Spojrzał wstecz - nie był sam...

~~~

- To jest... - Jego wypowiedź natychmiast przerwał Uzumaki.
- Sorry, nie powinienem się wtrącać. - Na znak zmieszania podrapał się po tyle głowy. - Gratuluję ci serdecznie, ale muszę już iść.
- Że co?! - krzyknął za wychodzącym  już blondynem. - Odbiło mu czy jak... Zaraz wracam - rzucił do chłopca i ruszył za Naruto.
- Zaczekaj do cholery! - Złapał Uzumakiego, gdy ten już miał opuszczać jego ogród.
- Sasuke, ale ja muszę już iść. Naprawdę, śpieszę się.
- Taa, jasne. A co takiego masz do roboty? - zapytał brunet puszczając blondyna. - No słucham.
- Ja, ten no... Muszę iść do Hokage zapytać, czy ma dla mnie jakąś misję. Nawet nie wiesz jak dawno na żadnej nie byłem!
- Może i byłbym w stanie ci w to uwierzyć, mimo, iż Hokage powiedziała, że przydzieli nam zadania dopiero w przyszłym tygodniu. Tak, w to mógłbym uwierzyć, bo jesteś strasznie uparty i upierdliwy jakby to powiedział Shikamaru. Ale wydaje mi się, że nawet ty nie jesteś na tyle głupi, żeby do niej iść wiedząc, że jej nie ma w wiosce. Mówiła nam o tym. Dlatego też, niestety, mamy tak dużo wolnego. Tak więc, o co chodzi?
- Eee... - Naruto jak zwykle udzielił bardzo inteligentnej odpowiedzi.
- Młotku, naprawdę nie wiem co ci tym razem strzeliło do głowy, ale może byś tak wrócił i skończylibyśmy rozmawiać? - Co prawda wcześniej chciał, żeby Uzumaki poszedł sobie jak najszybciej, właśnie w celu uniknięcia takiej sytuacji, ale jak widać to było nieuniknione. Czekał na odpowiedź Naruto, ale najwidoczniej blondyn nie miał zamiaru takowej udzielić. - Myślałem, że będę mógł poczekać z powiedzeniem ci o tym co się dokładnie stało zanim wróciłem do Konohy, dopóki wszystko się nie wyjaśni, ale widzę, że nie mam wyboru.
- Co? - Ta wypowiedź zbiła blondyna z tropu.
- Chcesz wiedzieć, czy nie?! - Sasuke nie należał do osób cierpliwych, a już na pewno nie do wyrozumiałych. I tak był dla niego wyjątkowo miły, sam nie wiedział dlaczego.
- No, tak - odparł cicho Naruto.
- To właź z powrotem.
Uzumaki opuścił głowę i wszedł do środka, siadają ponowie na kanapie.
- Dobrze. Wszystko to powiem, tylko raz, tak więc słuchaj uważnie bo nie mam zamiaru się powtarzać. Chyba najlepiej będzie jak zacznę od początku. - Naruto wpatrywał się z ogromnym zainteresowaniem w Sasuke. Uchiha tak naprawdę nigdy z nim o tym nie rozmawiał. Blondyn co prawda wiedział co się stało jak brunet był mały i dlaczego Sasuke opuścił wioskę, ale sam Uchiha kiedyś mówił na ten temat bardzo mało, poza tym, że musi się zemścić na bracie. Dlatego też dla Naruto ta chwila wydała się w jakiś sposób wyjątkowa. Jakby teraz mógł się dowiedzieć trochę więcej o uczuciach przyjaciela, skrywanych przez te wszystkie lata.
- Gdy zobaczyłem cały mój klan wymordowany, moich rodziców... Itachi był tam i powiedział mi, że to on ich wszystkich zabił i że teraz powinienem żyć nienawiścią do niego, dzięki czemu będę stawał się coraz silniejszy, aż w końcu będę miał możliwość stanąć z nim do walki. Z wszystkich ludzi na świecie najbardziej nienawidziłem właśnie jego, własnego brata. Wszystkie inne myśli, marzenia zostały odłożone na boczny tor. Chciałem jego śmierci, pragnąłem tego. Dlatego też opuściłem wioskę, gdy nadarzyła się okazja zdobycia większej siły. To nie było łatwe. Pierwszy raz od zbrodni, którą popełnił Itachi, czułem, że nie jestem sam. To nie była zasługa Kakashiego - mojego nauczyciela, czy Sakury, która cały czas za mną latała wrzeszcząc jak bardzo mnie kocha. Zawdzięczałem to tobie Naruto. - Uzumaki nie mógł uwierzyć, że te słowa padły z ust bruneta. - Jesteś osobą, która potrafiła i wydaje mi się, że wciąż potrafi, zdenerwować mnie jak nikt inny. Zawsze walczyliśmy i kłóciliśmy się o wszystko co tylko się dało, a jednak to dzięki tobie czułem się lepiej. Zawsze nazywałeś mnie swoim rywalem i wrogiem, później jednak to się zmieniło na przyjaciela. Szczerze to nawet nie zauważyłem kiedy. Naprawdę, nie chciałem cię zranić odchodząc. Ale uwierz mi, nie mogłem zostać. Musiałem zdobyć moc, musiałem iść i spróbować zrobić wszystko, żeby go zabić. Wiedziałem, że dopóki on będzie żył, ja nie będę mógł żyć spokojnie. Tak wtedy myślałem. Wybacz. – „Uśmiechnął się do mnie? Nie, nie możliwe. A może?” Naruto siedział całkowicie osłupiały z szeroko otwartą buzią. Nigdy nikt go tak bardzo nie zaskoczył. „Przeprosił mnie i się uśmiechnął. Co prawda, ten uśmiech był ledwo widoczny, ale pierwszy raz go takiego widziałem. Był... Piękny. No o ile go sobie nie wymyśliłem... Ach, Naruto! O czym ty w ogóle myślisz?!” - Sasuke, mógłbyś powtórzyć? Bo nie wiem czy dobrze zrozumiałem.
- Nie, nie mógłbym. Powiedziałem ci na początku, że nie będę się powtarzał. Mówić dalej? - Uchiha dobrze wiedział, że zaskoczy młotka swoimi słowami, ale uważał, że lepiej będzie jak wyjaśni mu parę spraw. Nie było mu na rękę mówienie takich rzeczy, ale jak już tak postanowił, to nie miał zamiaru się wycofać. Tym bardziej, że Uzumaki nie należał do najbystrzejszych.
- Ach. Tak, tak...
- Gdy u Orochimaru, w końcu stwierdziłem, że jestem gotowy, aby walczyć z Itachim, postanowiłem odejść. - Sasuke znów przybrał szorstki i zimny wyraz twarzy. - Ta żmija oczywiście miała co do mnie odrobinę inne plany, ale szybko wybiłem mu je z głowy. Gdy go zabiłem, wkroczył Kabuto. Powiedział, że jeżeli oszczędzę chociaż odrobinę DNA Orochimaru, to on powie mi coś, co może zmienić wizję mojego przyszłego życia. Oczywiście miałem zamiar zniszczyć wszystko co było związane z tym gadem, jak i samego Kabuto. Byli zbyt niebezpieczni. Co prawda w tamtym momencie oboje nie mogli mi nic zrobić, a życie Sennina już dobiegło końca, ale Kabuto miał zbyt duże umiejętności, żebym mógł mu na cokolwiek pozwolić. W jego rękach DNA Orochimaru było dużym zagrożeniem. Nie wiadomo czy w przyszłości nie sprawiałby jakiś problemów. Ale jak na razie on nie musiał o tym wszystkim wiedzieć, prawda? - Spojrzał pytająco na Uzumakiego, ale tak naprawdę nie oczekiwał odpowiedzi. Blondyn rozumiał Sasuke. Wiedział jaki jest Yakushi, a na dodatek, do tej pory, wszystkie próby jego zabicia kończyły się fiaskiem. - Kabuto powiedział mi coś, co przewróciło całe moje dotychczasowe życie do góry nogami. W sytuacji, gdyby to okazało się prawdą, wszystkie moje przekonania i wszystko w co wierzyłem nagle straciłoby sens. Byłem wściekły, o ile w ogóle to można tak nazwać. To straszne uczucie... Poczułem się oszukany, zdradzony i manipulowany przez całe życie, po raz kolejny, jeszcze okrutniejszy. Najgorsze było to, że nie rozumiałem po co ktoś przez ten cały czas wmawiał mi to wszystko. Chociaż mimo to w pewnym, minimalnym stopniu poczułem się szczęśliwy. – Naruto nie rozumiał co takiego mogło się stać, co wywołałoby takie emocje u Sasuke. Mimo, iż odrobinę się pogubił w wypowiedzi Uchihy, postanowił mu nie przerywać. – Ale i tak nie mogłem mu uwierzyć. Po prostu nie mogłem. Zabiłem Kabuto. Po nim, jak i po Orochimaru nie zostało zupełnie nic. Teraz musiałem jedynie odnaleźć Itachiego. I to jak najszybciej. Nic innego się dla mnie w tamtej chwili nie liczyło. Po tym jak zabiłeś Paina, co powiem szczerze, trochę mnie zaskoczyło. Znowu stałeś się silniejszy. - Sasuke ponownie, prawie niezauważalnie się uśmiechnął. Naruto nie wiedział co ma o tym myśleć. Sasuke nigdy się tak nie zachowywał. Uzumaki nie był w stanie nic powiedzieć. Dużo ludzi mu gratulowało, czy też chwaliło umiejętności, ale Uchiha to co innego... Blondyn słysząc te słowa znów delikatnie się zarumienił. - Tak więc, po tym jak zabiłeś Paina, jak zapewne wiesz, Akatsuki przestało istnieć. Przez co znalezienie mojego brata nie było takie łatwe jak wcześniej. Gdy go w końcu odnalazłem, rozpoczęliśmy walkę. Walczyliśmy bardzo długo i zacięcie. Aż w końcu jednak udało mi się wygrać. Zbliżyłem do jego szyi katanę, obaj wiedzieliśmy, że to już koniec. Wystarczyłoby tylko jedno pociągniecie. Był pewny, że to zrobię. Mimo to uśmiechał się do mnie. Tak jak kiedyś, zanim jeszcze to wszystko się stało. Miałem zaraz go zabić, a on się uśmiechał! „Wyrosłeś Sasuke.” powiedział, przez co ja zamarłem... Odkąd się spotkaliśmy chciałem się go spytać czy to co powiedział Kabuto jest prawdą, ale nie wiedziałem jak. Sam nawet nie wiedziałem, co czuję w tej sytuacji. Wszystko się we mnie gotowało. Nie wiedziałem, czy mam większą ochotę go zabić, czy może... Eh... - Sasuke? - Naruto zmartwił się widząc takiego przyjaciela. Jego twarz wyrażała tyle emocji. Ale jakich... Smutek, żal, rozczarowanie, złość... Czy to w ogóle możliwe odczuwać tyle negatywnych uczuć naraz? - W końcu, gdy wziąłem zamach, - Uchiha zaczął kontynuować swoją wypowiedź. - Itachi spiął się odrobinę i przymknął oczy. Był na to przygotowany...

Oczekiwał ostatecznego ciosu, gdy nagle usłyszał, jak katana chowa się w pochwie. Zaskoczony otworzył oczy. - Co robisz?!
- Nie zabiję cię. A przynajmniej dopóki sobie czegoś nie wyjaśnimy.
- C-co? Przecież tyle ci zrobiłem. Zniszczyłem ci życie. Na co czekasz?! Nie na to tą chwilę czekałeś przez te wszystkie lata?
- Dlaczego wymordowałeś nasz klan? - zapytał młodszy Uchiha, z największym spokojem, na jaki był w stanie sobie w danej chwili pozwolić.
- Czyś ty zgłupiał? Już ci to tłumaczyłem. Zrobiłem to i nic więcej nie powinno się dla ciebie liczyć.
- Przestań pieprzyć! To mi nie wystarczy i chcę chociaż raz w życiu usłyszeć prawdę!
- O czym ty mówisz? - Itachi otworzył szeroko oczy i patrzył ze zdziwieniem na brata.
- O tym, że podobno przez cały ten czas wmawiałeś mi jakieś bzdury!
- Nie rozumiem...
- Więc wybiłeś nasz klan z własnej woli. Tak?
- Oczywiście.
- Nie wierzę ci.
- Słucham? Sasuke, czy ty się dobrze czujesz? Przez tyle lat uczyłeś się nienawiści do mnie, o co sam się postarałem. Przeze mnie opuściłeś wioskę i przyjaciół, a co najważniejsze, straciłeś rodzinę! Wszystko przeze mnie straciłeś! A teraz, co?! Wybaczyłeś mi?! Sasuke, oszalałeś?! Następnej szansy możesz już nigdy nie dostać.
- Zaryzykuje.

- To już chyba wszystko.
- Nie wierzę… - Uzumaki nie rozumiał jak coś takiego mogło wydarzyć się naprawdę. Nigdy by nawet nie przyszło mu do głowy, że Itachi może być takim człowiekiem. Wszystko co robił, robił z myślą o Sasuke. Jakim cudem znosił to wszystko przez tyle lat? Nie chciał dopuścić do wojny i stanął po stronie wioski odwracając się od własnego klanu, który chciał przejąć władze w całym Liściu. Zgodził się ich zabić, pod warunkiem pozostawienia przy życiu, wtedy jeszcze jego małego braciszka. Czekał na moment, w którym Sasuke będzie dość silny by go zabić. Gdyby tak się stało młodszy Uchiha przywróciłby dawny honor i sławę swemu nazwisku. Wrócił by do Konohy jako bohater, który zabił zdrajcę własnego klanu oraz wioski, a w tym człowieka, który powszechnie uchodził za jednego z najniebezpieczniejszych w świecie shinobi. Doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że to w żaden sposób nie wynagrodzi Sasuke wcześniejszych przeżyć, jednak chciał chociaż tyle dla niego zrobić. Zaplanował to wszystko jeszcze przed dniem mordu. Poznana prawda ukazywała jak bardzo Itachi kochał brata. Nic, ani nikt nie był od niego ważniejszy. – Jak… Jak wioska mogła pozwolić na coś takiego? Przecież on to zrobił dla dobra Konohy, a mimo to musiał odejść jako zdrajca. Później jeszcze przystąpił do tej pieprzonej organizacji, żeby móc pilnować czy tobie nic nie zagraża… Ej! Sasuke! Ty chyba nie wróciłeś po to by się zemścić? – Naruto przerażała sama myśl o tym, że jest taka możliwość.
- Ty też myślisz, że to dobry pomysł?
- C-co? Sasuke, proszę cię. Teraz i tak już nic ci to …
- Dobra, wiem. Nie denerwuj się tak. Nie mam zamiaru się już na nikim mścić. Już nie. Obecnie i tak wszyscy, którzy mieli coś z tym wspólnego już nie żyją, a nie po to Itachi zrobił tyle dla wioski, żebym ja miał ją teraz atakować.
- Całe szczęście… A właśnie, to co teraz z Itachim?
- Jest w wiosce.
- Co?! Gdzie?! Tutaj?
- Tak tutaj. - Sasuke zaśmiał się cicho widząc wyraz niezrozumienia na twarzy Naruto. – Nawet nie wiesz jak ciężko było mi go namówić żeby wyruszył ze mną do wioski. Ostatecznie jednak mi się udało. Wróciliśmy i chcemy tu spokojnie żyć. Chociaż jestem pewien, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby Tsunade nie wyraziła zgony na nasz powrót, lub jakby to zrobiła, ale mimo to nie miałaby zamiaru w niedalekiej przyszłości oficjalnie ogłosić, że Itachi tak naprawdę nie zdradził wioski. Oczekuje, że ludzie zaakceptują naszą obecność, a Piąta ma nam to zapewnić. Tyle może zrobić.
- Wiesz, że to nie będzie łatwe. Ludzie jak już wyrobią sobie opinie na czyjś temat to bardzo trudno jest ją zmienić, ale wydaje mi się, że po poznaniu prawdy powoli zaczną wątpić w swoje przekonania i może zaczną zmieniać swoje poglądy. A przynajmniej nie którzy.
- Mam taką nadzieję.
- A teraz gdzie jest ten twój brat?
- U ludzi Hokage. Sprawdzają czy aby na pewno może wrócić, czy może Akatsuki rzeczywiście zmieniło go w bezlitosnego zabójcę.
- To znaczy, że jeszcze nie ma pewności czy zostanie?
- Oni tak uważają, ale według mnie to tylko kwestia czasu kiedy to potwierdzą.
- Ale chyba im się nie dziwisz. Jak by nie patrzeć twój brat dobrowolnie dołączył do najniebezpieczniejszej organizacji i wraz z nią popełniał liczne zbrodnie. Mimo wszystko Tsunade i tak mogłaby się na to nie zgodzić.
- Gdyby było dokładnie tak ja ty to widzisz to jestem wręcz pewien, że nic by z tego nie wyszło. Fakt jest jednak taki, że gdy przeczyta się papiery o jego wszystkich morderstwach, a nie tylko o którymś z nich i wie się czego szukać, to można zauważyć coś bardzo ciekawego. A mianowicie każda osoba, którą zabił Itachi była w jakimś stopniu zamieszana w przestępcze życie. W mniejszym lub większym, ale była.
- Skoro tak, to dziwne, że Tsunade tego wcześniej nie zauważyła.
- Myślę, że po prostu nikt się tym nie przejmował. Wystarczyło im, że zabił kolejną osobę, a skoro był w Akatsuki to uważali, że nie ma się nad czym zastanawiać.
- Możliwe…
- Sasu. - Do pokoju nagle wszedł uśmiechnięty Tsu, strasząc tym samym Naruto.
- Co jest?
- Jestem głody. – Mówił mały wciąż się uśmiechając.
- Rąk nie masz? – Dzieciak na słowa Sasuke od razu spochmurniał i opuścił głowę. – No dobra, dobra. Co chcesz zjeść? – Brunet nie był zadowolony, ale sam również chętnie by coś zjadł , więc postanowił się tym razem wyjątkowo poświęcić. Ten mały sprawiał, że wszystkie jego zasady i przyzwyczajenia całkowicie traciły na wartości. Przy nim nawet jak się starał nie mógł być taki jak zawsze – szorstki, nieugięty, zdecydowany i poważny. Zupełnie jak przy Naruto. Chociaż przy blondynie było jeszcze kilka dodatkowych odczuć…
- Obojętnie. Co byś nie zrobił to i tak będzie dobre. – Szeroki uśmiech znów pojawił się na jego twarzy .
- Jasne.. Idź już na górę, jak zrobię to cię zawołam. – To zaskakujące, ale Sasuke również się do niego uśmiechnął. Co prawda jak zawsze ledwo zauważalnie, ale chociaż tyle. Brunet robił coraz to większe postępy.
- Co? – Uchiha zapytał Naruto, który stał i wpatrywał się w niego zdziwiony.
- A nie nic.
- No chyba jednak coś. – Sasuke wiedział, że Uzumakiego coś trapi.
- Bo… Przy nim jesteś taki… inny. Widać, że go kochasz. W końcu to twój syn. – Naruto był naprawdę zaskoczony, że Uchiha jest tak miły dla dziecka. Zawsze na misjach jak mieli z nimi jakąś styczność to mówił, że uważa je za denerwujące i stwarzające masę problemów. Ale teraz, gdy ma swoje widać, że zmienił zdanie. Uzumaki uśmiechnął się smutno. Cieszył się z jego szczęścia, ale i tak nie mógł się pozbyć tego dziwnego uczucia.
- Że co? - Chyba nic dzisiaj nie zaskoczyło Sasuke tak jak to, co przed chwilą powiedział blondyn. Widząc minę Naruto zaczął się głośno śmiać.
Uzumaki nic nie rozumiał, ale nie mógł oderwać wzroku od przyjaciela. Ktoś mógłby pomyśleć, że to nie możliwe, ale według Naruto, Sasuke teraz wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle. Nigdy nie wiedział, żeby on śmiał się tak otwarcie i szczerze.
- Sasuke! – Naprawdę mógłby tak się na niego patrzeć w nieskończoność, ale nie jak ten śmieje się z niego.
- Hahaha… Przepraszam cię, ale… Skąd ci w ogóle coś takiego przyszło do głowy? – Brunet powoli się uspokajał.
- Ale co?
- Młotku, czy ty jesteś nienormalny? Za kogo ty mnie masz? Myślisz, że w wieku 14 lat zrobiłem sobie dziecko? Czy ty jesteś chory?
- Eee... Co? Czyli, że nie jesteś jego ojcem?
- Oczywiście, że nie!
- To on jest synem Itachiego?!
- Muszę przyznać, że jesteś bardzo bystry. – Uchiha zakpił z blondyna.
- Bardzo śmieszne! – Udał naburmuszonego, ale tak naprawdę był szczęśliwy…
- Chodź zrobię mu coś do jedzenia.
- A mi też zrobisz? – Uzumaki zawsze był skory do jedzenia.
- Nie miałeś przypadkiem iść do domu?
- Jak możesz tak traktować gościa? Nieładnie Uchiha, nieładnie.
- Zamknij się i chodź.
- Tylko mnie nie otruj. – Cieszył się, że postawił na swoim.
- Widzę, że ci humor wrócił.
- Możliwie – powiedział i wystawił język do bruneta, siadając na krześle w kuchni. Sasuke tylko pokiwał głową z niedowierzaniem. Zwątpił w to, że Naruto chociaż odrobinę dorósł w tym czasie gdy go nie było.
- A… Nie, nie ważne. – Patrząc jak brunet przygotowuję drugie śniadanie chciał go o coś zapytać, ale ostatecznie z tego zrezygnował.
- Pytaj.
- Nie to nie moja sprawa.
- Jakoś nigdy wcześniej nie stosowałeś się do reguły „nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy”.
- Nie prawda – sprzeciwił się Uzumaki, a Uchiha na te słowa tylko uniósł jedną brew i spojrzał poważnie na blondyna. – No dobra może trochę…
- No właśnie. Dawaj.
- Kim jest matka Tsuyosy? I… bo mówiłeś, że udało ci się w końcu namówić Itachiego na powrót, ale jak ty to właściwie zrobiłeś? Jakoś ciężko mi uwierzyć, że tak po prostu po tylu latach powiedział „No spoko, czemu nie, chodźmy”.

~~~

3

  1. Silris says:

    O matuchno, nawet nie wiesz jak mi ulżyło xD Jak okazało się, że Itachi jednak żyje, od razu wiedziałam, że ten maluch jest jego. Kocham cię za to xD Nie przeżyłabym, gdyby to Sasu miał dziecko xD
    Widać myślę tak samo idealnie jak Uzumaki xD Pogratulować łączenia faktów, eh xD Z tym wiekiem to na to nie wpadłam xD

    Nie będę ci już wypominać błędów, powiem tylko, że partie dialogowe były baaardzo długie i musiałam się wysilić, żeby je przeczytać. Ale ja już tak mam, duże partie tekstu mnie po prostu nużą, więc wybacz :) A no i nadal nieco źle operujesz dialogami, nie rozłączasz partii mówionych przez osobnych bohaterów.
    Ale ogólnie było nieźle :)

    Pozdrawiam.

  2. Silris says:

    Dodawaj, dodawaj, ja nie mam nic przeciwko xDD
    I wiem, że jestem okrutna, cóż xDDDD"

  3. Agata says:

    yaaaaa... normalnie odetchnęłam z ulgą...
    a poza tym ITAŚ wrócił *ma banana na twarzy*

Zostaw komentarz