Spojrzał wstecz - nie był sam...

Tekst niesprawdzony.
Jeżeli będzie jeszcze zainteresowanie tym opowiadaniem, to postaram się wstawić kolejną część.

~*~

  Obudził mnie odgłos zamykanych drzwi. Przez chwilę z niepokojem zastanawiałem się kto mógłby wędrować po moim mieszkaniu, ale zaraz do mojej głowy zaczęły wracać obrazy z wczorajszego wieczoru. Spanikowany wstałem gwałtownie i rozejrzałem się po pokoju. Na szafce nocnej stał talerz z moimi ulubionymi bajglami i kubek z gorącą kawą. Westchnąłem głośno i opadłem z powrotem na łóżko. Domyśliłem się, że Akira już poszedł. Zaoszczędził mi wstydu. Byłem tak zażenowany swoim zachowaniem, że spotkanie z nim teraz nie wchodziło w grę. Po wczorajszym podpisie najchętniej zamknąłbym się na wszystkie spusty i nie opuszczał mieszkania. Na domiar złego nie pamiętam kiedy tak dobrze mi się spało.
  Dosyć długo leżałem i mam wrażenie, że w końcu mogę trzeźwo myśleć o całej sytuacji. Zdradził mnie, nigdy nie myślałem, że będę musiał przechodzić przez coś takiego, ale stało się. Nie jest to coś o czym można kiedykolwiek zapomnieć. On jednak wciąż daje mi do zrozumienia, że żałuję, że chce zrobić wszystko żeby to naprawić. Nie potrafię wyrzucić go ze swojego świata i muszę w końcu przed samym sobą przyznać, że częściej myślę o wybaczeniu, niż o ułożeniu sobie życia bez niego. Ja nawet nie próbowałem tego zrobić i dopiero teraz jestem w stanie to zauważyć. Bez przerwy usilnie szukałem jakiegoś powodu, żeby przekonać samego siebie do dania mu ostatniej szansy. Może za dużo myślę? Może nie powinienem analizować każdego kroku skoro i tak zawsze znajdzie się coś co mnie zaskoczy? Jeżeli jest jeszcze jakakolwiek szansa to czy warto podjąć ryzyko? Bardziej już chyba cierpieć nie mogę. Nigdy nie byłem płaczliwym, miękkim chłopcem, który dodatkowo musiał dokładnie przemyśleć każde swoje słowo przed jego wypowiedzeniem. Musze znowu zacząć być sobą i wrócić do normalnego funkcjonowania, zanim zrobię się doszczętnie rozlazły emocjonalnie.
  Mój brzuch nagle zdecydował się przypomnieć mi o swoim istnieniu i niezaspokojonym głodzie. Żałowałem trochę, że zostawiłem tak kawę do ostygnięcia. Mimo to podniosłem się i sięgnąłem po nią z nadzieją, że nie jest jeszcze całkowicie zimna. Akira wyszedł bez słowa, ale najwidoczniej miał mi coś ważnego do powiedzenia. Pod kubkiem znalazłem małą złożoną kartkę. Sięgnąłem po nią równie spanikowany co zainteresowany treścią.
  "Przepraszam Cię za wczorajszy napad. Wiem, że dużo Cię to kosztowało. Nie byłem wstanie nad sobą zapanować widząc Cię z innym. Nie potrafię w to uwierzyć, że możesz kogoś mieć, jednak wiem, że nie mam prawa robić Ci wyrzutów, ani ingerować w to z kim się spotykasz i w jakim celu. Sam do tego doprowadziłem, ale jestem gotów zrobić wszystko żebyś chociaż postarał się mi wybaczyć. Nie będę się narzucał, ale na pewno nie odpuszczę. Chociaż bardzo bym chciał, to czasu nie cofnę. Dziękuję za to, że mogłem znowu być przy Tobie chociaż przez tą chwilę. Chciałem Ci to powiedzieć jak i wiele innych rzeczy, ale wiem jak bardzo zmieszany byś był widząc mnie po przebudzeniu. Mam nadzieje, że niebawem będziemy mogli się spotkać i spokojnie porozmawiać. Daj mi znać jak już będziesz na to gotowy.
Nie pije i szkole się w technice sprzątania!"
  Cała ta karteczka zapisana małymi literkami zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Zalała mnie fala przyjemnego ciepła, a serce tak mi waliło jakby miało wyskoczyć z piersi. Dodatkowo czytając ostatnie zdanie nie mogłem się nie uśmiechnąć. Byłem zaskoczony, że Akira otwarcie był taki uczuciowy. Co prawda kiedyś także mówił mi co czuje, ale nigdy nie był taki wylewny i wrażliwy jednocześnie. Jak widać nie tylko na moim charakterze to wszystko się odbiło. Co by nie było podjąłem decyzję. Kawa była za zimna żebym mógł ją wypić, a bajgle przepyszne.
  Kolejny następny tydzień zleciał niesamowicie szybko. Generalne porządki zajęły mi odrobinę więcej czasu niż myślałem, ale to nawet dobrze. Mogłem ponownie przesłuchać starych numerów the GazettE i przypomnieć sobie jak bardzo kocham muzykę. Mam tylko nadzieję, że przez moją miłość sąsiedzi nie znienawidzili mnie za bardzo. Nie odpuściłem sobie również podboju centrów handlowych. Zakupy zawsze mnie odstresowywały, więc i na nie się zdecydowałem. Kiedy zastanawiałem się czy do mojej biało czarnej sypialni będą pasować nowe bordowe lampki nocne spotkałem Kai'a, który postanowił mi pomóc. Długo rozważaliśmy wszelkie za i przeciw, aż w końcu sam doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie w niedalekiej przyszłości zmienić kolory ścian. Lider przy okazji dał mi znać o tym, że Uruha z Aoi'm dogłębnie przeanalizowali swoją znajomość z czego obecnie byli ogromnie szczęśliwi. Co prawda o wszystkim już wiedziałem, bo Kouyou na bieżącą informował mnie SMS-ami, ale pozwoliłem perkusiście się wygadać. Porozmawialiśmy jeszcze o tym, że wypadałoby się w końcu spotkać w piątkę i posiedzieć chwilę dłużej niż parę minut, po czym rozeszliśmy się w dobrych humorach. Dawno nie byłem tak zrelaksowany i muszę przyznać, że bardzo odpowiada mi taki stan rzeczy. Nie to żeby nagle wszystko się ułożyło, ale przynajmniej teraz mam w głowie stosunkowo poukładane myśli. 

  Siedziałem jak gdyby nigdy nic w jednej z najlepszych i najbardziej przytulnych kawiarni w mieście czekając na mojego - kiedyś - najlepszego przyjaciela. Nie mogłem odsunąć od siebie strachu, ale widząc go pochodzącego do stolika nie miałem najmniejszego zamiaru zrezygnować z podjętej decyzji. 
  - Hej - rzucił krótko siadając naprzeciwko mnie. - Cieszę się, że zdecydowałeś się ze mną spotkać.
  - To muszę przyznać, że dobrze się z tym kryjesz. 
  - Słucham?
  - Nie widać żebyś się cieszył - odpowiedziałem udając odrobinę urażonego. Spojrzał na mnie zdziwiony, ale po chwili opuścił lekko głowę i uśmiechnął się pod nosem.
  - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym się cieszyć, razem z tobą. Oczywiście jeżeli tylko mi na to pozwolisz.
  - No tak. Czyli nie mam co liczyć na pogawędkę o pogodzie? - Już wcześniej miałem dokładnie zaplanowane co chce mu powiedzieć, ale teraz w mojej głowie panował taki chaos, że marzyłem o nic nie znaczącej, luźnej rozmowie. Liczyłem na nią, chociaż wiedziałem, że tylko chce przeciągnąć wszystko w czasie. Po Akirze jednak nie było widać żeby chciał z tym poczekać.
  - Nie no, przepraszam. Jasne, że chciałbym już wiedzieć jaką podjąłeś decyzję i czy w ogóle to zrobiłeś, ale mogę poczekać. Wystarczy, że przyszedłeś i teraz przynajmniej mam pewność, że ta rozmowa się odbędzie. - Był taki spokojny, że nie mogłem wyjść z podziwu. Rzadko taki był. 
  - Jakoś nie mogę w to uwierzyć, że jesteś taki opanowany. - Naprawdę byłem zdziwiony, ale też wdzięczny za to, że nie starał się na mnie naciskać. 
  - Stres zżera mnie od środka, a ty mi tu o opanowaniu? Naprawdę Takanori, wstydź się. - Zaśmiał się krótko i nerwowo zaczął stukać palcami w blat stolika. Rozśmieszył mnie trochę i miałem wrażenie, że obydwoje odrobinę się rozluźniliśmy. 
  Zaczęliśmy rozmawiać o tym co tak właściwie robiliśmy od zawieszenia zespołu, a raczej doszliśmy do wniosku, że obydwoje nie robiliśmy zupełnie nic wartego uwagi. Na ogół to ja myślałem o nim, do czego nie chciałem się przyznać, a on o mnie, o czym powiedział mi od razu. Siedzieliśmy już przy drugiej z kolei kawie i musiałem przyznać, że dobrze się przy nim czułem. Wciąż trochę skrępowany, ale tak jakby szczęśliwszy? 
  - A co cie podkusiło żeby w końcu zacząć po sobie sprzątać? 
  - Ej! Przecież nie było aż tak źle. - Spojrzał na mnie pewny swego, ale widząc moją minę i wzniesioną do góry jedną brew skapitulował. - No okey, nie było najlepiej, ale zmieniam się. Spędziłem trochę czasu sam i, no dotarło do mnie jak to wszystko wygląda. Ile pije i cała ta chora sytuacja. - Spoważniał tak bardzo, że zacząłem żałować zadanego pytania.
  - Ale przecież nie musisz zmieniać się w pedanta i abstynenta. Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba znać umiar. - Sam nie mogłem uwierzyć w to, że to powiedziałem po tym co przeżyłem, ale chciałem jakoś rozładować atmosferę. Niestety nieświadomie pogorszyłem tylko sytuację.
  - No tak. Tylko, że Takanori, ja zawsze swój umiar znałem i wiesz o tym. Jasne, zdarzyło mi się powiedzieć parę słów za dużo czy zrobić coś na co na trzeźwo bym się nie odważył, ale nigdy nic z tych rzeczy... To, to po prostu nie powinno się wydarzyć. Znam siebie, wiem czego chce i czego chciałem. Wiem, że to ty musisz przeze mnie cierpieć, ale wierz mi, nie jestem w stanie zrozumieć jak mogło do tego dojść. Wiele razy cię krzywdziłem w różne najmniejsze sposoby, teraz o tym wiem i szczerze żałuję. Nie chce żeby takie sytuacje się powtórzyły, a już na pewno nie powtórzy się ta, przez którą tu jesteśmy. Jestem gotowy wszystko zmienić. Nigdy nie mówiłem ci takich rzeczy, ale ja naprawdę poza tobą nie potrzebuje niczego. Rozumiesz? - Zatkało mnie. Tyle słów, tyle obietnic. Cały tak jakby... emanował skruchą.
  - Nie spodziewałem się takich słów. Nie jestem w stanie zapomnieć o tym co zrobiłeś i nigdy nie będę. Tego jestem pewien, ale dużo myślałem i nie chce żeby to się tak skończyło. Nie chce też żebyś nagle stał się zupełnie innym człowiekiem. Nie znajdę drugiego takie przyjaciela.
  - Przyjaciela? - Suzuki przerwał mi ewidentnie podłamany. Wypuścił głośno powietrze i zmierzwił ręką włosy. - Przemysł to jeszcze proszę cię.
  - Poczekaj, nie dałeś mi dokończyć. Myślę, że moglibyśmy zobaczyć czy coś z tego będzie, ale nie mogę ci niczego obiecać. Nie wiem czy dam radę. Chce po prostu dać nam ostatnią szansę. - Akira otworzył usta najprawdopodobniej żeby coś powiedzieć, ale po chwili z powrotem je zamknął. Dałem mu chwilę na przetworzenie informacji.
  - Nie wiem co powiedzieć. Nie wiem nawet co powinienem zrobić. Mogę do ciebie podejść i pokazać jak bardzo szczęśliwy jestem, czy raczej lepiej będzie jak posiedzę jeszcze z tyłkiem na tym przepięknym krzesełku? - Nie mogłem się nie roześmiać widząc go w takim stanie. Wciąż bałem się swojej decyzji, ale widząc ten jego uśmiech, byłem gotów zaryzykować.
  - Dzień dobry panowie. Kogo ja widzę. - Serce mi stanęło kiedy usłyszałem tak bardzo znienawidzony przeze mnie głos. Akurat dzisiaj, dokładnie w tym momencie musiał się pojawić. Bo świat zdecydował się ograniczyć mi dostęp do jakiekolwiek szczęścia.
  - Co ty tu kurwa robisz?! - Akira warknął do młodego bruneta. Najwyraźniej jemu też nie odpowiadało niezapowiedziane towarzystwo.
  - Nie ładnie się tak odzywać do bliskich przyjaciół. - Stał przed nami z uśmiechem przyklejonym do mordy, a w mojej głowie pojawiały się niezliczone myśli chcące pokazać mi jak duży błąd popełniłem przychodząc tutaj. Zdrady nie da się tak po prostu wymazać z życia.
  - Nie jesteśmy przyjaciółmi, a już na pewno nic bliskiego mnie z tobą nie łączy.
  - Jakoś dziwnym trafem przypominam sobie sytuację, w której byłeś najbliżej jak to możliwe i jakoś nie specjalnie ci to przeszkadzało.
  - Słuchaj - basista wstał prawie rozlewając przy tym kawę - ja sobie nie przypominam niczego, więc bądź tak łaskawy i idź wpierdalać się w życie komuś innemu!
  Przerażające uczucie wróciło szybko i ze zdwojoną siłą. Nie mogłem i nie chciałem tego słuchać. Wyciągnąłem z portfela pieniądze za kawy i położyłem na stole, po czym wstałem z zamiarem wyjścia.
  -  Takanori, błagam cię - Akira złapał mnie za rękę zatrzymując obok siebie. - Nie odchodź, obydwoje dobrze wiemy jak się to dla nas skończy. - Patrzył na mnie błagalnie, ale tego było już zbyt wiele. Ogromnie chciałem dać mu szansę, ale nie przewidywałem spotkania z tym człowiekiem. 
  - Daj spokój. Jak się ze mną pierdoliłeś to też o nim myślałeś?  - Puścił mnie, a jego prawa pięść wylądowała na policzku chłopaka, który za wszelką cenę próbował zniszczyć moje życie. Brunet zatoczył się, ale utrzymał na nogach. Jedną ręką złapał się za bolące miejsce, a drugą oparł o stolik, najwyraźniej się podtrzymując. 
  - Radzę ci, skończ z tymi tekstami bo nie ręczę za siebie. - Suzuki oddychał głęboko jakby starał się za wszelką cenę uspokoić. 
  - I co, pobijesz mnie?! Jak chcesz to proszę bardzo, ale nie z nim powinieneś tu teraz siedzieć tylko ze mną! - Chłopak zaczął rozpaczliwie wręcz krzyczeć, a ja miałem ochotę uciec jak najdalej. 
  - Co się tutaj dzieje?! - Podszedł do nas starszy mężczyzna z frustracją wymalowaną na twarzy. - Jakim prawem chłopcze przychodzisz tutaj i krzyczysz na moich klientów?! - Kiedy zwracał się do bruneta, wyglądał wręcz na wściekłego.
  - Czy on państwa niepokoi? - Nieznajomy zwrócił się do mnie i do Akiry już dużo spokojniej. 
  - Niepokoi to zdecydowanie za delikatne słowo. - Suzuki nie spuścił z tonu nawet na chwilę. Nie dziwiłem mu się, ale to nie jego samopoczucie mnie teraz interesowało. Sam byłem wystarczająco roztrzęsiony. Znowu czułem jak jego dłoń ściska moją, tak jakby bał się, że zwieje jak tylko mnie puści. Co do tego miał całkowitą rację.
  - Bardzo przepraszam. - Mężczyzna ukłonił się nieco, co mnie trochę zaskoczyło i podszedł bliżej bruneta. - W ramach rekompensaty za kłopot mogą państwo zamówić co tylko chcą niezależnie od ilości na koszt firmy. Ten pan nie ma już wstępu do kawiarni i oczywiście za chwile go tutaj nie będzie. - Złapał chłopaka za rękę, ale ten szarpnął się mocniej i podszedł do mnie. 
  Akira od razu stanął przede mną i zatarasował mu drogę. Brunet zatrzymał się zdenerwowany, jakby sam nie wiedział co tak naprawdę zamierza zrobić. Właściciel już całkowicie wzburzony odwrócił się i powiedział, że idzie wezwać ochronę. Na całe szczęście byliśmy pierwszymi klientami i nie musieliśmy znosić wiercących w nas dziur spojrzeń.
  - Czego ty tak właściwie od nas chcesz? - Suzuki zrezygnowany westchnął głośno i przetarł czoło dłonią. - Już wystarczająco rozpieprzyłeś mi życie. Nie możesz po prostu dać nam spokój? 
  - Jakim wam do cholery?! - Wrzasnął głośno i przechylił się żeby móc patrzeć raz po raz na mnie i na niego. - A ja to co?! Odkąd pierwszy raz cię zobaczyłem to wiedziałem, że musimy być razem! Ale nie, bo ty - spojrzał się już bezpośrednio na mnie - zdecydowałeś się pokrzyżować moje plany. Przez ciebie Reita nie chciał nawet na mnie spojrzeć. Bo co? W niczym nie jesteś ode lepszy! 
  - Ty jesteś nienormalny! Zrozum wreszcie rozpuszczony gówniarzu, że nie można mieć wszystkiego! - Akira denerwował się coraz bardziej i ściskał jeszcze mocniej moją dłoń. 
  - Doprawdy? - Zaśmiał się głośno wprawiając nas w osłupienie. - Wierz mi, zdążyłem zauważyć. Czego bym nie zrobił, to i tak nie mogę się pozbyć twojego kochasia. Nawet zaaranżowałem tą pierdoloną niby zdradę, a wy co?! 
  - Co zrobiłeś?! - Nasze głosy złączyły się w jeden, a ja zgłupiałem zupełnie.

  Że co to niby miało znaczyć? Co miałem o tym myśleć? W jaki sposób? Dobrze to zrozumiałem czy tylko starałem się coś sobie wmówić? Żołądek ścisnął mi się w bardzo nieprzyjemny sposób, a serce przyspieszyło gwałtownie pracę.

~*~
Czytaj dalej…