Spojrzał wstecz - nie był sam...

Pisane wspólnie z Kanashii.


~~~

Reita
    To chyba jakiś żart - myślałem przez całą drogę do naszego pokoju. W innym wypadku bym się cieszył, ale nie teraz gdy w końcu udało nam się powrócić do normalności. A jak nie wytrzymam i się na ciebie rzucę?! I tak dużo mnie kosztuje powstrzymywanie się przed tym podczas prób czy innych okazji kiedy się widzimy, a co dopiero, gdy mam dzielić z tobą pokój. Matko... Co ja mam robić?!
    - Akira!
    - Co jest? - Zauważyłem, że stoisz przy otwartych drzwiach i gestem pokazujesz mi żebym wszedł do środka. Nawet nie zauważyłem kiedy doszliśmy do naszego pokoju.

    - Coś ty taki zamyślony? - zapytałeś mnie, gdy obaj rozpakowywaliśmy walizki.
    - E... Nic takiego. - Zaśmiałem się nerwowo i szybko zmieniłem temat. - Idziemy gdzieś czy chcesz zostać w hotelu?
    - Na dole jest bar, to możemy skoczyć później na piwo czy coś - powiedziałeś i obdarzyłeś mnie pięknym, szczerym uśmiechem.
    - O, bardzo dobry pomysł tylko najpierw wolałbym iść pod prysznic. - Nie dodałem już, że najlepiej by było gdybyś poszedł ze mną, ale fantazji już powstrzymać nie mogłem.
    - Ach. Tak, tak. To idź. Ja się rozpakuję i pójdę po tobie, a później będziemy mogli iść - powiedziałeś stojąc do mnie tyłem i wciąż wykładając rzeczy z torby.
    Wziąłem ciuchy i zniknąłem za drzwiami łazienki. Gdy ubierałem się po wyjściu z pod prysznica zauważyłem, że zapomniałem wziąć ze sobą bluzki. Ale to chyba nie powinien być problem. W końcu obaj jesteśmy facetami. Co innego gdybym to ja miał oglądać twoje boskie ciało.

    Po jakiś dwudziestu minutach wyszedłem ubrany w czarne dopasowane spodnie, w których chodzę zdecydowanie za rzadko, bo są jednymi z moich ulubionych i ręcznik przewieszony przez szyję, na który kapały kropelki wody z mokrych jeszcze włosów. Opaski również nie miałem. Chyba trochę minęło od momentu w którym ostatnio mnie bez niej widziałeś.
    Zobaczyłem cię leżącego na łóżku z zamkniętymi oczami. Pomyślałem, że zasnąłeś więc podszedłem do łóżka i lekko się nad tobą pochyliłem. - Ruki... - Pociągnąłem cię delikatnie za ramie, a ty otworzyłeś oczy i spojrzałeś na mnie zamglonym wzrokiem. Zaraz jednak zerwałeś się jak oparzony i usiadłeś na krańcu łóżka odsuwając się ode mnie jak najdalej.
    - C-co jest? - Zachowywałeś się co najmniej dziwnie.
    - Chciałem ci tylko powiedzieć, że łazienka już jest wolna.
    - Dzięki - odparłeś cicho odwracając wzrok.
    - No nie... Tylko mi nie mówisz, że znowu ci coś jest. - Usiadłem zrezygnowany obok ciebie i podniosłem rękę w celu przyłożenia ci jej do czoła, ale ty zwinnie się odsunąłeś.
    - Nie. Dlaczego?
    - Bo twoja buźka jest cała czerwona.

Ruki
    "O rzesz kurwa..." Jednocześnie byłem i wniebowzięty, mając ochotę nie odrywać od Ciebie wzroku, i śmiertelnie przerażony ledwo powstrzymując się od ucieczki. Byliśmy sami w pokoju. Ty pochylałeś się nade mną, patrząc mi prosto w oczy i najważniejsze - nie miałeś na sobie koszuli. Mogłem w całej okazałości podziwiać twoje umięśnione ramiona i tors na którym odznaczały się mięśnie, już delikatniej od ramion wyrobione przez ćwiczenia. Mogłem śledzić kropelki wody skapujące z twoich włosów i ściekające po twoim boskim wręcz ciele. Nie miałeś na nosie opaski. Dawno cię bez niej nie widziałem. Uwierz mi, nie jest ci ona potrzebna. Bez niej jesteś równie powalający.
    - No nie... Tylko mi nie mówisz, że znowu ci coś jest. - Zastanawiałem się o co ci mogło chodzić, kiedy to mówiłeś.
    - Nie. Dlaczego?
    - Bo twoja buźka jest cała czerwona. - No to się dowiedziałem. "Oż kurrrwa po raz drugi!" I co ja ci miałem odpowiedzieć?!
    - Umh... Duszno jest - skłamałem, wymyślając w naprędce jakiś powód. Coraz częściej cię okłamywałem. Znienawidziłem siebie.
    - Hmm... Według mnie nie jest, ale ty masz dość słabe zdrowie, więc może... - Po chwili dodałeś - wybacz, ale nie otworzę okna. Na dworze jest -7 stopni.
    - No trudno. To ja już pójdę się myć... - Wybiegłem do łazienki.

*
    Matko, wszystkie koncerty poszły nam świetnie. Jeśli nie liczyć tego, że po fanservisowym pocałunku Aoiego z tobą, przez jakiś czas łamał mi się głos.

    Po zejściu ze sceny gitarzyści i Kai postanowili trochę po świętować w barze. Mogli sobie pozwolić, bo był to ostatni przystanek tej trasy. Nie wiedziałem co się stało z tobą. Zniknąłeś. A szkoda.
    Postanowiłem udać się do hotelu i odpocząć. Nie miałem siły na bawienie się z resztą chłopaków. Hmm... Dziwne, że przez cały ten czas mieszkania z tobą, jeszcze się na ciebie nie rzuciłem. Dowlokłem się do naszego pokoju, zrzuciłem ciuchy, zmyłem sceniczny makijaż i poczłapałem pod prysznic. Wyszedłem z łazienki zawinięty tylko w ręcznik, kiedy usłyszałem że otwierają się drzwi. Po chwili pojawiłeś się na drugim końcu pokoju przy drzwiach.
    - Ruki? Myślałem że jesteś z chłopakami.
    - Nie miałem siły żeby iść się z nimi schlać. Wolałem odpocząć.
    - A to podobnie jak ja. - Uśmiechnąłeś się. - Chciałem sobie pospać...
    Wyszedłeś bardzo szybko z pokoju, znikając w kuchni. Hah, tutaj też psuło się oświetlenie. Znowu wyglądałeś dosyć... "czerwono". Ubrałem się i skoczyłem do kuchni zobaczyć co z tobą. Siedziałeś, a właściwie półleżałeś, opierając głowę o blat stołu.
    - Akira, coś się stało? Źle się czujesz? - Podniosłeś powoli głowę i potrząsnąłeś nią przecząco.
    - Nie... Zmęczony jestem tylko.
    - Idź wziąć prysznic, a ja zrobię ci coś do jedzenia.
    - Mhm...
    Czułem się dosyć dziwnie... Pierwszy raz w życiu to ja zajmowałem się tobą.

    Kiedy wyszedłeś z łazienki usadowiłeś się na sofie, a ja podałem wielki stos kanapek.
    - Dzięki...
    Sam nie tyle położyłem, co rzuciłem się na łóżko stojące naprzeciwko telewizora i włączyłem to, co akurat leciało w TV. Trafił mi się horror.
    - Aki nie siedź tam tak sam. Chodź do mnie! - Po jakimś czasie oglądania coś tknęło mnie, żeby przenieść cię z sofy na łóżko. Oglądałem przecież horror, a udawanie przerażenia to świetna okazja, żeby się do Ciebie poprzytulać.
    - Umh... No dobra - odpowiedziałeś po chwili wahania. Położyłeś się koło mnie, a ja przy najbliżej możliwej strasznej scenie, wtuliłem się w ciebie jak małpka.
    - Jezu Matsumoto...
    - Oj, przepraszam! Nie chciałem Ci wbić łokcia w żebra!

Reita
    - Taa... Spoko. - To nie chodzi o żaden łokieć! Jeżeli wciąż będziesz tak blisko to po prostu nie wytrzymam. Fajnie, że trafiłeś na horror i jest okazja żebyśmy się trochę zbliżyli, ale jak tak dalej pójdzie to nie dam rady.
    - Aaa! - Nagle rzuciłeś się na mnie i obaj wylądowaliśmy na podłodze.
    - Ooo Jezu! Sorry! Nie chciałem... - Leżałem na dywanie, a ty siedziałeś mi na biodrach wykrzykując jak bardzo jest ci przykro.
    - Daj spokój. Nic mi nie jest. Ale od kiedy ty się tak boisz takich filmów?
    - Bo wiesz, no... Ten jest wyjątkowo straszny. Na pewno wszystko w porządku?
    - Tak. Przestań marudzić i złaź ze mnie. - Nie powinieneś tak na mnie siedzieć. To nie wróży nic dobrego...
    - A co mi zrobisz jeśli się sprzeciwię? - Uśmiechnąłeś się prowokująco i najwyraźniej nie miałeś zamiaru wstać. Chyba nic się nie stanie jak chwilę się podroczymy.
    - Skąd pomysł, że ci na to pozwolę? - Zaśmiałem się i nim zdążyłeś coś odpowiedzieć znalazłeś się pode mną. - I co teraz? Mały...
    - Co?! Nie jestem mały! - Wiedziałem, że się zdenerwujesz.
    - No nie szarp się tak... - Złapałem cię za ręce i przycisnąłem je do podłogi po obu stronach twojej głowy pochylając się nad tobą jeszcze bardziej. - Coś ty taki nerwowy? To nie moja wina, że jesteś taki... malutki. Ale nie przejmuj się, przez to jesteś jeszcze bardziej słodki - wymruczałem ci do ucha, przez co jeszcze bardziej zacząłeś się wyrywać. Zawsze się denerwowałeś jak ktoś nazywał cię małym lub co gorsza słodkim. Co nie zmienia faktu, że taki właśnie jesteś. No może słodki nie zawsze i nie przy każdym, ale ja często cię takiego widzę.
    Bawiłem się naprawdę dobrze. Dla ciebie to nic więcej niż zwykłe przekomarzanie z przyjacielem, a dla mnie... Mogłem być bardzo blisko ciebie i zachowywać się dość dwuznacznie. Chyba będzie trzeba to kiedyś powtórzyć.
    - Przestań! Głupi Reita! - Na twojej twarzy pojawiły się dobrze już mi znane rumieńce. Zapewne ze zdenerwowania...
    - Kiedy ja się tak dobrze baw... - zamarłem. Próbując mnie z siebie zrzucić poruszyłeś się w taki sposób, że przez przypadek otarłeś się o mnie przez co obaj znieruchomieliśmy.
    - Akira... Ja... ten, no, sorry. Mógłbyś ze mnie zejść bo... Ugh... - Pocałowałem cię. Nie mogłem się powstrzymać.

Ruki
    "Ja śnię" - to jedyne co pomyślałem, kiedy twoje wargi zetknęły się z moimi. - "Boże, dziękuję ci za moje głupie pomysły, bo gdyby nie one, nie droczyłbym się z Akirą i nigdy by się to nie wydarzyło!"
    Całowałeś mnie namiętnie. Na początku szybko i chaotycznie, jakbyś bał się że ci ucieknę. Nie było powodów do obaw. Za nic bym nie uciekł. Nie tobie. Jęknąłem ci w usta i zarzuciłem rękę przez twoją szyję. Wtedy zwolniłeś. Pocałunek stał się bardziej leniwy i czuły. Nie mogłem oddychać. Odurzałeś mnie sobą. Swoją bliskością. Widoczną i uwolnioną dopiero teraz ogromną miłością.
    - Akira... - jęknąłem, kiedy oderwałem się na chwilę od ciebie aby zaczerpnąć tchu.

Reita
    Jednocześnie chciałem się od ciebie oderwać i uciec, oraz całować cię dalej. Byłbym chyba zrobił to pierwsze, gdyby nie to, że jęknąłeś mi prosto w usta i mocniej przyciągnąłeś do siebie. Czyli ty... Ty też? Z radości serce omal nie wyskoczyło mi z piersi. Kocham Cię maluszku.
    Zwolniłem pocałunek, aby móc się nacieszyć chwilą. Kiedy próbowałeś dojść do słowa nie dałem ci tego zrobić, uciszając kolejnym pocałunkiem. To ja go prowadziłem, tak samo jak te poprzednie. Zjechałem na twoją szyję. Całując, liżąc przygryzając ją na zmianę, cały czas słuchałem twoich westchnień i jęków. Czułem przechodzące cię dreszcze. Już wcześniej byłem mocno podniecony, ale to nakręcało mnie jeszcze bardziej. Wjechałem rękoma pod twoją koszulkę, błądząc nimi po twoim ciele, aby po chwili ją z ciebie ściągnąć. Muskałem twoją delikatną skórę opuszkami palców, wywołując u ciebie kolejne serie dreszczy. Zjechałem z pocałunkami jeszcze niżej, na twój tors. Jęknąłeś głośno, kiedy zacząłem zataczać językiem kółeczka w twoim pępku. Zadziwiające, jaką reakcję wzbudziła w tobie ta na pozór niewinna pieszczota.

Ruki
    Doprowadzałeś mnie do szaleństwa. Droczyłeś się ze mną, pieściłeś, ale nie robiłeś nic więcej. A ja chciałem więcej. Bardzo chciałem, i to dużo więcej...
    - Nie ba-aw się już ze mną...
    - Mmm... - wymruczałeś, kiedy przyciągnąłem cię do kolejnego pocałunku. Byłeś jednocześnie władczy, pewny siebie... i delikatny. Dziwne połączenie. Aż do wtedy nie wierzyłem, że da się połączyć ze sobą te całkiem skrajne rzeczy. Położyłeś rękę na moim kroczu, lekko je masując - Skoro prosisz...
    Kazałem Ci na chwilę oderwać się ode mnie, abym mógł ściągnąć z ciebie koszulę. Jednak nawet mimo tego, że zaprzestałeś pieszczot, ręce trzęsły mi się tak bardzo, że nie potrafiłem rozpiąć ani jednego guzika.
    - Daj - szepnąłeś. Kiedy górna część garderoby zsunęła się z twojego ciała, rozchyliłem nogi, abyś mógł się ułożyć wygodnie między nimi. Nawet nie zauważyłem, kiedy kolejne nasze ubrania znalazły się na podłodze obok nas.
    Znowu zacząłeś pieścić moją szyję, a ja w odpowiedzi oplotłem cię nogami i błądziłem dłońmi po twoich plecach oraz karku, wbijając w nie mocniej swoje palce za każdym razem, kiedy przygryzałeś lekko moją skórę. Uniosłeś się na łokciach, aby kucnąć u moich nóg. Obdarowywałeś je delikatnymi muśnięciami ust, sprawiając że coraz mocniej kręciło mi się od ciebie w głowie. Jesteś jak narkotyk - chcę więcej i nie baczę na skutki. Wolę umrzeć z przedawkowania niż zmarnować działkę. Dosłownie wiłem się pod twoimi pieszczotami, kiedy poczułem twój język na moim podbrzuszu. Po chwili przeciągnąłeś nim po moim członku, wywołując u mnie sam już nie wiem który tego wieczoru jęk. Wziąłeś go do ust, doprowadzając mnie dość szybko do orgazmu. Ale mi to nie wystarczyło. Zbyt długo czekałem.
    - Weź mnie - wyszeptałem, przyciągając cię mocniej do siebie.

Reita
    Cholera, Ruki, gdybyś tylko wiedział jak działają na mnie te wszystkie twoje jęki, westchnienia i prośby. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem zrobić to, o co mnie prosiłeś. Ale kochałem cię zbyt mocno, aby nawet w takiej chwili zapomnieć o trosce o ciebie.
    - Na pewno tego chcesz? Kiedy zacznę już nie będzie odwrotu - spytałem cię czule, patrząc ci prosto w oczy.
    - Nie dopytuj się, tylko rób rzesz to, o co cię proszę. - Nie musiałeś powtarzać mi tego dwa razy.
    Wsunąłem ci dwa palce do ust. Ty od razu wiedząc o co chodzi zacząłeś je lizać. Twoje jęki, które temu cały czas towarzyszyły, podniecały mnie jeszcze bardziej, doprowadzając do szaleństwa. Po kilku chwilach wyjąłem je z twojej buzi, po czym włożyłem w ciebie pierwszy palec. Moment później dołączył drugi. I trzeci. Kiedy zacząłem cię rozciągać skrzywiłeś się z bólu. Przerwałem na chwilę, aby kilka sekund później znów zacząć. Gdy byłeś już odpowiednio przygotowany, Wysunąłem z ciebie palce, aby zastąpić je moim członkiem. Wszedłem w ciebie najdelikatniej jak mogłem. Nigdy nie miałeś chłopaka, więc miałem pewność że nie robiłeś tego z żadnym mężczyzną. W pewnym sensie cię rozdziewiczałem, dlatego chciałem, abyś nie miał związanych z tym żadnych złych wspomnień. Odczekałem chwilę, abyś się do mnie przyzwyczaił. Kiedy zakręciłeś sugestywnie biodrami, zacząłem się w tobie powoli poruszać.

Ruki
    Akira... Gdyby ktoś inny mi powiedział, jaki potrafisz być delikatny, w życiu bym mu nie uwierzył. Ale wtedy przekonałem się o tym na własnej skórze. Poruszałeś się we mnie powoli, ale i tak widziałem, że ledwo nad sobą panujesz. Przyciągnąłem cię do siebie nogami, które przez cały czas cię obejmowały.
    - Szybciej - wyszeptałem.
    Przestałeś się kontrolować. I tak byś nie dał rady.
    - Mocniej! - krzyknąłem, kiedy trafiłeś w moją prostatę.

Reita
    Jęczałeś, krzyczałeś i wiłeś się z rozkoszy pode mną. Czułem, że tracę panowanie nad sobą, ale po chwili ty sam pozwoliłeś mi je stracić. Twoje kościste biodra wbijały się we mnie, co wcale nie było dla mnie jakimś problemem. To, że zawsze lubiłem chudych jest faktem, ale ciebie nie lubię, tylko kocham i to za całkiem co innego. Wygląd nie jest najważniejszym powodem. A moja miłość nie jest zwykłym, zwierzęcym instynktem.
    Poruszałem się tak, aby jak największą ilość razy i z jak największą siłą trafiać w twoją prostatę. Doszedłeś z moim imieniem na ustach, a ja zaraz po tobie. Wyszedłem z ciebie, po czym wziąłem cię na ręce i zaniosłem na łóżko. Położyłem się obok ciebie, przykrywając nas kołdrą.
    - Kocham cię Takanori - szepnąłem.
    - Też cię kooocham - ziewnąłeś, wtulając się we mnie jak małe dziecko.
    Moment później spałeś, wtulony w moje ramię. "Moje urocze maleństwo..." Zupełnie nie przypominałeś tego perwersa, popisującego się przed fankami na każdym koncercie. Lekko mnie to rozbawiło. Odpłynąłem, aby spróbować spotkać cię w krainie morfeusza.

    Gdy się obudziłem byłeś obok. Spałeś wtulony we mnie i jak zwykle wyglądałeś wprost nieziemsko. Nie mogłem w to uwierzyć. Czy to możliwe, że coś takiego przytrafiło się właśnie mi? Czyżbym stał się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie? Bo jeżeli to zdarzyło się na prawdę to tak właśnie jest. W porównaniu z tobą wszystko inne traci znaczenie. Jesteś dla mnie najważniejszy i w końcu mam cię przy sobie.. To tak wspaniałe, że aż niewiarygodne...
    Oparłem głowę na otwartej dłoni i wpatrując się w ciebie położyłem drugą rękę na twoim policzku, delikatnie go głaszcząc - Tak bardzo cię kocham - powiedziałem na głos.
    - Ja też cię kocham - wymruczałeś powoli otwierając oczy.
    - Eee... Długo nie śpisz? - nie ładnie Takanori! Tak mnie oszukiwać...
    - Nie. Chyba od momentu w którym czyjeś boskie oczy zaczęły się we mnie bezczelnie wpatrywać podczas, gdy ja smacznie spałem. - Zaśmiałeś się cicho i przysunąłeś do mnie jeszcze bliżej. - Akira...
    - Co jest?
    - Bo... Czemu mi wcześniej nie powiedziałeś, że... coś do mnie czujesz? - Wciąż zaskakuje mnie to, że taki szalony, bezpośredni i odważny osobnik bywa czasami zawstydzony, niepewny a nawet odrobinę nieśmiały.
    - A jak miałem to zrobić? Podejść i "Siema Ruki, mam sprawę. Nic wielkiego, tylko chciałem powiedzieć, że cię kocham od chwili w której się poznaliśmy." Przecież to jest śmieszne. No i nie miałem pojęcia, że ty też... Na początku myślałem, że weźmiesz mnie za jakiegoś psychola lub zboczeńca, a gdy zaczęliśmy poznawać się coraz lepiej, aż staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi po prostu bałem się, że mówiąc ci cokolwiek, tylko cię zranię, a tego nie chciałem zrobić. - W ogóle się nie odzywałeś i nic nie wskazywało na to, żeby to się miało wkrótce zmienić - Takanori?
    - Jak to od chwili w której się poznaliśmy?
    - No... Normalne. - Nie rozumiałem, ale wydawałeś się być bardzo zaskoczony.
    - Chcesz mi powiedzieć, że od samego początku kochamy się w sobie nawzajem tylko żaden z nas nie miał odwagi tego powiedzieć? Że przez tyle lat znosiłem katusze, gdy mogłem po prostu delektować się byciem z tobą?! - Zaczynałem czuć jakby moje życie diametralnie zmieniało się w komedię romantyczną dla nastolatek... Teraz mi mówisz, że ja tobie również podobam się od samego początku. Czy to w ogóle możliwe? Byliśmy tacy ślepi...
    Na usta cisnęło mi się pytanie czy ty naprawdę mnie kochasz czy to tylko tak strasznie niechciany sen lub jakiś wyjątkowo podły żart. Obstawiam sen bo nie umiałbym ciebie posądzać o takie okrucieństwo. Mimo chęci nie mogłem o to zapytać. Wolę tkwić w tej niepewności niż stracić to co dopiero zyskałem.
    - Skoro tak mówisz...
    - O kurwa. Nawet nie wiesz co ja przeżywałem.
    - Coś mi się wydaje, że jednak wiem. - Spojrzałem ci w oczy i złapałem cię za podbródek przyciągając do pocałunku.
    - Mmm... Jak ty to robisz? - zapytałeś gdy się od siebie odsunęliśmy.
    - Ale co?
    - No całujesz. Robisz to w taki sposób, że... ach. Nawet nie chcę wiedzieć z kim się tego nauczyłeś.
    - Czyżby zazdrość? Trochę szybko... - Zaśmiałem się, a ty spojrzałeś na mnie urażony, po czym zacząłeś się ode mnie odsuwać całkowicie pozbawiając mnie możliwości trzymania cię w ramionach. Na to nie mogłem pozwolić. - No żartowałem. To po prostu ty tak na mnie działasz. - Złapałem cię mocniej i przyciągnąłem z powrotem do siebie - No weź...
    - To ja tak na ciebie działam? - zapytałeś, a gdy pokiwałem twierdząco głową na twoich ustach pojawił się podejrzany uśmieszek. Wgramoliłeś mi się na kolana tak, że znów leżałem na poduszce, a ty wisiałeś nade mną prawie na mnie leżąc. - Skoro tak to może powtórzylibyśmy wczorajszą przygodę, co? - Oblizałeś lubieżnie usta, nachyliłeś się jeszcze niżej i zacząłeś składać delikatne pocałunki na mojej szyi co chwila zjeżdżając ustami coraz niżej. Już było bardzo przyjemne, a dodać do tego fakt, że obaj byliśmy nadzy i to w dość ciekawej pozycji... Naprawdę ciężko mi było odrzucić twoją propozycję.
    - Ależ ty niewyżyty... Niestety nic z tego. - wystawiłem ci język i podniosłem się, zrzucając cię z siebie.
    - Co?! Ale... Czemu? - Zdziwienie i rozczarowanie było tak doskonale słyszalne w twoim głosie, że przez chwilę nawet zastanawiałem się nad zmianą decyzji. Ale nawet jeżeli ty mi to proponujesz... Nie ma mowy. Jeszcze będziemy mieli na to masę okazji. Już ja się o to postaram.
    - Nie będę się kochał z brudasem. - Wstałem i nie przejmując się swoim nagim ciałem poszedłem do łazienki.
    - A... To może wykąpiemy się razem?! - Usłyszałem jeszcze jak twoje bosy stopy lądują na podłodze i jak już byłeś prawie przy mnie zamknąłem ci drzwi przed nosem śmiejąc się głośno. Kocham cię denerwować... Wieczorem ci to wynagrodzę. Na pewno.


***

4

  1. Anonimowy says:

    Scena po wyjściu z łazienki przez Reitę - cudowna. A zwłaszcza to jak nasz biedy Ruki się zaczerwienił. ^^
    Uzależniasz, kobieto ;D
    ~ Nyeri

  2. Anonimowy says:

    jak słodko! ;)

  3. Anonimowy says:

    O boże *-* Kocham Cię po prostu *-*

  4. Anonimowy says:

    Zakochałam się w tym!

Zostaw komentarz