Spojrzał wstecz - nie był sam...

Rozdział betowany przez Ichimaru.

***

Koncerty, wywiady, popularność, nagrywanie kolejnego krążka - dla niektórych fascynujące… A dla mnie? Do niedawna również.
Osiągnąłem to, o czym kiedyś nawet nie byłem wstanie marzyć. Jestem w zespole. Jesteśmy popularni. Wspólnie tworzymy coś, co kochamy. Coś, czemu poświęcamy całe swoje życie. Dlaczego? Bo tego właśnie pragniemy, a przynajmniej do niedawna tak właśnie było... Tworzenie a później nagrywanie piosenek było dla mnie czymś niesamowitym. Jak dla innych narodziny dziecka, którym musisz się zaopiekować by wyrosło na porządnego i dobrego człowieka, w tym przypadku na wielki hit. Następnie wspaniałe i nieporównywalne do niczego innego koncerty. Graliśmy, przekazując publiczności nasze uczucia - te dobre, złe a czasami nawet szalone, dostając w zamian niezliczone pokłady energii, która, będąc wręcz nie do opisania, udzielała się wszystkim. Jak wyglądały wywiady? Często bywały zabawne i interesujące, jednak ich zbyt duża liczba w grafiku mogła przyprawić o poważny zawrót głowy. Na dodatek niektórzy dziennikarze zdecydowanie wychodzili poza naszą karierę, wkraczając bezczelnie z buciorami w życie prywatne, ale można powiedzieć, że od początku byliśmy do tego przygotowywani. Chociaż... czy na to można się przygotować? Utrata prywatności to znacznie więcej niż niektórym się wydaje. Ale może jest to po prostu kwestia przyzwyczajenia? Jakby nie patrzeć minęło już kilka dobrych lat. Różnie bywało, ale muzyka zawsze dostarczała nam niezwykłą radość i satysfakcję. To wystarczało, żeby zmęczenie czy inne dolegliwości odeszły chwilowo w niepamięć i na nowo ruszaliśmy z kopyta, by znów wydać coś równie powalającego. Móc ponownie stanąć na scenie i przeżyć te męczące, acz niezmiernie wspaniałe chwile z innymi ludźmi, którzy podobnie jak my naprawdę kochają muzykę. Pomijając kwestię tego co robimy wydaje mi się, że nasz zespół został stworzony wręcz idealnie. Chociaż w tym momencie nie jestem już tego taki pewien... Bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Poza sceną łączyła nas przyjaźń, dzięki której współpraca szła jeszcze lepiej. Właściwie jestem skłonny stwierdzić, że byliśmy dla siebie jak rodzina. Mimo że bez przerwy pracowaliśmy wspólnie to i tak, gdy mieliśmy, chociaż chwilę wolnego czasu znów spotykaliśmy się razem by odrobinę odpocząć. Żadnemu z nas to nie przeszkadzało. Zresztą... z pozoru nic się nie zmieniło. Wciąż powstają genialne utwory, poziom koncertów również w żaden sposób nie spadł, a jednak nie jest tak jak wcześniej. Przychodzimy na próby bez tego entuzjazmu, który cechował nas dawniej. Tworzymy tak jak nauczyliśmy się to robić, ale czegoś w tym brakuje. Czego? Nas. Już od pewnego czasu jestem świadomy tego, że coś się pieprzy. Nie jestem wstanie powiedzieć od kiedy dokładnie, ale przeraża mnie to jak bardzo się zmieniliśmy. Robimy to wszystko nie dla tego, bo to właśnie kochamy, a dlatego bo taka jest nasza praca. Przychodzimy rano, ćwiczymy, a wieczorem się rozchodzimy. Co jakiś czas oni coś skomponują, a ja napiszę do tego tekst. Dlaczego? Ponownie - ponieważ taka jest nasza praca. Później występy. Śpiewanie, granie, różne ekscesy na scenie i kolejny powrót do domu. Kręcimy się z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, wciąż powtarzając nasz jakże wspaniały harmonogram Gwiazd, który, mimo iż prowizorycznie ciągle się zmienia, dla nas wciąż pozostaje taki sam. A podobno nasze życie miało być szalone i pełne przygód. Ale przecież takie właśnie było... więc, co się takiego stało?

~*~

Minęło kilka miesięcy, a u nas wciąż nic się nie zmieniło. A przynajmniej nie na lepsze. Jestem tym zmęczony, ale nie wiem, co powinienem zrobić. Oni zachowują się tak jakby niczego nie zauważali, jakby ciągle było tak jak przedtem. Czy im to naprawdę nie przeszkadza? Godzą się na bycie kolejnymi kukiełkami wykonującymi to, co do nich należy w zamian za solidne pieniądze. Przecież nie dla nich to wszystko robimy, czy może robiliśmy... Ja także, mimo, iż zdaję sobie sprawę z tego jak to obecnie wygląda, nie potrafię przywrócić normalnego stanu rzeczy. To nie jest tak, że obwiniam za to ich, a samego siebie postrzegam za zupełnie niewinnego. Jestem pewien, że każdy z nas w jakimś stopniu się do tego przyczynił, ale... ja ponownie chciałbym móc się tym bawić. Tak jak dawniej. Szaleć i być szczęśliwym robiąc to, czego pragnę. Gdy próbowałem rozmawiać o tym z chłopakami, jedyne, czego się dowiedziałem to to, że nie wiedzą, o czym mówię. No może nie ujęli tego aż tak konkretnie, ale również nie przyznali mi racji. Wszyscy poza Kai'em. On jeden zdawał się podzielać moje zdanie i wcale się z tym nie krył. Ucieszyło mnie to. Dzięki temu przestałem myśleć, że tak naprawdę to ze mną jest coś nie tak. Ale teraz pozostawała jeszcze kwestia jak to zmienić. Jak wrócić do tego, co było wcześniej. To nie jest takie proste, gdy trójka z nas wydaje się wcale tego nie dostrzegać. Jak to możliwe, że piątka facetów w okolicach trzydziestki potrafi się tak bardzo pogubić? Niektórzy pewnie stwierdziliby, że po prostu marudzę i przypuszczam, że mieliby rację, ale ja nie przywykłem do siedzenia cicho, gdy coś mi nie odpowiada. Nie wiem jak do tego doszło, jednak nie mam zamiaru w tym utkwić na dobre.
Mimo, iż bardzo pragnąłem zmiany, jakiejś możliwości otrzeźwienia pozostałej trójki to muszę przyznać, że odważny ruch naszego lidera odrobinę mnie przeraził.

- O czym chciałeś z nami porozmawiać? - Uruha zapytał niezwykle urażonym głosem, jakby miała mu się stać olbrzymia krzywda przez zostanie piętnastu minut dłużej.
- Mam wam do powiedzenia coś bardzo ważnego - odpowiedział wzdychając ciężko i siadając na krześle postawionym przed nami.
Byliśmy w studiu. Gdy próba się skończyła i wszyscy mieliśmy już wyjść Kai poprosił, a raczej nakazał nam zostać jeszcze chwilę. Reszta była do tego sceptycznie nastawiona, uważając, że zapewne ma nam do zaoferowania kolejne godziny dodatkowych prób lub jeszcze coś innego a równie mało przyjemnego. Ja, widząc jego zmartwiony wyraz twarzy, miałem nieodparte wrażenie, że nasza rozmowa będzie dotyczyć tego, co się z nami dzieje w ostatnim czasie. Myślałem pewnie o tym również dlatego, bo miałem wielką nadzieję, że tak właśnie się stanie, a on wcześniej wspominał, że ma pewien pomysł. Podobno ryzykowny, ale jedyny będący wstanie coś zmienić.
Aoi siedział na kanapie po mojej lewej stronie, na kolanach trzymał gitarę i grał na niej cicho jakiś ewidentnie przygnębiający kawałek, będąc prawdopodobnie zupełnie nie zainteresowany sytuacją. Uruha z kolei zajmował miejsce po mojej prawej, czekając na kolejny krok przyjaciela. Jednak powodem, dla którego to robił była jedynie chęć wysłuchania tego co konieczne i w końcu upragnione wyjście. Reita, jako jedyny nie siedział na kanapie, a obok na krześle. O dziwo, wykazując coś na kształt przejęcia się dziwnym zachowaniem lidera. No, może przejęcie to za duże słowo, ale w przeciwieństwie do gitarzystów on w jakiś niewielki sposób wydawał się być zainteresowany. Na tym zakończyłem swoje obserwacje, po czym przeniosłem wzrok na Kai'a wyczekując słów, które z założenia miały coś ruszyć.
- No to mów. Na co czekasz? - Zastanawiałem się, kiedy to nasz drogi Kouyou zrobił się taki... wredny? Sam nie wiem. Ostatnio różnie z nim bywało.
- Na początku chciałem was o coś zapytać. Powiedźcie, co tak właściwie się z nami stało? - Uru, jako zaangażowany dyskutant od razu chciał mu odpowiedzieć zapewne coś w stylu: „To miało być takie ważne?!”, ale Kai najwyraźniej nie miał zamiaru mu na to pozwolić. Przerwał Urusze już w momencie, w którym ten zdążył otworzyć usta. – I nie ważcie się mówić, że nic takiego się nie stało! Że nic się nie zmieniło, bo zmieniło się prawie wszystko! Nie, przepraszam. Przecież wciąż jesteśmy sławni i to wam chyba wystarcza.
- Co ty bredzisz? Przecież wszystko jest w porządku. Nagrywamy, gramy i nikt nie narzeka. Coś sobie uroiłeś. - Jego ton tak bardzo niepasujący do tego niegdyś zabawnego dzikusa... Jeżeli ludzie naprawdę mogą się aż tak zmieniać, to wszyscy powinniśmy na siebie bardziej uważać.
- No właśnie widzę. Ty, kiedyś zupełnie inny, teraz stałeś się wyjątkowo chamski. Bez urazy oczywiście. Aoi. – W tym momencie najwyraźniej zasłużył sobie na chwilową uwagę gitarzysty, bo podniósł on głowę, a jego ręce zatrzymały się zaprzestając grania. Może jednak nie wyłączył się całkowicie... - Niby zawsze obecny, jednak całkowicie odległy. Reita...
- I co? Kazałeś nam zostać, żeby nas wszystkich powyzywać? Albo powiedzieć jak to się zmieniliśmy przez kilka lat? - Basista przerwał mu najwyraźniej niezadowolony z tematu naszej rozmowy.
- Nie. Chciałem wam tylko uświadomić, że mówiąc, iż od dawna coś jest nie tak wcale nie wymyślam. Mówię tak jak jest i nie rozumiem, dlaczego tego nie widzicie! Przychodzimy na próby i czasami poza rutynowymi poleceniami typu „teraz gramy LEECH” zdarza nam się nie odezwać do siebie ani słowem! Naprawdę uważacie, że to jest normalne?! A co z tym, co było? Pamiętacie? Tak dobrze się bawiliśmy. Granie sprawiało nam taką radość. Cholera... naprawdę mi tego brakuje. Ruki się ze mną zgadza. Prawda? - Spojrzał na mnie, a ja tylko pokiwałem twierdząco głową, mając nadzieję, że chłopaki w końcu zaczną myśleć o tym poważnie. - Teraz nawet on z małego, pewnego siebie perwersa stał się raczej spokojnym, zamyślonym wokalistą. Ja również się zmieniłem. My wszyscy... Kiedyś mogliśmy grać i śmiać się przy tym do rozpuku. Przez ciebie Akira zawsze dostawałem białej gorączki. Odwalałeś jakieś numery i wciągałeś w to Rukiego, przez co nie mogliśmy w spokoju ćwiczyć. Ja się denerwowałem, ale ostatecznie wszyscy dobrze się bawiliśmy.
- Nie jesteśmy już dziećmi Kai - niespodziewanie odezwał się Aoi, rujnując moje marzenia o wspaniałomyślnym perkusiście, któremu udało się przywrócić nas wszystkich do poprzedniego stanu. Wcześniejsze nazwanie mnie „małym” postanowiłem łaskawie mu wybaczyć. - Masz rację. Zapewne każdy z nas to wie. Zmieniliśmy się i nie da się tego ukryć, ale... cóż. Pracujemy dalej i jest w porządku.
- No właśnie! Pracujemy! Kiedy zaczęliśmy traktować to, jako pracę?! Kiedy to wszystko tak się spieprzyło?! Wiecie... może wam to nie przeszkadza, ale ja nie mam zamiaru grać, gdy przestało sprawiać mi to przyjemność. Nie chcę grać z ludźmi, którzy tak naprawdę ciągle nie są sobą. Byliśmy przyjaciółmi, a teraz? Gdy tylko jest możliwość omijamy siebie nawzajem. Pierdolę taką przyjaźń.
- Czekaj, czekaj! - krzyknąłem, gdy w mojej głowie pojawiła się okropna myśl, w której nasz zespół zostaje pozbawiony lidera. A raczej, w której lider opuszcza nasz zespół. - Ty chyba nie chcesz powiedzieć, że...
- Nie - przerwał mi spokojnie, ratując mnie tym samym przed zbliżającym się wielkimi krokami zawałem. Uspokojony odetchnąłem głęboko, przechylając głowę do tyłu oparłem się o kanapę i przymknąłem oczy. Było blisko. Całkowicie zgadzam się z Kai'em i oczywiście również uważam, że powinniśmy spróbować to jakoś naprawić, ale nigdy w życiu nie chciałbym rozwiązać zespołu. Jakby nie było na to nigdy bym się nie zgodził. - Ale jest coś, co chcę zrobić, a raczej nie tyle, co chcę, a po prostu zrobię. A wy, każdy z was z osobna podporządkuję się pod to, nie mając nic do powiedzenia. Zrobicie to, co będziecie uważać za słuszne, a mi, pomimo, iż ostatnio nasze relacje zdecydowanie się pogorszyły, wydaję się, że nie będzie to nic głupiego. A przynajmniej taką mam nadzieję. - Po tych słowach ponownie zrobiło mi się gorąco i znów z zacięciem wpatrywałem się w Yutake wyczekując z obawą, ale jednak również z zaciekawieniem tego, co miał nam zaraz powiedzieć. Nie tylko ja wtedy poświęcałem mu całą swoją uwagę. W tamtym momencie już wszyscy skupiliśmy swój wzrok tylko i wyłącznie na nim.
- Tak więc? O co chodzi? - Uruha zapytał tym razem już zdecydowanie spokojniej.
- Rozmawiałem z menadżerem i wspólnie zadecydowaliśmy, że najlepiej będzie jak... - westchnął, przecierając spocone czoło dłonią - działalność the GazettE zostanie zawieszona. Do odwołania - dodał zduszonym głosem, wprawiając mnie w stan całkowitego osłupienia.
- Co ty pieprzysz?! - Reita wrzasnął głośno, wstając i przewracając przy tym z hukiem krzesło, na którym jeszcze sekundę temu siedział, a reszta z nas bez słowa wciąż obserwowała lidera, myśląc nad tym czy przypadkiem z naszym słuchem nie jest coś nie w porządku lub czy perkusista nie zażył jakiś niedozwolonych środków. - Jak możecie zdecydować o czymś takim bez uzgodnienia tego z nami?! Przecież do cholery jasnej my chyba też należymy do tego zespołu! - Dawno nie widziałem u niego takich emocji. Czy właśnie do tego dążył Kai? Przerażało mnie to, co może się stać. Zamiast udanego powrotu może zaistnieć katastrofalny koniec.
- Przecież nie mówię o zakończeniu tylko o  jej zawieszeniu. Tylko i wyłącznie od nas będzie zależeć jak to się skończy. Akira, uwierz mi... Tak będzie lepiej. Dla mnie to również nie jest proste. Zresztą... to już jest ustalone. Każdy z nas niech spędzi trochę czasu zastanawiając się nad tym, dlaczego postanowiliśmy zająć się muzyką. Co spowodowało, że znaleźliśmy się w zespole i w końcu, jak doszło do tego z czym teraz musimy się zmierzyć.
- Przestać zgrywać psychologa i zastanów się, o czym ty mówisz! Chcesz zaprzepaścić dziewięć lat ciężkiej pracy?! Zastanów się... To głupota. - Basiście najwyraźniej bardzo nie spodobał się ten pomysł. Nie tylko jemu zresztą. Nawet ja nie byłem do tego przekonany. To bardzo odważna decyzja, która może doprowadzić do niepożądanych skutków.
- Kai. Jesteś tego pewien? - Zapytałem możliwie najspokojniej, wierząc głęboko w to, że nasz przyjaciel dobrze to przemyślał.
- Jestem pewien, że to coś zmieni - odparł wstając i sięgając po swoją kurtkę. - Możecie potraktować to jako wakacje, których dawno nie mieliśmy. Powiedzmy na kilka miesięcy. Przecież wciąż możemy się spotykać. Na przykład, co powiecie na wyjście gdzieś jutro wieczorem? Dawno razem nie piliśmy...
- Przyznaj, że po prostu nie masz czasu na pieprzenie się z Miyavim! - Uruha również wstał zdenerwowany zaistniałą sytuacją. Aoi także nie był już taki spokojny.
- Cieszy mnie, że się o mnie troszczysz. I widzisz? Już jest lepiej - powiedział dopinając kurtkę. - Lepiej żebyście na mnie krzyczeli, niż żebyśmy wcale ze sobą nie rozmawiali. Naprawdę mam nadzieję, że wyjdzie nam to na dobre. To już tylko od nas zależy czy spieprzymy to całkiem, czy ponownie staniemy się dobrym zespołem. Do zobaczenia. - Złapał za swoją torbę i wyszedł ze studia zostawiając nas samych sobie.
W głowie roiło mi się od mieszanych myśli. Yutaka zaskoczył mnie jak jeszcze nigdy wcześniej, ale znając go była to bardzo przemyślana decyzja. On nie jest osobą, która zdecydowałaby się na coś tak poważnego pochopnie.

Po tym, gdy lider powiadomił nas o zawieszeniu GazettE pomyślałem, że może dobrze by było gdybym wyszedł gdzieś pozwalając moim myślom przez jakiś czas odpocząć, ale ostatecznie jednak wróciłem do domu i położyłem się na łóżku kolejno, z uwagą odsłuchując wszystkich płyt przez nas nagranych. Była to bardzo długa noc...

~*~

7

  1. Aguś says:

    hm, szczerze to nie wiem co napisać. Jestem tym zaintrygowana. Widziałam kilka latających przecinków, jakąś niepoprawność gramatyczną, ale to nie o tym miałam.
    Tekst uświadamiający, że wszystko tak naprawdę można spieprzyć nawet tego nie zauważając. Na razie mam mieszane uczucia co do niego. Potrzeba nam tym pomyśleć i czekam z niecierpliwością na kolejną część

  2. Nyeri says:

    Czytałam już przed oficjalnym dodaniem i wiesz, że mi się podobało. I proszę, żeby to nie wyglądało tak jak z SasuNaru. :P Chciałabym, żebyś to dokończyła, bo opowiadanie zapowiada się naprawdę ciekawie. Lubię Twoje teksty.

  3. Maeva says:

    Nikt na świecie nie wie,
    że ja się kocham w... j-rocku!?

    Ok, poetka ze mnie żadna, ale tekst boski. Bardzo lubię tego typu twory, a z takim pomysłem jeszcze się nie spotkałam.

    Pozostaje mi życzyć wena i pomysłów :D

  4. Anonimowy says:

    Pięknie napisane , jak bym czytała tekst z pamiętnika samego Rukiego ; )

  5. Anonimowy says:

    Kojarzy mi się ten tekst z tekstem Cassis <3

  6. Anonimowy says:

    Naprawdę jestem z Ciebie dumna , masz niesamowity talent , potrafisz poruszyć i zabawić ..na twoim miejscu napisałabym książkę.
    Bardzo przyjemnie mi się czyta twoje opowiadania , chociaż wcale czytać nie lubię to z dumą mogę stwierdzić , że ten tekst uzależnia ! ;)

  7. Anonimowy says:

    Przez twoje oneshoty mam ochotę zapisać się do psychiatry.
    No bo to dziwne, żeby jakiś tekst tak bardzo na kogoś działał?
    Czasami jak muszę przerwać czytanie to wrzeszczę ''nie''. I to dosyć głośno *_*

Zostaw komentarz