Spojrzał wstecz - nie był sam...

Tekst niestety niesprawdzony.

***

.N.

Ciepłe promyki słońca wdarły się do mojego pokoju głosząc tym samym rozpoczęcie się tak długo oczekiwanego przeze mnie dnia. Z uśmiechem na ustach spojrzałem na zegarek wskazujący 8:47 i wstałem z łóżka od razu kierując się do łazienki.
Po tak bardzo uwielbianej przeze mnie gorącej kąpieli, której nawet dzisiaj nie byłem wstanie sobie odpuścić, owinąwszy się ręcznikiem wokół bioder wróciłem do pokoju. Stojąc przed stertą ciuchów leżącą na podłodze i otworzoną na oścież szafą, z której najprawdopodobniej jedynie cudem wszystko nie wypadło, zastanawiałem się co powinienem założyć. Po kilku wyczerpujących minutach zdecydowałem się na czarne rurki i białą koszule z podwiniętymi rękawami, co według mnie powinno stanowić idealnie prezentujący się komplet.
- Już wstałeś? - Usłyszałem melodyjny głos za plecami, który wbrew pozorom potrafił nieźle nastraszyć.
- Mamo! Ile razy mam ci powtarzać żebyś pukała, chcesz żebym dostał zawału?
- Skarbie, nie przesadzaj. - Podeszła bliżej całując mnie w policzek na powitanie, czego zdecydowałem nie komentować. Jakiś czas temu zdałem sobie sprawę, że moje słowa nie są w stanie zmienić postępowania tej kobiety. Co jednak nie oznacza, że mam zamiar się poddać. - Wyprasować ci garnitur?
- Garnitur? Przecież tego się już od dawna nie nosi. Czy ja wszystkiego muszę cię uczyć? - spytałem zrezygnowany sięgając po chwilę wcześniej przygotowane przeze mnie rzeczy. - Proszę. Wyprasuj koszule i spodnie, a ja wysuszę włosy. - Wypchnąłem mamę z pokoju i rozpocząłem wspomniane przeze mnie zajęcie. Moje włosy nigdy nie układały się tak jak tego chciałem, ale może to właśnie dzięki temu wyglądały, nie chwaląc się, naprawdę świetnie. Gdy skończyłem, wziąłem ciuchy z łóżka, gdzie zostawiła je mama, przebrałem się i zszedłem na śniadanie.
- Mmm... Ale pachnie. Może gustu nie masz, ale gotować umiesz jak nikt inny - powiedziałem szczerze, delektując się wyśmienitym zapachem.
- No dziękuję bardzo. Nie wydaje ci się, że z tą twoją manią na punkcie ciuchów jest coś nie tak? Czasami się zastanawiam czy przypadkiem nie miałeś być dziewczynką. – Udała zamyślenie podając mi talerz. - Omlet z miętą i curry na rozpoczęcie dnia.
- Bardzo śmieszne - Odpowiedziałem na dowcip dotyczący mojej płci i skupiłem się na podanym posiłku. - Nie myślisz, że czasami wystarczyłaby zwykła kanapka? - Zawsze gdy jestem w domu szykuje mi śniadanie, drugie śniadanie do szkoły i kolację. Obiad w pewnym sensie też. - Wiem, że lubisz gotować, ale mam już 18 lat i potrafię sam...
- Po pierwsze - stanowczo mi przerwała - teraz nie gotowałam tylko smażyłam. Po drugie zwykłą kanapkę zjesz w szkole i po trzecie nie robię tego ponieważ to lubię tylko dlatego, żeby mój jedyny syn w miarę przyzwoicie się odżywiał. Niezależnie od tego ile ma lat! Coś nie pasuje? - Stanęła przede mną z rękoma opartymi na biodrach i miną mówiącą, że dla własnego dobra nie powinienem wdawać się w dalszą dyskusje.
- Nie no oczywiście, że wszystko pasuje. A tak właściwie, to czemu nie jesteś w pracy? - Była już dziesiąta, a mama otwiera restauracje dokładnie o tej godzinie.
- Przecież właśnie o tym rozmawiamy. Musiał cię ktoś nakarmić. Chyba mogę się czasami spóźnić sama dla siebie będąc szefem, co? A teraz już lepiej się zbieraj bo za 20 minut masz autobus.
- Dobra dobra, już wychodzę. - Wstałem od stołu i odniosłem talerz do zmywarki.
- Naprawdę jesteś dziwnym dzieckiem. - Otwarcie przyznała podając mi herbatę i wywołując u mnie nie małe zdziwienie.
- Ja jestem dziwnym dzieckiem? Co za matka mówi tak do własnego syna?
- Które dziecko czeka z utęsknieniem na powrót do szkoły? - Spoglądała na mnie jak na wariata z wygraną wypisaną na twarzy.
- No przecież wiesz, że to nie o szkołę chodzi. – Wypiłem łyk herbaty i ostawiłem kubek na blat. - Nudzi mi się w domu, a tak chociaż będę mógł się codziennie widywać z przyjaciółmi. - W szkole nie mam żadnych problemów tak więc raczej nie mam na co narzekać. Mało się uczę, a trójki w najlepszej szkole w mieście w zupełności mi wystarczają no i przy okazji cały czas coś się dzieje. Czego chcieć więcej?
- Mógłbyś w końcu znaleźć sobie jakąś dziewczynę, a nie latasz ciągle z tymi chłopakami. – O nie. Znowu to samo.
- Marudzisz - stwierdziłem dosadnie starając się zakończyć niewygodny temat.
- Ja marudzę? Jeszcze nigdy żadnej dziewczyny nie przyprowadziłeś do domu. Jak już jakaś przyszła to zawsze odprawiałeś ją z kwitkiem. Nie jeden chłopak chciałby mieć takie powodzenie. Naprawdę cię nie rozumiem. I jak ty się zwracasz do matki?!
- Przepraszam, matko - dodałem w pośpiechu wychodząc z kuchni, ale niestety zdążyłem jeszcze zostać rzucony ścierką do naczyń. - Wybrudzisz mi koszulę!
- Ależ ty wrażliwy - zaśmiała się cicho i podeszła do mnie szukającego na ubraniach niechcianych śladów, które mogły się na nich znaleźć przez wybryk rodzica. - Daj spokój. Zakładaj te swoje trampki i wychodź bo naprawdę się spóźnisz. Później przyjdź z kolegami na obiad. - Uśmiechnęła się ciepło podając mi torbę.
- Jasne. - Już wyszykowany wyszedłem z domu i popędziłem na autobus. Cieszyłem się na powrót do szkoły. Dzisiaj czekał mnie jedynie apel i chwila w sali z wychowawcą na omówienie kilku spraw organizacyjnych.

.S.

- Dzień dobry. Proszę wstawać. - Obudził mnie czyjś niewiarygodnie denerwujący i donośny głos, a starszy mężczyzna, który go z siebie wydobywał bezczelnie ściągnął ze mnie kołdrę po czym skierował się w stronę okien.
- Nie rób tego. Kurwa. – Zirytowany zasłoniłem oczy, gdy promienie słońca bezpardonowo wdarły do mojego pokoju w momencie, w którym nieznany mi facet jednym szybkim ruchem odsłonił zasłony.
- Jak już mówiłem, czas wstawać. - Podszedł do łóżka i z dziwnym wyrazem twarzy wpatrywał się we mnie stojąc w miejscu.
- Kim ty jesteś, żeby mi mówić co mam robić?
- Mokuzai Kyu. Jestem w tym domu lokajem. Może pan o tym nie wiedzieć biorąc pod uwagę to, że przyjechał pan wczoraj w środku nocy.
- A czemu zawdzięczam twoją obecność w moim pokoju? – Denerwowała mnie jego postawa. Patrzył na mnie uśmiechnięty jakby doskonale mnie znał, a przecież nigdy wcześniej się nie widzieliśmy.
- Pański ojciec wczoraj prosił, abym pana obudził dziś o 8 rano.
- Nie interesują mnie jego prośby o cokolwiek, nawet te związane ze mną. Następnym razem zostaw jego życzenia dla siebie.
- Przepraszam, ale nie powinien pan mieć takiego zdania o swoim ojcu. Pan Fugaku naprawdę jest...
- Nie obchodzi mnie twoje zdanie tak samo jak i mój ojciec. Wyjdź. - Mokuzai patrzył na mnie zszokowany, jednak zaraz skierował się ku drzwiom. Kiedy złapał za klamkę na chwilę się zatrzymał.
- Pójdzie pan dzisiaj do szkoły?
- Oczywiście. W końcu to pierwszy dzień - odpowiedziałem i w końcu zostałem sam.
Po wyjściu z łóżka, wziąłem szybki prysznic, po czym wybrałem któreś ze starannie poskładanych w szafie ubrań. Gdy się przebrałem i gotowy do wyjścia zszedłem na dół, w wielkim bogato zdobionym salonie zostało mi podane śniadanie, które dane mi było zjeść we własnym towarzystwie. Po skończonym posiłku wyszedłem z domu i wsiadając do swojego samochodu wyjechałem z obrębu posiadłości. Miałem jeszcze dużo czasu do 10:30, więc nie musiałem się spieszyć i pozwoliłem sobie na pobieżne zwiedzanie miasta.
Do szkoły udało mi się spóźnić dzięki czemu ominąłem apel.

.N.

- I znowu się spóźnia. Jak zwykle! – Przygnębiony Kiba nie mógł pogodzić się z faktem, że nasz wychowawca i w tym roku postanowił zgubić się na krętej drodze życia przed spotkaniem klasowym.
Od zakończenia apelu minęło dobre 20 minut, a my wciąż siedzieliśmy w klasie czekając na przyjście Hatake Kakashiego.
- Daj spokój. Pewnie zaraz przyjdzie – powtórzyłem kolejny już raz, starając się uspokoić wyjątkowo zdenerwowanego tego dnia przyjaciela. Jak się okazało nie każdy podzielał moje zanikające powoli szczęście.
- Jasne. Prędzej pingwiny zaczną latać niż ten leń ruszy swój szanowny tyłek.
- Gdybym wiedział, że pan Inuzuka, aż tak się za mną stęsknił, to na pewno postarałbym się ruszyć go odrobinę szybciej. – Nasze spojrzenia padły na szarowłosego mężczyznę, który wchodząc do klasy najwyraźniej bardzo dobrze się bawił widząc zażenowanego jego obecnością i słowami Kibe. – Ale wrócimy do tego na dodatkowych godzinach matematyki, które właśnie pan sobie zapewnił. W tej chwili mam wam do powiedzenia coś odrobinę ważniejszego.
- Znowu coś w stylu „wyszedł nowy tom Eldorado Flirtujących”? – zapytał najwyraźniej znudzony sytuacją Shikamaru, zupełnie nie zwracając uwagi na zrozpaczonego Inuzuke.
- Niestety tym razem nie są to, aż tak dobre wiadomości. – Pokręcił głową zasmucony rozsiadając się wygodniej na blacie swojego biurka.
- W takim razie lepiej nie dołujmy się pierwszego dnia i od razu dajmy sobie z tym spokój – odezwał się Choji zdenerwowany faktem, że jego przekąski skończyły się kilkanaście minut temu.
- Wydaję mi się jednak, że powinniście wiedzieć coś o nowej osobie, która dołączyła do klasy – powiedział ze spokojem wywołując niemałe zamieszanie.
- Jakiej nowej osobie?! – Udało mi się przekrzyczeć rozwydrzoną klasę, zwracając na siebie uwagę Kakashiego. – Gdzie ona jest? – zapytałem już normalnie, gdy podekscytowane osobniki trochę się uspokoiły również oczekując na odpowiedź nauczyciela.
- Nie ona, a on. Czeka przed salą, aż go zawołam. – Uśmiechnął się złośliwie, wstał i podszedł do drzwi łapiąc za klamkę. – Bądźcie mili dla nowego kolegi.

.S.

- Uchiha Sasuke. – Przedstawiłem się krótko nie przejmując się wlepionymi we mnie oczami całej klasy.
- No dobrze. Skoro nic więcej od ciebie nie wyciągniemy, to możesz usiąść. – Powiedziawszy to wskazał mi ręką wolne miejsce.
- Tylko nie podrywaj naszego cukiereczka. – Usłyszałem gdzieś z tyłu roześmiany głos. Kiedy się odwróciłem od razu zauważyłem szczerzącego się bruneta z tatuażami na policzkach.
- Inuzuka! – warknął nauczyciel, ale nie zwróciłem na niego uwagi.
- Bo? – zapytałem spokojnie wiercącego się chłopaka w ostatniej ławce.
- Bo możesz się zdziwić – odpowiedział z jeszcze większym bananem na twarzy.
- Nie wydaje mi się – powiedziałem siadając na miejscu obok osoby, która jak się domyśliłem, nosiła w klasie miano ich „cukiereczka”. - Ciągle sobie na to pozwalasz?
- Sasuke?

.N.

- Kurna, nie słyszę o czym rozmawiają. - Kiba z zaangażowaniem wpatrywał się w szatyna siedzącego obok Haku w pierwszej ławce.
Nowa osoba w klasie okazała się być wysokim, prawdopodobnie nie najgorzej zbudowanym chłopakiem o czarnych włosach i, co dziwne, tego samego koloru oczach. Sakura oraz Ino, podobno najpopularniejsze dziewczyny w szkole, od razu okrzyknęły go największym ciachem jakie miały okazję zobaczyć i gdyby nie to, że zupełnie nie interesuje mnie co te dwie myślą, mógłbym się zdenerwować na tego całego Uchihe za przywłaszczenie sobie mojego jak dotąd tytułu.
- Już się tak nie gorączkuj. Jeszcze nawet nie zdążył ci nic zrobić, a ty już coś do niego masz. - Nie trzeba być Sherlockiem, żeby domyśleć się co Kibie chodzi po głowie, tym bardziej jak klnie pod nosem na widok nowego.
- Nic mi nie zrobił?! Jeszcze ciebie przeżyję, bo jesteś moim kumplem, ale ten gościu to już przesada! Teraz żadna na mnie nie spojrzy! - Nie byłem specjalnie zaskoczony tym co powiedział, ale mówił to z taką powagą, że nie mogłem powstrzymać nagłej fali śmiechu. Roześmiałem się głośno, a widok dokładnie malującej się irytacji na jego twarzy wcale mi nie pomagał.
- No dzięki wielkie. Jak zwykle nie jesteś w stanie zrozumieć moich problemów!
- A panowie z tyłu dobrze się bawią? - Kiedy zwrócił się do nas nauczyciel i zorientowałem się, że wszyscy patrzą w naszą stronę z niemałym rozbawieniem, powoli zacząłem się uspokajać.
- Niekoniecznie - odpowiedział jeszcze chyba odrobinę obrażony Kiba.
- Naruto, słyszałeś o czym rozmawiałem z klasą? - Hatake wstał i podszedł bliżej nas z nieokreślonym wyrazem twarzy.
- O nowym planie lekcji? - Strzeliłem bez zastanowienia, ale widząc uśmiech, który pojawił się na twarzy Kakashiego wiedziałem, że nie trafiłem.
- Tym razem ci się nie udało - powiedział zdecydowanie zadowolony z mojej porażki. To nie pierwszy raz kiedy zdarzyło mi się stracić zainteresowanie jego lekcją, jednak na ogół sprzyjało mi szczęście. Niestety nie zawsze. - Właśnie mówiłem, że po spotkaniu klasowym ktoś będzie musiał oprowadzić waszego nowego kolegę po szkole, żeby jutro się przypadkiem nigdzie nie zgubił.
- A to nie należy przypadkiem do pańskiej roboty? - zapytał kulturalnie Suigetsu, ale w odpowiedzi otrzymał tylko niekoniecznie przyjazne spojrzenie wychowawcy.
- Ja mogę go oprowadzić. - Spokojny głos Haku, który zdarza nam się słyszeć bardzo rzadko wprawił nas w nie małe osłupienie. W końcu to chyba pierwszy raz, kiedy odezwał się nie będąc wcześniej pytanym. Przez dwa lata w tej samej klasie dowiedzieliśmy się o nim tylko tyle, że lubi się uczyć i prawdopodobnie nie ma żadnych przyjaciół. Średniego wzrostu, chudy chłopak o bardzo długich włosach i zdecydowanie nieprzeciętnej urodzie. Jak dotąd stanowi on chyba jedyny powodów, który przyprawia takie wymuskane panny jak Sakura i Ino o kompleksy. Jeżeli o nim mowa, to są po prostu zazdrosne. Przez jego wygląd na ogół jest mylony z dziewczyną. I to nie byle jaką. Nieświadomi jego płci faceci są wstanie prosić go o numer telefonu, a na tamte dwie nawet nie przyjdzie im do głowy spojrzeć. Mina tych gości, kiedy dowiadują się prawdy jest wprost nie do opisania.
- Dziękuję ci Haku, ale widzę, że Naruto aż się do tego rwie, a nie chce sprawiać mu przykrości już na początku roku szkolnego.
- Jasne. Niech pan już nie zgrywa takie dobrodusznego. - Pierwszy raz tego dnia odezwał się Gaara. Nie dało się ukryć, w nie najlepszym humorze.
- A u ciebie po dwóch miesiącach wciąż ten sam nastrój, co? No trudno. Uzumaki, wstawaj i chodź tu. - Kiedy ja się podnosiłem, on podszedł do ławki Uchihy i położył na niej jakieś papiery. - Wszystkie klasy poza informatyczną i chemiczną wyglądają tak samo i żeby uniknąć niepotrzebnego zamieszania, w każdej sali siedzicie w taki sam sposób. Oceny, nieobecności, tematy oraz przyszłe obowiązkowe zadania, sprawdziany i tego typu rzeczy będą do wglądu dla każdego na dzienniku internetowym, o którym masz wszytko wypisane tutaj, włącznie z twoim kontem. Daje ci również mapkę szkoły, plan lekcji, który reszcie zaraz podam, wypisane dodatkowe zajęcia i rozpiskę przedmiotów wraz z nauczycielami i salami, w których uczą. Chyba nie powinieneś mieć szczególnych problemów z czymkolwiek.
- Tak właściwie mając to wszystko nie widzę potrzeby, aby ktoś musiał mnie oprowadzać. - Pewny siebie głos idealnie pasował do całej reszty, co zdecydowanie umocniło moje przekonanie, że on nie szuka nowych znajomych.
- Może i masz rację, ale tego wymaga dyrekcja w przypadku nowych uczniów. Zresztą spokojnie, z nim raczej nie będziesz się nudził. - Hatake skierował spojrzenie na mnie i kiwnął głową dając do zrozumienia, że powinniśmy już wyjść.

.S.

- Więc tak, jestem Uzumaki Naruto, miło mi cię poznać. - Zmierzyłem wzrokiem chłopaka stojącego przede mną i z góry wiedziałem, że nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
Niewiele niższy ode mnie, roztrzepane blond włosy i niebieskie oczy, opalona skóra, chudy, ale mimo to dało się zauważyć, że ćwiczy.
- Chyba wypadałoby coś odpowiedzieć. - Takie zachowanie tylko spotęgowało moją niechęć do niego.
- Uchiha Sasuke. - Dałem mu to czego oczekiwał i ominąłem go idąc zapamiętaną przeze mnie drogą do wyjścia. Nie widziałem najmniejszego sensu w wędrówce po szkole.
- Ej, a ty gdzie się wybierasz? - Chyba zrozumiał co zamierzam i dla mojego nieszczęścia zaczął iść za mną.
- A jak myślisz? - zapytałem nie zatrzymując się jednak, mając nadzieję, że zrezygnuje.
- Myślę, że pomyliły ci się kierunki. Wyjście chciałem zostawić na koniec. - Wyszczerzył się w irytujący sposób i czułem, że ciężko będzie się go pozbyć.
- Słuchaj, nie mam zamiaru tracić czasu na spacerek, na który najwyraźniej bardzo chcesz ze mną pójść. Idź do swojego chłopaczka a mi daj spokój. - Powiedziałem najgrzeczniej jak tylko potrafiłem i wyszedłem z budynku.
- Uchiha! - Kiedy już myślałem, że zrezygnował, znów pojawił się za mną. Tym razem bez  przyklejonego uśmieszku. Cholerny blondyn. - Kto ci wmówił, że możesz od tak wszystkich traktować z góry i myśleć, że wszystko o nich wiesz? Masz chyba odrobinę zawyżone mniemanie o sobie.
- Nikt nie musiał mi tego w mawiać i nie wydaje mi się żeby tak było. Tylko pomyśl, pierwszy dzień szkoły a ty już za mną latasz. - Za cel obrałem sobie jak najszybsze dojście do parkingu parkingu.

.N.

- Myślisz, że chodzę za tobą dla własnej przyjemności? Nie zdążyłem cię poznać, a już chciałbym zapomnieć o twoim istnieniu. - Matko jak on mnie denerwował. Szczerze mówiąc nie znam drugiej osoby, która irytowałaby mnie do tego stopnia.
- Nic prostszego, odwróć się i idź przed siebie a przez najbliższy czas na pewno mnie nie zobaczysz. Będzie to nagroda dla nas obu. - Jeszcze ta jego kamienna twarz. Gdzie  takich produkują? Cały wyglądał jakby był zrobiony na zamówienie wedle ściśle określonych kryteriów. - Decyduj się szybko bo chyba właśnie idzie w naszą stronę twój zazdrosny kochaś. - Właśnie, kogo tak w ogóle on miał na myśli? Odwróciłem się i zobaczyłem Kibę idącego w moją stronę z dość nieciekawą miną.
- To nie jest mój kochaś i tak dla twojej wiadomości, chłopcy mnie nie interesują. - Dlaczego zacząłem się przed nim tłumaczyć? Nie miałem pojęcia.
- Oczywiście. - Skwitował moje słowa w szybki i nieszczery sposób,po czym wyciągnął kluczyki z kieszeni od spodni, które swoją drogą bardzo przypominały moje. Koszule też miał podobną co nie podobało mi się za bardzo. Dobrze, że chociaż buty miał inne. Nacisnął guzik otwierający drzwi i podszedł do swojego samochodu, który od razu mi się spodobał i któremu współczułem okropnego właściciela. Ja sam lepiej bym się nim zajął. Zakładając, że nie wjechałbym w pierwsze napotkane przeze mnie drzewo.
- Nie myśl za dużo Uzumaki. Do zobaczenia kiedy indziej. - Kiedy indziej? Czy to miało oznaczać, że jutro nie pojawi się w szkole? Nie wiem. Okaże się. Szkoda tylko, że nie zdążyłem mu odpowiedzieć bo od razu wsiadł do samochodu i odjechał. Cholerny Uchiha.

- I jak tam się rozmawiało z nowym? Widziałem, że się nie możecie rozstać to jeszcze trochę pogadałem z Gaarą. - Jak tylko samochód wyjechał za bramę, Kiba od razu znalazł się obok mnie. Widać było, że dobry humor nadal do niego nie wrócił.
- Weź przestań, tylko mnie zdenerwował, zadufany w sobie pajac. Nawet nie oprowadziłem go po szkole bo wielmożny pan musiał już jechać. - Stwierdziłem, że takie streszczenie naszej rozmowy w zupełności mu wystarczy. - A jak tam z Gaarą? - Zdziwiłem się bo ostatnio nie gadali ze sobą za często mimo, że całkiem niedawno byli bardzo dobrymi kumplami.
- Tak jak wcześniej, może nawet gorzej. Nie rozumiem go. Cały czas ma do mnie jakieś pretensje, już teraz za wszystko. Nie mam pojęcia o co mu chodzi, a z tego co wiem, nie zrobiłem nic złego. - Dzień zapowiadał się wspaniale, a skończyło się jak zwykle. Zawsze musiał się pojawić jakiś problem.
- To będziesz musiał z nim jeszcze porozmawiać na spokojnie i może w końcu powie ci co mu w tej głowie siedzi, ale już starczy tego marudzenia. Chodźmy szybko na obiad a potem może skoczymy do Shikamaru, co? Mówił, że chętnie by oblał rozpoczęcie kolejnej już szkolnej przygody katastroficznej.
- Zawsze tak mówi, a później się okazuje, że właśnie on ma najlepsze oceny z całej klasy. No ale dobra, niech będzie. I wreszcie obiadki twojej mamy powróciły. Całe wakacje za nimi tęskniłem! Jesteś pewien, że twoi rodzice się dobrze dogadują? Bo wiesz, twoją mamę chętnie bym porwał. - Typowy coroczny standard. Kiba zakochał się już na początku pierwszej klasy gimnazjum w mojej mamie, a dokładniej w tym co gotuje.
- Nie osłabiaj mnie. Od mojej matki to ty się odczep. - Powiedziałem poważnie ale z uśmiechem na twarzy bo wiedziałem, że mój przyjaciel nie będzie próbował niczego zrobić. Poza tym nie chciałbym być na jego miejscu gdyby zdenerwował któreś z moich rodziców.
Śmiejąc się i żartując szybko doszliśmy do restauracji.  

.S.

Nigdy nie lubiłem chodzić do szkoły i wątpię żeby to się zmieniło, musiałem jednak przyznać, że ta klasa nie wydawała mi się najgorsza. Co prawda gościa z tatuażami na policzkach chętnie bym z niej wyrzucił ale no trudno, niech będzie. No i jeszcze ten Uzumaki. Irytujący, wyszczekany blondyn. Może być całkiem ciekawie.

~*~
Czytaj dalej…

Witam ponownie!
Tekst co prawda niesprawdzony, ale jest.

~*~

Powiedziałem mu, że przyjdę. Nie przemyślałem tego. Co będzie jeżeli mnie posłucha i nie będę mógł mu niczego zarzucić? Co jeżeli mówił prawdę i chce wrócić do tego co było? Nie powinienem był do tego dopuścić. Gdy on wchodzi w grę jestem zdecydowanie za słaby. Robi ze mną co chce nawet o tym nie wiedząc. Tym razem nie mogę na to pozwolić. Nie chce ponownie brnąć z nim w to bagno, bo gdy już w nie wejdziesz strasznie ciężko jest się z niego wygrzebać. Czym bardziej się szarpiesz tym głębiej cię wciąga. Już raz w nim utknąłem. Nigdy więcej.
Niestety ostatecznie postanowiłem powiedzieć mu to wszystko osobiście.

- Już myślałem, że nie przyjdziesz. – Akira z delikatnym uśmiechem wpuścił mnie do swojego mieszkania. Odświeżony, schludnie ubrany i uczesany prezentował się naprawdę dobrze. Nie pasowała mi tylko jedna rzecz.
- Ściągnij to cholerstwo z twarzy – powiedziałem wchodząc do salonu.
- Zawsze cię denerwowała. – Zaśmiał się idąc za mną i zdejmując opaskę. – I jak ci się podoba? – Stanął na środku pokoju szczerząc się do mnie, najwyraźniej ogromnie dumny z samego siebie.
„W ogóle mi się nie podoba” pomyślałem, ale nie mogłem mu tego powiedzieć. W końcu to ja byłem osobą, która go sprowokowała. – Może być.
- Może być?! No chyba żartujesz. Przecież jest idealnie. – Widząc go podenerwowanego, krążącego po pokoju nie mogłem się nie uśmiechnąć. 
- Nabijasz się ze mnie? - zapytał poprawiając poduszki rozłożone na kanapie.
- Co? Nie. Jasne, że nie. Po prostu nie myślałem, że na prawdę się za to weźmiesz. Nigdy nie lubiłeś sprzątać.
Rozsiadłem się możliwie najwygodniej na sofie, mając jednak nadzieję, że już niebawem to wszystko się skończy. Reita usiadł na fotelu na przeciwko mnie.
- Takanori, daj spokój. Obydwoje dobrze wiemy, że tu nie chodzi o sprzątanie. 
Jego spojrzenie było czymś czego szczególnie starałem się unikać, a w czym on w ogóle mi nie pomagał. Patrząc mu w oczy byłbym w stanie uwierzyć, że czuje coś więcej, a doskonale wiedziałem, że to nie prawda, że on nigdy się nie zmieni.
- Rozmawiałeś z Uruhą? - Urwałem niewygodny temat marząc o tym żeby raz na zawsze dał sobie z tym spokój.
- Tak, dzisiaj wraca od rodziców. Aoi podobno też niedługo przyjedzie. - Doskonale słyszałem rozczarowanie w jego głosie. Wiedziałem, że nie o tym chciał rozmawiać.
- To dobrze, może umówimy się na jakieś wspólne spotkanie. Musimy coś postanowić. Skończmy to na dobre albo weźmy się porządnie do roboty, nie ma co siedzieć w domu i czekać aż wszystko samo się załatwi. - Nie widziałem najmniejszego sensu w niekończących się samotnych przemyśleniach.
- Co racja to racja, ale najpierw może dobrze by było gdzieś wyskoczyć razem, bez poważnych rozmów i niepotrzebnych nerwów. Tak dla odnowienia dobrych stosunków. - Szczerze wątpiłem, że miał na myśli wzajemne stosunki całej naszej piątki względem siebie, ale nie zamierzałem dać mu się sprowokować do bezsensownej dyskusji.
- Może i masz rację, ale Uruhę ty będziesz do tego namawiał. Ja mogę pogadać z Aoi’m. Kai na pewno chętnie przyjdzie. - Uśmiechnąłem się na samą myśl, że mogłoby być tak jak dawniej. Z drugiej jednak strony nie byłem pewien czy jest to w ogóle możliwe. Może faktycznie związki w zespołach powinny być zabronione. W końcu najprawdopodobniej od tego zaczęły się wszystkie problemy.
- O czym tak rozmyślasz? Nie pasują do ciebie takie przygaszone uśmieszki. Zmieniłeś się. - Bezczelny i irytujący typ, Akira.
- Tak sądzisz? No popatrz, ty za to ciągle jesteś taki sam. Jaki byłeś taki jesteś nadal. Jak myślisz, przez kogo taki się stałem? - Denerwował mnie. Podnosił mi ciśnienie chyba najbardziej jak tylko było to możliwe.
- Nigdy nie chciałem cię zranić. - Jeszcze jedno spojrzenie pełne skruchy w jego wykonaniu i może byłbym w stanie w to uwierzyć, kiedyś, ale na pewno nie teraz.
- Nie rozśmieszaj mnie. Robiłeś co chciałeś, nikt cię do niczego nie zmuszał. Nie chcę do tego wracać więc skończ już te swoje gierki. - Miałem unikać tematu, a sam go rozgrzebywałem. Powinienem sam sobie zaklaskać.
- Dopóki wszystkiego sobie nie wyjaśnimy to na pewno nie będzie dobrze. Przecież musimy jakoś ze sobą rozmawiać. - Musiałem przyznać mu trochę racji, ale rozmowy na ten temat nie były dla mnie żadną przyjemnością.
- Ale co według ciebie jest tu do wyjaśniania? Zdradziłeś mnie. Okłamywałeś. Dla mnie wszystko jest jasne. Nie ma czego wyjaśniać. Zostawmy to za sobą. - Nie chciałem o tym myśleć, przypominać sobie, cierpieć.
- Byłem pijany, wiesz o tym. Nawet tego nie pamiętam, a nie ma dnia żebym nie żałował. - Wiedziałem, że wypił, ale czy mogłem mieć pewność, że nie wiedział co robi? Nie sądzę. 
- Czyli co, alkohol jest wytłumaczeniem na wszystko? Dlatego później jak już podobno on uświadomił ci co zrobiłeś na imprezie to nadal mnie okłamywałeś, że do niczego nie doszło i nigdy nawet nie zbliżyłbyś się do kogoś innego? Z tego samego powodu po tym wszystkim dalej widywałeś się z tym swoim niby przyjacielem i wmawiałeś mi, że to nic nie znaczy? Nie chcę tego słuchać. Jak masz problemy po wypiciu, to nie pij. Powtarzałem ci to niezliczoną ilość razy.
- Umawiałem się z nim tylko po to, żeby powiedział mi co zaszło między nami, a uwierz mi, że do tej pory ciężko jest mi uwierzyć, że to wszystko się stało. - Nie wiem czy starał się mnie rozczulić czy co, ale nie miałem zamiaru po raz kolejny mu zaufać i znowu się rozczarować.
- Naprawdę myślisz, że po prostu ci w to uwierzę po tym wszystkim? 
- Chciałbym żeby tak było. Postaram się, zobaczysz. Tym razem będzie inaczej. Zmienię się. - Nie bawiły mnie jego żarty. Doskonale wiedziałem, że to bzdura, jedna z wielu w jego wykonaniu.
- Tym razem? O czym ty mówisz, nic z tego nie będzie. Nigdy więcej. Wcześniej wybaczałem ci każde kłamstwo. Miałeś już nie jedną okazję, żeby coś zmienić. Niestety z żadnej nie skorzystałeś, aż w końcu po prostu przesadziłeś. Nie mam zamiaru znowu przez to przechodzić.
- Taka, przecież wiem, że nadal coś do mnie czujesz, że wciąż nie jestem ci obojętny.
- No co ty nie powiesz, jakoś ty potrafiłeś coś do mnie czuć i pieprzyć się z innym facetem, więc skończ te swoje wywody. Od samego początku wiedziałeś, że jestem w stanie wiele znieść, ale zdrady nigdy nie wybaczę. - Byłem zły, ogromnie. Zniszczył wszystko na czym mi zależało. - Dla mnie ta rozmowa nie ma już sensu. Zadzwonię do Aoi’ego, a ty pogadaj z Uruhą i daj mi znać. - Wstałem i szybko wyszedłem z jego mieszkania. Nie miałem już ochoty na niego patrzeć.

- Poważnie uważasz, że to jest dobry pomysł? - Aoi najwidoczniej powoli zaczynał żałować tego, że zgodził się przyjść ze mną do klubu.
Po nieudanej wizycie u Reity zadzwoniłem do niego i udało nam się dogadać co do spotkania całego zespołu. Jak się okazało Akira podołał w przekonywaniu Uruhy, a Kai na tą wiadomość był wniebowzięty i nie mógł się doczekać. 
- A masz jakiś inny? - Obydwoje wiedzieliśmy, że nie da się załatwić tego w inny sposób. Musieliśmy się spotkać i w miarę najspokojniej porozmawiać.
- Dobra właź. - Zrezygnowany otworzył drzwi i weszliśmy razem do klubu.

Siedzieliśmy w piątkę na półokrągłej kanapie, pomiędzy którą stał niewielkich rozmiarów stół. Ja zająłem miejsce przy krawędzi po prawej stronie, obok mnie usiadł Kouyou, przy nim Kai, następnie Reita a na końcu Aoi.
- Będziemy tak siedzieć i nic nie mówić? - Chwilowo nasze wspólne spotkanie mógłbym nazwać totalną klapą. Każdy zajmował się samym sobą, a dokładniej piciem drinków i podziwianiem własnych butów. Nawet nie zapowiadało się na jakąkolwiek rozmowę, a co dopiero na taką, która w jakimś stopniu rozwiązałaby nasze problemy.
- No coś ty, możemy przecież porozmawiać o tym jak to nasz wspaniałomyślny lider rozpieprzył nam zespół. - O dziwo odpowiedział mi Uruha i standardowo nie był przy tym zbyt przyjacielski.
- Dobrze wiesz dlaczego to zrobiłem, więc przestań zgrywać obrażonego. Z tego co wiem nie przyszliśmy tu żeby się kłócić. - Tanabe najwidoczniej również nie był w najlepszym humorze, ale musiałem przyznać mu rację.
- Uru, daj spokój. Nie wiem jak wy ale ja rzeczywiście chciałbym to jakoś ogarnąć i wznowić działalność.
- Popieram Aoi’ego. - Reita, który siedział obok Shiroyamy zarzucił mu rękę na ramię uśmiechając się do nas wszystkich. Jego zachowanie było co najmniej dziwne, ale lepsze to niż nic albo ciągłe awantury. - Jak już tu jesteśmy to chociaż spróbujmy się wzajemnie dogadać, a sprawę GazettE zostawmy na później. Tak więc Kouyou, dlaczego już mnie nie lubisz? - Akira zaskakiwał mnie coraz bardziej tego dnia i nie miałem pojęcia co mu się stało.
- Reita nie załamuj mnie. Nie powiedziałem, że cię nie lubię. No może trochę działasz mi na nerwy. - Gitarzysta odpowiedział mu wzdychając przy tym tak jakby sama rozmowa była dla niego męcząca.
- Chyba nie tylko on, raczej my wszyscy. - Aoi dorzucił swoje trzy grosze, a z miny Uruhy od razu wywnioskowałem, że niekoniecznie mu się to spodobało.
- Wszyscy to może i nie ale za to ty najbardziej. - Uśmiechnął się do niego krzywo i sięgnął po swojego drinka.
- Nie martw się, już dawno zdążyłem to zauważyć i szczerze mówiąc nie jestem w stanie zrozumieć co ja ci takiego zrobiłem. - Domyślałem się od jakiegoś czasu co Urusze może chodzić po głowie i byłem zdziwiony, że Aoi niczego jeszcze nie zauważył.
- Wolisz wersję skróconą czy może zaproponować ci dłuższy wywód na temat twojej ślepoty? - Może nie powinienem ale nie mogłem się powstrzymać i parsknąłem śmiechem.
- Co niby jest w tym takiego zabawnego? - Shiroyame chyba odrobinę zdenerwowało moje rozbawienie, ale naprawdę nie mogłem się powstrzymać.
- Nic nic, po prostu coś sobie przypomniałem. - Akira słysząc moją odpowiedź uśmiechnął się do mnie i wiedziałem, że myślimy o tym samym. Sprzeczka gitarzystów skojarzyła mi się z moimi kłótniami z Reitą zanim zaczęliśmy być razem. Chętnie cofnąłbym się do tego czasu.
- Oj nie krępuj się. Powiedz nam co takiego sobie przypomniałeś. - W tym właśnie momencie wróciła do mnie niechęć do osobnika ukrywającego nos za kawałkiem szmaty.
- Pamiętam jak z głupoty uganiałem się za jednym gościem. - Wielmożny pan Suzuki chyba nie myślał, że będę wzdychać rozpamiętując jego cudowną osobę. Nawet jeżeli kiedyś rzeczywiście myślałem, że taką jest.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że Uruha coś do mnie..
- Nie, nie chciał tego powiedzieć. - Kouyou najwidoczniej poważnie zdenerwowany przerwał Aoi'emu wstając gwałtownie z kanapy. - Nie wiem jak wy, ale ja już mam dosyć tych drinków. - Aoi wpatrywał się za odchodzącym w stronę zatłoczonego baru kolegą i mogłem śmiało stwierdzić, że był poważnie zaskoczony.
- Naprawdę mógłbyś czasami trochę pomyśleć, a nie tylko ślęczysz nad tą gitarą. - Kai odrobinę rozbawiony chyba starał się coś uświadomić gitarzyście.
- Nie żartuj, skąd ja niby mam wiedzieć co mu siedzi w głowie. - Shiroyama co prawda odpowiedział ale było widać, że jest pogrążony w myślach.
- Ty lepiej się zastanów czy sam nie masz mu czegoś do powiedzenia. - Nie byłem przekonany czy Yutaka dobrze robił naciskając na Aoi'ego, ale jakby nie patrzeć życzyłem im jak najlepiej.
- Ja? Skąd ty bierzesz takie pomysły?
- No skoro się mylę to wytłumacz mi na przykład dlaczego nie rozmawiasz z nim odkąd znalazł sobie faceta co? I nawet mogłoby się wydawać, że był z nim szczęśliwy. - Kai nie odpuszczał i w tej chwili do mnie dotarło, że rzeczywiście mogło coś w tym być.
- Faceta?! - Uniósł się trochę zdenerwowany. - Chyba jakąś ciotę z pierwszej łapanki. Nawet mi nic o nim nie mów. Zresztą nie powiedziałbym, że był szczęśliwy, raczej wniebowzięty. Dziwne, że z tego szczęścia nie unosił się w powietrzu. Dlaczego akurat my wszyscy musimy być tacy popieprzeni?
- Wybacz, ale homoseksualizm jeszcze chyba oficjalnie nie został uznany za chorobę psychiczną. - Wtrąciłem się do rozmowy coraz bardziej zaciekawiony obrotem spraw. Sam na początku naszej znajomości byłem zdziwiony, że piątka różnych osób okazała się tej samej, choć nie koniecznie standardowej, orientacji. Z tego musiały wyjść same problemy. - No i z tego co wiem oni już od dłuższego czasu nie są razem.
- Nie dziwie się. Jak znalazł sobie coś takiego to mógł się z tym liczyć. Nie wiem co on w nim widział. 
- Szczerze mówiąc nie wydaje mi się żeby on z nim był bo się zakochał, to znaczy jak już to na pewno nie w nim. Raczej chciał coś sprawdzić i myślę, że mu się to udało. - Reita już nie koniecznie taki zadowolony określił swoje zdanie na ten temat. - Nie dziwię mu się, że jest zdenerwowany. Jak spędzał czas z innymi to byłeś zazdrosny, a jak już siedzieliście razem to traktowałeś go jak powietrze. Zdecyduj się.
Aoi wpatrywał się ślepo przed siebie i chyba nie wiedział co powiedzieć. Po chwili jednak gwałtownie spuścił wzrok wbijając go z powrotem buty. Prawdopodobnie spowodował to nadchodzący Uruha.
- Zamówiłem nam coś mocniejszego. Zaraz powinien ktoś przynieść. - Kouyou zachowywał się tak jakby wcześniejszej rozmowy w ogóle nie było. Na Shiroyame nawet nie spojrzał. Usiadł na swoje miejsce pomiędzy mną a Kai’em i zajął się zabawą swoim telefonem.
- Uru, może wyjdziemy na papierosa? - Aoi najwidoczniej co nie co przemyślał, ale Uruha nie wyglądał na zadowolonego.
- Nie, dzięki. - Odpowiadając mu nawet nie oderwał wzroku od telefonu. Kai widząc to od razu wstał szturchając Reitę i na końcu spojrzał wymownie na mnie. Dobrze wiedzieliśmy co miał na myśli.
- No dobra dzieciaczki, to ja będę leciał. Wy sobie spokojnie porozmawiajcie, podejrzewam, że to wam dobrze zrobi. Może spotkamy się za tydzień, co? Obgadamy jeszcze parę innych rzeczy.
- Parę innych rzeczy? A o czym niby dzisiaj rozmawialiśmy? Chyba coś mnie ominęło bo nie przypominam sobie żadnej konkretnej rozmowy. Poza tym całkiem niedawno przyszliśmy, a ty już wychodzisz? - Uruha od razu zauważył, że Kai coś kombinuje i nie było w tym nic dziwnego. W końcu umówiliśmy się, żeby pogadać.
- Też mi przykro, ale naprawdę muszę iść. Do zobaczenia za tydzień, mam nadzieję. Na razie. - Sięgnął po swoją kurtkę i wyszedł z klubu. 
Ja z Akirą zrobiłem dokładnie to samo co lider. Wytłumaczyliśmy nasze wyjście brakiem czasu, którego swoją drogą mieliśmy wręcz za dużo, ale no trudno. W tym przypadku wypadało się poświęcić. Kouyou z Aoi’m zostali w klubie. Nie byli za bardzo zadowoleni tym, że zostawiamy ich samych, ale może wyjdzie im to na dobre, oby.

- Może jeszcze gdzieś pójdziemy? - Po wyjściu z klubu Kai’a już nie było, ale był za to Reita, który zamiast pójść do domu postanowił zatruwać mi życie.
- Daj mi spokój. Jadę do domu i tobie polecam zrobić to samo. - Naprawdę chciałem zacząć dobrze się z wszystkimi dogadywać, tak jak kiedyś, ale z Akirą nie będzie to takie łatwe.
- Myślisz, że byłbyś w stanie kiedyś mi wybaczyć? - Zamiast stać jak stał zaczął podchodzić do mnie coraz bliżej tylko podnosząc mi coraz bardziej ciśnienie. - Bardzo bym tego chciał.
Widząc jego ręce obejmujące mnie od razu chciałem się cofnąć, po prostu odejść, zrobić cokolwiek, ale w gruncie rzeczy nie zrobiłem nic. Dlaczego? Nie wiem. Może to przez to ciepło, które od niego czułem kiedy mnie przytulił, a może przez niesamowity zapach jego perfum. Perfum, które kiedyś sam mu dawałem. Ogromnie przyjemny, odurzający zapach idealnie do niego pasujący. Byłem okropnie rozdarty. Chciałbym tak zostać, chciałbym żeby nie wypuszczał mnie z objęć, żeby po prostu był przy mnie, ale wiedziałem, że to niczego nie zmieni, że to nie ma sensu. Pozwalając na takie rzeczy sprawiałem sobie jedynie jeszcze większy ból. Z trudem zdecydowałem się od niego odsunąć, nie zmuszał mnie do niczego, nie przytrzymywał i to było jeszcze gorsze. I znowu to cholerne spojrzenie. Nie mogłem patrzeć mu w oczy, bo od razu chciałem mu zaufać. Chciałem przestać się zastanawiać i po prostu zaryzykować. Nie mogłem tego zrobić. Nie zniósłbym kolejnej porażki. 
- Naprawdę powinienem już iść. - Przez brak odwagi nawet na niego nie spojrzałem, tylko pożegnałem się krótko i szybko wsiadłem do jednej z taksówek stojących na parkingu.

Przez ogrom myśli kotłujących się w mojej głowie nie mogłem zasnąć. 
Czy Aoi dogadał się z Uruhą? Czy chciałbym żeby między nimi rzeczywiście do czegoś doszło? To ich decyzja. Życzę im jak najlepiej. Chcę żeby byli szczęśliwi, ale zdążyłem się przekonać na własnej skórze, że związek z kolegą z zespołu nie wróży niczego dobrego. Mam jednak nadzieję, że oni nie będą mieli takich problemów jeżeli faktycznie coś między nimi będzie.
No i jeszcze Akira. Nie wiem co mam o nim myśleć. Najchętniej całkowicie bym przestał, ale niestety nie jest to takie proste. Nie mogę cały czas się oszukiwać. Udawać, że nie jest mi potrzebny. Brakuje mi go, bardzo.

~*~
Czytaj dalej…