Spojrzał wstecz - nie był sam...

Pisane wspólnie z Kanashii.

***

Miyavi
    Jeszcze nigdy nie byłem na tak nudnej imprezie. Przeklęty Shou... Mówił, że na pewno nie pożałuje jeśli zdecyduję się przyjść. Kłamca.
    Chłopaki z alice nine. zaprosili kilka zaprzyjaźnionych zespołów i solowych artystów na przyjęcie z okazji wydania ich nowego albumu. Jedni tańczyli, inni siedzieli na kanapach porozstawianych w lokalu i pili śmiejąc się ze znajomymi lub robiąc rzeczy, które wydawałoby się, że można robić tylko w ustronnych miejscach i nie z przypadkowo spotkanym przyjacielem. Niby wszystko fajnie i jak najbardziej w moim stylu, ale jednak niemiłosiernie się nudziłem. Lubię ich wszystkich, lecz o dziwo nie czuję tej energii, która zawsze wręcz rozpiera mnie podczas tego typu zabaw.
    - Miyavi! I jak ci się podoba? - Nie wiadomo skąd podszedł do mnie uśmiechnięty od ucha do ucha Saga. Widać było, że miał już styczność z niemałą ilością alkoholu.
    - Cudownie... - odpowiedziałem ironicznie nie mając jednak złudzeń, że on to zauważy. Powiedziałbym mu co tak naprawdę o tym myślę, ale nie widziałem najmniejszego sensu wdawania się z nim w jakąkolwiek dyskusje. Normalnie pewnie sam byłbym już w takim stanie, ale w tym przypadku nie miałem na to najmniejszej ochoty, co było co najmniej zaskakujące.
    - Poważnie? W takim razie bardzo się cieszę... - bredził coś jeszcze, ale przestałem go słuchać, gdy gdzieś w tłumie wyłapałem pewną blond włosom osóbkę o drobnych kształtach. Czyżby to był on? Mimo, iż wątpiłem w obecność tego zespołu to i tak od razu ominąłem Sagę wygłaszającego jakiś monolog o nieznanej mi treści i ruszyłem za obiektem mego zainteresowania.
    Może jednak Shou miał rację...

    Przez tłum pijanych muzyków dopchałem się do obiektu mojego zainteresowania. Stanąłem za nim, objąłem w pasie, przyciągnąłem do siebie i wymruczałem prosto do ucha
    - Mrrr.... Cześć śliczna....
    - Ouch! - Posiadacz blond-czupryny odskoczył z piskiem. Typowo damskim. To była... dziewczyna?!
    - O Jezu, przepraszam, pomyliłem panią z kimś... - zacząłem się nieskładnie tłumaczyć, orientując się, że była to młodsza kuzynka Sagi.
    - Ty jesteś jakiś poryty! - Całkowicie olała to, co powiedziałem i zaczęła się wydzierać.
    - No nie ty pierwsza mu to mówisz... - wtrącił się Aoi, który najwyraźniej przyglądał się całemu zamieszaniu.
    - A ja się nie zgadzam z tym, że jestem poryty. Ja jestem gorzej, niż poryty! - Wyszczerzyłem się do blondynki i zostawiając ją dezorientowaną oraz z dziwnym wyrazem twarzy, poszedłem z Aoim po procenty. A co mi tam. Skoro nie ma tej osoby, na którą czekam, nie muszę być "w stanie używalności".

    - A ty co taki zrezygnowany? - Aoi spytał mnie kiedy czekaliśmy na nasze piwo. Miało to trochę potrwać, bo właśnie się skończyło i ktoś chyba skoczył po nie do sklepu
    - A nic...
    - Mhm... Gadaj, tęcza, mnie nie da się oszukać.
    - No dobra... Liczyłem na to, że kogoś spotkam.
    - Ooo! No gadaj kogo!
    - Spadaj - burknąłem.
    - Ale ty jesteś.... A ładny on/ona chociaż? - Popatrzył na mnie iście cielęcym wzrokiem.
    - Jak cholera.
    - Oj tam, oj tam. Tu jest dużo ludzi, na pewno kogoś ładnego na czas imprezy znajdziesz!
    - Idiota....
    - Ale o co ci chodzi? Co ja niby powiedziałem? Przecież ty zawsze tak robisz! - Popatrzył na mnie zdezorientowany - No siadasz lekko podpity na kanapie i bawisz się z tym, kto pierwszy się do ciebie wyszczerzy.
    - No tak, ale tym razem mam upatrzoną konkretną osobę, a nie pierwsze lepsze ładne coś...
    - Aha! No ale powiedz kto to! - Aoi zrobił proszącą minkę.
    - Mhm... Bou - mruknąłem niechętnie.
    - Khłe khłe! ŻE KTO?! - zakrztusił się.
    - Bou - powtórzyłem spokojnie.
    - Ten dzieciak?! - Spadła mu szczena.
    - Tak, "ten dzieciak".
    - Ale żeś pojechał... W życiu bym cię nie podejrzewał. Zawsze brałeś kogoś... poważniejszego!
    - Jak widzisz nie zawsze. I co, będziesz tak siedział i się dalej dławił tą colą, czy może mi łaskawie pomożesz i powiesz czy przypadkiem Shou nie zaprosił An Cafe?
    - No coś mówił o nich, bo chciał jakiś słodszy akcent wprowadzić. No wiesz... żeby za kimś podgwizdać i pośmiać się z zawstydzenia tego kogoś, a tylko "kawowców" się tak da. Oni to wiesz, takie małe, wstydliwe dzieci...
    - I tu się z tobą nie zgadzam! - Wystawiłem mu język. - Miku to straszny perwers. - Popatrzyłem na niego z rozbawieniem.
    - Ale reszta już nie. - Wyszczerzył się i pobiegł po przyniesione właśnie przez Mayę, Aijiego i Ruksa piwo. Ja zrezygnowałem. A jednak miałem powód, żeby się nie upijać.

    Naprzeciwko mnie widziałem siedzącego Kanona - jak jest on, jest i reszta - a przynajmniej miałem taką nadzieję...
    - Kanon! Więc was też zaprosili? - Podszedłem do niego od tyłu i przywitałem się z nim klepiąc go chyba odrobinę za mocno w ramię. Nie musiał wiedzieć, że słyszałem już o ich prawdopodobnym przyjściu.
    - Też się cieszę, że cię widzę - powiedział rozmasowując rękę. - Shou ciągle dzwonił nie dając nam spokoju więc postanowiliśmy, że wpadniemy na chwilę. A ty widzę jak zwykle w wyśmienitym humorze.
    - W końcu to ja, nee? - Zaśmiałem się, chociaż prawda nie była do końca taka jaką widział mój kolega, a to jak będzie wyglądał ciąg dalszy imprezy, zależało głównie od tego co od niego usłyszę.
    - No tak. Gdyby nie ty to większość takich przyjęć skończyłoby się zaraz po rozpoczęciu. Zawsze dostarczasz nam masę rozrywki. - Również się zaśmiał i szczerze mówiąc nie miałbym nic przeciwko takiej pogawędce, gdyby nie to, że obecnie interesowało mnie coś zupełnie innego. Lubię Kanona, ale to nie z nim chciałem teraz rozmawiać.
    - Tak wiem. Jestem najlepszy - powiedziałem całkowicie poważnie siadając obok. - A gdzie reszta twojej brygady? - miałem nadzieję, że on mnie nie zawiedzie.
    - Gdzieś się kręcą w pobliżu. - Na te słowa od razu poczułem się znacznie lepiej, a przynajmniej do momentu w którym dodał - Ale jednego brakuje - no nie! Tylko mi nie mów, że Bou nie przyszedł!
    - Który to odważył się olać zaproszenie przyjaciół? - starałem zachowywać się tak jak zawsze mimo, iż trochę zacząłem się denerwować na ponowną myśl o jego nieobecności.
    - Nie przejmuj się, Bou jest z nami. Teruki leży w domu przeziębiony. - Puścił mi oczko szczerze się uśmiechając. Kanon, jesteś wielki! - pomyślałem i dałem mu szybko buziaka w policzek, szepcząc ciche "Dzięki", po czym zniknąłem w poszukiwaniu mojego blondyna.
  
    Jak na złość nigdzie nie mogłem go znaleźć. Przecież nie będę biegał i pytał wszystkich - Sorry widziałeś gdzieś może Bou? - co to to nie. Sam go znajdę!

    Mimo moich starań, zamiast blondyna znalazłem Miku. A dokładniej to on mnie znalazł.
    - Szukasz kogoś? - szepnął mi do ucha zawieszając się na moim ramieniu.
    - Mmm... Skąd taki pomysł? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
    - Widząc cię chodzącego i ciągle rozglądającego się na boki nie mogłem nie odnieść wrażenia, że kogoś szukasz. Szczerze mówiąc miałem cichą nadzieję, że chodzi o mnie... - Miku i te jego gierki. Może właśnie za to go lubię? Kto wie...
    - Niestety skarbie. Nie tym razem. - Uśmiechnąłem się złośliwie, na co on umiejętnie udał rozczarowanie.
    - Nawet nie wiesz jak mi przykro. Chyba najlepiej by było gdybyś poszedł do baru i strzelił sobie jedno czy dwa piwka. Dobrze ci to zrobi. Może zmienisz zdanie. - Poklepał mnie po plecach i szybko się ulotnił, przedtem dając mi szansę usłyszeć jego stłumiony śmiech.
    - Paskuda... - pomyślałem i od razu ruszyłem w polecone przez niego miejsce.

    Widziałem go. Tym razem to na pewno był on. Wyglądał ślicznie, niewinnie i z niewiadomych przyczyn strasznie mnie to poruszyło. Coraz częściej zdarza mi się zaskakiwać samego siebie i to właśnie przez tego małego blondyna. Tym razem nie jest tak jak zawsze. Nie chodzi o to, że chciałbym się z nim zabawić. A przynajmniej nie tylko o to...
    Tak jak Aoi powiedział, prawdą jest, że nigdy wcześniej nie interesowałem się takimi osobami. Jestem szalony, trochę nieobliczalny i śmiały w każdym tego słowa znaczeniu, a on... jest dokładnym przeciwieństwem mojej jakże skromnej osoby. Mimo to ciągnie mnie do niego z coraz to większą siłą. Dziwnie się z tym czuję. Nigdy nie miałem problemów ze zdobyciem upolowanej przeze mnie "ofiary", jednak tym razem nie wydaje mi się to takie proste. Boję się, że mógłbym go spłoszyć.

    - Bou. Jak tam? - Usiadłem uśmiechnięty obok niego starając się przy tym zachować pewien dystans.
    - Umhh... Cześć! - Bou aż podskoczył na krześle, przestraszony moim nagłym pojawieniem się
    - "Umhh", dziwny wyraz. Ja osobiście wolałbym, żebyś na sam mój widok mówił "Och!".
    - Eee.... - Zarumienił się i uroczo spuścił główkę, zasłaniając porcelanowo jasną twarz włosami, aby ukryć zawstydzenie. Po chwili spytał niepewnie, wyraźnie skrępowany - Chciałeś coś konkretnego... ode mnie?
    - Oj nie chciałbyś usłyszeć, co bym chciał... Ja zresztą też nie chciałbym ci mówić. Wolałbym... pokazać. Tak, pokazać. Najlepiej gdzieś, gdzie będziemy sami. Ale tutaj też może w ostateczności być. I tak wszyscy są totalnie pijani więc nikt nic nie zauważy. - Uśmiechnąłem się, sugestywnie podnosząc jedną brew do góry. Mały całkowicie spłonął purpurą. Wyglądał przez to jeszcze słodziej.
    - Eee... To ja już pójdę, Kanon mnie woła! - Nieźle przestraszony i zarumieniony zerwał się z krzesła i pobiegł schować się za kolegą z zespołu, który nawet na niego palcem nie skinął. "Yeah! Podpunkt nr 1 odhaczony!"
Nagle nie wiadomo skąd pojawił się koło mnie Aoi.
    - Ty mnie śledzisz czy jak?!
    - Nie. Ja się tylko... troszczę. Tak, troszczę to dobre słowo... No więc ja się tylko troszczę o mojego przyjaciela. - Gitarzysta wyszczerzył się. - Z ciekawości postanowiłem sprawdzić, jak ci idzie z tym... dzieciakiem.
    - Bou - poprawiłem go.
    - Oj nie broń go tak. Niech ci będzie, "Jak ci idzie z Bou". No i widzę że już zacząłeś go podrywać... Brawo! Ty to chociaż walisz prosto z mostu, a nie tak jak Reita i Ruki, cackasz się i tego cackania końca nie widać... Piona!
    - Mhm... Ale szkoda tylko, że tak szybko nawiał. Większa z niego cnotka, niż z Terukiego, Kanona i mojej babci razem wziętych!
    - Nie no, nie przesadzaj, ostatnio to właśnie twoja babcia romansowała z tym podstarzałym Włochem.
    - A no fakt. - Westchnąłem i zacząłem pożerać pizzę, którą w akcie łaski podarował mi Aoi.
    - Ja lecę zająć się Ślicznym, bo już się spił, a takiego go bardzo lubię chociaż rzadko się to niestety zdarza, a ty leć dalej męczyć blondynę. Powodzenia - mówiąc to odszedł w podskokach. Aoi to ma dobrze. Ma Uruhę... Reita i Ruki też. Tylko ja kurde sam! Zasrani szczęściarze...

Bou
    Udało się - pomyślałem gdy znalazłem się w bezpiecznej odległości od Miyaviego. O co mu chodzi?! Mówić takie rzeczy... Przez chwilę czułem jakby moje serce miało eksplodować. Nie wiem czemu tak jest, ale zawsze, gdy jest w pobliżu, to nie mogę normalnie funkcjonować. Wystarczy że się odezwie i od razu przestaję trzeźwo myśleć. Pewnie znowu szukał chętnych do zabawy, a ja... Nie, nie! Na pewno nie! Ja po prostu go lubię. Tak. To jest to. Nic więcej.
    - Co się tak czerwisz? Czyżby nasz nieśmiały Bou myślał o jakiś brzydkich rzeczach, hmm?
    - Shou? Nie... Ja..
    - Dobra, dobra. Mów co się dzieje - powiedział otwarcie i pociągnął mnie za sobą kanapę.
    - Nic... - stwierdziłem chyba niezbyt przekonująco o czym przekonał mnie śmiech kolegi.
    - Kłamać to ty nie umiesz. - Zaśmiał się jeszcze głośniej wywołując u mnie lekkie zawstydzenie wymieszane ze zdenerwowaniem.
    - Przestań się ze mnie nabijać! O co ci chodzi? - Najprawdopodobniej to co w moim mniemaniu było krzykiem przy głośnej muzyce i masie wrzeszczących ludzi mogło się wydawać najwyżej normalnym tonem, zdecydowanie za cichym w takich okolicznościach.
    - Jesteś jedyną znaną mi osobą, która rumieni się zawstydzona podczas, gdy stara się na kogoś krzyczeć w taki sposób. To całkiem słodkie. - Ciągłe kpiny i ten jego uśmieszek irytowały mnie coraz bardziej. - Chociaż cię lubię to wciąż jestem zaskoczony, że mu się podobasz.
    - Co? - przez otaczający nas hałas nie byłem wstanie zrozumieć ciszej już dodanych słów przyjaciela.
    - Pytałem czy nie zechciałbyś się napić piwa. - Uśmiechnął się do mnie już normalnie, a ja chętnie przyjąłem jego propozycję. Przecież nie po to przyszedłem na imprezę, żeby siedzieć zadręczając się wnerwiającym mnie towarzystwem...

    - Widzisz, opróżniłeś pięć puszek i jak fajnie się rozmawia... - Siedzieliśmy roześmiani, a ja może miałbym coś przeciwko ręki Shou spoczywającej na mojej szyi, gdybym nie miał pewności, że nie ma w tym żadnych podtekstów.
    - Jak możecie bawić się beze mnie? - Nagle pojawił się Miyavi, rujnując mój niedawno osiągnięty spokój. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie, to w przyszłości przyprawi mnie o zawał... - Mogę się dosiąść? - zapytał i od razu usiadł pomiędzy nami tym samym odciągając ode mnie Shou.
    - To może ja już pójdę - szybko powiedziałem próbując się podnieść, ale solista stanowczo złapał mnie za rękę i pociągnął z powrotem.
    - Z nim mogłeś pić, a ze mną to już nie? - Zrobił smutną minę, a ja jedynie opuściłem głowę i grzecznie usiadłem obok.
    - Bardzo dobrze się składa. Miyavi dotrzyma ci towarzystwa, a ja pójdę zobaczyć jak się bawi reszta. - Uśmiechnięty poczochrał mnie po włosach i zanim zdążyłem się odezwać już go nie było. No pięknie...
    - Czemu tak szybko mi uciekłeś? - Pochylał się w moją stronę jak dla mnie zdecydowanie za bardzo. Serce zaczęło mi bić znacznie szybciej i znów czułem piekące mnie policzki. Zawsze tak na mnie działał.
    - Przecież mówiłem, że Kanon mnie wołał - powiedziałem cicho nawet na niego nie patrząc, mając nadzieję, że dzięki temu trochę się uspokoję. Jak się domyślałem na nic to się nie zdało. Wystarczyło to, że czułem jego wzrok na mnie.
    - To czemu znalazłem cię z Shou? - zapytał łapiąc mnie za podbródek każąc patrzeć sobie w oczy.
    - Bo ten... no... - Myśli plątały mi się w głowie, gdy widziałem jak przysuwał się coraz bliżej.

Miyavi
    - Bo Kanon poszedł do łazienki! - Tia... bujać to my, ale nie nas...
    - Powiedzmy że ci wierzę... I co, przemyślałeś już moją propozycję? - Widząc że Bou nie wie o co chodzi dodałem po chwili - tą na temat tego, co bym chciał... Od ciebie.
    - Mhh! - Blondynek zakrztusił się piwem - Tak. I może kiedy indziej, chciałbym wrócić już do domu. Kiepsko się czuję... - Wow! Ale mu się trzęsły łapki...
    - Ale przecież masz daleko do domu. A ty podobno prawka nie masz... - mruknąłem.
    - Kanon mnie podwiezie!
    - Ale przecież Kanon już się spił...
    - No to wezmę taxi.
    - Nie będziesz musiał. - Popatrzyłem na niego spod przymrużonych oczu - Ja cię podwiozę! - mówiąc to wyszczerzyłem się tak, jak tylko ja potrafię.
    - Dam sobie radę. Nie będę cię fatygował. - Denerwował się coraz bardziej. Znowu poczerwieniał.
    - Ale ja nie mogę cię tak zostawić! - Udawałem troskliwą matkę. - Jako przyjaciel muszę ci pomóc! Zresztą, dostałem pokutę od księdza "Przez najbliższy miesiąc masz pomagać każdemu, komu tylko ta pomoc będzie potrzebna". - Zażartowałem i uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.
    - Ale ja tej pomocy nie potrzebuję... - Wtulił się przestraszony w narożnik kanapy.
    - Ty się mnie boisz! - walnąłem prosto z mostu, co sprawiło że Bou był jeszcze czerwieńszy niż przed chwilą. A nawet nie sądziłem, że jest to w ogóle możliwe...
    - Nie, ależ nie! Ja... się... ciebie wcale nie boję! - zapewniał spłoszony. Do trzęsących się łapek dołączyła reszta ciała
    - Myv, o co chodzi? - spytał się Aoi, który chyba rzeczywiście mnie szpiegował!
    - Czyją ty wtyką jesteś i ile ci zapłacili? - Popatrzyłem z zaciekawieniem. Po chwili mruknąłem - może też się zapiszę....
    - Huh, nie powiem, bo mi zwiniesz posadę. - Wystawił język. - Więc o co chodzi?
    - Nasza kochana blondyneczka upiera się, że nie potrzebuje ode mnie pomocy w dotarciu do domu...
    - Oj Bou... No wiesz ty co? Przez Ciebie Myvowi będzie smutno. O patrz, już szlocha... - i rzeczywiście, zacząłem udawać płacz i przecierać dłońmi oczy.
    - Myv! - Podszedł do nas Shou. - Co ci zrobili?
    - A no ten mały tutaj zrobił mu przykrość. Nie chce dać sobie pomóc - powiedział niby oburzony Aoi.
    - Bou! Czy ty masz serce?! Patrz co mu zrobiłeś! - Shou, tak samo jak Aoi i ja ledwo powstrzymując się od śmiechu, popatrzył z wyrzutem na blondyna.
    - Eee... No... dobra... - wyjąkał zbity z tropu mały gitarzysta. - Niech wam będzie. Miyavi, możesz mnie odwieźć - powiedział wyraźnie przybity i mocno zarumieniony.
    - Serio? - Popatrzyłem na niego podnosząc lekko głowę i odsuwając ręce od oczu. - Na prawdę mogę? YAY! Super!
    - No dobra, idźcie już. - Uśmiechnął się podstępnie Aoi.
    - Leć już Bouś na dół, ja zaraz dojdę, tylko pożegnam się z chłopakami - szepnąłem młodszemu koledze do ucha, który na mój oddech owiewający wtedy również jego szyję, zareagował zduszonym piskiem przerażenia.
    Mały wyszedł na klatkę schodową, a ja uśmiechnąłem się tylko do kolegów, rzucając "Dzięki" i pięknie się szczerząc, po czym pobiegłem za nim.

    Złapałem Bou w połowie schodów.
    - Ej! Nie wyglądasz coś ani na zamyślonego, ani na co najmniej zastanawiającego się nad czymś.
    - Ale... o co chodzi? - zdezorientowany zapytał niepewnie.
    - No jak to o co chodzi? O moją propozycję! - Uśmiechnąłem się najszerzej jak się da. - Dalej jest aktualna... - mruknąłem.
Bou zatrzymał się, zdębiał, zarumienił i wyglądał jakby miał zaraz zemdleć na schodach.
    - Ty chyba rzeczywiście jesteś chory. No chodź już, trzeba cię w takim razie jak najszybciej odwieźć do domu. Potrzebujesz się przespać. - Zachowując się tak, jakbym wcześniej nic takiego nie powiedział, udawałem zatroskaną matkę. - Najlepiej, żebyś nie był sam. Tak, przespanie się z kimś to dużo lepszy pomysł.
    - Umh?! - Mały zakrztusił się i znowu strzelił całkowitego buraka.
    - Ty chyba lubisz to "umh" - mruknąłem. Po nacieszeniu się jego wręcz genialna miną dodałem, udając że nie wiem o co mu chodzi - no co? Nie masz żadnego misia? Wyglądasz jak byś miał.
    - N-n-nie mam... - wyjąkał, dalej cały czerwony i spięty opierając się o ścianę żeby nie upaść.
    - Da się to nadrobić. Zawsze możesz dostać takiego jednego bardzo dużego i milutkiego misia. - Podszedłem do niego, opierając się rękoma o ścianę, po obydwu stronach jego ciała, jednocześnie uniemożliwiając mu ucieczkę. - O czym ty znowu myślisz, że jesteś taki czerwony, co? A może masz gorączkę? Mój ty biedny... Na pocieszenie chyba rzeczywiście kupię ci tego dużego pluszaka.
    - Nie. Nie trzeba... - Wyglądał tak niesamowicie słodko z tymi rumieńcami, że miałem coraz większą ochotę go schrupać.
    - Jak to nie trzeba? Przecież mówiłeś, że nie masz żadnego w domu. - To dziwne, ale nawet podczas tej naszej krótkiej wymiany zdań, której nawet nie można nazwać rozmową, bawiłem się znacznie lepiej niż na niejednej imprezie.
    - No tak... ale... nie musisz mi nic kupować - powiedział znów łamiącym się głosem.
    - Jesteś tego pewny? - już nie mogłem powstrzymać zdradzieckiego uśmieszku który wpełzł na moje usta, czego Bou jednak nie był w stanie zauważyć bo wzrok znów miał wbity w podłogę.
    - T-tak - co prawda jego ciche słowa w ogóle nie były przekonujące, ale mi to w zupełności starczyło.
    - Skoro tak mówisz. W takim razie nie mam wyboru... - Złapałem go za dłoń i pociągnąłem za sobą do samochodu.
    - C-co? Jak to nie masz wyboru? W związku z czym? - Szedł pół kroku za mną zestresowany zadając pytania, a ja nic mu nie odpowiadając z wielkim uśmiechem na ustach rozmyślałem jak znacznie bardziej umilić nam ten wieczór. A może i nawet noc...

    Hmmm... W lusterkach mignęły mi dwie biegnące w stronę pobliskich drzew postacie.

    - No i jesteśmy. - Zgasiłem silnik, odwróciłem się w stronę blondyna, a rękę założyłem na oparcie jego siedzenia. Spojrzał na mnie przestraszony i odsunął się możliwie najdalej starając się odpiąć pas, co z jego trzęsącymi się łapkami wcale nie było takie proste.
    - To ja już pójdę. Dzięki. - Chyba nie myślał, że tak po prostu go puszczę? Jedną ręką odciągnąłem jego dłoń od zapięcia przy pasie, który właśnie udało mu się odpiąć, a drugą przypiąłem go z powrotem. Zaskoczony wzrok Bou i tak dobrze mi znane różowe plamy na policzkach, które tylko dodawały mu uroku, sprawiały jedynie, że miałem jeszcze większą ochotę na takie zabawy. Skoro tak na mnie reagował, to na pewno nie byłem mu obojętny. Nawet jeżeli jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy, na pewno będzie mój. I on również będzie tego pragnął.
    - Myv... Mógłbyś mnie puścić? - prosił mnie o coś, nawet nie patrząc mi w oczy. Nieładnie.
    - Przecież nawet cię nie trzymam. - Puściłem jego dłoń, dobrze wiedząc, że sam nawet nie spróbuje mnie od siebie odepchnąć.

~~~
Czytaj dalej…