Spojrzał wstecz - nie był sam...

Rozdział betowany przez Ichimaru.

~~~

Walka była bardzo długa, wyrównana i wyczerpująca. Nastał już wieczór. Mieli poszarpane ubrania i obydwaj krwawili. Nie były to poważne rany, ale było widać, że ze zmęczenia ledwo trzymają się na nogach. Mimo wszystko, żaden z nich nie chciał tego przerwać. Chcieli to ciągnąć jak najdłużej.
- To niewiarygodne, że ich siły są na tak równych poziomach, że jeden drugiemu nie może właściwie nic zrobić. Tylko czekać, który szybciej padnie. Nie ma! Ja i tak jestem od nich lepszy! - Kiba skrzyżował ręce na piersiach i śmiesznie nadął policzki. Był pod wrażeniem sił obecnie walczących, ale nie chciał tego otwarcie przyznać.
- Nie powiedziałbym, że nic nie mogą sobie zrobić, jak już to po prostu tego nie chcą. Pewne jest, że obaj nie walczą na poważnie, jednak jakby tak było, myślę, że ich poziomy rzeczywiście były by bardzo wyrównane. - Kakashi całkowicie pozbawił psiarza jakichkolwiek złudzeń.
- Co?!
- Kiba, ależ ty jesteś tępy. To jest naprawdę upierdliwe. Co ja w ogóle tu robię... - Shikamaru jak zwykle wykazywał wielkie zainteresowanie.
- No dobra. Koniec walki. ... Dajcie już spokój! - Mimo słów Kakashiego, żaden z nich się nie zatrzymał.
- Naruto! Sasuke! Starczy już! - Widząc, że nadal nie słuchają, zbliżył się do nich i ich rozdzielił. Nie miał z tym najmniejszego problemu, biorąc pod uwagę ich zmęczenie. Nie protestowali, obaj starali się, chociaż utrzymać na nogach.
- Widzę, że nie osłabłeś Sasuke. Szkoda tylko, że nie mogliśmy zobaczyć, co tak naprawdę potrafisz. Sakura, Ino zajmijcie się ich ranami. Zapewne i tak będą chcieli wrócić od razu do domu, nie myśląc nawet o szpitalu. Reszta rozejść się. Już! - Tsunade powiedziała wszystkim, co mają robić, po czym zniknęła razem wraz z Kakashim.
Wszyscy już poszli, na polu zostali jedynie Sakura, Ino, Sasuke i Naruto. Uzumaki i Uchiha leżeli na trawie, a dziewczyny opatrywały ich rany.
- Naruto, dobrze się czujesz? - Haruno martwiła się o przyjaciela. Nie miała na myśli jego stanu fizycznego. Rany nie były poważne, a dzięki demonowi i tak goiły się w bardzo szybkim tempie. Chodziło jej o to, jak czuje się po konfrontacji z Sasuke. - Naruto?
- W porządku.
- Ta… Jak zawsze. A ty? - Tym razem zwróciła się do bruneta.
- Dobrze. Dam sobie radę. Tylko chciałem jeszcze porozma... - Niedane mu było dokończyć, Uzumaki postanowił przerwać jego wypowiedź.
- Ja już idę. – Delikatnie się podniósł i powoli skierował ku swojej kawalerce. Może i czuł się lepiej, ale jednak jeszcze nie był do końca wyleczony.
- Ale... - Sakura chciała, żeby ze sobą spokojnie porozmawiali.
- Naruto! Mógłbyś przestać mnie unikać?! - Sasuke już również stał. Był w gorszym stanie niż Uzumaki, ale nie miał zamiaru mu teraz pozwolić odejść. Skończyła się jego cierpliwość.
Gdy Uchiha krzyknął blondyn nagle się zatrzymał i stał odwrócony do niego plecami.
- Naruto?
- Jakim prawem... Jak po tym wszystkim masz czelność mi mówić, co mam robić?! Jak?! - W czasie, gdy krzyczał odwrócił się przodem do bruneta.
- Ino. - Sakura złapała przyjaciółkę za ramie. - Idziemy.
- Co? Nie, czemu?
- Już, chodź. - Dziewczyny szybko zniknęły z pola treningowego.
- O co ci chodzi?! Czy to nie ty cały czas mnie goniłeś, mówiąc, że jestem twoim przyjacielem?! To nie ty mówiłeś, że zawsze będę mógł wrócić?!
- …
- Naruto!
- Kiedy to zaczęło ci na tym wszystkim zależeć?  - Stał z opuszczoną głową i bezwładnie spuszczonymi rękoma wzdłuż ciała. Nie chciał się już kłócić. Miał ochotę zapomnieć o tym wszystkim, co było i … ale czy to by było w porządku? Tak po prostu wybaczyć?  Był rozdarty. Nie wiedział, co ma robić.
- Młotku... Zawsze mi zależało. Zrozum, nie mogłem wcześniej wrócić. - Sasuke mówił już spokojnie, podchodząc coraz bliżej do Naruto.
- Nie nazywaj mnie tak. Nie podchodź do mnie i nie kłam. - Wbrew jego oporowi do oczu zaczęły napływać łzy.
- Naruto... - Sasuke podszedł jeszcze bliżej. Tak, że już mógł go dotknąć. Delikatnie złapał go za ramiona.
- Zostaw! - Uzumaki próbował krzyknąć i wyrwać się, ale nie miał już na to siły.
- Nie. - Uchiha przyciągnął go mocniej i przytulił do siebie. Czuł jak zaczęły po niej spływać łzy blondyna. Sam nie wiedział, dlaczego to robi, ale po prostu czuł, że tego właśnie chce, że tak właśnie powinien postąpić. To było coś, nad czym nie chciał się zastanawiać.
- Sasuke, draniu… - Uzumaki wciąż płakał ściskając mocno resztki górnej części garderoby bruneta. Starał się nigdy tego nie robić, ale teraz nie mógł się powstrzymać. Gdy się uspokoił, zapytał jak najspokojniej był w stanie. - Znowu odejdziesz?
- Nie. Już nie. – Naruto ścisnął go jeszcze bardziej, ale już nie płakał.
- Tęskniłem...
- Ja też młotku, ja też...
Przez te wypowiedziane przed chwilą słowa, Uzumaki czuł od wewnątrz wypełniające go ciepło. Już od dawna nie był tak szczęśliwy. Tyle przez niego wycierpiał, a jednak był w stanie od razu mu wybaczyć. Dlaczego? Nie wiedział. To było silniejsze od niego. Nie mógł się oprzeć temu uczuciu radości, gdy tylko zdał sobie sprawę, że go odzyskał...
Podniósł głowę i spojrzał prosto w oczy Sasuke. Pierwszy raz w tych pięknych czarnych tęczówkach miał możliwość ujrzenia tych wszystkich cudownych uczuć. Na ten widok przepięknie się uśmiechnął. Brunet nie mógł oderwać wzroku od tego cudnego uśmiechu i niesamowitych oczu. Nikt inny nie posiadał tak wspaniale błękitnych oczu. Czuł się dziwne. Wiedział, że nie powinien, ale wszystkie racjonalne myśli na nic się w tej chwili nie zdały. Nie mógł kontrolował własnego ciała, umysłu. Objął dłońmi policzki Naruto i delikatnie złączył swoje usta z ustami blondyna. Był równie zszokowany swoim zachowaniem, co Uzumaki, mimo to tak bardzo nie chciał tego przerywać... Ale wiedział, że nie może tego ciągnąć. Łagodnie odsunął od siebie Naruto, na którego twarzy mógł dostrzec słodkie rumieńce, przez co już całkowicie pogubił się w swoich myślach. „Co się ze mną dzieje?!” - Ehm... Naruto. Chyba powinniśmy już iść. - Nie miał ochoty się z nim rozstawiać. Wypuszczać ze swoich objęć. I właśnie, dlatego musiał to przerwać. Uchiha nie przywykł do takich sytuacji. Zawsze musiał mieć wszystko pod kontrolą, a teraz coś zdecydowanie było nie tak. Miał tylko nadzieję, że Uzumaki nie odbierze tego w jakiś dziwny sposób.
- Tak, tak, jasne... - Przed samym sobą ciężko było mu przyznać, że żałować tego, iż brunet to przerwał. Postanowił, jak najszybciej o tym zapomnieć i zachowywać się jak gdyby nic się nie stało, a przynajmniej postara się to zrobić. - Sasuke, powiedz. Co się stało, że tak nagle wróciłeś?
- Wszystko ci wyjaśnię, ale nie dzisiaj. Wiem, że nie powinienem cię o to prosić, ale daj mi jeszcze trochę czasu. – Uzumaki niechętnie, ale skinął głową, dając do zrozumienia, że się zgadza, po czym obaj opuścili pola treningowe.
- Do zobaczenia? - Naruto spytał przyjaciela, gdy już znajdowali się przed jego domem.
- Jasne. - Dzięki odpowiedzi Uchihy na twarzy Uzumakiego znów zagościł ten sam, co dawniej promienny uśmiech.
Następnego ranka blondyn obudził się w wyjątkowo dobrym humorze. Nie towarzyszyło mu tak doskonale już znane uczucie przygnębienia. Zupełnie, jakby ogromny ciężar zniknął, nie pozostawiając po sobie ani śladu. Lecz mimo szczęścia, które go ogarnęło nie mógł pozbyć się myśli, że to nie jest w porządku. Cieszył się z jego powrotu, ale także pamiętał jak przeżywał ten czas, w którym go nie było. Nigdy go za to nie obwiniał. Wiedział jak ważne to dla niego było, chociaż sam uważał, że zemsta nie jest odpowiednim rozwiązaniem. Starał się zrobić wszystko, co w jego mocy, aby go powstrzymać, jednak za każdym razem ponosił porażkę. Aż w końcu został całkowicie pozbawiony możliwości robienia czegokolwiek w tym kierunku. Wtedy też zaczął coraz bardziej zatracać się w poczuciu winy. Nadmiar wolnego czasu sprawiał, że myślał o tym coraz częściej, jeżeli to w ogóle było możliwe. Teraz, gdy Naruto był dla wioski bohaterem, nikt już z niego nie szydził, nie wytykali go palcami i nie próbowali izolować od innych, jednak obecnie niektórzy śmiali się z jego naiwności. Jeszcze inni współczuli, mówiąc, że nie powinien się nim przejmować i po prostu zapomnieć. Wciąż powtarzali, że Sasuke nie jest wart takiego traktowania, że nie zasłużył na tak oddanego przyjaciela. Zawsze w takich chwilach strasznie się irytował. To on zna Sasuke najlepiej, a przynajmniej według niego, i nikt nie będzie mu mówił, na co tamten zasłużył, a na co nie. Tym bardziej, że według niego przyjaźń nie jest czymś, na co można sobie w jakiś sposób zasłużyć czy też nie. Mimo wszystko i tak do samego końca pozostawiał na swoim, ale gdy niespodziewanie zobaczył Uchihe, cała złość, która się w nim nagromadziła szukała natychmiastowego ujścia. Nie chciał go tak traktować, w końcu tak długo czekał na ten moment, ale to było silniejsze od niego. Unikał go, robił wszystko byle tylko nie dopuścić do spotkania. Sam nie wiedział, czemu się tak zachowuje. Dopiero wczoraj wieczorem, gdy w końcu doszło pomiędzy nimi do rozmowy, Naruto pozbył się tego okropnego uczucia. Co prawda brunet jeszcze mu nie powiedział, co się stało, że wrócił, ale Uzumaki zdawał sobie sprawę z tego, że w odpowiednim czasie Sasuke mu wszystko wyjaśni, a jeśli by się jednak na to nie zdecydował, to po prostu to z niego wyciągnie. Nie chciał już być zły, smutny i całymi dniami siedzieć w domu. Chciał się znów cieszyć tak jak dawniej i teraz naprawdę czuł, że może tak być.
Na samą myśl o ich ubiegłym spotkaniu, o tym jak czuł bliskość bruneta i jego gorący oddech na swojej szyi, co wywołało falę gorąca rozchodzącą się po jego całym ciele, wraz z niesamowicie przyjemnymi dreszczami, aż w końcu, gdy usta wyższego napotkały jego własne, słodko zapłonął rumieńcem, a serce zaczęło bić mu coraz szybciej i mocniej. Nie rozumiał reakcji swojego organizmu, tego, o czym w tamtej chwili myślał i dlaczego. Nie wiedział także, dlaczego pozwolił na to wszystko Sasuke i w ogóle, czemu Uchiha się na coś takiego zdecydował. Jednak w danej chwili nie miał zamiaru zaprzątać sobie głowy takimi sprawami. Postanowił pozbyć się tych wszystkich niezręcznych myśli, zapomnieć o pewnych jakże niezrozumiałych, lecz przyjemnych momentach wczorajszej rozmowy i po prostu cieszyć się z powrotu przyjaciela.
Naruto, gdy tylko wstał obrał za główny cel dnia rozmowę z Uchihą. W końcu trzeba uczcić jakoś jego powrót. Domyślał się, że namówienie bruneta, na jakiś wypad nie będzie łatwe, ale nie miał zamiaru mu tego odpuścić.
Zaskakujące było to jak szybko na twarz Uzumakiego powrócił promienny uśmiech przepełniony radością. On po prostu, mimo wszystko nie potrafił mu nie wybaczyć. Nie oznacza to, że zapomniał o wszystkim, co przeszedł, ale teraz to się nie liczyło. Był szczęśliwy i tylko to miało znaczenie.
Sasuke szedł w stronę kuchni, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Zdziwił się, gdy za nimi zobaczył blondyna z ogromnym uśmiechem na ustach.
- Siema, Draniu! - Naruto bez zastanowienia ominął w drzwiach Uchihe i wszedł do środka.
- Młotku, czego chcesz? – Może tego nie okazywał, ale naprawdę się cieszył, widząc takiego blondyna.
- Coś ty taki wredny? A pomyśleć, że wczoraj byłeś taki milutki... - Gdy tylko to powiedział, przed oczami ukazała mu się scena z wczorajszego wieczoru, o której tak usilnie starał się zapomnieć. Natychmiast pożałował swoich odważnych słów, a jego twarz przybrała piękny czerwony kolor.
- W ten sposób prosisz o powtórkę? - Pewny siebie Uchiha z niesamowicie pociągającym wyrazem twarzy podszedł bliżej Uzumakiego.
- Co?! N-nie… Oczywiście, że nie! – Naruto speszył się odrobinę, mimo, iż dobrze wiedział, że brunet robi to specjalnie.
- Na pewno? – Podszedł jeszcze bliżej i uśmiechnął się zwycięsko do przyjaciela.
- Jesteś okropnym, zimnym draniem!
- Już mi to kiedyś mówiłeś, Młotku. - Westchnął i oparł się o ścianę, wciąż nie spuszczając wzroku z blondyna.
- Naprawdę stałoby ci się coś, gdybyś był czasami trochę milszy?
- Pozwól, że ci przypomnę, że to ty przez ostatni tydzień byłeś na okrągło wściekły, wredny i robiłeś wszystko, żeby się ze mną nie spotkać, a teraz, co? - Sasuke uśmiechnął się kpiąco i czekał na odpowiedź Naruto.
- Lubisz się bawić w wyliczanki, Uchiha? Jak tak bardzo tego pragniesz, to nie ma sprawy. Możemy sobie powspominać pewne sprawy. Co ty na to? - Blondyn stanął na przeciwko niego z poważną miną i założonymi rękoma na piersiach. Wiedział, że tym razem to on wygrał.
- No dobra. Dajmy już spokój. To, po co żeś przylazł? - Zapytał, a ręką wskazał blondynowi kanapę w salonie, dając mu do zrozumienia, żeby usiadł. Natomiast sam Sasuke, rozsiadł się na fotelu obok.
- Drań. – Skomentował brak jakiejkolwiek zmiany tonu Uchihy. - Tak właściwie to chodzi o to, że... - Rozwalił się wygodnie na kanapie, nie zważając na zabójczy wzrok bruneta. - Nie sądzisz, że przydałoby się opić twój powrót? Później nie będzie już czasu na takie rzeczy.
- Że co? – „Co to, to nie! Nie ma mowy. Nie dam się namówić.”
- No weź. Będzie fajnie. Zobaczysz. - Naruto strasznie był podekscytowany myślą o nadchodzącej imprezie.
- Nawet nie ma mowy. - Powiedział ostro, mając nadzieję, że to wystarczy, aby Uzumaki skończył z tym, jakże głupim według niego, pomysłem.
- No, ale czemu? - Naruto zrobił maślane oczka. - Sasuke... Nie daj się prosić.
- To już chyba wolałem, jak mnie unikałeś.
- Poważnie? - Zapytał robiąc smutną minę.
- Nie... - Spojrzał na blondyna, ale zobaczył, że nie bardzo go przekonał. – Niech ci będzie. Wieczorem skoczymy na ten twój ramen i może się odrobinę napijemy, ale tylko my. Nie mam ochoty, na towarzystwo tej całej bandy. Wystarczy, że będę musiał znosić ciebie.
- Naprawdę?! Super! To widzimy się wieczorem w Ichiraku? - Sasuke zastanawiał się, jak to możliwe, że tak nagle zmienia się humor blondyna. Nawet zaczął podejrzewać, że Młotek po prostu sobie z nim pogrywa.
- Ta. A teraz już idź.
- No wiesz... Co tak mnie wyganiasz? Chowasz tu jakąś pannę, czy co? - Naruto chciał, jeszcze trochę podenerwować Uchihe.
- Zaraz jak cię pieprzne w łeb to ci te wszystkie żarty wylecą z...
- Kto to? - Nagle do salonu wszedł mały chłopiec. Wyglądał na około cztery lata. Miał dłuższe, ładnie ścięte, czarne włosy i tego samego koloru oczy. Naruto od razu zauważył, że mały - jak go już zaczął nazywać w myślach - jest jakby małą kopią Sasuke. Chociaż w przeciwieństwie do starszej wersji, młodsza miała bardzo pogodny wyraz twarzy i dla Uzumakiego chłopiec był po prostu bardzo słodki.
- Idź do siebie - powiedział od razu Sasuke.
- Hej. Nie przejmuj się nim. - Powiedział i puścił oczko do dziecka. - Jestem Uzumaki Naruto. Bardzo mi miło - uśmiechnął się szeroko, ukucnął i podał mu rękę.
- Uchiha Tsuyosa*, ale Sasuke mówi na mnie Tsu. - Również się uśmiechnął i ścisnął dłoń blondyna.
- Łał, ale mocny uścisk. - Nie mówił tego, żeby zrobić mu przyjemność, ale dlatego, że tak rzeczywiście było. Oczywiście, jak na tak małe dziecko. – Ile masz lat? - Powiedział i delikatnie przeczesał jego włosy ręką.
- Cztery, ale jestem już bardzo silny! - Z niewiadomych dla Sasuke przyczyn, młody od razu polubił Naruto.
- W to nie wątpię. - Uzumaki wciąż się uśmiechał, ale odsunął się od chłopca i zbliżył do starszego Uchihy.
- Sasuke. - Pociągnął przyjaciela za ramię i szepnął do ucha. - Kim jest ten mały? - Gdy zadał to pytanie, odpowiedź wydała mu się bardzo oczywista. Brunet zawsze chciał odbudować klan, na dodatek dziecko wygląda jak jego mini klon i ma 4 lata. Z tego wszystkiego od razu można wywnioskować, że to najprawdopodobniej, nie... Że to na pewno jego syn. Nie było go pięć lat w wiosce, tak więc wszystko by się zgadzało. Naruto naprawdę go polubił, ale gdy myślał o nim jak o synu Sasuke, ogarniało go bardzo dziwne uczucie. Sama myśl o tym, że Uchiha pokochał jakąś kobietę, wziął z nią ślub, a teraz mają razem dziecko, była dla niego wyjątkowo okrutna. Nie wiedział czemu, ale czuł się zdradzony.


* Tsuyosa - oznacza: moc, siła.

~~~

3

  1. Silris says:

    Nie ma co rezygnować, bo to chyba najgorsza z decyzji, jaką można podjąć :) Trochę pracy i wszystko będzie idealnie. Polecam znalezienie dobrej bety :)

    Wkradła ci się literówka w imieniu Kiby, poza tym "zapewne" oraz "wtedy" piszemy łącznie.
    Przecinki sobie u ciebie żyją jak chcą czasami xd

    W ogóle znowu mnie uratowałaś od śmierci! No chwała ci, chyba czytasz mi w myślach. Już nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, tak mi się nudziło xD

    KONIEC MNIE ZABIŁ *wiesza się na klamce*
    Jak mogłaś tu dać dziecko!? Wiesz, co oznacza dziecko? Seks z kobietą! O matko...
    *wdech, wydech*
    ...
    ...
    ...
    Po co mu dziecko? Utopmy je w rzece :<<

  2. Anonimowy says:

    nie! on nie może mieć dziecka . :c

  3. Agata says:

    miałam napisać, że słodko i się porozczulać, a tu co? DZIECKO
    O_o o ja pierdziu, toć to dzieci są złe, choć w tym wypadku nie wiem czy współczuć dziecku czy Saskowi ;S

Zostaw komentarz