jeszcze jedną szansę. - Już spokojnie szeptał mi prosto do ucha słowa, które w tej chwili nie powinny mieć dla mnie żadnego znaczenia. - Nie potrafię dłużej tego wytrzymać. Tak bardzo cię potrzebuje. - Czułem jak  z każdym kolejnym wypowiedzianym przez niego słowem coraz więcej niechcianych łez uparcie szukało ujścia. Nie byłem wstanie dłużej ich powstrzymywać.
Po chwili odsunął się od ściany tylko po to żeby położyć delikatnie dłonie na mojej twarzy i wycierać pojawiające się na niej bez końca krople. Wyprostował się i przyciągał mnie do siebie mocno ściskając. Zupełnie bezradny oparłem głowę na jego klatce piersiowej i usilnie starałem się spokojnie oddychać.
- Wiem, że moje słowa niczego nie zmienią, ale naprawdę cię przepraszam. Oddałbym wszystko byleby tylko móc cofnąć czas. - Byłem na skraju wytrzymania, a on był tak blisko mnie. Tak bardzo tego pragnąłem. Jak miałem to skończyć, gdy w rzeczywistości popełniałem błąd za błędem?
Za chwilę jednak mnie puścił i wyjął klucze z mojej dłoni, po czym złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić spokojnie do góry. Kiedy weszliśmy do mieszkania Akira zamknął drzwi na klucz i pociągnął mnie za sobą w kierunku sypialni. Doskonale mnie znał i wiedział czego potrzebuje.
- Połóż się - powiedział łagodnym tonem, a mi nawet do głowy nie przyszło, żeby się z nim kłócić. Za dużo tego wszystkiego na raz. Czułem się tak bardzo otumaniony jego obecnością i zachowaniem.
- Straciłem go na chwilę z oczu,  ale zaraz potem poczułem uginające się łóżko i opadający na mnie koc. Nie protestowałem nawet gdy chwilę potem Suzuki przyległ swoim ciałem do moich pleców. Spiąłem się jednak gdy jego dłoń wylądowała na moim brzuchu.
- Akira - Kiedy w końcu udało mi się cokolwiek z siebie wykrztusić, on od razu mi przerwał.
- Spokojnie. Chce tylko być przy tobie. Śpij już. - Był taki okrutny. Zachowywał się tak jak kiedyś. Budził wspomnienia.
Powieki coraz bardziej zaczynały mi ciążyć. Może od płaczu, a może od nadmiaru emocji. Nie chciałem już o tym myśleć.
- Kocham cie Takanori. - Przez jego wyznania byłem jeszcze bardziej rozdarty. Co miałem zrobić? - Nie chce żebyś był z kimkolwiek innym. Chciałbym, żebyś kiedyś i przy mnie znowu się śmiał. - Mówiąc to przypomniał mi o tym co spowodowało całą tą sytuację. Chciałem powiedzieć mu o spotkaniu z Uruhą,  ale nie pozwoliło mi na to zmęczenie.  Usunąłem przy mężczyźnie, który zranił mnie najboleśniej jak tylko było to możliwe. Co najgorsze był to mój najspokojniejszy sen od bardzo dawna.

Jak bardzo głupio postąpiłem? Jak bardzo będę tego żałował?  Dlaczego to wszystko tak bardzo mną wstrząsnęło? Może w końcu dałem upust swoim emocjom? Co powinienem zrobić? Czy kiedyś znowu będę sobą - rozbawionym, wygadanym i przede wszystkim szczęśliwym facetem?

~*~
Czytaj dalej…