Spojrzał wstecz - nie był sam...

~~~

- To jest... - Jego wypowiedź natychmiast przerwał Uzumaki.
- Sorry, nie powinienem się wtrącać. - Na znak zmieszania podrapał się po tyle głowy. - Gratuluję ci serdecznie, ale muszę już iść.
- Że co?! - krzyknął za wychodzącym  już blondynem. - Odbiło mu czy jak... Zaraz wracam - rzucił do chłopca i ruszył za Naruto.
- Zaczekaj do cholery! - Złapał Uzumakiego, gdy ten już miał opuszczać jego ogród.
- Sasuke, ale ja muszę już iść. Naprawdę, śpieszę się.
- Taa, jasne. A co takiego masz do roboty? - zapytał brunet puszczając blondyna. - No słucham.
- Ja, ten no... Muszę iść do Hokage zapytać, czy ma dla mnie jakąś misję. Nawet nie wiesz jak dawno na żadnej nie byłem!
- Może i byłbym w stanie ci w to uwierzyć, mimo, iż Hokage powiedziała, że przydzieli nam zadania dopiero w przyszłym tygodniu. Tak, w to mógłbym uwierzyć, bo jesteś strasznie uparty i upierdliwy jakby to powiedział Shikamaru. Ale wydaje mi się, że nawet ty nie jesteś na tyle głupi, żeby do niej iść wiedząc, że jej nie ma w wiosce. Mówiła nam o tym. Dlatego też, niestety, mamy tak dużo wolnego. Tak więc, o co chodzi?
- Eee... - Naruto jak zwykle udzielił bardzo inteligentnej odpowiedzi.
- Młotku, naprawdę nie wiem co ci tym razem strzeliło do głowy, ale może byś tak wrócił i skończylibyśmy rozmawiać? - Co prawda wcześniej chciał, żeby Uzumaki poszedł sobie jak najszybciej, właśnie w celu uniknięcia takiej sytuacji, ale jak widać to było nieuniknione. Czekał na odpowiedź Naruto, ale najwidoczniej blondyn nie miał zamiaru takowej udzielić. - Myślałem, że będę mógł poczekać z powiedzeniem ci o tym co się dokładnie stało zanim wróciłem do Konohy, dopóki wszystko się nie wyjaśni, ale widzę, że nie mam wyboru.
- Co? - Ta wypowiedź zbiła blondyna z tropu.
- Chcesz wiedzieć, czy nie?! - Sasuke nie należał do osób cierpliwych, a już na pewno nie do wyrozumiałych. I tak był dla niego wyjątkowo miły, sam nie wiedział dlaczego.
- No, tak - odparł cicho Naruto.
- To właź z powrotem.
Uzumaki opuścił głowę i wszedł do środka, siadają ponowie na kanapie.
- Dobrze. Wszystko to powiem, tylko raz, tak więc słuchaj uważnie bo nie mam zamiaru się powtarzać. Chyba najlepiej będzie jak zacznę od początku. - Naruto wpatrywał się z ogromnym zainteresowaniem w Sasuke. Uchiha tak naprawdę nigdy z nim o tym nie rozmawiał. Blondyn co prawda wiedział co się stało jak brunet był mały i dlaczego Sasuke opuścił wioskę, ale sam Uchiha kiedyś mówił na ten temat bardzo mało, poza tym, że musi się zemścić na bracie. Dlatego też dla Naruto ta chwila wydała się w jakiś sposób wyjątkowa. Jakby teraz mógł się dowiedzieć trochę więcej o uczuciach przyjaciela, skrywanych przez te wszystkie lata.
- Gdy zobaczyłem cały mój klan wymordowany, moich rodziców... Itachi był tam i powiedział mi, że to on ich wszystkich zabił i że teraz powinienem żyć nienawiścią do niego, dzięki czemu będę stawał się coraz silniejszy, aż w końcu będę miał możliwość stanąć z nim do walki. Z wszystkich ludzi na świecie najbardziej nienawidziłem właśnie jego, własnego brata. Wszystkie inne myśli, marzenia zostały odłożone na boczny tor. Chciałem jego śmierci, pragnąłem tego. Dlatego też opuściłem wioskę, gdy nadarzyła się okazja zdobycia większej siły. To nie było łatwe. Pierwszy raz od zbrodni, którą popełnił Itachi, czułem, że nie jestem sam. To nie była zasługa Kakashiego - mojego nauczyciela, czy Sakury, która cały czas za mną latała wrzeszcząc jak bardzo mnie kocha. Zawdzięczałem to tobie Naruto. - Uzumaki nie mógł uwierzyć, że te słowa padły z ust bruneta. - Jesteś osobą, która potrafiła i wydaje mi się, że wciąż potrafi, zdenerwować mnie jak nikt inny. Zawsze walczyliśmy i kłóciliśmy się o wszystko co tylko się dało, a jednak to dzięki tobie czułem się lepiej. Zawsze nazywałeś mnie swoim rywalem i wrogiem, później jednak to się zmieniło na przyjaciela. Szczerze to nawet nie zauważyłem kiedy. Naprawdę, nie chciałem cię zranić odchodząc. Ale uwierz mi, nie mogłem zostać. Musiałem zdobyć moc, musiałem iść i spróbować zrobić wszystko, żeby go zabić. Wiedziałem, że dopóki on będzie żył, ja nie będę mógł żyć spokojnie. Tak wtedy myślałem. Wybacz. – „Uśmiechnął się do mnie? Nie, nie możliwe. A może?” Naruto siedział całkowicie osłupiały z szeroko otwartą buzią. Nigdy nikt go tak bardzo nie zaskoczył. „Przeprosił mnie i się uśmiechnął. Co prawda, ten uśmiech był ledwo widoczny, ale pierwszy raz go takiego widziałem. Był... Piękny. No o ile go sobie nie wymyśliłem... Ach, Naruto! O czym ty w ogóle myślisz?!” - Sasuke, mógłbyś powtórzyć? Bo nie wiem czy dobrze zrozumiałem.
- Nie, nie mógłbym. Powiedziałem ci na początku, że nie będę się powtarzał. Mówić dalej? - Uchiha dobrze wiedział, że zaskoczy młotka swoimi słowami, ale uważał, że lepiej będzie jak wyjaśni mu parę spraw. Nie było mu na rękę mówienie takich rzeczy, ale jak już tak postanowił, to nie miał zamiaru się wycofać. Tym bardziej, że Uzumaki nie należał do najbystrzejszych.
- Ach. Tak, tak...
- Gdy u Orochimaru, w końcu stwierdziłem, że jestem gotowy, aby walczyć z Itachim, postanowiłem odejść. - Sasuke znów przybrał szorstki i zimny wyraz twarzy. - Ta żmija oczywiście miała co do mnie odrobinę inne plany, ale szybko wybiłem mu je z głowy. Gdy go zabiłem, wkroczył Kabuto. Powiedział, że jeżeli oszczędzę chociaż odrobinę DNA Orochimaru, to on powie mi coś, co może zmienić wizję mojego przyszłego życia. Oczywiście miałem zamiar zniszczyć wszystko co było związane z tym gadem, jak i samego Kabuto. Byli zbyt niebezpieczni. Co prawda w tamtym momencie oboje nie mogli mi nic zrobić, a życie Sennina już dobiegło końca, ale Kabuto miał zbyt duże umiejętności, żebym mógł mu na cokolwiek pozwolić. W jego rękach DNA Orochimaru było dużym zagrożeniem. Nie wiadomo czy w przyszłości nie sprawiałby jakiś problemów. Ale jak na razie on nie musiał o tym wszystkim wiedzieć, prawda? - Spojrzał pytająco na Uzumakiego, ale tak naprawdę nie oczekiwał odpowiedzi. Blondyn rozumiał Sasuke. Wiedział jaki jest Yakushi, a na dodatek, do tej pory, wszystkie próby jego zabicia kończyły się fiaskiem. - Kabuto powiedział mi coś, co przewróciło całe moje dotychczasowe życie do góry nogami. W sytuacji, gdyby to okazało się prawdą, wszystkie moje przekonania i wszystko w co wierzyłem nagle straciłoby sens. Byłem wściekły, o ile w ogóle to można tak nazwać. To straszne uczucie... Poczułem się oszukany, zdradzony i manipulowany przez całe życie, po raz kolejny, jeszcze okrutniejszy. Najgorsze było to, że nie rozumiałem po co ktoś przez ten cały czas wmawiał mi to wszystko. Chociaż mimo to w pewnym, minimalnym stopniu poczułem się szczęśliwy. – Naruto nie rozumiał co takiego mogło się stać, co wywołałoby takie emocje u Sasuke. Mimo, iż odrobinę się pogubił w wypowiedzi Uchihy, postanowił mu nie przerywać. – Ale i tak nie mogłem mu uwierzyć. Po prostu nie mogłem. Zabiłem Kabuto. Po nim, jak i po Orochimaru nie zostało zupełnie nic. Teraz musiałem jedynie odnaleźć Itachiego. I to jak najszybciej. Nic innego się dla mnie w tamtej chwili nie liczyło. Po tym jak zabiłeś Paina, co powiem szczerze, trochę mnie zaskoczyło. Znowu stałeś się silniejszy. - Sasuke ponownie, prawie niezauważalnie się uśmiechnął. Naruto nie wiedział co ma o tym myśleć. Sasuke nigdy się tak nie zachowywał. Uzumaki nie był w stanie nic powiedzieć. Dużo ludzi mu gratulowało, czy też chwaliło umiejętności, ale Uchiha to co innego... Blondyn słysząc te słowa znów delikatnie się zarumienił. - Tak więc, po tym jak zabiłeś Paina, jak zapewne wiesz, Akatsuki przestało istnieć. Przez co znalezienie mojego brata nie było takie łatwe jak wcześniej. Gdy go w końcu odnalazłem, rozpoczęliśmy walkę. Walczyliśmy bardzo długo i zacięcie. Aż w końcu jednak udało mi się wygrać. Zbliżyłem do jego szyi katanę, obaj wiedzieliśmy, że to już koniec. Wystarczyłoby tylko jedno pociągniecie. Był pewny, że to zrobię. Mimo to uśmiechał się do mnie. Tak jak kiedyś, zanim jeszcze to wszystko się stało. Miałem zaraz go zabić, a on się uśmiechał! „Wyrosłeś Sasuke.” powiedział, przez co ja zamarłem... Odkąd się spotkaliśmy chciałem się go spytać czy to co powiedział Kabuto jest prawdą, ale nie wiedziałem jak. Sam nawet nie wiedziałem, co czuję w tej sytuacji. Wszystko się we mnie gotowało. Nie wiedziałem, czy mam większą ochotę go zabić, czy może... Eh... - Sasuke? - Naruto zmartwił się widząc takiego przyjaciela. Jego twarz wyrażała tyle emocji. Ale jakich... Smutek, żal, rozczarowanie, złość... Czy to w ogóle możliwe odczuwać tyle negatywnych uczuć naraz? - W końcu, gdy wziąłem zamach, - Uchiha zaczął kontynuować swoją wypowiedź. - Itachi spiął się odrobinę i przymknął oczy. Był na to przygotowany...

Oczekiwał ostatecznego ciosu, gdy nagle usłyszał, jak katana chowa się w pochwie. Zaskoczony otworzył oczy. - Co robisz?!
- Nie zabiję cię. A przynajmniej dopóki sobie czegoś nie wyjaśnimy.
- C-co? Przecież tyle ci zrobiłem. Zniszczyłem ci życie. Na co czekasz?! Nie na to tą chwilę czekałeś przez te wszystkie lata?
- Dlaczego wymordowałeś nasz klan? - zapytał młodszy Uchiha, z największym spokojem, na jaki był w stanie sobie w danej chwili pozwolić.
- Czyś ty zgłupiał? Już ci to tłumaczyłem. Zrobiłem to i nic więcej nie powinno się dla ciebie liczyć.
- Przestań pieprzyć! To mi nie wystarczy i chcę chociaż raz w życiu usłyszeć prawdę!
- O czym ty mówisz? - Itachi otworzył szeroko oczy i patrzył ze zdziwieniem na brata.
- O tym, że podobno przez cały ten czas wmawiałeś mi jakieś bzdury!
- Nie rozumiem...
- Więc wybiłeś nasz klan z własnej woli. Tak?
- Oczywiście.
- Nie wierzę ci.
- Słucham? Sasuke, czy ty się dobrze czujesz? Przez tyle lat uczyłeś się nienawiści do mnie, o co sam się postarałem. Przeze mnie opuściłeś wioskę i przyjaciół, a co najważniejsze, straciłeś rodzinę! Wszystko przeze mnie straciłeś! A teraz, co?! Wybaczyłeś mi?! Sasuke, oszalałeś?! Następnej szansy możesz już nigdy nie dostać.
- Zaryzykuje.

- To już chyba wszystko.
- Nie wierzę… - Uzumaki nie rozumiał jak coś takiego mogło wydarzyć się naprawdę. Nigdy by nawet nie przyszło mu do głowy, że Itachi może być takim człowiekiem. Wszystko co robił, robił z myślą o Sasuke. Jakim cudem znosił to wszystko przez tyle lat? Nie chciał dopuścić do wojny i stanął po stronie wioski odwracając się od własnego klanu, który chciał przejąć władze w całym Liściu. Zgodził się ich zabić, pod warunkiem pozostawienia przy życiu, wtedy jeszcze jego małego braciszka. Czekał na moment, w którym Sasuke będzie dość silny by go zabić. Gdyby tak się stało młodszy Uchiha przywróciłby dawny honor i sławę swemu nazwisku. Wrócił by do Konohy jako bohater, który zabił zdrajcę własnego klanu oraz wioski, a w tym człowieka, który powszechnie uchodził za jednego z najniebezpieczniejszych w świecie shinobi. Doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że to w żaden sposób nie wynagrodzi Sasuke wcześniejszych przeżyć, jednak chciał chociaż tyle dla niego zrobić. Zaplanował to wszystko jeszcze przed dniem mordu. Poznana prawda ukazywała jak bardzo Itachi kochał brata. Nic, ani nikt nie był od niego ważniejszy. – Jak… Jak wioska mogła pozwolić na coś takiego? Przecież on to zrobił dla dobra Konohy, a mimo to musiał odejść jako zdrajca. Później jeszcze przystąpił do tej pieprzonej organizacji, żeby móc pilnować czy tobie nic nie zagraża… Ej! Sasuke! Ty chyba nie wróciłeś po to by się zemścić? – Naruto przerażała sama myśl o tym, że jest taka możliwość.
- Ty też myślisz, że to dobry pomysł?
- C-co? Sasuke, proszę cię. Teraz i tak już nic ci to …
- Dobra, wiem. Nie denerwuj się tak. Nie mam zamiaru się już na nikim mścić. Już nie. Obecnie i tak wszyscy, którzy mieli coś z tym wspólnego już nie żyją, a nie po to Itachi zrobił tyle dla wioski, żebym ja miał ją teraz atakować.
- Całe szczęście… A właśnie, to co teraz z Itachim?
- Jest w wiosce.
- Co?! Gdzie?! Tutaj?
- Tak tutaj. - Sasuke zaśmiał się cicho widząc wyraz niezrozumienia na twarzy Naruto. – Nawet nie wiesz jak ciężko było mi go namówić żeby wyruszył ze mną do wioski. Ostatecznie jednak mi się udało. Wróciliśmy i chcemy tu spokojnie żyć. Chociaż jestem pewien, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby Tsunade nie wyraziła zgony na nasz powrót, lub jakby to zrobiła, ale mimo to nie miałaby zamiaru w niedalekiej przyszłości oficjalnie ogłosić, że Itachi tak naprawdę nie zdradził wioski. Oczekuje, że ludzie zaakceptują naszą obecność, a Piąta ma nam to zapewnić. Tyle może zrobić.
- Wiesz, że to nie będzie łatwe. Ludzie jak już wyrobią sobie opinie na czyjś temat to bardzo trudno jest ją zmienić, ale wydaje mi się, że po poznaniu prawdy powoli zaczną wątpić w swoje przekonania i może zaczną zmieniać swoje poglądy. A przynajmniej nie którzy.
- Mam taką nadzieję.
- A teraz gdzie jest ten twój brat?
- U ludzi Hokage. Sprawdzają czy aby na pewno może wrócić, czy może Akatsuki rzeczywiście zmieniło go w bezlitosnego zabójcę.
- To znaczy, że jeszcze nie ma pewności czy zostanie?
- Oni tak uważają, ale według mnie to tylko kwestia czasu kiedy to potwierdzą.
- Ale chyba im się nie dziwisz. Jak by nie patrzeć twój brat dobrowolnie dołączył do najniebezpieczniejszej organizacji i wraz z nią popełniał liczne zbrodnie. Mimo wszystko Tsunade i tak mogłaby się na to nie zgodzić.
- Gdyby było dokładnie tak ja ty to widzisz to jestem wręcz pewien, że nic by z tego nie wyszło. Fakt jest jednak taki, że gdy przeczyta się papiery o jego wszystkich morderstwach, a nie tylko o którymś z nich i wie się czego szukać, to można zauważyć coś bardzo ciekawego. A mianowicie każda osoba, którą zabił Itachi była w jakimś stopniu zamieszana w przestępcze życie. W mniejszym lub większym, ale była.
- Skoro tak, to dziwne, że Tsunade tego wcześniej nie zauważyła.
- Myślę, że po prostu nikt się tym nie przejmował. Wystarczyło im, że zabił kolejną osobę, a skoro był w Akatsuki to uważali, że nie ma się nad czym zastanawiać.
- Możliwe…
- Sasu. - Do pokoju nagle wszedł uśmiechnięty Tsu, strasząc tym samym Naruto.
- Co jest?
- Jestem głody. – Mówił mały wciąż się uśmiechając.
- Rąk nie masz? – Dzieciak na słowa Sasuke od razu spochmurniał i opuścił głowę. – No dobra, dobra. Co chcesz zjeść? – Brunet nie był zadowolony, ale sam również chętnie by coś zjadł , więc postanowił się tym razem wyjątkowo poświęcić. Ten mały sprawiał, że wszystkie jego zasady i przyzwyczajenia całkowicie traciły na wartości. Przy nim nawet jak się starał nie mógł być taki jak zawsze – szorstki, nieugięty, zdecydowany i poważny. Zupełnie jak przy Naruto. Chociaż przy blondynie było jeszcze kilka dodatkowych odczuć…
- Obojętnie. Co byś nie zrobił to i tak będzie dobre. – Szeroki uśmiech znów pojawił się na jego twarzy .
- Jasne.. Idź już na górę, jak zrobię to cię zawołam. – To zaskakujące, ale Sasuke również się do niego uśmiechnął. Co prawda jak zawsze ledwo zauważalnie, ale chociaż tyle. Brunet robił coraz to większe postępy.
- Co? – Uchiha zapytał Naruto, który stał i wpatrywał się w niego zdziwiony.
- A nie nic.
- No chyba jednak coś. – Sasuke wiedział, że Uzumakiego coś trapi.
- Bo… Przy nim jesteś taki… inny. Widać, że go kochasz. W końcu to twój syn. – Naruto był naprawdę zaskoczony, że Uchiha jest tak miły dla dziecka. Zawsze na misjach jak mieli z nimi jakąś styczność to mówił, że uważa je za denerwujące i stwarzające masę problemów. Ale teraz, gdy ma swoje widać, że zmienił zdanie. Uzumaki uśmiechnął się smutno. Cieszył się z jego szczęścia, ale i tak nie mógł się pozbyć tego dziwnego uczucia.
- Że co? - Chyba nic dzisiaj nie zaskoczyło Sasuke tak jak to, co przed chwilą powiedział blondyn. Widząc minę Naruto zaczął się głośno śmiać.
Uzumaki nic nie rozumiał, ale nie mógł oderwać wzroku od przyjaciela. Ktoś mógłby pomyśleć, że to nie możliwe, ale według Naruto, Sasuke teraz wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle. Nigdy nie wiedział, żeby on śmiał się tak otwarcie i szczerze.
- Sasuke! – Naprawdę mógłby tak się na niego patrzeć w nieskończoność, ale nie jak ten śmieje się z niego.
- Hahaha… Przepraszam cię, ale… Skąd ci w ogóle coś takiego przyszło do głowy? – Brunet powoli się uspokajał.
- Ale co?
- Młotku, czy ty jesteś nienormalny? Za kogo ty mnie masz? Myślisz, że w wieku 14 lat zrobiłem sobie dziecko? Czy ty jesteś chory?
- Eee... Co? Czyli, że nie jesteś jego ojcem?
- Oczywiście, że nie!
- To on jest synem Itachiego?!
- Muszę przyznać, że jesteś bardzo bystry. – Uchiha zakpił z blondyna.
- Bardzo śmieszne! – Udał naburmuszonego, ale tak naprawdę był szczęśliwy…
- Chodź zrobię mu coś do jedzenia.
- A mi też zrobisz? – Uzumaki zawsze był skory do jedzenia.
- Nie miałeś przypadkiem iść do domu?
- Jak możesz tak traktować gościa? Nieładnie Uchiha, nieładnie.
- Zamknij się i chodź.
- Tylko mnie nie otruj. – Cieszył się, że postawił na swoim.
- Widzę, że ci humor wrócił.
- Możliwie – powiedział i wystawił język do bruneta, siadając na krześle w kuchni. Sasuke tylko pokiwał głową z niedowierzaniem. Zwątpił w to, że Naruto chociaż odrobinę dorósł w tym czasie gdy go nie było.
- A… Nie, nie ważne. – Patrząc jak brunet przygotowuję drugie śniadanie chciał go o coś zapytać, ale ostatecznie z tego zrezygnował.
- Pytaj.
- Nie to nie moja sprawa.
- Jakoś nigdy wcześniej nie stosowałeś się do reguły „nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy”.
- Nie prawda – sprzeciwił się Uzumaki, a Uchiha na te słowa tylko uniósł jedną brew i spojrzał poważnie na blondyna. – No dobra może trochę…
- No właśnie. Dawaj.
- Kim jest matka Tsuyosy? I… bo mówiłeś, że udało ci się w końcu namówić Itachiego na powrót, ale jak ty to właściwie zrobiłeś? Jakoś ciężko mi uwierzyć, że tak po prostu po tylu latach powiedział „No spoko, czemu nie, chodźmy”.

~~~
Czytaj dalej…

Rozdział betowany przez Ichimaru.

~~~

Walka była bardzo długa, wyrównana i wyczerpująca. Nastał już wieczór. Mieli poszarpane ubrania i obydwaj krwawili. Nie były to poważne rany, ale było widać, że ze zmęczenia ledwo trzymają się na nogach. Mimo wszystko, żaden z nich nie chciał tego przerwać. Chcieli to ciągnąć jak najdłużej.
- To niewiarygodne, że ich siły są na tak równych poziomach, że jeden drugiemu nie może właściwie nic zrobić. Tylko czekać, który szybciej padnie. Nie ma! Ja i tak jestem od nich lepszy! - Kiba skrzyżował ręce na piersiach i śmiesznie nadął policzki. Był pod wrażeniem sił obecnie walczących, ale nie chciał tego otwarcie przyznać.
- Nie powiedziałbym, że nic nie mogą sobie zrobić, jak już to po prostu tego nie chcą. Pewne jest, że obaj nie walczą na poważnie, jednak jakby tak było, myślę, że ich poziomy rzeczywiście były by bardzo wyrównane. - Kakashi całkowicie pozbawił psiarza jakichkolwiek złudzeń.
- Co?!
- Kiba, ależ ty jesteś tępy. To jest naprawdę upierdliwe. Co ja w ogóle tu robię... - Shikamaru jak zwykle wykazywał wielkie zainteresowanie.
- No dobra. Koniec walki. ... Dajcie już spokój! - Mimo słów Kakashiego, żaden z nich się nie zatrzymał.
- Naruto! Sasuke! Starczy już! - Widząc, że nadal nie słuchają, zbliżył się do nich i ich rozdzielił. Nie miał z tym najmniejszego problemu, biorąc pod uwagę ich zmęczenie. Nie protestowali, obaj starali się, chociaż utrzymać na nogach.
- Widzę, że nie osłabłeś Sasuke. Szkoda tylko, że nie mogliśmy zobaczyć, co tak naprawdę potrafisz. Sakura, Ino zajmijcie się ich ranami. Zapewne i tak będą chcieli wrócić od razu do domu, nie myśląc nawet o szpitalu. Reszta rozejść się. Już! - Tsunade powiedziała wszystkim, co mają robić, po czym zniknęła razem wraz z Kakashim.
Wszyscy już poszli, na polu zostali jedynie Sakura, Ino, Sasuke i Naruto. Uzumaki i Uchiha leżeli na trawie, a dziewczyny opatrywały ich rany.
- Naruto, dobrze się czujesz? - Haruno martwiła się o przyjaciela. Nie miała na myśli jego stanu fizycznego. Rany nie były poważne, a dzięki demonowi i tak goiły się w bardzo szybkim tempie. Chodziło jej o to, jak czuje się po konfrontacji z Sasuke. - Naruto?
- W porządku.
- Ta… Jak zawsze. A ty? - Tym razem zwróciła się do bruneta.
- Dobrze. Dam sobie radę. Tylko chciałem jeszcze porozma... - Niedane mu było dokończyć, Uzumaki postanowił przerwać jego wypowiedź.
- Ja już idę. – Delikatnie się podniósł i powoli skierował ku swojej kawalerce. Może i czuł się lepiej, ale jednak jeszcze nie był do końca wyleczony.
- Ale... - Sakura chciała, żeby ze sobą spokojnie porozmawiali.
- Naruto! Mógłbyś przestać mnie unikać?! - Sasuke już również stał. Był w gorszym stanie niż Uzumaki, ale nie miał zamiaru mu teraz pozwolić odejść. Skończyła się jego cierpliwość.
Gdy Uchiha krzyknął blondyn nagle się zatrzymał i stał odwrócony do niego plecami.
- Naruto?
- Jakim prawem... Jak po tym wszystkim masz czelność mi mówić, co mam robić?! Jak?! - W czasie, gdy krzyczał odwrócił się przodem do bruneta.
- Ino. - Sakura złapała przyjaciółkę za ramie. - Idziemy.
- Co? Nie, czemu?
- Już, chodź. - Dziewczyny szybko zniknęły z pola treningowego.
- O co ci chodzi?! Czy to nie ty cały czas mnie goniłeś, mówiąc, że jestem twoim przyjacielem?! To nie ty mówiłeś, że zawsze będę mógł wrócić?!
- …
- Naruto!
- Kiedy to zaczęło ci na tym wszystkim zależeć?  - Stał z opuszczoną głową i bezwładnie spuszczonymi rękoma wzdłuż ciała. Nie chciał się już kłócić. Miał ochotę zapomnieć o tym wszystkim, co było i … ale czy to by było w porządku? Tak po prostu wybaczyć?  Był rozdarty. Nie wiedział, co ma robić.
- Młotku... Zawsze mi zależało. Zrozum, nie mogłem wcześniej wrócić. - Sasuke mówił już spokojnie, podchodząc coraz bliżej do Naruto.
- Nie nazywaj mnie tak. Nie podchodź do mnie i nie kłam. - Wbrew jego oporowi do oczu zaczęły napływać łzy.
- Naruto... - Sasuke podszedł jeszcze bliżej. Tak, że już mógł go dotknąć. Delikatnie złapał go za ramiona.
- Zostaw! - Uzumaki próbował krzyknąć i wyrwać się, ale nie miał już na to siły.
- Nie. - Uchiha przyciągnął go mocniej i przytulił do siebie. Czuł jak zaczęły po niej spływać łzy blondyna. Sam nie wiedział, dlaczego to robi, ale po prostu czuł, że tego właśnie chce, że tak właśnie powinien postąpić. To było coś, nad czym nie chciał się zastanawiać.
- Sasuke, draniu… - Uzumaki wciąż płakał ściskając mocno resztki górnej części garderoby bruneta. Starał się nigdy tego nie robić, ale teraz nie mógł się powstrzymać. Gdy się uspokoił, zapytał jak najspokojniej był w stanie. - Znowu odejdziesz?
- Nie. Już nie. – Naruto ścisnął go jeszcze bardziej, ale już nie płakał.
- Tęskniłem...
- Ja też młotku, ja też...
Przez te wypowiedziane przed chwilą słowa, Uzumaki czuł od wewnątrz wypełniające go ciepło. Już od dawna nie był tak szczęśliwy. Tyle przez niego wycierpiał, a jednak był w stanie od razu mu wybaczyć. Dlaczego? Nie wiedział. To było silniejsze od niego. Nie mógł się oprzeć temu uczuciu radości, gdy tylko zdał sobie sprawę, że go odzyskał...
Podniósł głowę i spojrzał prosto w oczy Sasuke. Pierwszy raz w tych pięknych czarnych tęczówkach miał możliwość ujrzenia tych wszystkich cudownych uczuć. Na ten widok przepięknie się uśmiechnął. Brunet nie mógł oderwać wzroku od tego cudnego uśmiechu i niesamowitych oczu. Nikt inny nie posiadał tak wspaniale błękitnych oczu. Czuł się dziwne. Wiedział, że nie powinien, ale wszystkie racjonalne myśli na nic się w tej chwili nie zdały. Nie mógł kontrolował własnego ciała, umysłu. Objął dłońmi policzki Naruto i delikatnie złączył swoje usta z ustami blondyna. Był równie zszokowany swoim zachowaniem, co Uzumaki, mimo to tak bardzo nie chciał tego przerywać... Ale wiedział, że nie może tego ciągnąć. Łagodnie odsunął od siebie Naruto, na którego twarzy mógł dostrzec słodkie rumieńce, przez co już całkowicie pogubił się w swoich myślach. „Co się ze mną dzieje?!” - Ehm... Naruto. Chyba powinniśmy już iść. - Nie miał ochoty się z nim rozstawiać. Wypuszczać ze swoich objęć. I właśnie, dlatego musiał to przerwać. Uchiha nie przywykł do takich sytuacji. Zawsze musiał mieć wszystko pod kontrolą, a teraz coś zdecydowanie było nie tak. Miał tylko nadzieję, że Uzumaki nie odbierze tego w jakiś dziwny sposób.
- Tak, tak, jasne... - Przed samym sobą ciężko było mu przyznać, że żałować tego, iż brunet to przerwał. Postanowił, jak najszybciej o tym zapomnieć i zachowywać się jak gdyby nic się nie stało, a przynajmniej postara się to zrobić. - Sasuke, powiedz. Co się stało, że tak nagle wróciłeś?
- Wszystko ci wyjaśnię, ale nie dzisiaj. Wiem, że nie powinienem cię o to prosić, ale daj mi jeszcze trochę czasu. – Uzumaki niechętnie, ale skinął głową, dając do zrozumienia, że się zgadza, po czym obaj opuścili pola treningowe.
- Do zobaczenia? - Naruto spytał przyjaciela, gdy już znajdowali się przed jego domem.
- Jasne. - Dzięki odpowiedzi Uchihy na twarzy Uzumakiego znów zagościł ten sam, co dawniej promienny uśmiech.
Następnego ranka blondyn obudził się w wyjątkowo dobrym humorze. Nie towarzyszyło mu tak doskonale już znane uczucie przygnębienia. Zupełnie, jakby ogromny ciężar zniknął, nie pozostawiając po sobie ani śladu. Lecz mimo szczęścia, które go ogarnęło nie mógł pozbyć się myśli, że to nie jest w porządku. Cieszył się z jego powrotu, ale także pamiętał jak przeżywał ten czas, w którym go nie było. Nigdy go za to nie obwiniał. Wiedział jak ważne to dla niego było, chociaż sam uważał, że zemsta nie jest odpowiednim rozwiązaniem. Starał się zrobić wszystko, co w jego mocy, aby go powstrzymać, jednak za każdym razem ponosił porażkę. Aż w końcu został całkowicie pozbawiony możliwości robienia czegokolwiek w tym kierunku. Wtedy też zaczął coraz bardziej zatracać się w poczuciu winy. Nadmiar wolnego czasu sprawiał, że myślał o tym coraz częściej, jeżeli to w ogóle było możliwe. Teraz, gdy Naruto był dla wioski bohaterem, nikt już z niego nie szydził, nie wytykali go palcami i nie próbowali izolować od innych, jednak obecnie niektórzy śmiali się z jego naiwności. Jeszcze inni współczuli, mówiąc, że nie powinien się nim przejmować i po prostu zapomnieć. Wciąż powtarzali, że Sasuke nie jest wart takiego traktowania, że nie zasłużył na tak oddanego przyjaciela. Zawsze w takich chwilach strasznie się irytował. To on zna Sasuke najlepiej, a przynajmniej według niego, i nikt nie będzie mu mówił, na co tamten zasłużył, a na co nie. Tym bardziej, że według niego przyjaźń nie jest czymś, na co można sobie w jakiś sposób zasłużyć czy też nie. Mimo wszystko i tak do samego końca pozostawiał na swoim, ale gdy niespodziewanie zobaczył Uchihe, cała złość, która się w nim nagromadziła szukała natychmiastowego ujścia. Nie chciał go tak traktować, w końcu tak długo czekał na ten moment, ale to było silniejsze od niego. Unikał go, robił wszystko byle tylko nie dopuścić do spotkania. Sam nie wiedział, czemu się tak zachowuje. Dopiero wczoraj wieczorem, gdy w końcu doszło pomiędzy nimi do rozmowy, Naruto pozbył się tego okropnego uczucia. Co prawda brunet jeszcze mu nie powiedział, co się stało, że wrócił, ale Uzumaki zdawał sobie sprawę z tego, że w odpowiednim czasie Sasuke mu wszystko wyjaśni, a jeśli by się jednak na to nie zdecydował, to po prostu to z niego wyciągnie. Nie chciał już być zły, smutny i całymi dniami siedzieć w domu. Chciał się znów cieszyć tak jak dawniej i teraz naprawdę czuł, że może tak być.
Na samą myśl o ich ubiegłym spotkaniu, o tym jak czuł bliskość bruneta i jego gorący oddech na swojej szyi, co wywołało falę gorąca rozchodzącą się po jego całym ciele, wraz z niesamowicie przyjemnymi dreszczami, aż w końcu, gdy usta wyższego napotkały jego własne, słodko zapłonął rumieńcem, a serce zaczęło bić mu coraz szybciej i mocniej. Nie rozumiał reakcji swojego organizmu, tego, o czym w tamtej chwili myślał i dlaczego. Nie wiedział także, dlaczego pozwolił na to wszystko Sasuke i w ogóle, czemu Uchiha się na coś takiego zdecydował. Jednak w danej chwili nie miał zamiaru zaprzątać sobie głowy takimi sprawami. Postanowił pozbyć się tych wszystkich niezręcznych myśli, zapomnieć o pewnych jakże niezrozumiałych, lecz przyjemnych momentach wczorajszej rozmowy i po prostu cieszyć się z powrotu przyjaciela.
Naruto, gdy tylko wstał obrał za główny cel dnia rozmowę z Uchihą. W końcu trzeba uczcić jakoś jego powrót. Domyślał się, że namówienie bruneta, na jakiś wypad nie będzie łatwe, ale nie miał zamiaru mu tego odpuścić.
Zaskakujące było to jak szybko na twarz Uzumakiego powrócił promienny uśmiech przepełniony radością. On po prostu, mimo wszystko nie potrafił mu nie wybaczyć. Nie oznacza to, że zapomniał o wszystkim, co przeszedł, ale teraz to się nie liczyło. Był szczęśliwy i tylko to miało znaczenie.
Sasuke szedł w stronę kuchni, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Zdziwił się, gdy za nimi zobaczył blondyna z ogromnym uśmiechem na ustach.
- Siema, Draniu! - Naruto bez zastanowienia ominął w drzwiach Uchihe i wszedł do środka.
- Młotku, czego chcesz? – Może tego nie okazywał, ale naprawdę się cieszył, widząc takiego blondyna.
- Coś ty taki wredny? A pomyśleć, że wczoraj byłeś taki milutki... - Gdy tylko to powiedział, przed oczami ukazała mu się scena z wczorajszego wieczoru, o której tak usilnie starał się zapomnieć. Natychmiast pożałował swoich odważnych słów, a jego twarz przybrała piękny czerwony kolor.
- W ten sposób prosisz o powtórkę? - Pewny siebie Uchiha z niesamowicie pociągającym wyrazem twarzy podszedł bliżej Uzumakiego.
- Co?! N-nie… Oczywiście, że nie! – Naruto speszył się odrobinę, mimo, iż dobrze wiedział, że brunet robi to specjalnie.
- Na pewno? – Podszedł jeszcze bliżej i uśmiechnął się zwycięsko do przyjaciela.
- Jesteś okropnym, zimnym draniem!
- Już mi to kiedyś mówiłeś, Młotku. - Westchnął i oparł się o ścianę, wciąż nie spuszczając wzroku z blondyna.
- Naprawdę stałoby ci się coś, gdybyś był czasami trochę milszy?
- Pozwól, że ci przypomnę, że to ty przez ostatni tydzień byłeś na okrągło wściekły, wredny i robiłeś wszystko, żeby się ze mną nie spotkać, a teraz, co? - Sasuke uśmiechnął się kpiąco i czekał na odpowiedź Naruto.
- Lubisz się bawić w wyliczanki, Uchiha? Jak tak bardzo tego pragniesz, to nie ma sprawy. Możemy sobie powspominać pewne sprawy. Co ty na to? - Blondyn stanął na przeciwko niego z poważną miną i założonymi rękoma na piersiach. Wiedział, że tym razem to on wygrał.
- No dobra. Dajmy już spokój. To, po co żeś przylazł? - Zapytał, a ręką wskazał blondynowi kanapę w salonie, dając mu do zrozumienia, żeby usiadł. Natomiast sam Sasuke, rozsiadł się na fotelu obok.
- Drań. – Skomentował brak jakiejkolwiek zmiany tonu Uchihy. - Tak właściwie to chodzi o to, że... - Rozwalił się wygodnie na kanapie, nie zważając na zabójczy wzrok bruneta. - Nie sądzisz, że przydałoby się opić twój powrót? Później nie będzie już czasu na takie rzeczy.
- Że co? – „Co to, to nie! Nie ma mowy. Nie dam się namówić.”
- No weź. Będzie fajnie. Zobaczysz. - Naruto strasznie był podekscytowany myślą o nadchodzącej imprezie.
- Nawet nie ma mowy. - Powiedział ostro, mając nadzieję, że to wystarczy, aby Uzumaki skończył z tym, jakże głupim według niego, pomysłem.
- No, ale czemu? - Naruto zrobił maślane oczka. - Sasuke... Nie daj się prosić.
- To już chyba wolałem, jak mnie unikałeś.
- Poważnie? - Zapytał robiąc smutną minę.
- Nie... - Spojrzał na blondyna, ale zobaczył, że nie bardzo go przekonał. – Niech ci będzie. Wieczorem skoczymy na ten twój ramen i może się odrobinę napijemy, ale tylko my. Nie mam ochoty, na towarzystwo tej całej bandy. Wystarczy, że będę musiał znosić ciebie.
- Naprawdę?! Super! To widzimy się wieczorem w Ichiraku? - Sasuke zastanawiał się, jak to możliwe, że tak nagle zmienia się humor blondyna. Nawet zaczął podejrzewać, że Młotek po prostu sobie z nim pogrywa.
- Ta. A teraz już idź.
- No wiesz... Co tak mnie wyganiasz? Chowasz tu jakąś pannę, czy co? - Naruto chciał, jeszcze trochę podenerwować Uchihe.
- Zaraz jak cię pieprzne w łeb to ci te wszystkie żarty wylecą z...
- Kto to? - Nagle do salonu wszedł mały chłopiec. Wyglądał na około cztery lata. Miał dłuższe, ładnie ścięte, czarne włosy i tego samego koloru oczy. Naruto od razu zauważył, że mały - jak go już zaczął nazywać w myślach - jest jakby małą kopią Sasuke. Chociaż w przeciwieństwie do starszej wersji, młodsza miała bardzo pogodny wyraz twarzy i dla Uzumakiego chłopiec był po prostu bardzo słodki.
- Idź do siebie - powiedział od razu Sasuke.
- Hej. Nie przejmuj się nim. - Powiedział i puścił oczko do dziecka. - Jestem Uzumaki Naruto. Bardzo mi miło - uśmiechnął się szeroko, ukucnął i podał mu rękę.
- Uchiha Tsuyosa*, ale Sasuke mówi na mnie Tsu. - Również się uśmiechnął i ścisnął dłoń blondyna.
- Łał, ale mocny uścisk. - Nie mówił tego, żeby zrobić mu przyjemność, ale dlatego, że tak rzeczywiście było. Oczywiście, jak na tak małe dziecko. – Ile masz lat? - Powiedział i delikatnie przeczesał jego włosy ręką.
- Cztery, ale jestem już bardzo silny! - Z niewiadomych dla Sasuke przyczyn, młody od razu polubił Naruto.
- W to nie wątpię. - Uzumaki wciąż się uśmiechał, ale odsunął się od chłopca i zbliżył do starszego Uchihy.
- Sasuke. - Pociągnął przyjaciela za ramię i szepnął do ucha. - Kim jest ten mały? - Gdy zadał to pytanie, odpowiedź wydała mu się bardzo oczywista. Brunet zawsze chciał odbudować klan, na dodatek dziecko wygląda jak jego mini klon i ma 4 lata. Z tego wszystkiego od razu można wywnioskować, że to najprawdopodobniej, nie... Że to na pewno jego syn. Nie było go pięć lat w wiosce, tak więc wszystko by się zgadzało. Naruto naprawdę go polubił, ale gdy myślał o nim jak o synu Sasuke, ogarniało go bardzo dziwne uczucie. Sama myśl o tym, że Uchiha pokochał jakąś kobietę, wziął z nią ślub, a teraz mają razem dziecko, była dla niego wyjątkowo okrutna. Nie wiedział czemu, ale czuł się zdradzony.


* Tsuyosa - oznacza: moc, siła.

~~~
Czytaj dalej…