Spojrzał wstecz - nie był sam...

~~~

- Jesteś w końcu szczęśliwy? – Uchiha słysząc to pytanie spojrzał zaskoczony w niebieskie oczy. Naruto nie wiedział czemu, ale przez to spojrzenie delikatnie się zarumienił. Bardzo się cieszył, że jego przyjaciel wreszcie będzie mógł żyć spokojnie.
- Heh… Tak, myślę, że tak. Ty naprawdę za bardzo przejmujesz się innymi. – Sasuke uśmiechnął się do niego w taki sposób, że Naruto przez chwilę zapomniał o oddychaniu. – Masz. – Jedzenie, które podał Uzumakiemu było bardzo ładnie przyrządzone i wyglądało niesamowicie smacznie.
- Łoo, nie wiedziałem, że umiesz gotować. – Okazał prawdziwe zdziwienie i oblizał usta. Sasuke nie podobało się to jak bardzo pociągająco wyglądał wtedy blondyn.
- Dla ciebie wszystko co nie spieprzy z talerza jest dobre… Zawołam małego.
- Ej! Nie prawda! – Krzyknął do Uchihy, gdy ten już wychodził z kuchni. Zaraz, jednak wrócił przyprowadzając Tsu. W trójkę usiedli i jedli razem drugie śniadanie.
- To naprawdę jest smaczne… Czy ty zawsze musisz wszystko robić tak cholernie dobrze?
- A czy ty zawsze musisz marudzić?
- Ja wcal…
- I nie mówi się z pełną buzią młotku. – Sasuke przerwał blondynowi lekko się uśmiechając.
- Naru. - Po raz pierwszy odkąd usiedli do stołu odezwał się Tsuyosa, który siedział obok bruneta, naprzeciwko Naruto.
- Tak? – Spojrzał na małego, pochylił się odrobinę ku stołowi, żeby nie musieć patrzeć na niego z góry i uśmiechnął się szeroko.
- Kim jesteś dla wujka?
- Wujka? – Uzumaki nie bardzo zrozumiał o kogo chodzi.
- No dla Sasu. – Albo blondynowi się tylko wydawało, albo Tsu przez jego chwilową nieuwagę, jawnie go wyśmiał.
- A no tak. – Zaśmiał się głośno. – Jesteśmy przyjaciółmi. Chyba… Tak myślę. Mam rację Uchiha? – Niby miał pewność, że tak jest, ale mimo to z niepokojem czekał na jego odpowiedź.
- Chyba można tak powiedzieć. – Był zadowolony, gdy zobaczył, że po tych słowach na twarz Naruto wpłynął uroczy uśmiech. – A ty co się tak interesujesz? Zjadłeś już? – Tym razem zwrócił się do małego.
- Tylko dla niego jesteś taki miły – stwierdził otwarcie i pewnie, mimo, że właściwie nie widział bruneta w towarzystwie wielu osób. W końcu na razie nikt miał nie wiedzieć o tym, że z Sasuke do wioski przybyły jeszcze trzy osoby.
- Miły? On jest miły? Takie zachowanie mu się pewnie nawet w czasie snu nie zdarza. – Szybko opowiedział Naruto.
- Coś ci się nie podoba? – Sasuke uniósł odrobinę głos.
- Ja myślę, że Sasu jest super – powiedział szczerze Tsu i szeroko się uśmiechnął pokazując przy tym swoje białe ząbki.
- Wybacz, ale twój wujek to okropny, zimny drań i nic poza tym. – Oparł się o krzesło i położył ręce za głową.
- Moglibyście nie mówić o mnie tak jakby mnie tu wcale nie było? Zjedliście to wypad.
- Jak jest taki zły to za co go lubisz? – Naruto uważał, że maluch jak na swój wiek jest zdecydowanie za mądry i za bardzo pewny siebie. Jak widać już zaczął nabierać pewnych cech po Sasuke, a na dodatek bardzo go polubił, czego blondyn w ogóle nie rozumiał. „Ja może lubić takiego samolubnego, zimnego, wrednego i okropnie przystojnego drania? Nie! Jakiego przystojnego?! Stop! Koniec z takimi myślami.” – Naru?
- Eee…
- No inteligencją i błyskotliwością to ty wręcz grzeszysz. – Sasuke po tylu latach chyba znów zaczął się przyzwyczajać do drwin z Uzumakiego.
- Ja wcale nie lubię tego… - Już chciał mu nagadać, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. I tak za dużo już powiedział na drania przy dziecku.
- Kłamiesz... Dziękuje Sasu. – Znów się uśmiechnął i wyszedł z kuchni.
- Co to było? – Naruto nie rozumiał jak tak małe dziecko może się zachowywać w ten sposób.
- No można powiedzieć, że nie jest taki jak inne dzieciaki w jego wieku. – Sasuke ułożył łokcie na stole, położył podbródek na dłoniach i wpatrywał się w blondyna.
- A tobie o co chodzi? – Dziwnie się czuł, gdy Uchiha tak na niego patrzył.
- To powiedz mi w końcu, za co tak właściwie mnie lubisz? Kłamco. - Ten jego hipnotyzujący głos, to przenikliwe spojrzenie i z nieznanych przyczyn gorące dreszcze przechodzące po całym ciele Naruto.
- Ja… Nie wiem… Hehe – zaśmiał się i jak miał w zwyczaju podrapał się w zakłopotaniu z tyłu głowy.
- Jak to nie wiesz?
- No nie wiem! A skoro jesteś taki mądry to powiedz za co ty lubisz mnie?
- Czy ja kiedykolwiek powiedziałem, że cię lubię? – Zaśmiał się, wstał i poszedł do salonu.
- Co?! Ty pieprzony draniu! Chodź tutaj! – Wybiegł za Uchihą, ale Sasuke był bliżej niż myślał blondyn, przez co wpadł na niego i obaj z hukiem runęli na podłogę.
- Młotku, złaź ze mnie. – Uzumaki najpierw trochę się przestraszył, że zdenerwował bruneta, ale gdy nagle przyszedł mu do głowy – według niego – wspaniały plan, przestał się przejmować i postanowił wprowadzić go w życie. Usiadł na brzuchu przyjaciela i mocno go ścisnął nogami.
- No Uchiha. Teraz mi powiesz jak jest naprawdę. – Naruto był z siebie naprawdę dumny.
- Ty naprawdę myślisz, że w ten sposób coś wskórasz? – Drań - jak to mówi Uzumaki - wciąż się nie ruszał, tylko patrzył prosto w oczy blondynowi.
- A nie? – Sasuke słysząc to pytanie tylko zaśmiał się dźwięcznie i w mgnieniu oka zmienił pozycję tak, że to Naruto leżał pod nim.
Uchiha siedział na biodrach blondyna, trzymał jego ręce po obu stronach jego głowy i prawie na nim leżąc pochylił się niebezpiecznie blisko twarzy. – I co teraz? – Wyszeptał mu do ucha, owiewając je ciepłym powietrzem.
- Sasu-ke.. Zejdź ze mnie. – Nie wiedział co się dzieje, ale wiedział, że czuł coś, czego na pewno czuć nie powinien w takiej sytuacji. Głos Sasuke, oddech… Czemu to jest tak podniecające…
- Co? Czemu? Już nie jesteś taki odważny? – Już wręcz leżał na Uzumakim, patrząc mu prosto w oczy, a gdy do niego mówił ich twarze były bardzo blisko siebie. Naruto nie do końca rozumiał co Uchiha tak właściwie do niego mówi, a nawet nie specjalnie się tym interesował. Gdy widział jego usta tak blisko swoich miał straszną ochotę powtórzyć to co wydarzyło się wczoraj wieczorem. Tylko, że nie tak delikatnie. Chciał więcej… - Młotku? Żyjesz? – Brunet odsunął się odrobinę od przyjaciela, gdy zauważył, że ten po prostu bezczelnie odpłynął i w ogóle go nie słucha. Tym samym przerwał coraz to śmielsze rozmyślania Naruto.
- Żyje! Spieprzaj!
- Ojej, coś ty taki nerwowy? – Tak strasznie spodobało mu się drażnienie blondyna w ten sposób, że stwierdził, iż chyba będzie musiał robić to częściej.
- Kurwa! Uchiha! – wrzasnął i nieumyślnie poruszył się tak, że swoją odrobinę poruszoną już męskością – przez dziwne zachowanie Sasuke – otarł się o krocze przyjaciela. Leżeli tak blisko siebie, że doskonale odczuwali każdy, najdelikatniejszy nawet ruch drugiej osoby. Gdy Uzumaki poruszył się w ten sposób obydwoje znieruchomiali patrząc na siebie nawzajem. Po chwili na twarzy Naruto pojawiły się soczyste wypieki. Sasuke nie mógł oderwać od niego wzroku, zbliżył się z powrotem ku niemu, a ich usta miały połączyć się w kolejnym pocałunku…
- A mówiłeś, że nie lubisz Sasu… - W najmniej spodziewanym momencie w drzwiach stanął Tsu. Naruto odepchnął od siebie bruneta i szybko podniósł się z ziemi.
- My tylko… To znaczy… Bo on nie chciał mnie puścić i…
- Młotku, tłumaczysz się przed małym dzieckiem? - Sasuke przerwał chyba coś w rodzaju próby wypowiedzenia jakiegoś zdania. Szeptał prosto do ucha Naruto, który przestraszył się, gdyż nawet nie zauważył, że Uchiha do niego podszedł. Zaraz jednak brunet odsunął się od Uzumakiego. Podszedł do małego i ręką delikatnie przeczesał jego włosy. – Chyba miałeś racje. Może jednak troszeczkę mnie lubi. – Zaśmiał się cicho i spojrzał wyzywająco na blondyna.
- Wychodzę! – Krzyknął Naruto i zaczął kierować się do wyjścia.
- Ale widzimy się wieczorem? – Spytał tym swoim nienaturalnie hipnotyzującym głosem tak, że Naruto poczuł jak po jego plecach przechodzi przyjemny dreszcz.
- Drań! – warknął i opuścił posiadłość.
- Czyli, że tak – powiedział pewnie delikatnie się uśmiechając. – Ale ja byłem głupi…
- Co? – Mały cały czas stał przy Sasuke.
- Nic, nie interesuj się. Spadaj na górę.
- Ale Sasu…
- Już – mówił to raczej uprzejmym tonem, lekko uśmiechnięty, ale Tsu i tak wiedział, że będzie musiał iść do siebie i nie ma nawet po co pytać kolejny raz. Czasami udało mu się wykorzystać Sasuke, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli za drugim razem dalej mu na coś nie pozwala lub nie chce czegoś dać to od razu może o tym zapomnieć.

~~~
Czytaj dalej…

~~~

- Co do matki młodego – z tego co mi mówił Itachi to nigdy na stałe nie związał się z żadną kobietą. Matkę Tsu poznał w trakcie jednego z pojedynków, z tymże to nie oni w nim walczyli. Była silną i uzdolnioną kobietą ninja z potężnego klanu, dlatego też później uczestniczyła wraz z nimi w jakiś tam misjach. Można powiedzieć, że byli do siebie całkiem przyjaźnie nastawieni. Kilka razy zdarzyło im się ze sobą przespać, ale nic poza tym. Obydwoje tego potrzebowali, a wyjątkowo nie pałali do siebie nienawiścią. Żadne głębsze uczucia ich nie łączyły. Dawali sobie przyjemność i jej jak i jemu to pasowało. Jednak żadne z nich nie pomyślało, że może to się skończyć ciążą. Byli zabiegani, na okrągło czymś zajęci. Gdy już mieli chwilę na oddanie się przyjemności to nie zastanawiali się nad takimi rzeczami.
- Aż w końcu wpadli – Naruto wtrącił się do wypowiedzi Sasuke.
- Dokładnie tak. Z tym, że ona nic mu nie powiedziała. Itachi sam zauważył, że coś jest nie tak. Zaczęła się dziwnie zachowywać w walce i przybrała na wadze. Domyślał się co się stało i wiedział, że przez ten czas nie mogła być z kimś innym. Był zły na siebie za własną głupotę. Nie chciał mieć dziecka, nie z tą kobietą. Mimo, że była piękna, bardzo uzdolniona i nawet ją lubił, to nie była kimś, z kim mógłby być. Musiał z nią porozmawiać. Miał cichą nadzieję, że jednak okaże się, że nie ma racji, a jeżeli byłoby właśnie tak jak przypuszczał to musiał się dowiedzieć, co ona zamierza z tym zrobić. Nie chciał tej ciąży, ale jak się okazuje, nie jest takim strasznym potworem. Postanowił, że jeżeli ona zdecyduje się urodzić to on jej na to pozwoli. Dziewczyna potwierdziła jego domysły. Nie chciała mu o tym mówić, bo wiedziała, że on tego nie chce. Tak naprawdę, gdy zorientowała się, że jest w ciąży to sama się okropnie wściekła. Jednak z czasem, z dnia na dzień złość malała, a ona zaczynała coraz bardziej kochać to co w niej rosło.
- Chyba chciałeś powiedzieć „to dziecko” – Uzumakiemu nie podobało się określenie, którego użył Uchiha, jednak ten puścił tą uwagę mimo uszu.
- Chciała ich opuścić, nic nie mówiąc, ale nie miała gdzie się udać. Byli na misji zorganizowanej przez organizację, która wymagała przebycia bardzo długiej podróży. Misja dobiegła końca, ale na powrót było przewidziane, aż kilka miesięcy. Poza tym, gdy Itachi dowiedział się o ciąży, nie było mowy o jakiejkolwiek ucieczce. Skoro postanowiła urodzić, to on stwierdził, że dopilnuje, żeby dziecku nic się nie stało. Zgodnie z planem mieli wrócić ponad miesiąc przed rozwiązaniem. Co prawda tak długa podróż była bardzo niebezpieczna, ale na pewno byłoby jeszcze gorzej, gdyby pozwolił jej pójść gdzieś samej. Poza tym nie była ona słabą dziewczyną, a waleczną i bardzo silną kobietą ninja, jednak z czasem, tak jak się tego spodziewali, była dla nich coraz to większym obciążeniem i kłopotem, ale w końcu udało im się dotrzeć na miejsce. Niestety nie wszystko wyszło tak jak to sobie zaplanowali. Była w ósmym miesiącu, przed chwilą zdążyli wrócić, gdy nagle ktoś zaatakował ją i Kisame, który obecnie miał ją pilnować. Hoshigaki rzucił się na przeciwnika, jednak w pewnym momencie tamten wykorzystał chwilę nieuwagi i zbliżył się do matki Tsuyosy. Zranił ją kunaiem i odskoczył z zamiarem ucieczki, jednak Kisame tym razem był szybszy i zabił go przecinając jego ciało swoim mieczem. Gdy tylko to zrobił zaniósł dziewczynę do ich medyka. Niedługo potem zjawił się mój brat. Okazało się, że nie udało się jej uratować, ale walczyli jeszcze o życie dziecka. Itachi mi powiedział, że dopiero wtedy tak naprawdę pokochał małego. Zupełnie nie obchodziła go kobieta, która go urodziła, ale miał ochotę zabić każdego, za to że jego dziecku stała się jakakolwiek krzywda. Na szczęście Tsu od samego początku okazał się być silny. Jego stan się ustabilizował, a niedługo po tym można było go nazwać wręcz okazem zdrowia. Itachi do opieki nad małym, gdy go nie było wykorzystywał Konan, która również należała do Akatsuki, na pewno ją widziałeś jak walczyłeś z Painem. Z nich wszystkich ją uważał za wyjątkowo troskliwą i dobrą. Wiedział, że może jej zaufać. Nawet, gdy organizacja przestała istnieć ona wciąż mu pomagała. Po śmierci Nagato nic już jej nie zostało, a poza tym bardzo lubiła spędzać czas z młodym, no i Tsuyosa również ją polubił.
- To dobrze, że znalazł tam kogoś takiego, ale jak to się stało, że Itachi postanowił zostawić syna, którego podobno tak bardzo pokochał i nie miał nic przeciwko zginąć z twojej ręki?
- Jak już to postanowił walczyć ze mną, tak długo dopóki któryś z nas nie zginie. Chciał, żebym go pokonał, ale w uczciwej walce. Chociaż, jak się później okazało ona nie koniecznie taka była. Itachi jest chory. Na tyle poważnie, że jego śmierć może nastąpić w każdej chwili. Od kilku lat żyje na lekach. Wiedział, że już niedługo umrze. Zostawił Tsu pod opieką Konan, która o wszystkim wiedziała i nie chciała, żeby to robił, ale zdawała sobie sprawę z tego, że nie przekona go do zmiany decyzji. Wyruszył na spotkanie ze mną, wiedział, że się zbliżam.
- Itachi umiera? – Naruto był zaskoczony. Po tym wszystkim co się dowiedział, nie życzył mu śmierci.
- Tak, ale teraz, gdy jesteśmy w wiosce jest możliwość, że jednak przeżyje.
- Jaka możliwość?
- Tsunade. Ona jest jedyną osobą, która potrafi go wyleczyć i właśnie w związku z tym teraz nie ma jej w wiosce. Wyleczenie jego choroby było jednym z powodów, dla których zgodził się wrócić. Chociaż znacznie ważniejsze dla niego było to, żeby mały w przyszłości mógł nazwać siebie Uchihą z podniesioną głową i bez żadnego wstydu. On nie zrobił tego dla siebie. Zrobił to dla niego, dla mnie. Nigdy nie chciał i wciąż nie chce stawiać wioski w nieczystym świetle. Gdybym ja go zabił to stałbym się bohaterem, ale Tsuyosa i tak byłby traktowany inaczej, gorzej. Jako syn zdrajcy. Dlatego zgodził się i przybył ze mną do Konohy. Chce żeby ludzie dowiedzieli się prawdy, aby jego syn w przyszłości mógł godnie żyć, bez przypiętej zawczasu karteczki zdrajcy, mordercy i nie wiadomo kogo jeszcze. Nie mieliśmy jednak żadnej pewności, że Piąta zgodzi się na nasz powrót, dlatego też, żeby było bezpieczniej Itachi wraz Tsu i Konan od razu poszli niezauważalnie do naszej posiadłości, a tylko ja udałem się do Hokage.
- Konan jest z wami? – Przerwał Sasuke zaskoczony blondyn.
- No chyba nie myślisz, że ja będę się cały czas zajmować tą małą paskudą?
- Przestań, fajny jest.
- Co nie znaczy, że mam robić za niańkę. Ale wyjaśniając dalej, Konan przybyła z nami bo nie ma już nikogo poza Itachim i małym. Mój brat nie chciał zostawiać jej samej. No i mieliśmy pewność, że z przyjęciem jej do wioski będzie znacznie mniej problemów niż z nami, o ile w ogóle jakiekolwiek miałyby z nią być. Ona właściwie nic złego nie robiła, poza noszeniem stroju Akatsuki. W końcu prawda jest taka, że była tam tylko i wyłącznie ze względu na Paina.
- To babcia zgodziła się ją przyjąć?
- Tak, ale ostatecznie postanowiła, że ona też ma iść razem z Itachim, żeby ich sprawdzili.
- A ciebie nie musieli sprawdzać?
- No ja jedynie co zrobiłem to zabiłem dwóch groźnych ninja, których już od dawna wszyscy próbowali się pozbyć. Natomiast co do wioski to tyle, że ją opuściłem, a zdania na ten temat są podzielone. Niektórzy uważają, że to dobrze, że sobie poszedłem, inni twierdzą, że ich zdradziłem, a jeszcze innych zupełnie nic to nie obchodzi, ale mniejsza o to. Tak jak mówiłem, Itachi z Tsu i Konan poszli do naszej posiadłości, a ja skierowałem się do Piątej. Muszę przyznać, że zadziwiająco łatwo jest przejść przez barierę i ominąć strażników. Powinni coś z tym zrobić. Co do Tsunade – była zaskoczona widząc mnie w swoim gabinecie, a jeszcze bardziej zdziwiona była, gdy jej powiedziałem o naszych planach. Jak się okazało nie wiedziała całej prawdy o tym dlaczego doszło do wymordowania mojego klanu. Poszła po papiery z tym związane, które były w miejscu, do którego nikt się nie zapuszczał, ze względu na to, że wstęp ma tam tylko Hokage, a jak wiemy Piąta nie jest skora do czytania czegoś, czego w danej chwili nie potrzebuje. Czekając na nią, miałem okazję spotkać się z tobą. Tylko, że z tym tobą, który mnie nienawidzi i nie chce znać. – Naruto zrobiło się trochę głupio i opuścił głowę, mimo, iż dobrze wiedział, że miał pełne prawo do takiego zachowania. – Rozumiem cię. Naprawdę. I jestem ci wdzięczny, że jednak chcesz jeszcze ze mną rozmawiać. – Gdy blondyn miał już coś powiedzieć, brunet znowu się odezwał. – Ale nawet nie próbuj przeginać. - Uzumaki od razu stracił chęć do wypowiedzi. Skąd Uchiha wiedział, że ten młotek już planował coś głupiego? – Po jakimś czasie, gdy ty już poszedłeś, przyszła Sakura i nawrzeszczała na mnie za to, że coś ci zrobiłem. Gdy ona w końcu sobie poszła, przyszła Tsunade i mogliśmy spokojnie dokończyć rozmowę.  W - jak się okazało bardzo dobrze schowanych – dokumentach znalazła, to o czym mi opowiedział Kabuto, a o czym ja później powiedziałem jej i ostatecznie zgodziła się nas przyjąć z powrotem, ale na razie dopóki wszystkiego nie wyjaśni i dopóki nie wyleczy Itachiego lepiej by było gdyby on, mały a nawet Konan nie ujawniali swojej obecności w wiosce. Wiedzą o tym jedynie zaufani ludzie Hokage, w tym Kakashi i ty Naruto. Mam nadzieję, że na razie zatrzymasz to dla siebie. No i to już chyba wszystko co się przez ten cały czas wydarzyło, a o czym lepiej żebyś wiedział. Przynajmniej nie będziesz mi więcej truł. – Uchiha spojrzał jeszcze tylko raz tymi swoimi cudownymi oczami na blondyna i powrócił do przyrządzania jedzenia.
Uzumaki spoglądał na bruneta z delikatnym uśmiechem. – Sasuke…

~~~
Czytaj dalej…

~~~

- To jest... - Jego wypowiedź natychmiast przerwał Uzumaki.
- Sorry, nie powinienem się wtrącać. - Na znak zmieszania podrapał się po tyle głowy. - Gratuluję ci serdecznie, ale muszę już iść.
- Że co?! - krzyknął za wychodzącym  już blondynem. - Odbiło mu czy jak... Zaraz wracam - rzucił do chłopca i ruszył za Naruto.
- Zaczekaj do cholery! - Złapał Uzumakiego, gdy ten już miał opuszczać jego ogród.
- Sasuke, ale ja muszę już iść. Naprawdę, śpieszę się.
- Taa, jasne. A co takiego masz do roboty? - zapytał brunet puszczając blondyna. - No słucham.
- Ja, ten no... Muszę iść do Hokage zapytać, czy ma dla mnie jakąś misję. Nawet nie wiesz jak dawno na żadnej nie byłem!
- Może i byłbym w stanie ci w to uwierzyć, mimo, iż Hokage powiedziała, że przydzieli nam zadania dopiero w przyszłym tygodniu. Tak, w to mógłbym uwierzyć, bo jesteś strasznie uparty i upierdliwy jakby to powiedział Shikamaru. Ale wydaje mi się, że nawet ty nie jesteś na tyle głupi, żeby do niej iść wiedząc, że jej nie ma w wiosce. Mówiła nam o tym. Dlatego też, niestety, mamy tak dużo wolnego. Tak więc, o co chodzi?
- Eee... - Naruto jak zwykle udzielił bardzo inteligentnej odpowiedzi.
- Młotku, naprawdę nie wiem co ci tym razem strzeliło do głowy, ale może byś tak wrócił i skończylibyśmy rozmawiać? - Co prawda wcześniej chciał, żeby Uzumaki poszedł sobie jak najszybciej, właśnie w celu uniknięcia takiej sytuacji, ale jak widać to było nieuniknione. Czekał na odpowiedź Naruto, ale najwidoczniej blondyn nie miał zamiaru takowej udzielić. - Myślałem, że będę mógł poczekać z powiedzeniem ci o tym co się dokładnie stało zanim wróciłem do Konohy, dopóki wszystko się nie wyjaśni, ale widzę, że nie mam wyboru.
- Co? - Ta wypowiedź zbiła blondyna z tropu.
- Chcesz wiedzieć, czy nie?! - Sasuke nie należał do osób cierpliwych, a już na pewno nie do wyrozumiałych. I tak był dla niego wyjątkowo miły, sam nie wiedział dlaczego.
- No, tak - odparł cicho Naruto.
- To właź z powrotem.
Uzumaki opuścił głowę i wszedł do środka, siadają ponowie na kanapie.
- Dobrze. Wszystko to powiem, tylko raz, tak więc słuchaj uważnie bo nie mam zamiaru się powtarzać. Chyba najlepiej będzie jak zacznę od początku. - Naruto wpatrywał się z ogromnym zainteresowaniem w Sasuke. Uchiha tak naprawdę nigdy z nim o tym nie rozmawiał. Blondyn co prawda wiedział co się stało jak brunet był mały i dlaczego Sasuke opuścił wioskę, ale sam Uchiha kiedyś mówił na ten temat bardzo mało, poza tym, że musi się zemścić na bracie. Dlatego też dla Naruto ta chwila wydała się w jakiś sposób wyjątkowa. Jakby teraz mógł się dowiedzieć trochę więcej o uczuciach przyjaciela, skrywanych przez te wszystkie lata.
- Gdy zobaczyłem cały mój klan wymordowany, moich rodziców... Itachi był tam i powiedział mi, że to on ich wszystkich zabił i że teraz powinienem żyć nienawiścią do niego, dzięki czemu będę stawał się coraz silniejszy, aż w końcu będę miał możliwość stanąć z nim do walki. Z wszystkich ludzi na świecie najbardziej nienawidziłem właśnie jego, własnego brata. Wszystkie inne myśli, marzenia zostały odłożone na boczny tor. Chciałem jego śmierci, pragnąłem tego. Dlatego też opuściłem wioskę, gdy nadarzyła się okazja zdobycia większej siły. To nie było łatwe. Pierwszy raz od zbrodni, którą popełnił Itachi, czułem, że nie jestem sam. To nie była zasługa Kakashiego - mojego nauczyciela, czy Sakury, która cały czas za mną latała wrzeszcząc jak bardzo mnie kocha. Zawdzięczałem to tobie Naruto. - Uzumaki nie mógł uwierzyć, że te słowa padły z ust bruneta. - Jesteś osobą, która potrafiła i wydaje mi się, że wciąż potrafi, zdenerwować mnie jak nikt inny. Zawsze walczyliśmy i kłóciliśmy się o wszystko co tylko się dało, a jednak to dzięki tobie czułem się lepiej. Zawsze nazywałeś mnie swoim rywalem i wrogiem, później jednak to się zmieniło na przyjaciela. Szczerze to nawet nie zauważyłem kiedy. Naprawdę, nie chciałem cię zranić odchodząc. Ale uwierz mi, nie mogłem zostać. Musiałem zdobyć moc, musiałem iść i spróbować zrobić wszystko, żeby go zabić. Wiedziałem, że dopóki on będzie żył, ja nie będę mógł żyć spokojnie. Tak wtedy myślałem. Wybacz. – „Uśmiechnął się do mnie? Nie, nie możliwe. A może?” Naruto siedział całkowicie osłupiały z szeroko otwartą buzią. Nigdy nikt go tak bardzo nie zaskoczył. „Przeprosił mnie i się uśmiechnął. Co prawda, ten uśmiech był ledwo widoczny, ale pierwszy raz go takiego widziałem. Był... Piękny. No o ile go sobie nie wymyśliłem... Ach, Naruto! O czym ty w ogóle myślisz?!” - Sasuke, mógłbyś powtórzyć? Bo nie wiem czy dobrze zrozumiałem.
- Nie, nie mógłbym. Powiedziałem ci na początku, że nie będę się powtarzał. Mówić dalej? - Uchiha dobrze wiedział, że zaskoczy młotka swoimi słowami, ale uważał, że lepiej będzie jak wyjaśni mu parę spraw. Nie było mu na rękę mówienie takich rzeczy, ale jak już tak postanowił, to nie miał zamiaru się wycofać. Tym bardziej, że Uzumaki nie należał do najbystrzejszych.
- Ach. Tak, tak...
- Gdy u Orochimaru, w końcu stwierdziłem, że jestem gotowy, aby walczyć z Itachim, postanowiłem odejść. - Sasuke znów przybrał szorstki i zimny wyraz twarzy. - Ta żmija oczywiście miała co do mnie odrobinę inne plany, ale szybko wybiłem mu je z głowy. Gdy go zabiłem, wkroczył Kabuto. Powiedział, że jeżeli oszczędzę chociaż odrobinę DNA Orochimaru, to on powie mi coś, co może zmienić wizję mojego przyszłego życia. Oczywiście miałem zamiar zniszczyć wszystko co było związane z tym gadem, jak i samego Kabuto. Byli zbyt niebezpieczni. Co prawda w tamtym momencie oboje nie mogli mi nic zrobić, a życie Sennina już dobiegło końca, ale Kabuto miał zbyt duże umiejętności, żebym mógł mu na cokolwiek pozwolić. W jego rękach DNA Orochimaru było dużym zagrożeniem. Nie wiadomo czy w przyszłości nie sprawiałby jakiś problemów. Ale jak na razie on nie musiał o tym wszystkim wiedzieć, prawda? - Spojrzał pytająco na Uzumakiego, ale tak naprawdę nie oczekiwał odpowiedzi. Blondyn rozumiał Sasuke. Wiedział jaki jest Yakushi, a na dodatek, do tej pory, wszystkie próby jego zabicia kończyły się fiaskiem. - Kabuto powiedział mi coś, co przewróciło całe moje dotychczasowe życie do góry nogami. W sytuacji, gdyby to okazało się prawdą, wszystkie moje przekonania i wszystko w co wierzyłem nagle straciłoby sens. Byłem wściekły, o ile w ogóle to można tak nazwać. To straszne uczucie... Poczułem się oszukany, zdradzony i manipulowany przez całe życie, po raz kolejny, jeszcze okrutniejszy. Najgorsze było to, że nie rozumiałem po co ktoś przez ten cały czas wmawiał mi to wszystko. Chociaż mimo to w pewnym, minimalnym stopniu poczułem się szczęśliwy. – Naruto nie rozumiał co takiego mogło się stać, co wywołałoby takie emocje u Sasuke. Mimo, iż odrobinę się pogubił w wypowiedzi Uchihy, postanowił mu nie przerywać. – Ale i tak nie mogłem mu uwierzyć. Po prostu nie mogłem. Zabiłem Kabuto. Po nim, jak i po Orochimaru nie zostało zupełnie nic. Teraz musiałem jedynie odnaleźć Itachiego. I to jak najszybciej. Nic innego się dla mnie w tamtej chwili nie liczyło. Po tym jak zabiłeś Paina, co powiem szczerze, trochę mnie zaskoczyło. Znowu stałeś się silniejszy. - Sasuke ponownie, prawie niezauważalnie się uśmiechnął. Naruto nie wiedział co ma o tym myśleć. Sasuke nigdy się tak nie zachowywał. Uzumaki nie był w stanie nic powiedzieć. Dużo ludzi mu gratulowało, czy też chwaliło umiejętności, ale Uchiha to co innego... Blondyn słysząc te słowa znów delikatnie się zarumienił. - Tak więc, po tym jak zabiłeś Paina, jak zapewne wiesz, Akatsuki przestało istnieć. Przez co znalezienie mojego brata nie było takie łatwe jak wcześniej. Gdy go w końcu odnalazłem, rozpoczęliśmy walkę. Walczyliśmy bardzo długo i zacięcie. Aż w końcu jednak udało mi się wygrać. Zbliżyłem do jego szyi katanę, obaj wiedzieliśmy, że to już koniec. Wystarczyłoby tylko jedno pociągniecie. Był pewny, że to zrobię. Mimo to uśmiechał się do mnie. Tak jak kiedyś, zanim jeszcze to wszystko się stało. Miałem zaraz go zabić, a on się uśmiechał! „Wyrosłeś Sasuke.” powiedział, przez co ja zamarłem... Odkąd się spotkaliśmy chciałem się go spytać czy to co powiedział Kabuto jest prawdą, ale nie wiedziałem jak. Sam nawet nie wiedziałem, co czuję w tej sytuacji. Wszystko się we mnie gotowało. Nie wiedziałem, czy mam większą ochotę go zabić, czy może... Eh... - Sasuke? - Naruto zmartwił się widząc takiego przyjaciela. Jego twarz wyrażała tyle emocji. Ale jakich... Smutek, żal, rozczarowanie, złość... Czy to w ogóle możliwe odczuwać tyle negatywnych uczuć naraz? - W końcu, gdy wziąłem zamach, - Uchiha zaczął kontynuować swoją wypowiedź. - Itachi spiął się odrobinę i przymknął oczy. Był na to przygotowany...

Oczekiwał ostatecznego ciosu, gdy nagle usłyszał, jak katana chowa się w pochwie. Zaskoczony otworzył oczy. - Co robisz?!
- Nie zabiję cię. A przynajmniej dopóki sobie czegoś nie wyjaśnimy.
- C-co? Przecież tyle ci zrobiłem. Zniszczyłem ci życie. Na co czekasz?! Nie na to tą chwilę czekałeś przez te wszystkie lata?
- Dlaczego wymordowałeś nasz klan? - zapytał młodszy Uchiha, z największym spokojem, na jaki był w stanie sobie w danej chwili pozwolić.
- Czyś ty zgłupiał? Już ci to tłumaczyłem. Zrobiłem to i nic więcej nie powinno się dla ciebie liczyć.
- Przestań pieprzyć! To mi nie wystarczy i chcę chociaż raz w życiu usłyszeć prawdę!
- O czym ty mówisz? - Itachi otworzył szeroko oczy i patrzył ze zdziwieniem na brata.
- O tym, że podobno przez cały ten czas wmawiałeś mi jakieś bzdury!
- Nie rozumiem...
- Więc wybiłeś nasz klan z własnej woli. Tak?
- Oczywiście.
- Nie wierzę ci.
- Słucham? Sasuke, czy ty się dobrze czujesz? Przez tyle lat uczyłeś się nienawiści do mnie, o co sam się postarałem. Przeze mnie opuściłeś wioskę i przyjaciół, a co najważniejsze, straciłeś rodzinę! Wszystko przeze mnie straciłeś! A teraz, co?! Wybaczyłeś mi?! Sasuke, oszalałeś?! Następnej szansy możesz już nigdy nie dostać.
- Zaryzykuje.

- To już chyba wszystko.
- Nie wierzę… - Uzumaki nie rozumiał jak coś takiego mogło wydarzyć się naprawdę. Nigdy by nawet nie przyszło mu do głowy, że Itachi może być takim człowiekiem. Wszystko co robił, robił z myślą o Sasuke. Jakim cudem znosił to wszystko przez tyle lat? Nie chciał dopuścić do wojny i stanął po stronie wioski odwracając się od własnego klanu, który chciał przejąć władze w całym Liściu. Zgodził się ich zabić, pod warunkiem pozostawienia przy życiu, wtedy jeszcze jego małego braciszka. Czekał na moment, w którym Sasuke będzie dość silny by go zabić. Gdyby tak się stało młodszy Uchiha przywróciłby dawny honor i sławę swemu nazwisku. Wrócił by do Konohy jako bohater, który zabił zdrajcę własnego klanu oraz wioski, a w tym człowieka, który powszechnie uchodził za jednego z najniebezpieczniejszych w świecie shinobi. Doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że to w żaden sposób nie wynagrodzi Sasuke wcześniejszych przeżyć, jednak chciał chociaż tyle dla niego zrobić. Zaplanował to wszystko jeszcze przed dniem mordu. Poznana prawda ukazywała jak bardzo Itachi kochał brata. Nic, ani nikt nie był od niego ważniejszy. – Jak… Jak wioska mogła pozwolić na coś takiego? Przecież on to zrobił dla dobra Konohy, a mimo to musiał odejść jako zdrajca. Później jeszcze przystąpił do tej pieprzonej organizacji, żeby móc pilnować czy tobie nic nie zagraża… Ej! Sasuke! Ty chyba nie wróciłeś po to by się zemścić? – Naruto przerażała sama myśl o tym, że jest taka możliwość.
- Ty też myślisz, że to dobry pomysł?
- C-co? Sasuke, proszę cię. Teraz i tak już nic ci to …
- Dobra, wiem. Nie denerwuj się tak. Nie mam zamiaru się już na nikim mścić. Już nie. Obecnie i tak wszyscy, którzy mieli coś z tym wspólnego już nie żyją, a nie po to Itachi zrobił tyle dla wioski, żebym ja miał ją teraz atakować.
- Całe szczęście… A właśnie, to co teraz z Itachim?
- Jest w wiosce.
- Co?! Gdzie?! Tutaj?
- Tak tutaj. - Sasuke zaśmiał się cicho widząc wyraz niezrozumienia na twarzy Naruto. – Nawet nie wiesz jak ciężko było mi go namówić żeby wyruszył ze mną do wioski. Ostatecznie jednak mi się udało. Wróciliśmy i chcemy tu spokojnie żyć. Chociaż jestem pewien, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby Tsunade nie wyraziła zgony na nasz powrót, lub jakby to zrobiła, ale mimo to nie miałaby zamiaru w niedalekiej przyszłości oficjalnie ogłosić, że Itachi tak naprawdę nie zdradził wioski. Oczekuje, że ludzie zaakceptują naszą obecność, a Piąta ma nam to zapewnić. Tyle może zrobić.
- Wiesz, że to nie będzie łatwe. Ludzie jak już wyrobią sobie opinie na czyjś temat to bardzo trudno jest ją zmienić, ale wydaje mi się, że po poznaniu prawdy powoli zaczną wątpić w swoje przekonania i może zaczną zmieniać swoje poglądy. A przynajmniej nie którzy.
- Mam taką nadzieję.
- A teraz gdzie jest ten twój brat?
- U ludzi Hokage. Sprawdzają czy aby na pewno może wrócić, czy może Akatsuki rzeczywiście zmieniło go w bezlitosnego zabójcę.
- To znaczy, że jeszcze nie ma pewności czy zostanie?
- Oni tak uważają, ale według mnie to tylko kwestia czasu kiedy to potwierdzą.
- Ale chyba im się nie dziwisz. Jak by nie patrzeć twój brat dobrowolnie dołączył do najniebezpieczniejszej organizacji i wraz z nią popełniał liczne zbrodnie. Mimo wszystko Tsunade i tak mogłaby się na to nie zgodzić.
- Gdyby było dokładnie tak ja ty to widzisz to jestem wręcz pewien, że nic by z tego nie wyszło. Fakt jest jednak taki, że gdy przeczyta się papiery o jego wszystkich morderstwach, a nie tylko o którymś z nich i wie się czego szukać, to można zauważyć coś bardzo ciekawego. A mianowicie każda osoba, którą zabił Itachi była w jakimś stopniu zamieszana w przestępcze życie. W mniejszym lub większym, ale była.
- Skoro tak, to dziwne, że Tsunade tego wcześniej nie zauważyła.
- Myślę, że po prostu nikt się tym nie przejmował. Wystarczyło im, że zabił kolejną osobę, a skoro był w Akatsuki to uważali, że nie ma się nad czym zastanawiać.
- Możliwe…
- Sasu. - Do pokoju nagle wszedł uśmiechnięty Tsu, strasząc tym samym Naruto.
- Co jest?
- Jestem głody. – Mówił mały wciąż się uśmiechając.
- Rąk nie masz? – Dzieciak na słowa Sasuke od razu spochmurniał i opuścił głowę. – No dobra, dobra. Co chcesz zjeść? – Brunet nie był zadowolony, ale sam również chętnie by coś zjadł , więc postanowił się tym razem wyjątkowo poświęcić. Ten mały sprawiał, że wszystkie jego zasady i przyzwyczajenia całkowicie traciły na wartości. Przy nim nawet jak się starał nie mógł być taki jak zawsze – szorstki, nieugięty, zdecydowany i poważny. Zupełnie jak przy Naruto. Chociaż przy blondynie było jeszcze kilka dodatkowych odczuć…
- Obojętnie. Co byś nie zrobił to i tak będzie dobre. – Szeroki uśmiech znów pojawił się na jego twarzy .
- Jasne.. Idź już na górę, jak zrobię to cię zawołam. – To zaskakujące, ale Sasuke również się do niego uśmiechnął. Co prawda jak zawsze ledwo zauważalnie, ale chociaż tyle. Brunet robił coraz to większe postępy.
- Co? – Uchiha zapytał Naruto, który stał i wpatrywał się w niego zdziwiony.
- A nie nic.
- No chyba jednak coś. – Sasuke wiedział, że Uzumakiego coś trapi.
- Bo… Przy nim jesteś taki… inny. Widać, że go kochasz. W końcu to twój syn. – Naruto był naprawdę zaskoczony, że Uchiha jest tak miły dla dziecka. Zawsze na misjach jak mieli z nimi jakąś styczność to mówił, że uważa je za denerwujące i stwarzające masę problemów. Ale teraz, gdy ma swoje widać, że zmienił zdanie. Uzumaki uśmiechnął się smutno. Cieszył się z jego szczęścia, ale i tak nie mógł się pozbyć tego dziwnego uczucia.
- Że co? - Chyba nic dzisiaj nie zaskoczyło Sasuke tak jak to, co przed chwilą powiedział blondyn. Widząc minę Naruto zaczął się głośno śmiać.
Uzumaki nic nie rozumiał, ale nie mógł oderwać wzroku od przyjaciela. Ktoś mógłby pomyśleć, że to nie możliwe, ale według Naruto, Sasuke teraz wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle. Nigdy nie wiedział, żeby on śmiał się tak otwarcie i szczerze.
- Sasuke! – Naprawdę mógłby tak się na niego patrzeć w nieskończoność, ale nie jak ten śmieje się z niego.
- Hahaha… Przepraszam cię, ale… Skąd ci w ogóle coś takiego przyszło do głowy? – Brunet powoli się uspokajał.
- Ale co?
- Młotku, czy ty jesteś nienormalny? Za kogo ty mnie masz? Myślisz, że w wieku 14 lat zrobiłem sobie dziecko? Czy ty jesteś chory?
- Eee... Co? Czyli, że nie jesteś jego ojcem?
- Oczywiście, że nie!
- To on jest synem Itachiego?!
- Muszę przyznać, że jesteś bardzo bystry. – Uchiha zakpił z blondyna.
- Bardzo śmieszne! – Udał naburmuszonego, ale tak naprawdę był szczęśliwy…
- Chodź zrobię mu coś do jedzenia.
- A mi też zrobisz? – Uzumaki zawsze był skory do jedzenia.
- Nie miałeś przypadkiem iść do domu?
- Jak możesz tak traktować gościa? Nieładnie Uchiha, nieładnie.
- Zamknij się i chodź.
- Tylko mnie nie otruj. – Cieszył się, że postawił na swoim.
- Widzę, że ci humor wrócił.
- Możliwie – powiedział i wystawił język do bruneta, siadając na krześle w kuchni. Sasuke tylko pokiwał głową z niedowierzaniem. Zwątpił w to, że Naruto chociaż odrobinę dorósł w tym czasie gdy go nie było.
- A… Nie, nie ważne. – Patrząc jak brunet przygotowuję drugie śniadanie chciał go o coś zapytać, ale ostatecznie z tego zrezygnował.
- Pytaj.
- Nie to nie moja sprawa.
- Jakoś nigdy wcześniej nie stosowałeś się do reguły „nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy”.
- Nie prawda – sprzeciwił się Uzumaki, a Uchiha na te słowa tylko uniósł jedną brew i spojrzał poważnie na blondyna. – No dobra może trochę…
- No właśnie. Dawaj.
- Kim jest matka Tsuyosy? I… bo mówiłeś, że udało ci się w końcu namówić Itachiego na powrót, ale jak ty to właściwie zrobiłeś? Jakoś ciężko mi uwierzyć, że tak po prostu po tylu latach powiedział „No spoko, czemu nie, chodźmy”.

~~~
Czytaj dalej…