Spojrzał wstecz - nie był sam...

Witam ponownie!
Tekst co prawda niesprawdzony, ale jest.

~*~

Powiedziałem mu, że przyjdę. Nie przemyślałem tego. Co będzie jeżeli mnie posłucha i nie będę mógł mu niczego zarzucić? Co jeżeli mówił prawdę i chce wrócić do tego co było? Nie powinienem był do tego dopuścić. Gdy on wchodzi w grę jestem zdecydowanie za słaby. Robi ze mną co chce nawet o tym nie wiedząc. Tym razem nie mogę na to pozwolić. Nie chce ponownie brnąć z nim w to bagno, bo gdy już w nie wejdziesz strasznie ciężko jest się z niego wygrzebać. Czym bardziej się szarpiesz tym głębiej cię wciąga. Już raz w nim utknąłem. Nigdy więcej.
Niestety ostatecznie postanowiłem powiedzieć mu to wszystko osobiście.

- Już myślałem, że nie przyjdziesz. – Akira z delikatnym uśmiechem wpuścił mnie do swojego mieszkania. Odświeżony, schludnie ubrany i uczesany prezentował się naprawdę dobrze. Nie pasowała mi tylko jedna rzecz.
- Ściągnij to cholerstwo z twarzy – powiedziałem wchodząc do salonu.
- Zawsze cię denerwowała. – Zaśmiał się idąc za mną i zdejmując opaskę. – I jak ci się podoba? – Stanął na środku pokoju szczerząc się do mnie, najwyraźniej ogromnie dumny z samego siebie.
„W ogóle mi się nie podoba” pomyślałem, ale nie mogłem mu tego powiedzieć. W końcu to ja byłem osobą, która go sprowokowała. – Może być.
- Może być?! No chyba żartujesz. Przecież jest idealnie. – Widząc go podenerwowanego, krążącego po pokoju nie mogłem się nie uśmiechnąć. 
- Nabijasz się ze mnie? - zapytał poprawiając poduszki rozłożone na kanapie.
- Co? Nie. Jasne, że nie. Po prostu nie myślałem, że na prawdę się za to weźmiesz. Nigdy nie lubiłeś sprzątać.
Rozsiadłem się możliwie najwygodniej na sofie, mając jednak nadzieję, że już niebawem to wszystko się skończy. Reita usiadł na fotelu na przeciwko mnie.
- Takanori, daj spokój. Obydwoje dobrze wiemy, że tu nie chodzi o sprzątanie. 
Jego spojrzenie było czymś czego szczególnie starałem się unikać, a w czym on w ogóle mi nie pomagał. Patrząc mu w oczy byłbym w stanie uwierzyć, że czuje coś więcej, a doskonale wiedziałem, że to nie prawda, że on nigdy się nie zmieni.
- Rozmawiałeś z Uruhą? - Urwałem niewygodny temat marząc o tym żeby raz na zawsze dał sobie z tym spokój.
- Tak, dzisiaj wraca od rodziców. Aoi podobno też niedługo przyjedzie. - Doskonale słyszałem rozczarowanie w jego głosie. Wiedziałem, że nie o tym chciał rozmawiać.
- To dobrze, może umówimy się na jakieś wspólne spotkanie. Musimy coś postanowić. Skończmy to na dobre albo weźmy się porządnie do roboty, nie ma co siedzieć w domu i czekać aż wszystko samo się załatwi. - Nie widziałem najmniejszego sensu w niekończących się samotnych przemyśleniach.
- Co racja to racja, ale najpierw może dobrze by było gdzieś wyskoczyć razem, bez poważnych rozmów i niepotrzebnych nerwów. Tak dla odnowienia dobrych stosunków. - Szczerze wątpiłem, że miał na myśli wzajemne stosunki całej naszej piątki względem siebie, ale nie zamierzałem dać mu się sprowokować do bezsensownej dyskusji.
- Może i masz rację, ale Uruhę ty będziesz do tego namawiał. Ja mogę pogadać z Aoi’m. Kai na pewno chętnie przyjdzie. - Uśmiechnąłem się na samą myśl, że mogłoby być tak jak dawniej. Z drugiej jednak strony nie byłem pewien czy jest to w ogóle możliwe. Może faktycznie związki w zespołach powinny być zabronione. W końcu najprawdopodobniej od tego zaczęły się wszystkie problemy.
- O czym tak rozmyślasz? Nie pasują do ciebie takie przygaszone uśmieszki. Zmieniłeś się. - Bezczelny i irytujący typ, Akira.
- Tak sądzisz? No popatrz, ty za to ciągle jesteś taki sam. Jaki byłeś taki jesteś nadal. Jak myślisz, przez kogo taki się stałem? - Denerwował mnie. Podnosił mi ciśnienie chyba najbardziej jak tylko było to możliwe.
- Nigdy nie chciałem cię zranić. - Jeszcze jedno spojrzenie pełne skruchy w jego wykonaniu i może byłbym w stanie w to uwierzyć, kiedyś, ale na pewno nie teraz.
- Nie rozśmieszaj mnie. Robiłeś co chciałeś, nikt cię do niczego nie zmuszał. Nie chcę do tego wracać więc skończ już te swoje gierki. - Miałem unikać tematu, a sam go rozgrzebywałem. Powinienem sam sobie zaklaskać.
- Dopóki wszystkiego sobie nie wyjaśnimy to na pewno nie będzie dobrze. Przecież musimy jakoś ze sobą rozmawiać. - Musiałem przyznać mu trochę racji, ale rozmowy na ten temat nie były dla mnie żadną przyjemnością.
- Ale co według ciebie jest tu do wyjaśniania? Zdradziłeś mnie. Okłamywałeś. Dla mnie wszystko jest jasne. Nie ma czego wyjaśniać. Zostawmy to za sobą. - Nie chciałem o tym myśleć, przypominać sobie, cierpieć.
- Byłem pijany, wiesz o tym. Nawet tego nie pamiętam, a nie ma dnia żebym nie żałował. - Wiedziałem, że wypił, ale czy mogłem mieć pewność, że nie wiedział co robi? Nie sądzę. 
- Czyli co, alkohol jest wytłumaczeniem na wszystko? Dlatego później jak już podobno on uświadomił ci co zrobiłeś na imprezie to nadal mnie okłamywałeś, że do niczego nie doszło i nigdy nawet nie zbliżyłbyś się do kogoś innego? Z tego samego powodu po tym wszystkim dalej widywałeś się z tym swoim niby przyjacielem i wmawiałeś mi, że to nic nie znaczy? Nie chcę tego słuchać. Jak masz problemy po wypiciu, to nie pij. Powtarzałem ci to niezliczoną ilość razy.
- Umawiałem się z nim tylko po to, żeby powiedział mi co zaszło między nami, a uwierz mi, że do tej pory ciężko jest mi uwierzyć, że to wszystko się stało. - Nie wiem czy starał się mnie rozczulić czy co, ale nie miałem zamiaru po raz kolejny mu zaufać i znowu się rozczarować.
- Naprawdę myślisz, że po prostu ci w to uwierzę po tym wszystkim? 
- Chciałbym żeby tak było. Postaram się, zobaczysz. Tym razem będzie inaczej. Zmienię się. - Nie bawiły mnie jego żarty. Doskonale wiedziałem, że to bzdura, jedna z wielu w jego wykonaniu.
- Tym razem? O czym ty mówisz, nic z tego nie będzie. Nigdy więcej. Wcześniej wybaczałem ci każde kłamstwo. Miałeś już nie jedną okazję, żeby coś zmienić. Niestety z żadnej nie skorzystałeś, aż w końcu po prostu przesadziłeś. Nie mam zamiaru znowu przez to przechodzić.
- Taka, przecież wiem, że nadal coś do mnie czujesz, że wciąż nie jestem ci obojętny.
- No co ty nie powiesz, jakoś ty potrafiłeś coś do mnie czuć i pieprzyć się z innym facetem, więc skończ te swoje wywody. Od samego początku wiedziałeś, że jestem w stanie wiele znieść, ale zdrady nigdy nie wybaczę. - Byłem zły, ogromnie. Zniszczył wszystko na czym mi zależało. - Dla mnie ta rozmowa nie ma już sensu. Zadzwonię do Aoi’ego, a ty pogadaj z Uruhą i daj mi znać. - Wstałem i szybko wyszedłem z jego mieszkania. Nie miałem już ochoty na niego patrzeć.

- Poważnie uważasz, że to jest dobry pomysł? - Aoi najwidoczniej powoli zaczynał żałować tego, że zgodził się przyjść ze mną do klubu.
Po nieudanej wizycie u Reity zadzwoniłem do niego i udało nam się dogadać co do spotkania całego zespołu. Jak się okazało Akira podołał w przekonywaniu Uruhy, a Kai na tą wiadomość był wniebowzięty i nie mógł się doczekać. 
- A masz jakiś inny? - Obydwoje wiedzieliśmy, że nie da się załatwić tego w inny sposób. Musieliśmy się spotkać i w miarę najspokojniej porozmawiać.
- Dobra właź. - Zrezygnowany otworzył drzwi i weszliśmy razem do klubu.

Siedzieliśmy w piątkę na półokrągłej kanapie, pomiędzy którą stał niewielkich rozmiarów stół. Ja zająłem miejsce przy krawędzi po prawej stronie, obok mnie usiadł Kouyou, przy nim Kai, następnie Reita a na końcu Aoi.
- Będziemy tak siedzieć i nic nie mówić? - Chwilowo nasze wspólne spotkanie mógłbym nazwać totalną klapą. Każdy zajmował się samym sobą, a dokładniej piciem drinków i podziwianiem własnych butów. Nawet nie zapowiadało się na jakąkolwiek rozmowę, a co dopiero na taką, która w jakimś stopniu rozwiązałaby nasze problemy.
- No coś ty, możemy przecież porozmawiać o tym jak to nasz wspaniałomyślny lider rozpieprzył nam zespół. - O dziwo odpowiedział mi Uruha i standardowo nie był przy tym zbyt przyjacielski.
- Dobrze wiesz dlaczego to zrobiłem, więc przestań zgrywać obrażonego. Z tego co wiem nie przyszliśmy tu żeby się kłócić. - Tanabe najwidoczniej również nie był w najlepszym humorze, ale musiałem przyznać mu rację.
- Uru, daj spokój. Nie wiem jak wy ale ja rzeczywiście chciałbym to jakoś ogarnąć i wznowić działalność.
- Popieram Aoi’ego. - Reita, który siedział obok Shiroyamy zarzucił mu rękę na ramię uśmiechając się do nas wszystkich. Jego zachowanie było co najmniej dziwne, ale lepsze to niż nic albo ciągłe awantury. - Jak już tu jesteśmy to chociaż spróbujmy się wzajemnie dogadać, a sprawę GazettE zostawmy na później. Tak więc Kouyou, dlaczego już mnie nie lubisz? - Akira zaskakiwał mnie coraz bardziej tego dnia i nie miałem pojęcia co mu się stało.
- Reita nie załamuj mnie. Nie powiedziałem, że cię nie lubię. No może trochę działasz mi na nerwy. - Gitarzysta odpowiedział mu wzdychając przy tym tak jakby sama rozmowa była dla niego męcząca.
- Chyba nie tylko on, raczej my wszyscy. - Aoi dorzucił swoje trzy grosze, a z miny Uruhy od razu wywnioskowałem, że niekoniecznie mu się to spodobało.
- Wszyscy to może i nie ale za to ty najbardziej. - Uśmiechnął się do niego krzywo i sięgnął po swojego drinka.
- Nie martw się, już dawno zdążyłem to zauważyć i szczerze mówiąc nie jestem w stanie zrozumieć co ja ci takiego zrobiłem. - Domyślałem się od jakiegoś czasu co Urusze może chodzić po głowie i byłem zdziwiony, że Aoi niczego jeszcze nie zauważył.
- Wolisz wersję skróconą czy może zaproponować ci dłuższy wywód na temat twojej ślepoty? - Może nie powinienem ale nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem śmiechem.
- Co niby jest w tym takiego zabawnego? - Shiroyame chyba odrobinę zdenerwowało moje rozbawienie, ale naprawdę nie mogłem się powstrzymać.
- Nic nic, po prostu coś sobie przypomniałem. - Akira słysząc moją odpowiedź uśmiechnął się do mnie i wiedziałem, że myślimy o tym samym. Sprzeczka gitarzystów skojarzyła mi się z moimi kłótniami z Reitą zanim zaczęliśmy być razem. Chętnie cofnąłbym się do tego czasu.
- Oj nie krępuj się. Powiedz nam co takiego sobie przypomniałeś. - W tym właśnie momencie wróciła do mnie niechęć do osobnika ukrywającego nos za kawałkiem szmaty.
- Pamiętam jak z głupoty uganiałem się za jednym gościem. - Wielmożny pan Suzuki chyba nie myślał, że będę wzdychać rozpamiętując jego cudowną osobę. Nawet jeżeli kiedyś rzeczywiście myślałem, że taką jest.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że Uruha coś do mnie..
- Nie, nie chciał tego powiedzieć. - Kouyou najwidoczniej poważnie zdenerwowany przerwał Aoi'emu wstając gwałtownie z kanapy. - Nie wiem jak wy, ale ja już mam dosyć tych drinków. - Aoi wpatrywał się za odchodzącym w stronę zatłoczonego baru kolegą i mogłem śmiało stwierdzić, że był poważnie zaskoczony.
- Naprawdę mógłbyś czasami trochę pomyśleć, a nie tylko ślęczysz nad tą gitarą. - Kai odrobinę rozbawiony chyba starał się coś uświadomić gitarzyście.
- Nie żartuj, skąd ja niby mam wiedzieć co mu siedzi w głowie. - Shiroyama co prawda odpowiedział ale było widać, że jest pogrążony w myślach.
- Ty lepiej się zastanów czy sam nie masz mu czegoś do powiedzenia. - Nie byłem przekonany czy Yutaka dobrze robił naciskając na Aoi'ego, ale jakby nie patrzeć życzyłem im jak najlepiej.
- Ja? Skąd ty bierzesz takie pomysły?
- No skoro się mylę to wytłumacz mi na przykład dlaczego nie rozmawiasz z nim odkąd znalazł sobie faceta co? I nawet mogłoby się wydawać, że był z nim szczęśliwy. - Kai nie odpuszczał i w tej chwili do mnie dotarło, że rzeczywiście mogło coś w tym być.
- Faceta?! - Uniósł się trochę zdenerwowany. - Chyba jakąś ciotę z pierwszej łapanki. Nawet mi nic o nim nie mów. Zresztą nie powiedziałbym, że był szczęśliwy, raczej wniebowzięty. Dziwne, że z tego szczęścia nie unosił się w powietrzu. Dlaczego akurat my wszyscy musimy być tacy popieprzeni?
- Wybacz, ale homoseksualizm jeszcze chyba oficjalnie nie został uznany za chorobę psychiczną. - Wtrąciłem się do rozmowy coraz bardziej zaciekawiony obrotem spraw. Sam na początku naszej znajomości byłem zdziwiony, że piątka różnych osób okazała się tej samej, choć nie koniecznie standardowej, orientacji. Z tego musiały wyjść same problemy. - No i z tego co wiem oni już od dłuższego czasu nie są razem.
- Nie dziwie się. Jak znalazł sobie coś takiego to mógł się z tym liczyć. Nie wiem co on w nim widział. 
- Szczerze mówiąc nie wydaje mi się żeby on z nim był bo się zakochał, to znaczy jak już to na pewno nie w nim. Raczej chciał coś sprawdzić i myślę, że mu się to udało. - Reita już nie koniecznie taki zadowolony określił swoje zdanie na ten temat. - Nie dziwię mu się, że jest zdenerwowany. Jak spędzał czas z innymi to byłeś zazdrosny, a jak już siedzieliście razem to traktowałeś go jak powietrze. Zdecyduj się.
Aoi wpatrywał się ślepo przed siebie i chyba nie wiedział co powiedzieć. Po chwili jednak gwałtownie spuścił wzrok wbijając go z powrotem buty. Prawdopodobnie spowodował to nadchodzący Uruha.
- Zamówiłem nam coś mocniejszego. Zaraz powinien ktoś przynieść. - Kouyou zachowywał się tak jakby wcześniejszej rozmowy w ogóle nie było. Na Shiroyame nawet nie spojrzał. Usiadł na swoje miejsce pomiędzy mną a Kai’em i zajął się zabawą swoim telefonem.
- Uru, może wyjdziemy na papierosa? - Aoi najwidoczniej co nie co przemyślał, ale Uruha nie wyglądał na zadowolonego.
- Nie, dzięki. - Odpowiadając mu nawet nie oderwał wzroku od telefonu. Kai widząc to od razu wstał szturchając Reitę i na końcu spojrzał wymownie na mnie. Dobrze wiedzieliśmy co miał na myśli.
- No dobra dzieciaczki, to ja będę leciał. Wy sobie spokojnie porozmawiajcie, podejrzewam, że to wam dobrze zrobi. Może spotkamy się za tydzień, co? Obgadamy jeszcze parę innych rzeczy.
- Parę innych rzeczy? A o czym niby dzisiaj rozmawialiśmy? Chyba coś mnie ominęło bo nie przypominam sobie żadnej konkretnej rozmowy. Poza tym całkiem niedawno przyszliśmy, a ty już wychodzisz? - Uruha od razu zauważył, że Kai coś kombinuje i nie było w tym nic dziwnego. W końcu umówiliśmy się, żeby pogadać.
- Też mi przykro, ale naprawdę muszę iść. Do zobaczenia za tydzień, mam nadzieję. Na razie. - Sięgnął po swoją kurtkę i wyszedł z klubu. 
Ja z Akirą zrobiłem dokładnie to samo co lider. Wytłumaczyliśmy nasze wyjście brakiem czasu, którego swoją drogą mieliśmy wręcz za dużo, ale no trudno. W tym przypadku wypadało się poświęcić. Kouyou z Aoi’m zostali w klubie. Nie byli za bardzo zadowoleni tym, że zostawiamy ich samych, ale może wyjdzie im to na dobre, oby.

- Może jeszcze gdzieś pójdziemy? - Po wyjściu z klubu Kai’a już nie było, ale był za to Reita, który zamiast pójść do domu postanowił zatruwać mi życie.
- Daj mi spokój. Jadę do domu i tobie polecam zrobić to samo. - Naprawdę chciałem zacząć dobrze się z wszystkimi dogadywać, tak jak kiedyś, ale z Akirą nie będzie to takie łatwe.
- Myślisz, że byłbyś w stanie kiedyś mi wybaczyć? - Zamiast stać jak stał zaczął podchodzić do mnie coraz bliżej tylko podnosząc mi coraz bardziej ciśnienie. - Bardzo bym tego chciał.
Widząc jego ręce obejmujące mnie od razu chciałem się cofnąć, po prostu odejść, zrobić cokolwiek, ale w gruncie rzeczy nie zrobiłem nic. Dlaczego? Nie wiem. Może to przez to ciepło, które od niego czułem kiedy mnie przytulił, a może przez niesamowity zapach jego perfum. Perfum, które kiedyś sam mu dawałem. Ogromnie przyjemny, odurzający zapach idealnie do niego pasujący. Byłem okropnie rozdarty. Chciałbym tak zostać, chciałbym żeby nie wypuszczał mnie z objęć, żeby po prostu był przy mnie, ale wiedziałem, że to niczego nie zmieni, że to nie ma sensu. Pozwalając na takie rzeczy sprawiałem sobie jedynie jeszcze większy ból. Z trudem zdecydowałem się od niego odsunąć, nie zmuszał mnie do niczego, nie przytrzymywał i to było jeszcze gorsze. I znowu to cholerne spojrzenie. Nie mogłem patrzeć mu w oczy, bo od razu chciałem mu zaufać. Chciałem przestać się zastanawiać i po prostu zaryzykować. Nie mogłem tego zrobić. Nie zniósłbym kolejnej porażki. 
- Naprawdę powinienem już iść. - Przez brak odwagi nawet na niego nie spojrzałem, tylko pożegnałem się krótko i szybko wsiadłem do jednej z taksówek stojących na parkingu.

Przez ogrom myśli kotłujących się w mojej głowie nie mogłem zasnąć. 
Czy Aoi dogadał się z Uruhą? Czy chciałbym żeby między nimi rzeczywiście do czegoś doszło? To ich decyzja. Życzę im jak najlepiej. Chcę żeby byli szczęśliwi, ale zdążyłem się przekonać na własnej skórze, że związek z kolegą z zespołu nie wróży niczego dobrego. Mam jednak nadzieję, że oni nie będą mieli takich problemów jeżeli faktycznie coś między nimi będzie.
No i jeszcze Akira. Nie wiem co mam o nim myśleć. Najchętniej całkowicie bym przestał, ale niestety nie jest to takie proste. Nie mogę cały czas się oszukiwać. Udawać, że nie jest mi potrzebny. Brakuje mi go, bardzo.

~*~
Czytaj dalej…