Spojrzał wstecz - nie był sam...

Tekst niestety niesprawdzony.

***

.N.

Ciepłe promyki słońca wdarły się do mojego pokoju głosząc tym samym rozpoczęcie się tak długo oczekiwanego przeze mnie dnia. Z uśmiechem na ustach spojrzałem na zegarek wskazujący 8:47 i wstałem z łóżka od razu kierując się do łazienki.
Po tak bardzo uwielbianej przeze mnie gorącej kąpieli, której nawet dzisiaj nie byłem wstanie sobie odpuścić, owinąwszy się ręcznikiem wokół bioder wróciłem do pokoju. Stojąc przed stertą ciuchów leżącą na podłodze i otworzoną na oścież szafą, z której najprawdopodobniej jedynie cudem wszystko nie wypadło, zastanawiałem się co powinienem założyć. Po kilku wyczerpujących minutach zdecydowałem się na czarne rurki i białą koszule z podwiniętymi rękawami, co według mnie powinno stanowić idealnie prezentujący się komplet.
- Już wstałeś? - Usłyszałem melodyjny głos za plecami, który wbrew pozorom potrafił nieźle nastraszyć.
- Mamo! Ile razy mam ci powtarzać żebyś pukała, chcesz żebym dostał zawału?
- Skarbie, nie przesadzaj. - Podeszła bliżej całując mnie w policzek na powitanie, czego zdecydowałem nie komentować. Jakiś czas temu zdałem sobie sprawę, że moje słowa nie są w stanie zmienić postępowania tej kobiety. Co jednak nie oznacza, że mam zamiar się poddać. - Wyprasować ci garnitur?
- Garnitur? Przecież tego się już od dawna nie nosi. Czy ja wszystkiego muszę cię uczyć? - spytałem zrezygnowany sięgając po chwilę wcześniej przygotowane przeze mnie rzeczy. - Proszę. Wyprasuj koszule i spodnie, a ja wysuszę włosy. - Wypchnąłem mamę z pokoju i rozpocząłem wspomniane przeze mnie zajęcie. Moje włosy nigdy nie układały się tak jak tego chciałem, ale może to właśnie dzięki temu wyglądały, nie chwaląc się, naprawdę świetnie. Gdy skończyłem, wziąłem ciuchy z łóżka, gdzie zostawiła je mama, przebrałem się i zszedłem na śniadanie.
- Mmm... Ale pachnie. Może gustu nie masz, ale gotować umiesz jak nikt inny - powiedziałem szczerze, delektując się wyśmienitym zapachem.
- No dziękuję bardzo. Nie wydaje ci się, że z tą twoją manią na punkcie ciuchów jest coś nie tak? Czasami się zastanawiam czy przypadkiem nie miałeś być dziewczynką. – Udała zamyślenie podając mi talerz. - Omlet z miętą i curry na rozpoczęcie dnia.
- Bardzo śmieszne - Odpowiedziałem na dowcip dotyczący mojej płci i skupiłem się na podanym posiłku. - Nie myślisz, że czasami wystarczyłaby zwykła kanapka? - Zawsze gdy jestem w domu szykuje mi śniadanie, drugie śniadanie do szkoły i kolację. Obiad w pewnym sensie też. - Wiem, że lubisz gotować, ale mam już 18 lat i potrafię sam...
- Po pierwsze - stanowczo mi przerwała - teraz nie gotowałam tylko smażyłam. Po drugie zwykłą kanapkę zjesz w szkole i po trzecie nie robię tego ponieważ to lubię tylko dlatego, żeby mój jedyny syn w miarę przyzwoicie się odżywiał. Niezależnie od tego ile ma lat! Coś nie pasuje? - Stanęła przede mną z rękoma opartymi na biodrach i miną mówiącą, że dla własnego dobra nie powinienem wdawać się w dalszą dyskusje.
- Nie no oczywiście, że wszystko pasuje. A tak właściwie, to czemu nie jesteś w pracy? - Była już dziesiąta, a mama otwiera restauracje dokładnie o tej godzinie.
- Przecież właśnie o tym rozmawiamy. Musiał cię ktoś nakarmić. Chyba mogę się czasami spóźnić sama dla siebie będąc szefem, co? A teraz już lepiej się zbieraj bo za 20 minut masz autobus.
- Dobra dobra, już wychodzę. - Wstałem od stołu i odniosłem talerz do zmywarki.
- Naprawdę jesteś dziwnym dzieckiem. - Otwarcie przyznała podając mi herbatę i wywołując u mnie nie małe zdziwienie.
- Ja jestem dziwnym dzieckiem? Co za matka mówi tak do własnego syna?
- Które dziecko czeka z utęsknieniem na powrót do szkoły? - Spoglądała na mnie jak na wariata z wygraną wypisaną na twarzy.
- No przecież wiesz, że to nie o szkołę chodzi. – Wypiłem łyk herbaty i ostawiłem kubek na blat. - Nudzi mi się w domu, a tak chociaż będę mógł się codziennie widywać z przyjaciółmi. - W szkole nie mam żadnych problemów tak więc raczej nie mam na co narzekać. Mało się uczę, a trójki w najlepszej szkole w mieście w zupełności mi wystarczają no i przy okazji cały czas coś się dzieje. Czego chcieć więcej?
- Mógłbyś w końcu znaleźć sobie jakąś dziewczynę, a nie latasz ciągle z tymi chłopakami. – O nie. Znowu to samo.
- Marudzisz - stwierdziłem dosadnie starając się zakończyć niewygodny temat.
- Ja marudzę? Jeszcze nigdy żadnej dziewczyny nie przyprowadziłeś do domu. Jak już jakaś przyszła to zawsze odprawiałeś ją z kwitkiem. Nie jeden chłopak chciałby mieć takie powodzenie. Naprawdę cię nie rozumiem. I jak ty się zwracasz do matki?!
- Przepraszam, matko - dodałem w pośpiechu wychodząc z kuchni, ale niestety zdążyłem jeszcze zostać rzucony ścierką do naczyń. - Wybrudzisz mi koszulę!
- Ależ ty wrażliwy - zaśmiała się cicho i podeszła do mnie szukającego na ubraniach niechcianych śladów, które mogły się na nich znaleźć przez wybryk rodzica. - Daj spokój. Zakładaj te swoje trampki i wychodź bo naprawdę się spóźnisz. Później przyjdź z kolegami na obiad. - Uśmiechnęła się ciepło podając mi torbę.
- Jasne. - Już wyszykowany wyszedłem z domu i popędziłem na autobus. Cieszyłem się na powrót do szkoły. Dzisiaj czekał mnie jedynie apel i chwila w sali z wychowawcą na omówienie kilku spraw organizacyjnych.

.S.

- Dzień dobry. Proszę wstawać. - Obudził mnie czyjś niewiarygodnie denerwujący i donośny głos, a starszy mężczyzna, który go z siebie wydobywał bezczelnie ściągnął ze mnie kołdrę po czym skierował się w stronę okien.
- Nie rób tego. Kurwa. – Zirytowany zasłoniłem oczy, gdy promienie słońca bezpardonowo wdarły do mojego pokoju w momencie, w którym nieznany mi facet jednym szybkim ruchem odsłonił zasłony.
- Jak już mówiłem, czas wstawać. - Podszedł do łóżka i z dziwnym wyrazem twarzy wpatrywał się we mnie stojąc w miejscu.
- Kim ty jesteś, żeby mi mówić co mam robić?
- Mokuzai Kyu. Jestem w tym domu lokajem. Może pan o tym nie wiedzieć biorąc pod uwagę to, że przyjechał pan wczoraj w środku nocy.
- A czemu zawdzięczam twoją obecność w moim pokoju? – Denerwowała mnie jego postawa. Patrzył na mnie uśmiechnięty jakby doskonale mnie znał, a przecież nigdy wcześniej się nie widzieliśmy.
- Pański ojciec wczoraj prosił, abym pana obudził dziś o 8 rano.
- Nie interesują mnie jego prośby o cokolwiek, nawet te związane ze mną. Następnym razem zostaw jego życzenia dla siebie.
- Przepraszam, ale nie powinien pan mieć takiego zdania o swoim ojcu. Pan Fugaku naprawdę jest...
- Nie obchodzi mnie twoje zdanie tak samo jak i mój ojciec. Wyjdź. - Mokuzai patrzył na mnie zszokowany, jednak zaraz skierował się ku drzwiom. Kiedy złapał za klamkę na chwilę się zatrzymał.
- Pójdzie pan dzisiaj do szkoły?
- Oczywiście. W końcu to pierwszy dzień - odpowiedziałem i w końcu zostałem sam.
Po wyjściu z łóżka, wziąłem szybki prysznic, po czym wybrałem któreś ze starannie poskładanych w szafie ubrań. Gdy się przebrałem i gotowy do wyjścia zszedłem na dół, w wielkim bogato zdobionym salonie zostało mi podane śniadanie, które dane mi było zjeść we własnym towarzystwie. Po skończonym posiłku wyszedłem z domu i wsiadając do swojego samochodu wyjechałem z obrębu posiadłości. Miałem jeszcze dużo czasu do 10:30, więc nie musiałem się spieszyć i pozwoliłem sobie na pobieżne zwiedzanie miasta.
Do szkoły udało mi się spóźnić dzięki czemu ominąłem apel.

.N.

- I znowu się spóźnia. Jak zwykle! – Przygnębiony Kiba nie mógł pogodzić się z faktem, że nasz wychowawca i w tym roku postanowił zgubić się na krętej drodze życia przed spotkaniem klasowym.
Od zakończenia apelu minęło dobre 20 minut, a my wciąż siedzieliśmy w klasie czekając na przyjście Hatake Kakashiego.
- Daj spokój. Pewnie zaraz przyjdzie – powtórzyłem kolejny już raz, starając się uspokoić wyjątkowo zdenerwowanego tego dnia przyjaciela. Jak się okazało nie każdy podzielał moje zanikające powoli szczęście.
- Jasne. Prędzej pingwiny zaczną latać niż ten leń ruszy swój szanowny tyłek.
- Gdybym wiedział, że pan Inuzuka, aż tak się za mną stęsknił, to na pewno postarałbym się ruszyć go odrobinę szybciej. – Nasze spojrzenia padły na szarowłosego mężczyznę, który wchodząc do klasy najwyraźniej bardzo dobrze się bawił widząc zażenowanego jego obecnością i słowami Kibe. – Ale wrócimy do tego na dodatkowych godzinach matematyki, które właśnie pan sobie zapewnił. W tej chwili mam wam do powiedzenia coś odrobinę ważniejszego.
- Znowu coś w stylu „wyszedł nowy tom Eldorado Flirtujących”? – zapytał najwyraźniej znudzony sytuacją Shikamaru, zupełnie nie zwracając uwagi na zrozpaczonego Inuzuke.
- Niestety tym razem nie są to, aż tak dobre wiadomości. – Pokręcił głową zasmucony rozsiadając się wygodniej na blacie swojego biurka.
- W takim razie lepiej nie dołujmy się pierwszego dnia i od razu dajmy sobie z tym spokój – odezwał się Choji zdenerwowany faktem, że jego przekąski skończyły się kilkanaście minut temu.
- Wydaję mi się jednak, że powinniście wiedzieć coś o nowej osobie, która dołączyła do klasy – powiedział ze spokojem wywołując niemałe zamieszanie.
- Jakiej nowej osobie?! – Udało mi się przekrzyczeć rozwydrzoną klasę, zwracając na siebie uwagę Kakashiego. – Gdzie ona jest? – zapytałem już normalnie, gdy podekscytowane osobniki trochę się uspokoiły również oczekując na odpowiedź nauczyciela.
- Nie ona, a on. Czeka przed salą, aż go zawołam. – Uśmiechnął się złośliwie, wstał i podszedł do drzwi łapiąc za klamkę. – Bądźcie mili dla nowego kolegi.

.S.

- Uchiha Sasuke. – Przedstawiłem się krótko nie przejmując się wlepionymi we mnie oczami całej klasy.
- No dobrze. Skoro nic więcej od ciebie nie wyciągniemy, to możesz usiąść. – Powiedziawszy to wskazał mi ręką wolne miejsce.
- Tylko nie podrywaj naszego cukiereczka. – Usłyszałem gdzieś z tyłu roześmiany głos. Kiedy się odwróciłem od razu zauważyłem szczerzącego się bruneta z tatuażami na policzkach.
- Inuzuka! – warknął nauczyciel, ale nie zwróciłem na niego uwagi.
- Bo? – zapytałem spokojnie wiercącego się chłopaka w ostatniej ławce.
- Bo możesz się zdziwić – odpowiedział z jeszcze większym bananem na twarzy.
- Nie wydaje mi się – powiedziałem siadając na miejscu obok osoby, która jak się domyśliłem, nosiła w klasie miano ich „cukiereczka”. - Ciągle sobie na to pozwalasz?
- Sasuke?

.N.

- Kurna, nie słyszę o czym rozmawiają. - Kiba z zaangażowaniem wpatrywał się w szatyna siedzącego obok Haku w pierwszej ławce.
Nowa osoba w klasie okazała się być wysokim, prawdopodobnie nie najgorzej zbudowanym chłopakiem o czarnych włosach i, co dziwne, tego samego koloru oczach. Sakura oraz Ino, podobno najpopularniejsze dziewczyny w szkole, od razu okrzyknęły go największym ciachem jakie miały okazję zobaczyć i gdyby nie to, że zupełnie nie interesuje mnie co te dwie myślą, mógłbym się zdenerwować na tego całego Uchihe za przywłaszczenie sobie mojego jak dotąd tytułu.
- Już się tak nie gorączkuj. Jeszcze nawet nie zdążył ci nic zrobić, a ty już coś do niego masz. - Nie trzeba być Sherlockiem, żeby domyśleć się co Kibie chodzi po głowie, tym bardziej jak klnie pod nosem na widok nowego.
- Nic mi nie zrobił?! Jeszcze ciebie przeżyję, bo jesteś moim kumplem, ale ten gościu to już przesada! Teraz żadna na mnie nie spojrzy! - Nie byłem specjalnie zaskoczony tym co powiedział, ale mówił to z taką powagą, że nie mogłem powstrzymać nagłej fali śmiechu. Roześmiałem się głośno, a widok dokładnie malującej się irytacji na jego twarzy wcale mi nie pomagał.
- No dzięki wielkie. Jak zwykle nie jesteś w stanie zrozumieć moich problemów!
- A panowie z tyłu dobrze się bawią? - Kiedy zwrócił się do nas nauczyciel i zorientowałem się, że wszyscy patrzą w naszą stronę z niemałym rozbawieniem, powoli zacząłem się uspokajać.
- Niekoniecznie - odpowiedział jeszcze chyba odrobinę obrażony Kiba.
- Naruto, słyszałeś o czym rozmawiałem z klasą? - Hatake wstał i podszedł bliżej nas z nieokreślonym wyrazem twarzy.
- O nowym planie lekcji? - Strzeliłem bez zastanowienia, ale widząc uśmiech, który pojawił się na twarzy Kakashiego wiedziałem, że nie trafiłem.
- Tym razem ci się nie udało - powiedział zdecydowanie zadowolony z mojej porażki. To nie pierwszy raz kiedy zdarzyło mi się stracić zainteresowanie jego lekcją, jednak na ogół sprzyjało mi szczęście. Niestety nie zawsze. - Właśnie mówiłem, że po spotkaniu klasowym ktoś będzie musiał oprowadzić waszego nowego kolegę po szkole, żeby jutro się przypadkiem nigdzie nie zgubił.
- A to nie należy przypadkiem do pańskiej roboty? - zapytał kulturalnie Suigetsu, ale w odpowiedzi otrzymał tylko niekoniecznie przyjazne spojrzenie wychowawcy.
- Ja mogę go oprowadzić. - Spokojny głos Haku, który zdarza nam się słyszeć bardzo rzadko wprawił nas w nie małe osłupienie. W końcu to chyba pierwszy raz, kiedy odezwał się nie będąc wcześniej pytanym. Przez dwa lata w tej samej klasie dowiedzieliśmy się o nim tylko tyle, że lubi się uczyć i prawdopodobnie nie ma żadnych przyjaciół. Średniego wzrostu, chudy chłopak o bardzo długich włosach i zdecydowanie nieprzeciętnej urodzie. Jak dotąd stanowi on chyba jedyny powodów, który przyprawia takie wymuskane panny jak Sakura i Ino o kompleksy. Jeżeli o nim mowa, to są po prostu zazdrosne. Przez jego wygląd na ogół jest mylony z dziewczyną. I to nie byle jaką. Nieświadomi jego płci faceci są wstanie prosić go o numer telefonu, a na tamte dwie nawet nie przyjdzie im do głowy spojrzeć. Mina tych gości, kiedy dowiadują się prawdy jest wprost nie do opisania.
- Dziękuję ci Haku, ale widzę, że Naruto aż się do tego rwie, a nie chce sprawiać mu przykrości już na początku roku szkolnego.
- Jasne. Niech pan już nie zgrywa takie dobrodusznego. - Pierwszy raz tego dnia odezwał się Gaara. Nie dało się ukryć, w nie najlepszym humorze.
- A u ciebie po dwóch miesiącach wciąż ten sam nastrój, co? No trudno. Uzumaki, wstawaj i chodź tu. - Kiedy ja się podnosiłem, on podszedł do ławki Uchihy i położył na niej jakieś papiery. - Wszystkie klasy poza informatyczną i chemiczną wyglądają tak samo i żeby uniknąć niepotrzebnego zamieszania, w każdej sali siedzicie w taki sam sposób. Oceny, nieobecności, tematy oraz przyszłe obowiązkowe zadania, sprawdziany i tego typu rzeczy będą do wglądu dla każdego na dzienniku internetowym, o którym masz wszytko wypisane tutaj, włącznie z twoim kontem. Daje ci również mapkę szkoły, plan lekcji, który reszcie zaraz podam, wypisane dodatkowe zajęcia i rozpiskę przedmiotów wraz z nauczycielami i salami, w których uczą. Chyba nie powinieneś mieć szczególnych problemów z czymkolwiek.
- Tak właściwie mając to wszystko nie widzę potrzeby, aby ktoś musiał mnie oprowadzać. - Pewny siebie głos idealnie pasował do całej reszty, co zdecydowanie umocniło moje przekonanie, że on nie szuka nowych znajomych.
- Może i masz rację, ale tego wymaga dyrekcja w przypadku nowych uczniów. Zresztą spokojnie, z nim raczej nie będziesz się nudził. - Hatake skierował spojrzenie na mnie i kiwnął głową dając do zrozumienia, że powinniśmy już wyjść.

.S.

- Więc tak, jestem Uzumaki Naruto, miło mi cię poznać. - Zmierzyłem wzrokiem chłopaka stojącego przede mną i z góry wiedziałem, że nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
Niewiele niższy ode mnie, roztrzepane blond włosy i niebieskie oczy, opalona skóra, chudy, ale mimo to dało się zauważyć, że ćwiczy.
- Chyba wypadałoby coś odpowiedzieć. - Takie zachowanie tylko spotęgowało moją niechęć do niego.
- Uchiha Sasuke. - Dałem mu to czego oczekiwał i ominąłem go idąc zapamiętaną przeze mnie drogą do wyjścia. Nie widziałem najmniejszego sensu w wędrówce po szkole.
- Ej, a ty gdzie się wybierasz? - Chyba zrozumiał co zamierzam i dla mojego nieszczęścia zaczął iść za mną.
- A jak myślisz? - zapytałem nie zatrzymując się jednak, mając nadzieję, że zrezygnuje.
- Myślę, że pomyliły ci się kierunki. Wyjście chciałem zostawić na koniec. - Wyszczerzył się w irytujący sposób i czułem, że ciężko będzie się go pozbyć.
- Słuchaj, nie mam zamiaru tracić czasu na spacerek, na który najwyraźniej bardzo chcesz ze mną pójść. Idź do swojego chłopaczka a mi daj spokój. - Powiedziałem najgrzeczniej jak tylko potrafiłem i wyszedłem z budynku.
- Uchiha! - Kiedy już myślałem, że zrezygnował, znów pojawił się za mną. Tym razem bez  przyklejonego uśmieszku. Cholerny blondyn. - Kto ci wmówił, że możesz od tak wszystkich traktować z góry i myśleć, że wszystko o nich wiesz? Masz chyba odrobinę zawyżone mniemanie o sobie.
- Nikt nie musiał mi tego w mawiać i nie wydaje mi się żeby tak było. Tylko pomyśl, pierwszy dzień szkoły a ty już za mną latasz. - Za cel obrałem sobie jak najszybsze dojście do parkingu parkingu.

.N.

- Myślisz, że chodzę za tobą dla własnej przyjemności? Nie zdążyłem cię poznać, a już chciałbym zapomnieć o twoim istnieniu. - Matko jak on mnie denerwował. Szczerze mówiąc nie znam drugiej osoby, która irytowałaby mnie do tego stopnia.
- Nic prostszego, odwróć się i idź przed siebie a przez najbliższy czas na pewno mnie nie zobaczysz. Będzie to nagroda dla nas obu. - Jeszcze ta jego kamienna twarz. Gdzie  takich produkują? Cały wyglądał jakby był zrobiony na zamówienie wedle ściśle określonych kryteriów. - Decyduj się szybko bo chyba właśnie idzie w naszą stronę twój zazdrosny kochaś. - Właśnie, kogo tak w ogóle on miał na myśli? Odwróciłem się i zobaczyłem Kibę idącego w moją stronę z dość nieciekawą miną.
- To nie jest mój kochaś i tak dla twojej wiadomości, chłopcy mnie nie interesują. - Dlaczego zacząłem się przed nim tłumaczyć? Nie miałem pojęcia.
- Oczywiście. - Skwitował moje słowa w szybki i nieszczery sposób,po czym wyciągnął kluczyki z kieszeni od spodni, które swoją drogą bardzo przypominały moje. Koszule też miał podobną co nie podobało mi się za bardzo. Dobrze, że chociaż buty miał inne. Nacisnął guzik otwierający drzwi i podszedł do swojego samochodu, który od razu mi się spodobał i któremu współczułem okropnego właściciela. Ja sam lepiej bym się nim zajął. Zakładając, że nie wjechałbym w pierwsze napotkane przeze mnie drzewo.
- Nie myśl za dużo Uzumaki. Do zobaczenia kiedy indziej. - Kiedy indziej? Czy to miało oznaczać, że jutro nie pojawi się w szkole? Nie wiem. Okaże się. Szkoda tylko, że nie zdążyłem mu odpowiedzieć bo od razu wsiadł do samochodu i odjechał. Cholerny Uchiha.

- I jak tam się rozmawiało z nowym? Widziałem, że się nie możecie rozstać to jeszcze trochę pogadałem z Gaarą. - Jak tylko samochód wyjechał za bramę, Kiba od razu znalazł się obok mnie. Widać było, że dobry humor nadal do niego nie wrócił.
- Weź przestań, tylko mnie zdenerwował, zadufany w sobie pajac. Nawet nie oprowadziłem go po szkole bo wielmożny pan musiał już jechać. - Stwierdziłem, że takie streszczenie naszej rozmowy w zupełności mu wystarczy. - A jak tam z Gaarą? - Zdziwiłem się bo ostatnio nie gadali ze sobą za często mimo, że całkiem niedawno byli bardzo dobrymi kumplami.
- Tak jak wcześniej, może nawet gorzej. Nie rozumiem go. Cały czas ma do mnie jakieś pretensje, już teraz za wszystko. Nie mam pojęcia o co mu chodzi, a z tego co wiem, nie zrobiłem nic złego. - Dzień zapowiadał się wspaniale, a skończyło się jak zwykle. Zawsze musiał się pojawić jakiś problem.
- To będziesz musiał z nim jeszcze porozmawiać na spokojnie i może w końcu powie ci co mu w tej głowie siedzi, ale już starczy tego marudzenia. Chodźmy szybko na obiad a potem może skoczymy do Shikamaru, co? Mówił, że chętnie by oblał rozpoczęcie kolejnej już szkolnej przygody katastroficznej.
- Zawsze tak mówi, a później się okazuje, że właśnie on ma najlepsze oceny z całej klasy. No ale dobra, niech będzie. I wreszcie obiadki twojej mamy powróciły. Całe wakacje za nimi tęskniłem! Jesteś pewien, że twoi rodzice się dobrze dogadują? Bo wiesz, twoją mamę chętnie bym porwał. - Typowy coroczny standard. Kiba zakochał się już na początku pierwszej klasy gimnazjum w mojej mamie, a dokładniej w tym co gotuje.
- Nie osłabiaj mnie. Od mojej matki to ty się odczep. - Powiedziałem poważnie ale z uśmiechem na twarzy bo wiedziałem, że mój przyjaciel nie będzie próbował niczego zrobić. Poza tym nie chciałbym być na jego miejscu gdyby zdenerwował któreś z moich rodziców.
Śmiejąc się i żartując szybko doszliśmy do restauracji.  

.S.

Nigdy nie lubiłem chodzić do szkoły i wątpię żeby to się zmieniło, musiałem jednak przyznać, że ta klasa nie wydawała mi się najgorsza. Co prawda gościa z tatuażami na policzkach chętnie bym z niej wyrzucił ale no trudno, niech będzie. No i jeszcze ten Uzumaki. Irytujący, wyszczekany blondyn. Może być całkiem ciekawie.

~*~

Zostaw komentarz