Spojrzał wstecz - nie był sam...

Rozdział betowany przez Ichimaru.

***

- Czego o tej godzinie?! – Warknął pod nosem Uzumaki, gdy usłyszał pukanie do drzwi, po czym naciągnął kołdrę jeszcze bardziej na głowę. Niestety nieproszony gość najwyraźniej nie miał zamiaru ustąpić i coraz mocniej walił pięścią w drewno. Zrezygnowany blondyn sapnął głośno, wygramolił się z łóżka i poszedł leniwie zobaczyć, kto zakłóca mu spokój.
Prawda jednak była taka, że spokój nie towarzyszył mu już od dawna. Dokładnie od pięciu lat. Od tego przeklętego dnia, w którym Sasuke opuścił wioskę, nie było nocy, podczas której Naruto spał spokojnie. Nigdy nie pogodził się z odejściem przyjaciela, bo wciąż za takiego go uważał. Codziennie śnił o jego powrocie, a gdy rano znów powracał do tej szarej rzeczywistości, której tak bardzo nienawidził miał ochotę uciec z Konohy, w celu odnalezienia bruneta nie zależnie od tego gdzie Drań się znajdował. Był już tym zmęczony, miał dosyć wszystkiego i wszystkich.
Na domiar złego pół roku temu Hokage, zabroniła mu szukać Uchihy, a nawet opuszczać wioskę. Nie mogła już znieść nieszczerego uśmiechu Naruto, którym chłopak obdarowywał wszystkich, mówiąc, że sprowadzi Sasuke z powrotem. Miała nadzieję, że blondyn w końcu przestanie myśleć o powrocie starego przyjaciela i zacznie normalnie żyć. Jak się później okazało jej plan nie odniósł pożądanych skutków. Wręcz przeciwnie. Uzumaki nie odzywał się do Piątej i w ogóle mało, co mówił. Wcześniej udawał, że wszystko jest w porządku, śmiał się i szalał cały czas, ale po tym jak babcia Tsunade go zdradziła, bo w jego mniemaniu tak właśnie było, nie miał ochoty nawet wychodzić z domu.
Mimo tego, że na ogół podczas poszukiwań nawet nie spotkał się z Sasuke to i tak czuł się lepiej, bo wiedział, że robi cokolwiek, żeby sprowadzić go z powrotem. A teraz czuł się zupełnie bezsilny. Uznał, że nie jest dostatecznie dobrym shinobi, a już na pewno nie jest dobrym przyjacielem skoro pozwolił koledze odejść. Jak ktoś taki mógłby marzyć o zostaniu Hokage? Przez to wszystko odsunął się od przyjaciół. Jedyną osobą, z którą się widywał częściej niż to konieczne była Sakura. Kochał ją, to pewne, ale nie była to miłość, o której myślał wcześniej. Zdał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę traktuje ją jak siostrę, której nigdy nie miał. Ona czuła do niego to samo i była bardzo szczęśliwa z takiego obrotu spraw. Natomiast jej uczucia do Sasuke z biegiem czasu malały. Może on miał rację, mówiąc, że jest to tylko zadurzenie. A może Haruno zawdzięcza to Sai’owi, który skutecznie pomógł jej o nim zapomnieć, a obecnie jest jej narzeczonym?
Gdy uchylił drzwi i zobaczył, że stoi za nimi Kakashi otworzył je szerzej i wrócił z powrotem do łóżka. Hatake westchnął, widząc takie zachowanie. Już zdążył do tego przywyknąć.
- Może byś się, chociaż przywitał? – spytał, stojąc nad chłopakiem i ściągając z jego głowy kołdrę.
- Yhym... – mruknął, lecz nie obdarzył Kakashiego ani jednym spojrzeniem, jedynie pociągnął za nakrycie, próbując dostać je z powrotem.
- Nie ma mowy! Wstawaj! - Kakashi całkowicie odkrył blondyna.
- Po co?! - Był zły i niewyspany.
- Idź do Hokage, to się dowiesz.
- Czego chce?
- Trochę szacunku Naruto! Nie kazała ci przychodzić, to ja stwierdziłem, że tak może będzie lepiej. Nie muszę tego robić, tak, więc bądź łaskawy ruszyć tyłek i wyjdźże wreszcie z łóżka!
Blondyn nie wiedział, o co chodzi Hatake, ale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby to nie było ważne, nie kazałby mu iść. Dlatego też wolał mu zaufać. - Niech ci będzie. Pójdę. - Wstał z zamiarem wyjścia z mieszkania.
- A może byś się tak umył, przebrał? – Uzumaki chciał opuścić swoją klitkę, odziany w granatowe spodnie od dresu i białą koszulkę, która ładnie uwydatniała delikatnie zarysowane mięśnie.
- Myślałem, że mam się spieszyć?! - Ta sytuacja zaczynała go coraz bardziej irytować.
- Gdybyś mnie od razu posłuchał, to już był byś w drodze! - Tym razem zignorował Kakashiego i poszedł do łazienki. Po wyjściu, Hatake już nie było, czym wcale nie był zaskoczony. Sensei zawsze taki był. Mimo tego, że już od dawna nie był uczniem Kakashi’ego, nie mógł się odzwyczaić od nazywania go w ten sposób.

Naruto stanął przed drzwiami do gabinetu Hokage i nie przejmując się niczym wszedł do środka. Nie mógł uwierzyć w to, co widział. Czy to możliwe? Czy to naprawdę on? Tutaj? A może to tylko kolejny sen?, w jego głowie kłębiło się od domysłów.
- Cześć Młotku. – Stał, z tym swoim dziwnym uśmieszkiem na twarzy, powalającym wszystkie dziewczyny i z pewnością nie jednego chłopaka. Najprzystojniejszy facet, niesamowicie seksowny, zmysłowy i pociągający drań powrócił.

~~~
Czytaj dalej…

***

Nagle oderwał się od mikrofonu i skierował w stronę Reity. Podszedł do niego od tyłu i podczas gdy grał on swoją solówkę przywarł mocno do jego pleców i zaczął składać delikatne pocałunki na jego szyi. Wywołało to znaczący wpływ na jakość gry gitarzysty, po którego całym ciele rozchodziły się przyjemne dreszcze, a na twarzy mimo opaski można było dostrzec rumieńce. Ze strony publiczności dobiegały głośniejsze niż zwykle okrzyki domagające się więcej, co wokalista chętnie im zapewnił. Odsunął się od szyi basisty pozostawiając na niej słodką malinkę. Wciąż ocierał się o przyjaciela, który już ledwo trzymał bas w rękach. Następnie skierował swoje gorące usta prosto na usta drugiego. Reita spodziewał się namiętnego pocałunku i zdziwił się gdy usta Rukiego ledwo co musnęły jego własne. Był przestraszony faktem, że przez moment miał ochotę rzucić się na wokalistę. Na ogół do takich scen Ruki wybierał Uruhe, a Reita nigdy się tym specjalnie nie przejmował. Był zaskoczony zachowaniem blondyna, lecz nie mniej zdziwiony własną reakcją. Było mu wstyd, że podnieciła go ta niewinna zabawa dla publiczności. Bo przecież to nie był nic więcej, tylko tyle. Prawda? Z rozmyślań wyrwało go zakończenie piosenki, równoznaczne z końcem koncertu. Piosenkarz odsunął się od obiektu swojego chwilowego zainteresowania, podszedł bliżej widzów i pochylił się dziękując za wspólną zabawę oraz wparcie, co również uczyniła pozostała część zespołu. Brawa, piski i krzyki nie ustawały długo po ich zejściu ze sceny.
- No no Ruki. Dzisiaj przeszedłeś samego siebie! Chociaż nie spodziewałem się, że podejdziesz do Reity, ale muszę przyznać, że wyszło wam bardzo dobrze.
- Bardzo dobrze? Kai czy ty widziałeś twarze tych dziewczyn na widowni? Nie będą mogły spać z wrażenia! Osobiście uważam, że to było boskie, a ty co o tym sądzisz? - Podniecony Uruha zwrócił się do Reity.
- Co? Co jest? - Nie był do końca pewien co się dzieje w danej chwili. Wciąż był pod wpływem emocji, które spowodowało zachowane Rukiego.
- A ty co, śpisz? Pytałem co sądzisz o pokazie waszej dwójki?
- A tak, było świetnie. Tylko teraz pewnie wszyscy będą o to pytać w wywiadach. Jak zawsze zresztą. - Nie przepadał za wścibskimi dziennikarzami, którzy czekają tylko na jakieś dwuznaczne słowo, żeby mogli wyrwać je z kontekstu i ogłosić wielki skandal. To była chyba jedyna rzecz, która tak naprawdę przeszkadzała mu w byciu popularnym. Kochał to co robił, ale nie chciał pokazywać całemu światu swojego życia prywatnego. O ile jako takie jeszcze istniało.
- Oj widzę, że twój wybranek nie jest dzisiaj w najlepszym humorze - wypalił Aoi, po czym wraz z zainteresowaną trójką (czyt. Ruki, Kai, Uruha) zaczął się głośno śmiać.
- Dobra, ostatecznie w ramach świętowania, możemy się iść oblać nasz sukces. Co wy na to? - Z uśmiechem na twarzy Kai czekał na oczywistą odpowiedź swoich przyjaciół. Oni słysząc to pytanie zaczęli się cieszyć i podziwiać wspaniałomyślność lidera. Nawet Reita był już w dobrym nastroju na samą myśl o możliwości wypicia piwka bądź czegoś mocniejszego z kumplami.
- Ale wiecie, że i tak jutro będzie próba? Jeżeli tak bardzo chcecie to mogę ją przesunąć na dziewiątą, nie później! - Kai ogłosił reszcie niezbyt ciekawą informację, po czym przechodząc obok nich z uśmieszkiem na twarzy udał się w kierunku windy.
- Co!? - Już nie tacy podekscytowani jak chwilę wcześniej poszli za przyjacielem.

W końcu zmęczeni dotarli do domu Uruhy. Po drodze zahaczyli o sklep i zaopatrzyli się w niezbędne „rzeczy” do świętowania. Po wejściu położyli się wygodnie na podłodze przed telewizorem i oglądając mecz, śmiejąc się, pijąc i paląc miło spędzali czas w swoim towarzystwie.
- A gdzie Reita? - Nagle Ruki zwrócił się do reszty przerywając im wspaniałą zabawę podczas podziwiania pięknych kształtów prezenterki telewizyjnej w trakcie trwania przerwy w meczu.
- Chyba poszedł na balkon - odpowiedział mu Uruha właściwie na niego nie patrząc.

- O co chodzi? - Pytając usiadł na krześle obok przyjaciela, na balkonie.
- A nie nic. Chciałem się tylko przewietrzyć. - Z nieszczerym uśmiechem próbował zbyć Rukiego, który znał go na tyle dobrze, że nie było o tym mowy.
- No gadaj. Przecież widzę, że coś cię gryzie.
- Sam nie wiem. Po prostu ten cały fan-serwis, mam już tego dosyć. Nie podoba mi się to. - Wręcz przeciwnie. Problem był w tym, że właśnie zaczęło mu się to podobać. Nie rozumiał samego siebie. Bardzo go to denerwowało. Co prawda nie był to pierwszy raz kiedy myślał o blondynie w ten sposób, ale zawsze ten stan trwał tylko przez moment i wcale się tym nie przejmował, a w tym przypadku czuł, że nie będzie to takie łatwe. Co chwile odlatywał myślami, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Fan-serwis mówisz. Skąd wiesz, że to o niego dzisiaj chodziło? - I z równie zadziornym jak i nieszczerym uśmiechem spojrzał w oczy Reicie, po czym wstał i wszedł z powrotem do pokoju ogłaszając, że musi już iść i nie czekając na ich odpowiedź wyszedł. Oczywiście wszyscy byli bardzo tym zaskoczeni, ponieważ wokalista był jednym z tych, którzy z imprezy bądź tak zwanej popijawy wychodzą ostatni lub ktoś im w tym pomaga.
Ruki może i był uznawany za osobę odważną, szaloną i zdolną do wszystkiego, ale teraz chciał tylko wrócić do domu z dala od tego pustego spojrzenia basisty. Już dawno zdał sobie sprawę co tak naprawdę do niego czuje i myślał, że jak w końcu w jakiś sposób się do niego zbliży to on odwzajemni jego uczucia. Teraz już nie był tego taki pewny. Bał się, że przez swoje zachcianki straci przyjaciela.
Reita wciąż siedział na balkonie i zastanawiał się co tak właściwie kolega mu powiedział. Uznał to za kolejny żart, ale i tak nie mógł przestać o tym myśleć. Postanowił wrócić do przyjaciół i bardzo porządnie opić dzisiejszy dzień. Na tyle porządnie, że do domu został odprowadzony przez Aoiego i Kaia, którzy gdy tylko upewnili się, że śpi pojechali do swoich domów, aby chociaż trochę się przespać przed jutrzejszą próbą. No cóż, nie było łatwo. Mieli bardzo mało czasu na tego typu przyjemności, może nie była to huczna impreza, ale dla nich to nawet lepiej. Woleli spokojnie posiedzieć w piątkę przy dobrej muzyce czy telewizorze pijąc i śmiejąc się. Nie to żeby nie lubili głośnych poza ich własnymi występami, ale nie mieli na to ani siły, ani czasu podczas wciąż trwających tras koncertowych. Koncerty odbywały się bardzo często, dlatego też nie było mowy o przełożeniu próby, bo o tym, żeby się po prostu nie odbyła starali się wcale nie myśleć. Nikt nawet nie próbował prosić o to Kaia. Za dobrze znali swojego lidera, żeby w ogóle zaczynać rozmowę na ten temat. Chyba, że ktoś celowo chciał mu podpaść, czego nikt nikomu nie życzył.

- Co jest? - Basistę obudził na okrągło dzwoniący telefon.
- I ty się mnie jeszcze pytasz co jest!?
- Kai?
- Dwie godziny temu zaczęła się próba! A raczej powinna się zacząć! Nawet Ruki przyszedł na czas, a ty nie! Daję ci 30 minut na to, żebyś się zjawił w studiu! - Okropnie wrzeszcząc, okrutnie ranił i tak już strasznie bolącą głowę Reity, a na koniec po prostu się rozłączył.
Chłopak najszybciej jak tylko mógł, umył się i doprowadził do ładu, co przyprawiało go o poważne zawroty głowy, które o mało co nie doprowadziły do zwrócenia nadmiaru wczoraj spożytego alkoholu. Do studia miał blisko, najbliżej z całej ekipy, w związku z czym ledwo, ale udało mu się zdążyć. Co prawda raczej nie mógł jeszcze prowadzić, ale jakoś musiał się wyrobić. Nawet nie chciał myśleć co by zrobił lider, gdyby się jeszcze chwilę spóźnił. Teraz i tak miał już wystarczająco przechlapane. Może nie dostanie jakiejś kary jak to się daje nieposłusznym dzieciom, ale i on jak i cały zespół przez niego dostanie porządne baty podczas prób od Kaia. Nie wspominając już o ograniczeniu imprez, których i tak prawie nie było. W tym momencie nie tylko perkusista będzie chodził wściekły, ale również pozostała trójka będzie go obwiniać.
- Ech - westchnął głośno przed wejściem na sale, gdzie wszyscy już na niego czekali poważnie zniecierpliwieni.
- No nareszcie! Już myślałem, że w ogóle nie przyjdziesz! Co ty sobie wyobrażasz!?
- Dobra, daj już spokój, przecież jest. Wystarczająco wydzierałeś się przez telefon. - Rukiemu na szczęście udało się uratować niezbyt przyjemną sytuacje i rozpoczęli ćwiczenia.
Kai był naprawdę świetnym przyjacielem, można było się z nim pośmiać, wypić, jak i spokojnie porozmawiać. Był również znakomitym perkusistą. Lecz teraz nie był tym zawsze uśmiechniętym, zabawnym kumplem, a przerażającym liderem, który jak by nie patrzeć, aż za dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków.

- Nareszcie koniec! - Minęły dwa tygodnie od pamiętnego koncertu i kolejna próba właśnie dobiegła końca.
- Zaraz dwunasta, a my równo o czwartej rano spotykamy się przed wytwórnią. Mamy nie wiele czasu na zebranie się, tak więc lepiej się pośpieszcie bo nie chcę widzieć, żeby ktoś się spóźnił. Reita, zrozumiałeś? - Mimo tego, że od jego ostatniego spóźnienia minęły około dwa tygodnie, Kai najwyraźniej nie miał zamiaru w najbliższym czasie o tym zapomnieć.
- Ta jasne.
Za cztery godziny mieli wyjechać na kolejny koncert i przy okazji odpocząć przez trzy dni po występie w mieście w którym się on odbędzie.
- To idziemy. Niedługo się widzimy. Wyśpicie się w busie tak więc nie kłaść się spać w domu bo nie mam zamiaru was budzić.
- Spoko, ale wiesz co? Mógłbyś czasami być trochę milszy. - Uruha ze smutną minką niewinnego chłopca robił wyrzuty przyjacielowi.
- Jak ja bym był milszy to kto by pilnował, żeby zespół się nie rozpadł co?
- Dobra dobra już idziemy. - Już się nie zgrywając wszyscy się rozeszli, żeby przygotować się do kolejnej podróży.

Reita spakował się szybko, zjadł porządną kolacje ponieważ przez standardowy nadmiar pracy zaczął zapominać o spożywaniu posiłków i postanowił wziąć gorącą kąpiel - w ten sposób się odprężyć i jeszcze chociaż odrobinę odpocząć przed wyjazdem. Mimo upływu czasu nie mógł przestać myśleć o uczuciu jakie wzbudziła w nim bliskość Rukiego. Od tamtego zdarzenia prawie wcale z nim nie rozmawiał, a jak już to przez konieczność. Nie mógł się przyznać przed samym sobą, że zakochał się w facecie i to akurat w tym konkretnym. Przecież to chore. Czasami łapał się na tym, że w czasie próby myśli o niesamowicie kształtnym tyłku blondyna poruszającym się tuż przed nim, przez co nie mógł skupić się na grze. W takich momentach był na siebie wściekły, aż w końcu stwierdził, że jest z nim coś nie tak.
Gdy skończył kąpiel, przygotował wszystko do wyjścia po czym położył się i słuchał muzyki czekając na wyznaczona przez Kaia godzinę. W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ruki? Co ty tutaj robisz? - Był szczerze zaskoczony jego przyjściem.
- Jest jeszcze czas to pomyślałem, że podejdę do ciebie i razem podjedziemy pod wytwórnię. No chyba, że ci to przeszkadza.
- Nie no nie ma sprawy, właź. - Przeszkadzało mu i to bardzo, ale przecież nie mógł mu tego powiedzieć.
Mając jeszcze chwilę usiedli razem na kanapie przed telewizorem. Trzeba przyznać, że dla obu była to dość niezręczna sytuacja. Ktoś mógłby pomyśleć jak można po tylu latach przyjaźni tak się zachowywać ale jak widać można, co dla obu na pewno nie było powodem do radości.
- Nie uważasz, że to trochę dziecinne z naszej strony? - Pierwszy odezwał się wokalista.
- Co takiego?
- Przecież wiesz o co mi chodzi. Od tego nieszczęsnego koncertu zachowujemy się jak dzieci. Co próbuję z tobą porozmawiać to się wykręcasz. Jak ty to sobie wyobrażasz? - Ruki już poważnie zniecierpliwiony patrzył na basistę tymi swoimi cudownymi oczami.
- Nie wiem o czym mó... - Nie dokończył ponieważ kolega pocałował go w usta przerywając wypowiedź. Chciał go odepchnąć, ale nie mógł się ruszyć, bliskość Rukiego wręcz go sparaliżowała. Jak taka mała osóbka może mieć na kogoś taki wpływ? Wokalista nie chciał kończyć, kontynuował. Polizał dolną wargę Reity, który odruchowo rozchylił usta jakby zapraszając go do środka. Wsunął swój język i zaczął nim delikatnie badać jego podniebienie. Basista wciąż nie mógł uwierzyć w to co się dzieje. Było mu bardzo przyjemnie, wręcz za bardzo. Przecież to jego przyjaciel i to chłopak. Ale mimo to nie potrafił go od siebie odtrącić. Nie chciał. Walczył sam ze sobą, a Ruki w tym czasie nie próżnował. Przestał całować usta chłopaka i zjechał na jego szyję. Akira ustąpił. Obydwojgu sprawiało to przyjemność. Ocierali się o siebie nawzajem nie do końca się kontrolując. Ten cudowny moment przerwał im telefon basisty. Reita na sam dźwięk dzwonka jak oparzony odskoczył od Rukiego.
- Cześć, co prawda mówiłem, że nie będę już po was wydzwaniać, ale stwierdziłem, że co do ciebie to może jednak zrobię wyjątek. Mam nadzieje, że jesteś już w drodze. Albo przynajmniej już masz zamiar wychodzić z domu.
- ...
- Reita? Halo? Jesteś tam? - Kai zaczął się denerwować.
- Tak. Tak, jestem.
- To jedziesz już? Tylko nie mów, że spałeś!
- Nie spałem. Już wychodzę.
- No to dob... - Reita się rozłączył. Szok w jakim się znajdował był nie do opisania.
- Dobrze się czujesz? - Ruki siedział na kanapie. Nawet nie był już zły na tego kto im przerwał. Tylko bardzo przykro mu było z powodu zachowania basisty. Wiedział, że tak to się może skończyć, ale nie rozumiał. „No przecież mnie nie odepchnął tylko... Więc dlaczego teraz patrzy się na mnie jakby nie chciał mnie znać?"
- Kai dzwonił. Wychodzimy. - Nie chciał wdawać się z nim w rozmowę. Nie wiedział co miałby powiedzieć. Było mu głupio.
Oboje wyszli i pojechali razem na spotkanie z zespołem. Prowadził Reita, aż dziw, że jeżdżąc w takim stanie nie spowodował żadnego wypadku. Ruki tylko siedział obok nawet się nie odzywając. Czuł się okropnie, ale dzielnie to znosił. Fakt faktem zawsze był twardy. Nie bał się konfrontacji z innymi, a nawet często innych do niej prowokował. Potrafił o siebie zadbać. Uczucia były jedyną rzeczą, którą zdecydowanie wolał zachować dla samego siebie. Rzadko kiedy ktokolwiek go zainteresował, ale jak już tak się stało, to nie mógł myśleć o nikim innym. Nie mógł bez tej osoby żyć i przez to właśnie cierpiał. Miał mnóstwo oddanych przyjaciół, nie mówiąc o tych z zespołu. Oni byli kimś więcej. Wszyscy dla siebie nawzajem byli jak prawdziwa rodzina. Mógł mieć jakąś dziewczynę, a chętnych nigdy nie brakowało, ale nigdy żadna tak naprawdę nie znaczyła dla niego wiele, właściwie były to tylko jednorazowe przygody, które ostatecznie nie dawały mu żadnej przyjemności. Mimo to zawsze starał się być w stu procentach oddany osobie, z którą w danej chwili się spotykał. Chciał, naprawdę chciał kogoś pokochać, być z kimś szczęśliwy, ale nic nie wskazywało na to, żeby miał kogoś takiego znaleźć. W końcu jednak mu się udało, ale niestety okazało się, że jest to jeden z członków tej jego „rodziny”. Było to dla niego bardzo trudne. Na początku oczywiście nie chciał w to wierzyć, ale tylko jak długo można oszukiwać samego siebie? Pogodził się z tym i najchętniej oddałby mu wszystko co ma, lecz on tego najwyraźniej nie chciał przyjąć. W tej chwili jednak nie ważne było co się stanie, ponieważ nie chciał już ukrywać swoich uczuć. Mimo, iż wiedział, że to może zrujnować wszystko co do tej pory ich łączyło, już nie mógł się cofnąć. Było już za późno.

Na moment przed wyjściem z samochodu Ruki zwrócił się do kierowcy. - Pewnie mnie teraz nienawidzisz. Wiem, że to dziwne, ale myślę, że... nie. Ja to wiem. Kocham cię. - Spojrzał prosto w jego oczy, które tak uwielbiał. Zawsze myślał o tym, że mógł by się na nie patrzyć godzinami i zatracać w nich bez końca, lecz teraz w spojrzeniu Reity było coś dziwnego. Coś przed czym miał ochotę uciec. - Nie przejmuj się. Niczego od ciebie nie oczekuję. Chciałem tylko, żebyś wiedział. - Opuścił głowę po czym wyszedł z samochodu. Czuł, że do jego oczu napływają łzy, ale wiedział, że nie może się rozkleić. Nie on.
Reita nie rozumiał co się dzieje. - To są kurwa jakieś żarty!? - powiedział do siebie, gdy wokalisty już nie było. Te dwa konkretne słowa o których starał się nie myśleć rozpalały go od środka. Ciężko było mu się uspokoić. Nie zbyt mu się to udało, ale w końcu wyszedł z samochodu i poszedł w kierunku busa.
- O jesteś. No to możemy już jechać. - Kai szczęśliwy widząc wszystkich chwilę przed czasem, co jest bardzo rzadko spotykanym widokiem, wszedł do busa, a reszta tuż za nim i ruszyli w kolejną podróż.

Ruki siedział z tyłu z Uruhą i Aoim, a Reita z przodu wraz z liderem. Celowo usiadł najdalej jak tylko mógł od sprawcy zamieszania, które teraz panowało w jego głowie. Przez całą drogę nie zamienili ze sobą ani słowa. Gdy dojechali na miejsce Kai ogłosił, że mają do wyboru dwa pokoje. Jeden dla dwóch osób i drugi dla trzech. Perkusista postanowił rozstrzygnąć tę sprawę za pomocą losowania, a dokładnie ciągnięcia zapałek, żeby uniknąć późniejszych kłótni na temat zmiany współlokatora. Pierwotnie dwie zapałki miały być krótsze od reszty, osoby które je wylosują przez 4 dni będą mieszkać razem, wliczając w to dzień koncertu. Trzeba było przyznać, że byłoby to uczciwe rozwiązanie, gdyby nie to, że wszystko było już z góry ustawione przez Kaia i dwóch gitarzystów. Przed przyjazdem do hotelu w trakcie jednego z postojów postanowili jakoś pomóc chłopakom się dogadać, gdyż wszyscy już zdążyli zauważyć, że obaj dziwnie się zachowują. W ich mniemaniu najlepszym sposobem na to było umieszczenie ich w jednym pokoju. Po skończonym losowaniu basista nie był zachwycony wynikiem, ale nie domyślił się chytrego planu ze strony przyjaciół, a z losem nie miał zamiaru się kłócić. Chociaż z drugiej strony mogła to być obawa przed przerażającą reakcją lidera na jakikolwiek sprzeciw. Ruki natomiast wydawał się całkowicie pozbawiony zdania na ten temat.

Koncert był wspaniały. Na końcu publiczność wciąż prosiła o więcej przez co GazettE zagrało dodatkowo trzy piosenki, co doszczętnie ich wykończyło. Po powrocie do hotelu, od razu udali się do swoich pokoi, aby położyć się spać.
- Chcesz iść pierwszy pod prysznic?
- Nie, pójdę później - Basista odpowiedział Rukiemu szorstkim głosem na zadane pytanie nawet nie patrząc w jego stronę. Potem było już słychać tylko szum wody, wydobywający się zza drzwi łazienki.
Reita leżał myśląc o zaistniałej sytuacji. Zawsze uważał wokalistę za najlepszego przyjaciela, ale teraz wszystko się zmieniło. Chciał porozmawiać o tym z Rukim, ale nie wiedział, czy jest do tego zdolny. Jak zawsze nieustraszony i niezwykle śmiały tak teraz nie miał odwagi do najkrótszej wymiany zdań. Głównym powodem było to, że bał się, iż nie wytrzyma spokojnie w jego towarzystwie. Od tego momentu gdy na scenie stał się uczestnikiem jakże zmysłowego przedstawienia, doprawiony wczorajszym wieczorem, z każdą kolejną chwilą przebywania z Rukim czuł coraz większą ochotę rzucenia się na niego. Myślał również o tym jak pozory mogą zmylić człowieka. Zachowanie Rukiego na scenie czy podczas wywiadów oczywiście było jak najbardziej prawdziwe, ale nie pokazywał tam swojej drugiej strony. Tej wrażliwej. W zespole wiedzieli o tym, że gdy on się w kimś zakocha to zrobi dla tego kogoś wszystko, ale nigdy nie przyszło im do głowy, że może to być któryś z nich. Mimo wszystko na tą myśl poczuł się wyjątkowy. Lecz te namysły przerwał mu dźwięk otwierających się drzwi. Gdy usiadł zobaczył niesamowicie przystojnego blondyna z rozczochranymi włosami, z których końców spływały jeszcze delikatnie kropelki wody, a na sobie miał jedynie czarny ręcznik owinięty wokół bioder. W oczach Reity wręcz ociekał seksem. Naprawdę próbował się powstrzymać, ale gdy ten był coraz bliżej w celu wyciągnięcia z torby ciuchów, wstał i pchnął go gwałtownie na ścianę. Basista przycisnął go mocno swoim ciałem, uniemożliwiając mu tym samym jakikolwiek ruch.
- Dlaczego ciągle to robisz!? - Kierowała nim jedynie złość wymieszana z pożądaniem. Nie myślał nad tym co robi.
- Ale co takiego? O co ci chodzi? - Był zmieszany. Nie wiedział co się dzieje. Pragnął jego bliskości jak niczego innego, ale to było takie chaotyczne i niespodziewane. Wręcz agresywne. Przed chwilą nawet nie chciał z nim rozmawiać, a teraz...
- Ciągle robisz coś co wyprowadza mnie z równowagi! Przez ciebie miesza mi się w głowie! - Patrzył mu prosto w oczy, po czym na usta. Pocałował go i odsunął się wraz z nim od ściany, żeby kontynuować daną czynność na łóżku, ale nie było w tym nic przyjemnego. Pocałunki były bardzo brutalne. Ruki próbował go odepchnąć. Tak bardzo mu na nim zależało. Na tej chwili kiedy będą tak blisko, gdy oboje będą tego chcieli. Lecz on nie tak to sobie wyobrażał. „Ale to nic. Tak jest dobrze. Ważne żeby był przy mnie.” Mimo że tak właśnie myślał, to gdy Reita nie ustępował, po jego twarzy zaczęły spływać słone łzy. Dopiero gdy sprawca poczuł je w ustach, przestał i spojrzał na twarz blondyna. Czuł się strasznie. Był obrzydzony własną osobą, swoim zachowaniem. Nigdy nie chciałby go skrzywdzić, a właśnie to zrobił. Nagle cała pewność siebie, zawziętość i bezwzględność gdzieś wyparowała - Ja... Przepraszam, naprawdę. - Po tych słowach wstał z zamiarem wyjścia z pokoju. Gdy nacisnął klamkę Ruki złapał go za rękę.
- Nie idź. - Stał wpatrzony w podłogę delikatnie trzymając basistę.
- Co? Po tym co chciałem zrobić? Nie wiem co mnie opętało. Wybacz. - Odtrącił rękę przyjaciela i ponownie się odwrócił. Wokalista pociągnął go mocniej, przez co Reita znów przodem do niego cofnął się pod jego ciężarem tak, że plecami opierał się o drzwi. Ruki spojrzał na te osłupiałe oczy znów wyrażające jedynie strach.
- Przestań w końcu pieprzyć! Mam tego dosyć! Cały czas mówisz tylko, że nie wiesz o co chodzi i co się dzieje! Nawet po tym co przed chwilą zrobiłeś nie masz odwagi spojrzeć mi w twarz! Proszę cię, przestań w końcu. - Nigdy nie widział blondyna w takim stanie. Był zły, a raczej zrozpaczony. Cały czas po twarzy spływały mu łzy. Reita zdał sobie sprawę, że pierwszy raz widzi jak Ruki płacze. Z tą świadomością czuł się jeszcze gorzej.
- Ruki...
- Nie! - Warknął na niego, opuścił głowę i podszedł bliżej. - Zamknij się i mnie przytul. Chyba tyle możesz zrobić. - Zaskoczony Reita delikatnie go przytulając zsunął się wraz z nim na podłogę. Oboje tak siedząc uspokoili się, a basista nareszcie postanowił stawić czoła swoim uczuciom. Myślał o tym jakim jest głupcem. Był tak blisko zrobienia największej krzywdy najbliższej jemu osobie. Nie miał jeszcze do końca odwagi nazwać uczucia którym darzy Rukiego, ale obecnie miał ochotę coś sobie zrobić za to jak go potraktował. Postanowił, że postara się jakoś wynagrodzić jemu swoje zachowanie.
- Ruki. Myślę, że ja chyba też cię ko... - Blondyn zasłonił mu usta ręką nie pozwalając dokończyć. Reita zdziwiony spojrzał pytająco na Rukiego.
- Poczekam, aż pozbędziesz się tych wątpliwości. - Teraz Reita mógł ujrzeć najszczerszy i najpiękniejszy uśmiech w wykonaniu wokalisty, który chyba jeszcze nigdy nie był tak szczęśliwy. Ruki jeszcze tylko cicho dodał - kocham cię - po czym spokojnie zasnął. Ten krótki zwrot, ale jakże ważny w życiu każdego człowieka spowodował, że Reita cały zalał się przesłodkim rumieńcem, a serce mało co nie wyskoczyło mu z piersi. Teraz nie wiedział czemu tak strasznie bronił się przed tym uczuciem. Czuł się wspaniale, ale wiedział, że to nie koniec. Jeszcze pozostało wiele trudnych pytań na które oboje nie znali odpowiedzi, ale dzisiaj chciał myśleć tylko o tym co dzieję się teraz i o niczym innym. Poleżał tak jeszcze trochę, a gdy już zaczął usypiać odłożył Rukiego do łóżka, podziwiając przy tym jego seksowne kształty. Niestety musiał to szybko zakończyć bo czuł coraz większe podniecenie patrząc jak blondyn w samym ręczniku, który już ledwo się trzyma, delikatnie, a zarazem bardzo pociągająco wierci się, układając się wygodniej do snu, przy tym słodko mrucząc. Przykrył go pod samą szyję, żeby nie patrzeć na jego ciało, po czym poszedł spać. Był tak wykończony, że nawet nie mógł myśleć o kąpieli. Postanowił, że wykąpie się z samego rana.
Gdy wstał zobaczył, że wokalisty nie ma już w łóżku. Zdziwiło go to ponieważ rzadko się zdarzało, żeby blondyn samodzielnie obudził się o tej porze. Postanowił się jednak owym faktem nie przejmować i poszedł pod prysznic. Jak wyszedł Ruki był już w pokoju. Leżał czekając, aż ten skończy się kąpać, żeby mogli wspólnie zjeść śniadanie, po które wcześniej się wybrał.
- Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego jak wyglądasz? - W ten oto sposób przywitał się z Reitą, który myśląc, że jest sam wyszedł z łazienki nago. Dodatkowym powodem mogło być to, że zapomniał o wzięciu ze sobą do łazienki ciuchów na zmianę, a ręcznik został w pokoju na krześle. Ruki mówiąc to przygryzł lekko dolną wargę, a całą twarz miał wręcz bordową od nadmiaru wrażeń. Basista szybko chwycił za ręcznik i owinął nim biodra. Nie był mniej czerwony od przyjaciela, był potwornie zażenowany zaistniałą sytuacją.
- Chodź, zjemy śniadanko. - Chciał troszeczkę rozładować atmosferę i tak już napiętą do granic możliwości, ale nie było mu łatwo widząc tak seksownego osobnika w tak skąpym stroju.
- Poczekaj tylko się ubiorę.
- Daj spokój jest gorąco. Ubierzesz się jak zjemy. Przecież cię nie zgwałcę. Masz ten ręczniczek. - Mówiąc to, nie żałował sobie prowokującego uśmieszku.
- No nie wiem, nie wiem. - Reita zaśmiał się i usiadł obok Rukiego.
- Jak to możliwe, że latasz nagi po pokoju, ale nadal masz tą swoją ścierę na nosie? - Blondyn bardzo chciałby i tego go pozbawić.
- Nie latam nagi, tylko zapomniałem ciuchów, a i tak myślałem, że ciebie tutaj nie ma. Co do opaski to po prostu z przyzwyczajenia. Po tylu latach to chyba nie powinno cię dziwić.
- Nie przejmuj się. Jak dla mnie przez cały nasz pobyt tutaj możesz tak wychodzić z łazienki. - Na samą myśl przygryzł lekko wargę ale postarał się skupić jednak na czymś innym. - Rozumiem, że się przyzwyczaiłeś, ale kiedyś nosiłeś ją tylko na koncerty i jak byliśmy gdzieś pomiędzy innymi ludźmi. Jak byłeś z nami to ją ściągałeś, a teraz nosisz ją zawsze. Nawet jak siedzisz sam w domu i się do ciebie przyjdzie niezapowiedzianie to masz ją na nosie. Już nie pamiętam jak bez niej wyglądasz. - Zrobił smutną minkę.
- Uwierz mi, tak jest lepiej. - Szybko urwał temat i zaczął przywoływać zabawne wspomnienia. Ruki wiedział, że basista nie chce o tym gadać, ale on i tak postawił, że pozbawi go tej przeklętej opaski. Chociaż musiał stwierdzić, że wygląda w niej cudownie i bardzo mu się podoba, ale teraz bardzo chciał by go zobaczyć i bez niej.
Po zjedzonym posiłku Reita podziękował blondynowi. Było mu trochę głupio bo to on chciał dzisiaj zrobić coś dla wokalisty.
- Nie ma za co. - Ruki uśmiechnięty od ucha do ucha pocałował współlokatora w policzek. Ten się lekko zmieszał, ale nie był to dla niego powód do złości, po prostu dziwnie się czuł w tej sytuacji. Chciał iść coś na siebie założyć, ale przyjaciel przysunął się do niego, złapał delikatnie za podbródek i pocałował. Spojrzał jeszcze na reakcję swojej „ofiary” i gdy zobaczył, że ta nie wyraża sprzeciwu, znów powtórzył czynność tym samym siadając basiście na biodrach, który położył się, umożliwiając mu dalsze poczynania. Ruki widząc spojrzenie Reity był wniebowzięty. Teraz jego oczy wyglądały jeszcze bardziej niesamowicie. Pocałunek, który ich połączył chwilę później był niezwykle namiętny, a pożądanie widoczne w ich oczach wzrastało, z każdym najdelikatniejszym ruchem czy dotykiem. Po chwili wokalista oderwał się od ust Reity, aby skierował wargi na jego szyję. Zdobił tą wrażliwą część ciała przyjaciela tak zwanymi oznakami przynależności, a następnie zajął się jego boskim torsem. Rękoma delikatnie pieścił sutki, a ustami był już coraz niżej. Nie chciał zwlekać. Widział jak basista wiję się pod wpływem tych drobnych pieszczot. Obydwoje byli ogromnie podnieceni, lecz blondyn, chociaż ciężko było mu się powstrzymać, postanowił sprawić przyjemność Reicie o sobie w danym momencie zapominając. Ściągnął z niego ręcznik i ręką zaczął delikatnie drażnić męskość. Doprowadzał go tym do szaleństwa i dobrze to wiedział. Reita ponaglał go co chwila wydając z siebie ciche jęki, przez które po całym ciele wokalisty przechodziły gorące i niezwykle przyjemne dreszcze. Blondyn złapał go w końcu za przyrodzenie i jeździł po nim całą dłonią. Na początku powoli, z chwilą coraz szybciej. Cała sytuacja wzbudzała u niego jeszcze większe podniecenie, a w szczególności widok Reity w stanie w którym się znajdował. Ruszał biodrami w górę i w dół zgodnie z ruchami dłoni Rukiego. Oczy miał zamknięte, a głowę odchyloną do tyłu. Mimo opaski wyraźnie na twarzy było widać seksowne rumieńce, a z ust wydobywały się coraz głośniejsze jęki przyjemności. Doszedł w rękę Rukiego i upadł ciężko na łóżko głośno oddychając. Blondyn nawet w najśmielszych snach nie widział takiego Reity. Wyglądał pięknie. Nie mógł oderwać od niego wzroku.
Reita gdy był już w stanie, spojrzał na Rukiego i od razu uśmiechnął się widząc w jaki stan wprowadził go swoją osobą. Czuł też na udach wypukłość w jego spodniach. Było mu głupio, że tylko on doszedł, ale postanowił coś na to zaradzić. Popchnął Rukiego i teraz to on był na górze. Pocałował delikatnie kochanka wyciągając go z szoku. Gdy wokalista zaczął odwzajemniać pocałunki, on ściągnął z niego koszulę. Całował go po torsie i schodził pocałunkami coraz niżej. Ruki jęczał cicho, powoli ponownie podniecając Reite. Gdy basista dotarł do zapięcia spodni, Ruki zarumienił się jeszcze bardziej, o ile to było w ogóle możliwe. Reita szybko ściągnął jego spodnie wraz z bokserkami i rzucił je gdzieś na bok. Pocałował go jeszcze raz w usta. Uśmiechnął się widząc jego zawstydzenie, którego o dziwo nie było gdy był na jego miejscu, a następnie od razu wziął jego przyrodzenie do buzi. Gdy Ruki poczuł gorące usta na swoim członku, czuł jakby miał już zaraz miał eksplodować. Jęknął głośno gdy Reita poruszył głową. Zakrył usta dłonią, żeby nie wydawać tych zawstydzających odgłosów. Nikt nigdy nie zawstydzał go tak jak Reita. Na dodatek jeszcze nigdy nie był z mężczyzną, a tego mężczyznę kochał ponad wszystko. Reita puścił go na chwilę i odciągnął dłonie od jego twarzy.
- Chcę cię słyszeć. Nie wstydź się - wyszeptał mu do ucha i przygryzł małżowinę. Ruki jęknął jeszcze głośniej na co Reita zareagował cichym chichotem. - Jest taki słodki - pomyślał po czym znów wziął jego członka do ust. Poruszał głową coraz szybciej w górę i w dół.
- Reita, ja zaraz...
- Jeszcze chwilę. - Sam już ledwo wytrzymywał. Wystarczyło mu same patrzenie na wijącego się pod nim kochanka. - Odwróć się - powiedział najbardziej spokojnie jak tylko umiał w tej sytuacji.
- Co? Ale co ty chcesz... - Ruki był zmieszany. Nie był pewny. Zawsze myślał, że to on będzie na górze.
- Będzie ci jeszcze lepiej, zobaczysz. Odwróć się. - Uśmiechnął się i pocałował delikatnie go w usta.
- Ale... No dobra, ale się nie odwrócę. - Mimo wszystko, pragnął tego tak bardzo, że nie mógł myśleć teraz o pozycji jaką miałby zająć. Był jednak pewien, że chce cały czas patrzeć na Reite.
- Tak będzie bardziej bolało.
- Co ty kurwa myślisz, że ja jestem jakąś babą!? Chcesz mnie czy nie!? - Nie pamiętał żeby kiedykolwiek bardziej się denerwował.
- Oczywiście, że chcę. Jakiś ty niecierpliwy. - Przestał się z nim drażnić i włożył do buzi dwa palce wciąż na niego patrząc. Blondyn jednak nie miał zamiaru czekać. Wiedząc co zamierza basista rzucił się na niego tak, że teraz to Reita znalazł się pod nim. Jednak nim zdążył coś powiedzieć Ruki nadział się na niego i krzyknął głośno, a po jego policzkach spłynęły łzy.
- Głupi. - Reita niesamowicie podniecony, w miarę możliwości uśmiechnął się delikatnie do kochanka, a rękoma starł słone strugi z jego twarzy. Chciał poczekać, aż ten się przyzwyczai, ale on widocznie miał co do tego inne plany. Zaczął się poruszać w górę i w dół coraz szybciej. Wciąż czuł ból, ale nie chciał już czekać. Reita, gdy widział co on wyczynia złapał go mocno za biodra. Teraz mógł kontrolował jego ruchy. Trzymał go przez moment, a następnie zaczął powoli podnosić i opuszczać go na swojego członka. Po chwili ból zamieniał się w coraz większą przyjemność. Nieopisaną przyjemność.
- Puść, szybciej. - Prosił Reitę, lecz on nie chciał spełnić jego prośby. Pragnął, żeby to trwało jak najdłużej. Coraz ciężej jednak było mu kontrolować samego siebie.
- Rei! - Jęki blondyna stawały się coraz to głośniejsze.
Basista już nie wytrzymał i przewrócił Rukiego na plecy. Wszedł w niego cały na co blondyn odpowiedział głośnym krzykiem. Ale nie był on spowodowany bólem. Jeszcze nigdy nie było mu tak dobrze. Chciał jeszcze więcej. Ich jęki rozkoszy roznosiły się po całym pokoju.
- Ach! Szybciej! - Reita znów przyspieszył. Poruszał się w nim głęboko co chwilę zmieniając tempo, co doprowadzało ich obu do utraty zmysłów.
Obydwoje doszli w tym samym czasie, krzycząc imiona swoich kochanków. Reita opadł obok Rukiego. Nie mogli złapać oddechu. Byli wykończeni, ale czuli się wspaniale. Z nikim i nigdy nie było im tak dobrze.
- Kocham cię. - Blondyn przytulił się mocno do basisty.
- Też cię kocham mały. - Reita uśmiechnął się i delikatnie go pocałował.
- Co!? Jaki mały!? - Zawsze się irytował jak ktoś go tak nazywał. Dopiero potem dotarło do niego co jeszcze przed chwilą powiedział Akira. Od razu zrobił się cały czerwony i wtulił twarz w jego szyję. - Naprawdę? - zapytał cicho.
- Tak. - Odsunął go od siebie by móc spojrzeć mu w oczy. - Przepraszam cię za wszystko.
- Nie przepraszaj, ale obiecaj mi coś.
- Co takiego?
- Że... że nigdy mnie nie zostawisz. - Odezwał się jeszcze ciszej niż wcześniej, znów na niego nie patrząc. Wiedział, że za wcześnie na takie obietnice, ale pragnął usłyszeć od niego, że tak właśnie będzie.
- Ruki, czy to naprawdę ty? Ten zadziorny, szalony i prowokujący wariat? - Zaśmiał się i złapał w dłonie jego twarz. - Jesteś taki słodki jak się rumienisz. - Reita wciąż chichotał.
- No przestań. - Walnął Reitę w brzuch na co ten się skrzywił. - Myślisz, że jak ty się wcześniej zachowywałeś? Jak mała niewinna dziewczynka. Ty nic nie wiesz. Ty jesteś taki biedy. Nie wiesz co robić i... - Reita pocałował go umiejętnie przerywając wypowiedź.
- Nie zostawię cię. Zostanę z tobą tak długo jak tylko zechcesz. - Przytulił go mocno. Obydwoje czuli, że ten dzień jest wyjątkowy. Ważniejszy i wspanialszy od każdego innego jakie do tej pory przeżyli. - No, ale teraz wypadałoby iść się wykąpać.
- Masz rację. Pójdziemy razem? - Oczy od razu mu się zaświeciły.
- Jeszcze nie masz dosyć? - Uśmiechał się do niego szeroko.
- A ty masz? - zapytał smutno.
- Oczywiście, że nie. Ciebie nigdy nie będę miał dosyć. Ale jak teraz z tobą pójdę to później nie będziesz mógł chodzić.
- A czemu to ty zawsze masz być na górze? - Udał obrażonego.
- Naprawdę chciałbyś być seme? Wiesz co to oznacza? Poradziłbyś sobie... z mężczyzną? - wyszeptał mu wprost do ucha i przygryzł małżowinę. Wcześniej już zauważył, że Rukiemu bardzo się to podoba.
- Ach... No dobra, już dobra. - Zapłonął rumieńcem, starał się być taki jak zawsze, ale przy Reicie wszystko spełzło na niczym. W ogóle nie mógł się skoncentrować. Nie chciał się do tego przyznać, ale pozycja uke będąc z Reitą o dziwo jak najbardziej mu pasowała. Na samą myśl zaczął odczuwać podniecenie. - Idę już pod ten prysznic. - Wstał z łóżka i stwierdził, że może i Reita miał trochę racji z tym, że nie mógł by chodzić, gdyby teraz poszedł z nim. Trochę boli. Ale i tak chętnie by go tam zaciągnął.
- No idź, idź. Ja pójdę po tobie, a w między czasie tu posprzątam. - Również wstał, podszedł do niego i złożył na jego ustach czuły pocałunek. - A i jeszcze, żeby było tak bardziej oficjalnie... Co powiesz na stały związek ze mną? - Basista uśmiechnął się prowokująco.
W odpowiedzi Ruki zaśmiał się i skoczył na Reite, rzucając mu się tym samym na szyję. Basista mocno go złapał, a blondyn oplótł go nogami. - Tak! - Całowali się namiętnie, ale w końcu Reita oderwał się od niego, co wcale nie było łatwe.
- Idź już bo nie wytrzymam. - Popchnął go do łazienki i zamknął drzwi. - On mnie doprowadzi do szaleństwa.
Po Rukim od razu poszedł do łazienki Reita, który już zdążył posprzątać. Gdy wyszedł był już ubrany, brakowało tylko jednej rzeczy. Ruki podszedł do niego, stanął na palcach i ciągnąc go za koszulkę żeby się ku niemu pochylił delikatnie pocałował go w nos. - Jesteś niesamowicie przystojny. - W odpowiedzi basista złapał go za podbródek i przyciągnął mocniej do pocałunku, ale przerwało im pukanie. Reita odsunął się od blondyna, chodź nie ukrywał, że bardzo mu się to nie podoba mrucząc pod nosem kilka przekleństw, założył szybko opaskę i poszedł otworzyć drzwi. Ruki zdenerwowany na niechcianych gości usiadł na krześle czekając na tych, których to zaraz miał skazać na wyrok śmierci.
- No co tak długo? Myśleliśmy, że w ogóle nas nie wpuścicie. - Nie czekając na jakąkolwiek reakcję cała trójka bez pytania weszła do pokoju. Uruha i Aoi położyli się na jednym łóżku, a drugie zajął Kai. Reita zrezygnowany usiadł na krześle obok Rukiego. Wiedział, że łatwo się ich nie pozbędzie.
- Co jest? Nie mieliśmy odpoczywać? - odezwał się blondyn.
- No przecież właśnie odpoczywamy. - Zauważył Uru, uśmiechnięty od ucha do ucha. Widać było, że ledwo powstrzymuje śmiech.
- Mogę wiedzieć co cię tak bawi? - zapytał poddenerwowany już Reita.
- Nie przejmuj się. On tak od rana - powiedział Kai po czym sam wybuchnął śmiechem. - Zupełnie nie wiem dlaczego. - Uruha też już nie wytrzymał.
- Dajcie spokój. Jak dzieci. Naprawdę. I wiecie, że oni mi tak cały czas? Eh. - Aoi pomimo że tak mówił, to wyglądał tak jakby sam zaraz miał zrobić to samo. To było dziwne, ale dwójka chwilowo mieszkająca w tym pokoju nie specjalnie się tym przejęła. Wszyscy znają się już tyle lat, że dobrze wiedzieli, iż im nie trzeba dużo, żeby się tak śmiać. Dlatego też dali sobie z nimi spokój. - Wy to macie dobrze, tak w spokoju. Tylko we dwoje i w ciszy, a ja? - Na to zdanie Uruha tak się zaczął śmiać, że mało co się nie udławił. Kai ledwo, ale przywrócił się do porządku.
- Tak właściwie to był pewien cel w jakim tu przyszliśmy. - Powiedział lider już trochę uspokojony.
- O co chodzi!?
- No bo mówiłem, że przez trzy dni mamy wolne, no bo mamy, ale dzisiaj... dzisiaj jest wywiad - dodał już ciszej.
- Co!? Powiedz mi łaskawie, co to kurwa za wolne jak musimy udzielać wywiadów? - prawie, że warczał Reita. Z nich wszystkich, on chyba nie lubił tego najbardziej. Tych wścibskich ludzi, którzy w ogóle nie szanują prywatności i wypytują o co popadnie.
- Nie dramatyzuj. Pogadamy chwilę i po wszystkim.
- No dobra, ale później już będzie spokój? - Ruki nie był jakoś specjalnie przeciwko rozmawiania z dziennikarzami, ale teraz chciałby spędzić jak najwięcej czasu z Reitą.
- Tak. Obiecuję, że po tym będziecie mogli spokojnie wrócić do waszego pokoiku i nikt wam już w niczym nie będzie przeszkadzał. - Ponownie nie wiadomo czym rozbawił gitarzystów.
Chwilę później cała piątka wyszła z pokoju i powędrowała w celu udzielenia wywiadu.
- No to jak wyjaśniliśmy sobie już sprawę waszej nowej płyty, która ma wyjść za miesiąc to na koniec chciałbym was zapytać o wasz koncert, który odbył się około dwóch tygodni temu w Tokio. O dziwo to był wasz jedyny występ w stolicy tego miesiąca. Wiecie o który mi chodzi? - Popatrzył zniecierpliwiony na członków the GazettE, jednak głównie interesował go Ruki z Reitą, którym na samo wspomnienie o tym koncercie zrobiło się gorąco. Chociaż tak właściwie przecież to było normalne, że tak się zachowywali podczas występów, tak więc chyba nie mieli się czego obawiać.
- Oczywiście, że wiemy - odpowiedział uprzejmie Kai, a cała reszta na tak pokiwała głową.
- Bardzo się cieszę. Ludziom bardzo podobał się ten koncert. W internecie coraz więcej plotek pojawia się na temat tego co robiliście na scenie. - Tu zwrócił się konkretnie do blondyna i basisty. - Fani byli i nadal są pod wielkim wrażeniem. Chyba nie myślicie, że tak po prostu damy wam spokój z pytaniami? - Zrobił dziwny uśmieszek, który chyba miał wyglądać przyjaźnie i czekał na odpowiedź któregoś z danej dwójki. Takowej jednak udzielił mu Kai.
- Co jest w tym dziwnego? Często takie rzeczy zdarzają się na naszych koncertach.
- Mówisz o tak zwanym fan-serwisie? Tak, tak, wiem. Jednakże jako dziennikarz muzyczny, obejrzałem i byłem na naprawdę wielu waszych koncertach i to nie wyglądało tak jak zawsze. Mimo, że nie było to jednak nic wielkiego to i tak myślę, że nie była to tylko pokazówka. A teraz pytanie. Czy mam rację?
Zamurowało ich. Nie wiedzieli co powiedzieć. Oczywiście Ruki najchętniej by powiedział tak. Chciałby, żeby wszyscy o tym wiedzieli. Większość dziewczyn, bo one właśnie były zdecydowaną większością ich fanklubu, interesujących się zespołami typu the GazettE i podobnymi, woli jak ich ulubiona gwiazda płci męskiej wiąże się z jakimś chłopakiem, najlepiej takim, którego również mogą podziwiać, niż z jakąś dziewczyną. I nie ważne czy mogą ją zobaczyć na scenie, w telewizji czy co gorsza w ogóle nie wiedzą kim ona jest. Oczywiście nie wszystkim to odpowiada, ale spokojnie mógłby ponieść taką cenę. Przecież tak naprawdę chodzi tu o muzykę, a przynajmniej powinno. Ci co chcą jej słuchać i naprawdę wspierają ich jako muzyków nie powinni się przejąć wiadomością, że dwoje z członków zespołu to biseksualiści (o ile tylko dwoje) i na dodatek są razem. Oczywiście z góry zakładając, że mają do czynienia z otwartymi i wyrozumiałymi ludźmi - niemożliwe.
Mimo wszystko jak dobrze wiedział, że mu by to nie przeszkadzało, tak był pewien, że Reita nigdy się do tego nie przyzna. Wszyscy to wiedzieli.
- Tak więc? - Irytujący już cały zespół dziennikarz powtórzył pytanie.
- No niestety drogie fanki, drodzy fani, ale to nie było nic więcej jak tylko i wyłącznie kolejna z wielu chwil, w których staraliśmy się troszeczkę umilić wam życie. - Wszyscy siedzieli zaskoczeni. Te słowa wypowiedział Ruki. Był bardzo poważny i skupiony. Tego się nie spodziewali. A już na pewno nie Reita.
- Czyli chcesz powiedzieć, że z Reitą nic cię nie łączy? - Ten facet zrobi wszystko, byle tylko dowiedzieć się prawdy, albo i nawet nie prawdy. Chciał tylko, aby któryś z nich powiedział coś co będzie mógł w jakiś sposób wykorzystać.
- Nic - powiedział twardo, ale jego przyjaciele znali go na tyle dobrze by widzieć, że przychodzi mu to z nie małym trudem. Dla basisty najgorsze było to, że wiedział, że on to robi dla niego. Ruki nie chciał, żeby to Reita musiał odpowiadać na te pytania, bo zdawał sobie sprawę z tego, co on myśli na temat spowiadania się z prywatnego życia natrętnym dziennikarzom. Dlatego też postanowił ułatwić mu sprawę i sam wszystkiemu zaprzeczył chociaż najchętniej wykrzyczałby coś zupełnie innego tak, żeby cały świat go usłyszał.
Reita zaśmiał się cicho. - Naprawdę musi mnie kochać - pomyślał zadowolony. Wszyscy skupili wzrok na nim jednak nikt nie wiedział o co chodzi.
- To nie do końca prawda. - Spojrzał prosto w okropne oczy dziennikarza, który pod tym spojrzeniem lekko zadrżał. Następnie spojrzał na Rukiego i uśmiechnął się do niego szeroko. Blondyn nagle rozpromieniał.
- Ale co? - Mężczyzna nie zrozumiał o co chodzi Reicie. Jakby w ogóle zapominał o czym wcześniej rozmawiali.
- To nieprawda, że nas nic nie łączy. Szczerze mówiąc jesteśmy razem. Prawda? - zapytał swojego kochanka, na co on uradowany skinął głową. - To panu wystarczy do tego jakże wspaniałego wywiadu? - Patrzyli się na niego zaskoczeni szczerością. Na dodatek był całkowicie rozluźniony i spokojny.
- Żartujesz? Bo już sam nie wiem. - Nawet gdyby cały czas zapierali się, że nic między nimi nie ma to on i tak napisałby odwrotnie. Na to był przygotowany jeszcze przed rozpoczęciem wywiadu, ale nie przyszło mu do głowy, że któryś po prostu powie mu, że może i coś tam do siebie czują, a już na pewno nie, że są razem.
- Widzę, że jednak to nie wystarczy. - Pochylił się do Rukiego i pocałował delikatnie w usta. Zaraz jednak pogłębił pocałunek wsuwając język do ust swojego faceta. Tak, teraz mógł go tak nazywać i bardzo mu się to podobało. Przerwał pocałunek i spojrzał mu prosto w oczy. - Kocham cię. - Ruki cały się zarumienił i odpowiedział mu tym samym. Gdy basista go od siebie odsunął, spojrzał na dziennikarza, który tylko siedział patrząc się na nich z otwartą buzią i nie był w stanie nic powiedzieć, a już na pewno nie zrobić. - Ojej, jaka szkoda. Nawet nie zdążył pan zrobić żadnego zdjęcia. A była taka piękna okazja. No niestety, ale już chyba pora zakończyć wywiad. Żegnam. - Wstał, złapał Rukiego za rękę i pociągnął za sobą. Pozostała trójka również zaniemówiła, ale zaraz się ocknęli i ruszyli za nimi.
- Reita, co ty... Przecież nigdy nie chciałeś, żeby ludzie wiedzieli o twoich prywatnych sprawach. - Blondyn zatrzymał się i spojrzał pytająco na basistę.
- Ale ty chciałeś mu powiedzieć, prawda?
- No i co z tego? Przecież powiedziałem, że nie. Jakoś bym wytrzymał. Później będziesz żałował, a teraz jest już za późno.
- Nie będę żałował. Cieszę się, że to powiedziałem. Teraz przynajmniej wszyscy będą wiedzieli, że należysz do mnie.
- Słucham? Należę do ciebie?
- Oczywiście, że tak. A ty myślałeś, że co? Lepiej uważaj. Nie oddam cię. Nigdy. Nikomu. - Przytulił go mocno i pocałował. Usłyszeli za sobą tupanie. Odwrócili się, a za nimi stał lider z założonymi rękoma w pasie i tupał nogą. Wraz z nim oczywiście był również Uruha z Aoim.
- Kai my... Ten, no... - Ruki jak nigdy nie mógł się wysłowić. - Dużo będzie przez to kłopotów?
Lider stał niewzruszony z dziwnym wyrazem twarzy. Nagle jednak uśmiechnął się tak jak tylko on to potrafi. - Myślę, że jakoś to załatwimy. W końcu jesteśmy zespołem, co nie? - Wciąż uśmiechnięty zawzięcie się w nich wpatrywał.
- Poważnie? I nie masz zamiaru wrzeszczeć i tak dalej? - Reita nie do końca dowierzał, że Kai tak spokojnie na to zareagował. Przecież właśnie dowiedział się, że są razem, a na dodatek powiedzieli o tym w wywiadzie. Co prawda zawsze to przez Rukiego i Reite były największe zamieszania i problemy, ale nawet jak na nich to było dużo. Bardzo dużo. Ale postanowił, że nawet jeżeli teraz Kai sobie z nich żartuje, żeby za chwile ich zabić to i tak nie pozwoli mu zniszczyć tego, co dopiero stworzył z Rukim.
- Jakoś to będzie. Nasze gołąbeczki. - Po ostatnim wypowiedzianym słowie Aoi i Uruha zaczęli się głośno śmiać. Kai też nie mógł się powstrzymać.
- O co wam kurwa chodzi!? - Ruki już nie mógł znieść ich niezrozumiałego, nadzwyczaj dobrego humoru.
- Wiesz czemu on nie jest zły? - Uruha wskazał na lidera. - Ponieważ dzisiaj rano zdążył się pogodzić z tym, że najprawdopodobniej jesteście razem. Chociaż nie powiem, było ciężko. W pewnym momencie to myślałem, że pójdzie i was pozabija. Na początku trochę to nas zaskoczyło, ale właściwie chyba nie do końca świadomie się tego spodziewaliśmy. Ten siedział nabuzowany, a ja z Aoim ze śmiechu myśleliśmy, że wyjdziemy z siebie. Później jemu też przeszło. Dlatego teraz nie jesteśmy zdziwieni. A, że wszyscy znamy ciebie Ruki, to myśleliśmy, że możesz mieć ochotę powiedzieć wszystko prasie o tym co dzisiaj zaszło. Chociaż pozostawała możliwość, że Reita ci na to nie pozwoli. A tu co? Zupełnie na odwrót. - Wciąż się śmiał. - Kai ostatecznie stwierdził, że jeżeli sami się na to zdecydujecie, a on nie będzie miał z tym nic wspólnego to możecie się wygadać. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i powinniśmy się wspierać. Prawda? Co innego jakbyś sobie znalazł jakąś obcą pannę, wszystkim o niej powiedział i zaczął olewać zespół. Na to na pewno byśmy ci nie pozwolili. A tak zobacz. Wszystko zostaje w „rodzinie”! - Powiedział Uruha śmiejąc się odrobinę i będąc za razem bardzo dymnym ze swoich słów.
- A jakby wytwórni coś nie pasowało to musieliby rozwiązać cały zespół. Bo jesteśmy albo razem albo wcale. A tego nigdy nie odważą się zrobić. - Dodał pewnie Aoi.
- Dokładnie tak. - Przytaknął Uruha z Kaiem.
- Ja... My... No dzięki, ale skąd wy niby kurwa wiedzieliście, że my jesteśmy razem!? - Znowu krzyczał blondyn.
- Ruki, ja chyba wiem. - Reita spojrzał niepewnie na swojego wokalistę.
- To mógłbyś mi to łaskawie wytłumaczyć? - zapytał zirytowany.
- Rei! Ach! Szybciej! - Uruha z całą swoją gracją zacytował maleńki fragment dzisiejszego poranka w wykonaniu blondyna. - Ruki, nie wiedziałem, że potrafisz być taki... słodziutki - zamruczał mu do ucha. - A myślałem, że to ty zawsze jesteś na górze. - Ruki cały zalał się czerwonym rumieńcem, na co lider i gitarzyści znowu zareagowali śmiechem.
- Od tych waszych jęków, aż Aoi musiał iść sobie ulżyć. I to nie raz. Co skończył to znowu się zaczynało. - Stwierdził doszczętnie rozbawiony Uruha.
- A ty to może nie? Ale poważnie, nic się nie da na to poradzić słysząc takie odgłosy. - Nawet Aoi się trochę zawstydził.
- Ty, Aoi, ale wiesz, że to może znaczyć, że ty też lubisz chłopców? -zapytał prowokująco Uruha.
- Z tego by wynikało, że ty też. - Aoi chętnie przystąpił do gry przyjaciela.
- No, może coś w tym jest? - Obydwoje zaskakująco dobrze się bawili.
- Dobra, dobra panowie. Jak tak bardzo wam się podobało, to polecam szybko wrócić do pokoju i nasłuchiwać. - Reita podszedł do Rukiego i wyszeptał mu do ucha tak, żeby tylko on mógł usłyszeć. - Chodźmy już, bo na samo wspomnienie twoich cudnych jęków, nie mogę spokojnie na ciebie patrzeć - powiedział i pociągnął zszokowanego blondyna w kierunku pokoju.
- Że co!? - Był zmieszany i zawstydzony, ale gdy tylko napotkał wzrok basisty, od razu zapragnął znaleźć się w ich pokoju. Już. Teraz. Natychmiast.

***
Czytaj dalej…